Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
sobota, 28 lutego 2009
Postój trochę
Księga Izajasza 58, 9b-14


”To mówi Pan Bóg:- Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem. Pan cię zawsze prowadzić będzie, nasyci duszę twoją na pustkowiach. Odmłodzi twoje kości tak, że będziesz jak zroszony ogród i jak j źródło wody, co się nie wyczerpie. Twoi ludzie zabudują prastare zwaliska, wzniesiesz budowle z odwiecznych fundamentów. I będą cię nazywać Naprawcą wyłomów, Odnowicielem rumowisk na zamieszkanie. Jeśli powściągniesz twe nogi od przekraczania szabatu, żeby w dzień mój święty spraw swych nie załatwiać, jeśli nazwiesz szabat rozkoszą, a dzień święty Pana czcigodnym, jeśli go uszanujesz przez unikanie podróży, tak by nie przeprowadzać swej woli ani nie omawiać spraw swoich, wtedy znajdziesz twą rozkosz w Panu. Ja cię powiodę w triumfie przez wyżyny kraju, karmić cię będę dziedzictwem Jakuba, twojego ojca. Albowiem usta Pana to wyrzekły".


Podaję tu czasem przepisany nam kawałek Pisma w całości, kiedy indziej tylko jedno zdanie - ale gdy przypada pisarz nad pisarzami Izajasz, trzeba cytować, ile się da, bo każdy werset jak perełka.

Tu przykazania rozmaite, żadne nie jest zbyteczne. Także to o szabacie. Kojarzy nam się z etyczną biurokracją, ale przecież konieczny jest czasem dzień duchowego postoju, oderwania od zgiełku codzienności. Szczególnie w czasie zwanym Wielkim Postem.

14:50, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
O kajdanach
Wpis na piątek 27 lutego 2009

Księga Izajasza 58,6

„Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać?"

Te słowa Biblii akcentowaliśmy z zapałem za „komuny", gdy mieliśmy więźniów politycznych. Wtedy nawet skrót biblistyczny „Kor” brzmiał antyrządowo i tak był czasem eksponowany. Ale wybuchła wolność.

Teraz chodzi o to, by wykrzyknik „wszelkie jarzmo połamać” nie oznaczał żadnej anarchii. Ani tej politycznej - a ile dziś rozpasania związków zawodowych, gadających głów plujących na każdego, kto im nie pasuje, wściekłych partyjnych buldogów - ani tej zwanej prywatną, gdzie pewnie nie jest gorzej niż było, ale i co z tego? Kajdany zła nosimy na własnym sumieniu.
14:49, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
czwartek, 26 lutego 2009
Rozkaz: miłość!
Księga Powtórzonego Prawa 30, 15-20

”Mojżesz przemówił do ludu: - Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci kochać twego Boga, Pana, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego nakazy, polecenia i przykazania; abyś żył i mnożył się, a twój Bóg, Pan, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść. Ale jeśli swoje serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz się kłaniał obcym bogom, służąc im, oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu. Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Boga swego, Pana, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać ojcom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi."

Ten dekret Mojżesza przypomniał mi przez kontrast to, czego dowiedziałem się wczoraj od mojej żony. Świadoma tłoku, jaki panuje zawsze w kościołach w Popielec i długości wczorajszego nabożeństwa, bo posypanie każdego popiołem musi potrwać - pojechała do dominikanów na warszawski Służew, na godzinę dwunastą. I przeżyła szok: wielka świątynia była o tej pracowitej porze pełna, nawet spóźnialscy stali, tyle że kazanie było krótkie, więc nabożeństwo skończyło się po niecałej godzinie. A przeżyła szok pozytywny: uradowała się, że tyle ludzi potrzebuje Boga w dzisiejszej Polsce, w dzisiejszej Warszawie przecież zlaicyzowanej. Przyjechali jednak nie z czystego, prawno-moralnego obowiązku: większość musiała wiedzieć, że obowiązywał post, nie udział w Mszy. A jednak przybyli tłumnie na tę Mszę i na pewno na inne wczorajsze też. Bo takie jest tamtejsze dominikańskie duszpasterstwo. Brawo!!!

Co to ma do Mojżesza? A no to, że polskie duszpasterstwo rzymskokatolickie również rozkazuje kochać Boga: przez swoje biurokratyczne skłonności (osławione kartki od spowiedzi...), regulowanie wszystkiego (”postne” rozróżnianie między kręgowcami) zachowuje się trochę, jak tamten żydowski przywódca. A miłości, żadnej, także miłości Boga, nakazać nie można. Można wymusić zachowania, nic głębszego się nie da.
17:07, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
środa, 25 lutego 2009
Zamknij się
Ewangelia Mateusza 6,6

„Gdy ty się modlisz, wejdź do swego mieszkania, zamknij za sobą drzwi i módl się do Ojca, który jest w ukryciu."

Dziś środa zwana popielcową, dla chrześcijan zachodnich początek czasu samokrytycznej refleksji. Zdanie z przeznaczonego na dzisiaj tekstu zacytowałem z Biblii Paulińskiej, choć nie ma ona już tradycyjnej komórki ani izdebki, mocno oddającej myśl oryginału, że swoje chwalebne działania powinniśmy radykalnie sprywatyzować.
Autoreklama jest straszną pokusą: także w sprawie tak przecież obliczonej tylko na Boga, jak modlitwa. Nie mogę zapomnieć sceny, w której zimny działacz postkomunistyczny modlił się na Jasnej Górze w świetle jupiterów (zapewniano mnie, że nie jest konwertytą). Niemniej nie tylko on panicznie boi się, że nie zostanie doceniony. Iluż polityków skądinąd naprawdę pobożnych pobożności swojej używa do gry politycznej. A przecież każdy z nas niezależnie od (nie)wiary w Boga ma własne sumienie, którego opinia powinna satysfakcjonować.

Zamknij się, także w sensie dosadnym tego słowa. Ucisz się, choćby na trochę. Oczywiście pouczam przede wszystkim siebie samego.

A w dzisiejszej ”Gazecie Wyborczej” pouczyłem księży, jak mają spowiadać. Miał nawet być tytuł ”Spowiadać po ludzku”, ale w wersji ”papierowej” z braku miejsca skrócono. Osłabiono - może to i dobrze, bo gdy wymaga się delikatności, trzeba samemu być delikatnym.
19:11, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
wtorek, 24 lutego 2009
Fortuna i Chrystus
Księga Syracydesa 2,1-11

”Synu, jeżeli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie. Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia. Przylgnij do Niego, a nie odstępuj, abyś był wywyższony w ostatnim twym dniu. Przyjmij wszystko, co przyjdzie na ciebie, a w zmiennych losach utrapień bądź wytrzymały. Bo w ogniu doświadcza się złoto, a ludzi miłych Bogu w piecu utrapienia. Bądź Mu wierny, a On zajmie się tobą, prostuj swe drogi i Jemu zaufaj. Którzy boicie się Pana, oczekujcie Jego zmiłowania, nie zbaczajcie z drogi, abyście nie upadli. Którzy boicie się Pana, zawierzcie Mu, a nie przepadnie wasza zapłata. Którzy boicie się Pana, spodziewajcie się dobra, wiecznego wesela i zmiłowania. Popatrzcie na dawne pokolenia i zobaczcie: któż zaufał Panu, a został zawstydzony? Albo któż trwał w bojaźni Pańskiej i był opuszczony? Albo któż wzywał Go, a On nim wzgardził? Dlatego że Pan jest litościwy i miłosierny, odpuszcza grzechy i zbawia w czasie utrapienia.”

„W zmiennych losach utrapień bądź wytrzymały” - jakże wielkie to wymaganie. Od bardzo dawnych czasów ludzie zamyślali się nad zmiennością swego losu. Grecy mieli boginię Fortunę, której główną cechą była zmienność. Przysłowie przecież głosi, że toczy się kołem.

Literatura polska zaczyna się na dobre poezją Kochanowskiego i Sępa Szarzyńskiego, rozczytanych w starożytności i podejmujących jej egzystencjalne problemy, szczególnie właśnie owej kolistości losu. Autor „Trenów” do śmierci córki głosił stoicką niewzruszoność - aż mu nagle pękła dramatycznie. „Kupić by cię, mądrości, za drogie pieniądze” - napisał już wiedząc, że cena jej przekracza możliwości finansowe wszystkich miliarderów, bo człowiek jest sam za słaby, by radzić sobie z własnym szczęściem. Sęp jest już pewien recepty religijnej:
„Nie trafunek przygodny ludzkie sprawy rządzi
I fortunę szaloną, choć upornie błądzi,
Chełzna twardym mańsztukiem moc twego rządzenia” -
woła do Boga, przekonany, że pisze On prosto po liniach krzywych, czyli Jego Opatrzność działa bezbłędnie..
Wierzy głęboko też Syracydes. „Któż wzywał Go, a On nim wzgardził?” - pyta retorycznie, przekonany, że w ostatecznym rachunku ludzkiego życia okazuje się zawsze, że wygrywają ci, co przetrwali ogień nieszczęścia nie załamując się moralnie. Może do tego trzeba spojrzenia nie tyle na własne szczęście i nieszczęście, ile na własną cnotę i niecnotę. Tekst przepisany na dzisiaj kończy się zapewnieniem, że Bóg jest miłosierny, czyli autor przenosi problem Fortuny na płaszczyznę, na której liczą się, owszem, sukcesy, ale etyczne. Pociechą jest wtedy przekonanie, że w oczach Bożych nie jesteśmy nienajgorsi, i to czyni nas szczęśliwymi.
16:50, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 23 lutego 2009
Jezus, syn Syracha. Józef Ratzinger, Benedykt XVI
Księga Syracydesa 1,1-10

”Cała mądrość od Boga pochodzi, jest z Nim na wieki. Piasek morski, krople deszczu i dni wieczności któż może policzyć? Wysokość nieba, szerokość ziemi, przepaść i mądrość któż zbadać potrafi? Jako pierwsza przed wszystkim stworzona została mądrość, rozum roztropności od wieków. Korzeń mądrości komuż się objawił, a dzieła jej wszechstronnej umiejętności któż poznał? Jest jeden mądry, co bardzo lękiem przejmuje, siedzący na swym tronie. To Pan ją stworzył, przejrzał, policzył i wylał na wszystkie swe dzieła, na wszystkie stworzenia według swego daru, a tych, co Go miłują, hojnie nią wyposażył”.

Jest w Biblii rodzaj literacki, który u protestantów zwie się: „księgi dydaktyczne", a u katolików: „mądrościowe". U katolików jest ich więcej, siedem, nie pięć, bo mamy w kanonie dwie deuterokanoniczne: Księgę Mądrości i Mądrość Syracydesa. Obie nie weszły ostatecznie do kanonu hebrajskiego, a zatem i protestanckiego, który przyjął tamte ustalenia, choć księgi te są w żydowskim przekładzie na grekę: Septuagincie. Księga Mądrości, napisana po grecku, jest tylko w tym źródle, Syracydesowa znana jest też obecnie z licznych fragmentów hebrajskich odnalezionych dopiero współcześnie, bo też w tym języku została napisana, choć do kanonu hebrajskiego nie została przyjęta. Powstała ok. 180 r. przed Chrystusem, wyszła spod pióra autora, który w zakończeniu dzieła nazwany jest Jezusem, synem Syracha. Na język grecki przetłumaczył ją wnuk owego autora, co sam powiada w prologu, nie uznanym zresztą za kanoniczny. Rzecz rzadka w Biblii, tłumacz zwierza się tam na temat swojej pracy. Prosi czytelników: „Bądźcie wyrozumiali tam, gdzie - jak się wydaje - mimo wielkiego wysiłku włożonego w tłumaczenie niektórych wyrażeń nie można było oddać. Nie mają one tej samej siły wyrazu czytane po hebrajsku i przełożone na inny język. Nie tylko ta księga, ale i samo Prawo, Prorocy, jak i pozostałe Pisma niemało różnią się od oryginału." Mamy tu już podział Biblii na trzy części, pierwszą wzmiankę na ten temat, mamy też dalej opowieść, jak to tłumacz znalazł kopię dziadkowego dzieła i przekładał je z trudem wśród bezsennych nocy.

Gdy mowa o przekładach, trzeba wspomnieć, że pięć ksiąg „dydaktycznych", tych uznawanych też przez protestantów, weszło jako osobny tomik do przekładu ekumenicznego 11 Kościołów i Towarzystwa Biblijnego. A są to księgi Hioba, Psalmów, Przysłów, Koheleta i Pieśń nad Pieśniami.
Co zaś do naszej dzisiejszej księgi, to trzeba jeszcze powiedzieć, że tradycyjnie zwana była, jak w przekładzie łacińskim, Eklezjastykiem, bo autor był ważną postacią dla Kościoła (nie dla Synagogi). A miał nie tylko przemyślenia, ale i talent literacki. Widać, że należał do ludu myślącego obrazami, nie sylogizmami.
Tak zatem „cała mądrość od Boga pochodzi". Jeśli wierzy się, że On istnieje i nie jest, choć są takie antropomorficzne obrazy w Biblii, czułym na punkcie swej władzy satrapą - to takie założenie jest oczywiste. Można tylko pytać, czemu jakby skąpi nam tej mądrości, rozumu, roztropności. Czemuśmy tacy nieroztropni, mądrzy dopiero po szkodzie? Czemu wielka inteligencja, zdolności czysto intelektualne, teoretyczne, nie zawsze idą w parze z roztropnością właśnie, umiejętnością osiągania postawionych sobie celów?

Myślę o papieżu Benedykcie XVI. Czemu stale tak źle gra? Błąd taktyczny za błędem, gafa za gafą, obraza za obrazą. Nie jest to tylko sprawa jego teologicznego konserwatyzmu, choć to też ważna przyczyna jego otwarcia na lefebrystów: można myśleć swoje, ale mieć wyczucie cudzego myślenia i nie wywoływać awantur. Co do islamu, szczerze mówiąc, wydaje mi się, że wojowniczość Mahometa, wytknięta muzułmanom w Ratysbonie, jest faktem bezspornym, ale przecież Benedyktowi naprawdę zależy na dialogu z judaizmem, religią olbrzymią, a niechcący go wciąż utrudnia.
Jest cały zadziornym profesorem a nie rozumnym duszpasterzem, raczej biurokratą niż dyplomatą. Jan Paweł II też awangardowym teologiem nie był, według niektórych nawet w swoim Kościele był niezbyt dialogowy, ale wobec innych Kościołów i w ogóle wspólnot religijnych (wyjąwszy gafę wobec buddystów) umiał się otwierać. Użyłem słowa „biurokrata" nie tylko dla rymu: Benedykt XVI lubi biurko, nie tyle nawet urzędnicze, ile swoje własne, autorskie. Posiłki papieskie pośród gości należą do przeszłości.

No i coś jeszcze dziwniejszego: chyba nie nauczył się kurii rzymskiej, choć tyle lat w niej pracował. Jan Paweł II nie rządził w Krakowie ani w Rzymie, czyżby jego następca też nie panował za Spiżową Bramą? Zrobiono mu tam teraz kawał niesłychany. Urzędy kurialne kłóciły się i za Jana Pawła, urząd ekumeniczny i wtedy był izolowany, odsuwany od decyzji, ale takiej wpadki dyplomatycznej nie było.
14:53, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 22 lutego 2009
Błogosławiony, kto...

Psalm 41,2-5.13-14

”Błogosławiony, kto pamięta o złożonym niemocą, w zły czas uratuje go Pan.

Pan będzie go strzegł i zachowa przy życiu, uczyni go szczęśliwym na ziemi, nie wyda na wolę jego wrogów.

Pan go wspomoże na łożu boleści. Pościel mu zmieni w jego niemocy.

A ja rzekłem:- Panie, zmiłuj się nade mną, uzdrów mnie, bo zgrzeszyłem przeciw Tobie.

Dla niewinności mojej wesprzesz mnie i wyznaczysz mi miejsce przed obliczem Twoim na wieki.

Błogosławiony niech będzie Pan, Bóg Izraela, od wieczności na wieczność. Amen. Amen.”

Znów Noblista. Miłosz ma tutaj „złożonego niemocą", co bardziej pasuje do dalszego ciągu pieśni, ale przekłady, do których zajrzałem, mają zgodnie „biednego" czy „ubogiego". A Kochanowski ma „upadłego". No cóż, starożytny tekst daje się tłumaczyć rozmaicie. A i w polszczyźnie biedny to też na przykład zagrypiony. 

11:24, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
sobota, 21 lutego 2009
Psałterz Miłoszów
Psalm 145,2-5.10-11

Pośpiewajmy dziś „Psałterz Dawidów" w przekładzie Noblisty:

”Każdego dnia błogosławić będę Ciebie i wysławiać Twoje imię na wieki wieków.

Wielki jest Pan i sławiony wielce, a wielkość Jego niezgłębiona.

Pokolenie pokoleniu niech wychwala dzieła Twoje i o mocy Twojej rozpowiada.

Wspaniałość chwały Twego majestatu i dzieła Twoje cudowne rozpamiętywać będę.

Niech wysławiają Ciebie, Panie, wszystkie twory Twoje, a wierni Twoi niech Cię błogosławią.

Chwałę Twego królowania niech opowiadają i Twoją potęgę głoszą.”
11:42, jan.turnau
Link Komentarze (29) »
piątek, 20 lutego 2009
Wieża pychy. Balaski słonicy...
Księga Rodzaju 11,1-9

”Mieszkańcy całej ziemi mieli jedną mowę, czyli jednakowe słowa A gdy wędrowali ze wschodu, napotkali równinę w kraju Szinear i tam zamieszkali. I mówili jeden do drugiego - Chodźcie, wyrabiajmy cegłę i wypalmy ją w ogniu. A gdy już mieli cegłę zamiast kamieni i smołę zamiast zaprawy murarskiej, rzekli: - Chodźcie, zbudujmy sobie miasto i wieżę, której wierzchołek będzie sięgał nieba, i w ten sposób uczynimy sobie znak, abyśmy się nie rozproszyli po całej ziemi. A Pan zstępując z nieba, aby zobaczyć to miasto i wieżę, które budowali ludzie rzekł:- Są oni jednym ludem i mają wszyscy jedną mowę i to jest przyczyną, że zaczęli budować. A zatem na przyszłość nic nie będzie dla nich niemożliwe, cokolwiek zamierzą uczynić. Zejdźmy więc i pomieszajmy tam ich język, aby jeden nie rozumiał drugiego!. W ten sposób Pan rozproszył ich stamtąd po całej powierzchni ziemi i tak nie dokończyli budowy tego miasta. Dlatego to nazwano je Babel, tam bowiem Pan pomieszał mowę mieszkańców całej ziemi. Stamtąd też Pan rozproszył ich po całej powierzchni ziemi.”

Opowieść ponura. Wieje grozą nie obraz ludzi, którzy budują sobie  starożytny wieżowiec (rodzaj piramidy schodkowej), ale postępowanie Boga, który okropnie boi się człowieczego postępu. Komentatorzy polskich tłumaczeń Biblii osłabiają takie wrażenie z lektury sugerując, że budowniczowie grzeszyli pychą, i trudno taką egzegezę zlekceważyć: wada ta wkrada się przecież wszędzie. Sakralizowanie postępu cywilizacyjnego nie ma sensu. Trzeba też wziąć pod uwagę, że owa wieża była przedsięwzięciem pogańskim, miała służyć kultowi bogów obcych Izraelowi, kojarzyła się ze wstrętnym Babilonem (choć etymologia, którą mamy w tekście, tłumaczy nazwę wieży rdzeniem „bll", „pomieszać"). W dzisiejszej perykopie widać jednak Boga jako zazdrośnika nazbyt podobnego do ziemskich władców.

PS. Pan Bóg jak już namieszał, to namieszał. W Polsce przebywają dwie (urocze, uśmiechnięte zaprawdę po chrześcijańsku!)) zakonnice chińskie, które uczą się tu m.in. polskiego. Ale bariera językowa potężna: złożyły pewnej Polce życzenia: „balaski słonicy"! Miało to znaczyć: „blasku słońca!"...
17:56, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
czwartek, 19 lutego 2009
Tęcza

Księga Rodzaju 9,1-13

”Pobłogosławił Bóg Noego i jego synów, mówiąc do nich: - Bądźcie płodni i mnóżcie się, abyście zaludnili ziemię. Wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i lęka. Wszystkie bowiem gady i płazy, i wszystkie ryby morskie zostały oddane wam we władanie. Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko. Tylko nie wolno wam jeść mięsa z krwią życia. Upomnę się o waszą krew przez wzgląd na wasze życie upomnę się o nią u każdego zwierzęcia. Upomnę się też u człowieka o życie człowieka i u każdego o życie brata. Jeśli kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego, bo człowiek został stworzony na wyobrażenie Boga. Wy zaś bądźcie płodni i mnóżcie się; zaludniajcie ziemię i miejcie władzę nad nią. Potem Bóg tak rzekł do Noego i do jego synów: - Ja. Ja  zawieram przymierze z wami i z waszym potomstwem, które po was będzie; z wszelką istotą żywą, która jest z wami; z ptactwem, ze zwierzętami domowymi i polnymi, jakie są przy was, ze wszystkimi, które wyszły z arki, z wszelkim zwierzęciem na ziemi. Zawieram z wami przymierze tak, iż nigdy już nie zostanie zgładzona żadna istota żywa wodami potopu i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię. Po czym Bóg dodał: A to jest znak przymierza, które Ja zawieram z wami i z każdą istotą żywą, jaka jest z wami, na wieczne czasy. Łuk mój kładę na obłoki, aby był znakiem przymierza między Mną i ziemią".

Przypomina się tęcza wtedy nad Birkenau. Wciąż nieszczęścia, dramaty, tragedie, ale tam ten łuk na niebiosach zabłysnął jak symbol dwóch wielkich szczęść, których chyba nie doceniamy. Pojednanie polsko-niemieckie, niemiecko-żydowskie. To procesy, nie fakty całkiem dokonane, ale cieszmy się tym, co jest, a mogło nie być.
Ale ta tęczowa łaskawość Boża wobec Noego and Co to jeden z przebłysków Nowego Przymierza w Starym.

15:02, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
środa, 18 lutego 2009
Gołębica z gałązką
Księga Rodzaju 8,6-13.20-22

”Po czterdziestu dniach Noe, otworzywszy okno arki, które przedtem uczynił, wypuścił kruka; ale ten wylatywał i zaraz wracał, dopóki nie wyschła woda na ziemi. Potem wypuścił z arki gołębicę, aby się przekonać, czy ustąpiły wody z powierzchni ziemi. Gołębica, nie znalazłszy miejsca, gdzie by mogła usiąść, wróciła do arki, bo jeszcze była woda na całej powierzchni ziemi; Noe, wyciągnąwszy rękę, schwytał ją i zabrał do arki. Przeczekawszy zaś jeszcze siedem dni, znów wypuścił z arki gołębicę i ta wróciła do niego pod wieczór, niosąc w dziobie świeży listek z drzewa oliwnego. Poznał więc Noe, że woda na ziemi opadła. I czekał jeszcze siedem dni, po czym wypuścił znów gołębicę, ale ona już nie powróciła do niego. W sześćset pierwszym roku, w miesiącu pierwszym, w pierwszym dniu miesiąca wody obeschły na ziemi, i Noe, zdjąwszy dach arki, zobaczył, że powierzchnia ziemi jest już prawie sucha. Noe zbudował ołtarz dla Pana i wziąwszy ze wszystkich zwierząt czystych i z ptaków czystych złożył je w ofierze całopalnej na tym ołtarzu. Gdy Pan poczuł miłą woń, rzekł do siebie: - Nie będę już więcej złorzeczył ziemi ze względu na ludzi, bo usposobienie człowieka jest złe już od młodości. Przeto już nigdy nie zgładzę wszystkiego, co żyje, jak to uczyniłem; będą one zatem istniały, jak długo trwać będzie ziemia, siew i żniwo, mróz i upał, lato i zima, dzień i noc".

Biblia Poznańska: „Także Gilgamesz opowiada o wypuszczeniu ptaków i to trzech różnych: gołębia, jaskółki i kruka”. Zapożyczenia z literatury wcześniejszej są oczywiste, tu akurat nie ma żadnej zmiany ważnej teologicznie, zjawia się dopiero później, gdy mowa o miłej woni. Poznanianka podaje, że w Gilgameszu są w tym miejscu „bogowie”: biblijna rewolucja monoteistyczna!

Ważne zdanie, że „usposobienie człowieka jest złe już od młodości” - to podobnie jak np. siódmy werset Psalmu 51 jest podstawą katolickiego pojęcia grzechu pierworodnego, mówiąc językiem ogólniejszym, mniej doktrynalnym - przekonania, żeśmy wszyscy (niemal) z natury świńtuchy.

Dowcip przedwczorajszy o arcybiskupie Życińskim, który nie może powiedzieć, że arcybiskup Abel jest jego bratem, lekko kuleje: nie znaczy to przecież, że jest Kainem, bo może również być Setem. A są tacy, co go kojarzą z synem Noego Semem: bo powinien zwać się „Żydziński”...
23:11, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
wtorek, 17 lutego 2009
Powody potopu. Pasażerowie arki Noego
Księga Rodzaju 6,5-8; 7,1-5.10

”Kiedy Pan Bóg widział, że wielka jest niegodziwość ludzi na ziemi i że usposobienie ich jest wciąż złe, żałował, że stworzył ludzi na ziemi, i zasmucił się. Wreszcie Pan rzekł: - Zgładzę ludzi, których stworzyłem, z powierzchni ziemi: ludzi, zwierzęta, gady i płazy, i ptaki powietrzne, bo żal mi, że ich stworzyłem". Tylko Noe znalazł upodobanie w oczach Boga. A potem Pan rzekł do Noego: - Wejdź wraz z całą twą rodziną do arki, bo przekonałem się, że tylko ty jesteś wobec mnie prawy wśród tego pokolenia. Z wszelkich zwierząt czystych weź z sobą siedem samców i siedem samic, ze zwierząt zaś nieczystych po jednej parze: samca i samicę; również i z ptactwa po siedem samców i po siedem samic, aby w ten sposób zachować ich potomstwo dla całej ziemi. Bo za siedem dni spuszczę na ziemię deszcz, który będzie padał czterdzieści dni i czterdzieści nocy, aby wyniszczyć wszystko, co istnieje na powierzchni ziemi, cokolwiek stworzyłem". I spełnił Noe wszystko tak, jak mu Pan polecił. A gdy upłynęło siedem dni, wody potopu spadły na ziemię.”

Potop. Kara za grzechy w postaci klęski żywiołowej: tak myśleli autorzy biblijni i długo potem „postbiblijni”, nawet jeden został niedawno biskupem pomocniczym w Austrii. Na szczęście zrezygnował z powodu ostrych oporów wiernych: chwała na wysokościach Bogu a na ziemi pokój ludziom umiejącym ustąpić.
Co do historyczności tego kataklizmu: opisany również w literaturze ościennej, miał pewnie jakiś odpowiednik w prehistorii, ale nie powinno to być problemem głównym podczas lektury Biblii, bo nie jest ona podręcznikiem (pre)historii.

Zwierzęta czyste i nieczyste: przyczyny tego podziału nie są dla biblistów jasne. Wykaz zwierząt obu kategorii mamy w Księdze Kapłańskiej 11,1-47 i Powtórzonego Prawa 14,3-21a. Wśród ssaków „czyste” były zarazem przeżuwające i mające rozdzielone kopyta (parzystokopytne), wśród zwierząt wodnych te z łuskami i płetwami. Wśród owadów jadalna była wyjątkowo szarańcza.
12:52, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
poniedziałek, 16 lutego 2009
Kain i Abel, czyli przypowieść o zazdrości. Pius XII, Polacy, Żydzi

Księga Rodzaju 4,1-15.25
”Adam zbliżył się do swej żony Ewy. A ona poczęła i urodziła Kaina, i rzekła: - Urodziłam mężczyznę z pomocą Pana. A potem urodziła jeszcze Abla, jego brata. Abel był pasterzem trzód, Kain zaś uprawiał rolę. Gdy po niejakim czasie Kain składał dla Pana w ofierze płody roli, Abel składał również pierwociny ze swej trzody i z ich tłuszczu. Pan wejrzał na Abla i na jego ofiarę, na Kaina zaś i na jego ofiarę me chciał patrzeć. Smuciło to Kaina bardzo i chodził z ponurą twarzą. Pan zapytał Kaina :- Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną, jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech waruje u wrót i łasi się do ciebie, a przecież ty masz nad nim panować. Rzekł Kain do Abla, brata swego: Chodźmy na pole. A gdy byli na polu, Kain rzucił się na swego brata Abla i zabił go. Wtedy Bóg zapytał Kaina:- Gdzie jest twój brat, Abel? On odpowiedział: - Nie wiem. Czyż jestem stróżem brata mego? Rzekł Bóg: - Cóżeś uczynił? Krew brata twego głośno woła ku Mnie z ziemi. Bądź więc teraz przeklęty na tej roli, która rozwarła swą paszczę, aby wchłonąć krew brata twego, przelaną przez ciebie. Gdy rolę tę będziesz uprawiał, nie da ci już ona więcej plonu. Tułaczem i zbiegiem będziesz na ziemi. Kain rzedł do Pana: - Zbyt wielka jest kara moja, abym mógł ją znieść. Skoro mnie teraz wypędzasz z tej roli i mam się ukrywać przed Tobą, i być tułaczem i zbiegiem na ziemi, każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić. Ale Pan mu powiedział: - O, nie! Ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną pomstę poniesie! Dał też Pan znamię Kainowi, aby go nie zabił, ktokolwiek go spotka. Adam raz jeszcze zbliżył się do swojej żony i ta urodziła mu syna, któremu dała imię Set, gdyż - jak mówiła - dał mi Bóg potomka innego w zamian za Abla, którego zabił Kain".

Ciekawe, czy ta opowieść biblijna jest jeszcze ciągle w Polsce tak znana jak - powiedzmy - bitwa pod Grunwaldem? Zrobiłem sobie minitest zadając podchwytliwe pytanie: - Zbudowano wieżę Babel, a Kaina zabił...? Nabrała się trzydziestolatka bardzo inteligentna i wykształcona również religijnie. Tu miejsce też na dowcip arcybiskupa Życińskiego, że nie może swoim bratem nazwać prawosławnego arcybiskupa również lubelskiego Abla, z którym ma przecież przyjacielskie stosunki...

Jest ta archetypiczna opowieść biblijna przypowieścią o zazdrości. Straszna, mordercza to wada, bodaj niebezpieczniejsza od pychy, bo człowiek zarozumiały nie czuje się tak zagrożony, jak ten, co widzi, że bliźniemu powodzi się lepiej. Można też jednak zazdrość wywodzić właśnie z pychy: nie zazdrości ten, co nie ma wygórowanego mniemania o sobie i o tym, co mu się należy od losu i bliźnich. od losu? Może właśnie trzeba powiedzieć, że od Boga, który jakoś rządzi naszym szczęściem i który z jakichś powodów, niewątpliwie moralnych, wyżej cenił Abla niż Kaina, co tego drugiego tak rozwścieczyło.

Zaskakuje troska Boga o dalszy los mordercy: może to ogólna przestroga moralna przed zemstą czy samosądem?
Kain ani Abel nie byli Żydami, niemniej Biblia jest księgą zgoła żydowską, więc - zgodnie z moją tutejszą tradycją - odnotuję publikację „judeologiczną". Mamy mianowicie w Polsce - a ja mam wśród moich przyjaciół - świetnego specjalistę od spraw polsko-żydowskich i katolicko-żydowskich: Michała Horoszewicza. Formalnie biorąc, dziennikarz, faktycznie uczony historyk, określający się jako wolnomyśliciel, ale bez żadnych fobii antykatolickich, publikuje w różnych pismach niezmiernie erudycyjne i budująco obiektywne studia na te tematy.
Przeczytałem właśnie w „Forum Klubowym", „lewicowym dwumiesięczniku idei" (nr 43-44) rzecz tego autora pt. „Papiestwo wobec deportacji Żydów: Rzym (1943) i Węgry (1944)".
Jest o milczeniu Piusa XII i o jego działaniu. Najpierw uwaga ogólna, że „papiestwo co najmniej do połowy XVI wieku może uchodzić za instancję kościelną najbardziej sprzyjającą Żydom". Dalej czytamy, że 1 stycznia 1885 r. węgierski kardynał Haynald, arcybiskup Kalocsy, w liście pasterskim opowiedział się jako pierwszy w Kościele przeciw antysemityzmowi. W 1892 i 1899 r. papież Leon XIII w rozmowach udzielonych paryskiemu »Le Figaro" wyraźnie zaznaczył wobec antysemityzmu swe» nie pozwalam«. Potem były potępienia Świętego Oficjum i Piusa XI, ale w Kościołach krajowych przeobrażenia następowały wolniej. Oraz zaistniały faszyzm włoski, frankizm, hitleryzm i papiestwo stanęło przed problemem, jak na nie reagować.

A od razu Pius XII wzbudził polemikę. Nie potępił włoskiej inwazji na Albanię, za co go skrytykował filozof katolickiej lewicy Emmanuel Mounier. W tamtej sprawie było tylko milczenie, w hiszpańskiej oburzyło założyciela miesięcznika „Esprit" werbalne poparcie dla generała Franco, ba, porównanie tej krucjaty do „ewangelizacji" Nowego Świata przez tychże Hiszpanów. To głos francuski, był wnet i polski. Biskup włocławski Radoński pisał 14 września 1942 r. z Londynu do papieskiego sekretarza stanu kard. Maglionego o okupacyjnych niedolach Polaków: „Kościoły są profanowane lub zamykane (...) pozbawiony wszystkiego naród przymiera głodem, a papież milczy", a 15 lutego 1943 r. „Nie wiem, kim byli prałaci, którzy prosili Ojca Świętego o zachowanie raczej milczenia (...). Gdy popełniane są takie zbrodnie wołające ku niebiosom, niewytłumaczalne milczenie Najwyższego Nauczyciela Kościoła stają się dla tych, którzy nie znają powodu, a takich są tysiące, przyczyną ruiny duchowej".

Pius XII był świadom, że jego milczenie jest problemem. Do jezuity Paola Dezzy mówił w grudniu 1942 r.: „Ubolewa się, że papież nie mówi. Ale papież nie może mówić. Gdyby mówił, byłoby gorzej." I dalej mamy kilka innych, równie mało znanych wypowiedzi Piusowych w sprawie milczenia, wśród nich słowa: „Czasem boleśnie trudno rozstrzygnąć, czy wymagane są powściągliwość i ostrożne milczenie, czy też mowa otwarta i energiczne działanie."
Zagłada sięga Rzymu, który od września 1943 r. jest po upadku Mussoliniego pod okupacją niemiecką. 1295 Żydów dosięga obława. Kardynał Maglione reaguje dyplomatycznie, przez rzymskiego ambasadora III Rzeszy, wspomaga go rektor rzymskiego kolegium niemieckiego biskup Hudal, grożąc publicznym głosem papieża. Efekt jest taki, że obława zostaje przerwana, Żydzi znajdują schronienie w budynkach kościelnych. Czy przerwanie milczenia byłoby bardziej skuteczne? Horoszewicz zostawia znak zapytania.

A na Węgrzech? Do marca 1944 r. rząd tego państwa będącego sojusznikiem Niemiec odrzucał ich antyżydowskie naciski. Ale gdy Wehrmacht wkroczył na Węgry, rozpoczęły się masowe deportacje do Auschwitz. Do 6 lipca wywieziono 435 tys. osób. Nuncjusz Rotta interweniował u rządu węgierskiego grożąc protestem papieskim. Na stanowisko Watykanu niewątpliwy wpływ miały głosy z USA. Posłanie Piusa XII do regenta Węgier admirała Horthyego z czerwca 1944 r. nadano bez szyfrowania, zapewne po to, żeby łatwiej dotarło do władz hitlerowskich. Horoszewicz uważa ten dokument za unikalny, ponieważ dotąd były to tylko cztery jednozdaniowe wzmianki, stanowiące zawsze uboczny element rozległych rozważań, i papież nie nazywał Żydów po imieniu, mówiąc tylko o prześladowanych z powodu przynależności rasowej. Autor artykułu przypuszcza, że na tę radykalizację mogły mieć wpływ wiarygodne informacje o Zagładzie w Auschwitz, sygnały z USA, jak też wreszcie indywidualne lub zbiorowe podziękowania Żydów. Z kolei słowa Piusa XII mogły wpłynąć na prymasa Węgier, kardynała Serédiego, który wreszcie zdobył się na protestacyjny list pasterski. Ciekawa jest informacja Horoszewicza, że według sławnego Daniela Goldhagena w owym liście znalazł się niemniej passus mówiący o niszczycielskim wpływie Żydów na życie społeczne i moralne Węgier i o biskupiej akceptacji państwowych kroków przeciw Żydom. Ale autor artykułu twierdzi, że to dezinformacja, bo nad listem pracował przecież biskup węgierski Apor, jedyny w tamtym episkopacie wolny od tradycyjnego antysemityzmu.

Horoszewicz skrzętnie zbiera wszystkie hipotezy tłumacząc milczenie papieskie, też takie, jak to, że interwencja jawna nie przystawałaby do intencji pokojowych i neutralności w tej wojnie, mogłaby wywołać schizmę wewnątrz katolicyzmu niemieckiego, doprowadzić do uderzenia w Watykan i samego papieża, wesprzeć zagrożenie komunistyczne. To ostatnie uważają niektórzy za czynnik decydujący, mnie jednak, laikowi, wydaje się przede wszystkim, że rzeczywiście Pius XII bał się większej szkody dla ofiar niż pożytku. List episkopatu holenderskiego dał przecież taki efekt. Co piszę, choć ten biskup Rzymu nie jest bohaterem mojego romansu. Pamiętam zresztą sprawę późniejszą: jak radzić sobie z prześladowaniem komunistycznym Kościoła. Tu Paweł VI z arcybiskupem Casarolim też stosował zasadę, że więcej zrobi się po cichu, i szedł na Węgrzech i jeszcze bardziej w Czechach na zadziwiające kompromisy Dylemat: dyplomacja czy profetyzm to sprawa wiecznie żywa.

Wracam jednak do opinii historyka Horoszewicza: pisze on, że „chyba nikt zdroworozsądkowy nie zarzuca Piusowi XII inercji wobec Holocaustu-Szoa: czynów jest tam naprawdę wiele" . Od jesieni 1943 do czerwca 1944 Watykan przygarnął na swoim eksterytorialnym terenie więcej Żydów niż w ciągu całej wojny olbrzymia Kanada. Jednak - zaznacza Horoszewicz - zabrakło publicznego słowa protestu, potępienia ze strony osoby najbardziej do tego powołanej. Ale - tu widać znowu niezwykłą troskę o obiektywizm - „wolno utrzymywać: Pius XII wiele uczynił, chociaż milczał; inni uznają: wiele mógł uczynić, bo milczał".

No i ważna wiadomość w przypisie do niebywale erudycyjnego artykułu, co prawda, pochodząca od nie całkiem obiektywnego Goldhagena: główny obrońca w tej sprawie Piusa XII jezuita Peter Gumpel powiedział kiedyś publicznie: „Bądźmy szczerzy.... Przecież Żydzi zamordowali Chrystusa. To niepodważalny fakt historyczny." Chyba faktycznie w tym sporze o Piusa XII jest dno psychologiczne, dużo głębsze.
Jest też na ten nieustanny temat publikacja książkowa: tom 229 Biblioteki „Więzi" pt. „Polacy i Żydzi - kwestia otwarta". To zbiór artykułów zredagowanych przez Roberta Cherrego i Annamarię Orla-Bukowską, wydany najpierw po angielsku w USA. W przedmowie do polskiego wydania naczelny „Więzi" Zbigniew Nosowski pisze, że to książka „unikalna ze względu i na tematykę, i na sposób jej ujęcia. Autorzy tej książki -- precyzyjnie dobrali ich redaktorzy tomu: Robert Cherry i Annamaria Orla-Bukowska -- analizują przede wszystkim stereotypy, od których niemal zawsze zaczynają się rozmowy i spory polsko-żydowskie. Książka uczciwie pokazuje fakt istnienia tych stereotypów po obu stronach oraz ich szkodliwy wpływ na nasze wzajemne relacje. W takich sytuacjach najczęstszą postawą utrudniającą dialog jest skupianie się na stereotypach istniejących po drugiej stronie i wykorzystywanie ich do usprawiedliwiania własnej niechęci. Dzięki tej książce można się jednak dowiedzieć nie tylko tego, że trudności we wzajemnym zrozumieniu istnieją, ale też, że można je przezwyciężać -- i jak to czynić. Przede wszystkim trzeba zaczynać od porządkowania faktów. Tak czynią autorzy tej książki. Ich teksty są solidnie udokumentowane. Punktem wyjścia jest dla nich rzeczywistość. Dopiero po jej zbadaniu stawiają tezy, a nie odwrotnie, jak czynią często publicyści szukający faktów uzasadniających wyznawane przez nich przeświadczenia. Opisują także zjawiska mało znane w Polsce, np. ewolucję obrazu stosunków polsko-żydowskich w oczach Żydów. Stereotypy są z definicji fałszywe, ale opierają się na jakimś ułamku prawdy. Dzięki autorom tej książki łatwiej nam będzie dostrzec ułamkowy tylko charakter tych prawd. Ważne jest także, że sąsiadują tu ze sobą różne perspektywy, które rzadko można znaleźć obok siebie. Jeśli ktoś analizuje antypolskie stereotypy w obrazie Polski i Polaków za granicą -- raczej nie zastanawia się nad żywotnością polskiego antysemityzmu; i odwrotnie. A na kartach tej książki jedno towarzyszy drugiemu, różne perspektywy się uzupełniają.”

I jeszcze jedna książka: prywatny notatnik ojca Stanisława Musiała, odnaleziony wśród licznych książek po nim pozostałych, który ukaże się w Wydawnictwie Literackim za dziesięć dni. Lektura przejmująca, pokazuje człowieka najgłębiej religijnego, można by rzec: tradycyjnie wierzącego, a zarazem w jednej sprawie radykalnie reformatorskiego, walczącego nieustraszenie w obronie Żydów. Dołączono wspomnienia o nim duchownych i świeckich oraz spory biogram. Polecam jego modlitwę do Matki Najświętszej, Matki Pocieszenia.

17:07, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
niedziela, 15 lutego 2009
O spowiednikach
Psalm 32, 1-2.5.11

”Szczęśliwy człowiek,
któremu odpuszczona została nieprawość,
a jego grzech zapomniany.
Szczęśliwy ten, któremu Pan nie poczytuje winy,
a w jego duszy nie kryje się podstęp.
Grzech wyznałem Tobie i nie ukryłem mej winy.
Rzekłem: - Wyznaję mą nieprawość Panu,
a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu.
Cieszcie się i weselcie w Panu, sprawiedliwi,
radośnie śpiewajcie wszyscy prawego serca.”

Tekst kojarzy się katolikom ze spowiedzią, a mnie dzisiaj szczególnie ze spowiednikami. Zbliża się Wielki Post, czas autorefleksji i autokrytyki, którą katolicy muszą raz na rok (niekoniecznie w tym okresie, nie ma takiego przykazania) odprawić przed duchownym. Niestety polscy księża narzucają częstotliwość tego sakramentu w sposób nieraz nie mający nic wspólnego z pastoralnym taktem. Ale to temat ocean, muszę doń wracać często. Teraz tylko boleję, że wciąż pokutuje przekonanie, iż do oceny własnego sumienia zawsze konieczna jest ksiądz. Żeby jeszcze stały spowiednik - nie, każdy uważa, że wie lepiej.
11:31, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
sobota, 14 lutego 2009
Cyryl i jego metody
Ewangelia Łukasza 10,1.3

„Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch. (...) Powiedział też do nich: - Idźcie, oto was poszłam jako owce między wilki."

Kilka wieków później wysłał jeszcze jedną parę uczniów: Cyryla i Metodego, apostołów Słowian, współpatronów Europy, patronów dzisiejszego dnia. Poszli też między wilki, tyle że napotkali ich nie wśród chrystianizowanych dzielnie pogan, ale wśród samych biskupów katolickich. Niemieckim hierarchom, uważającym się za gospodarzy tych terenów misyjnych, nie podobała się nie tylko slawizacja języka kościelnego, także po prostu uszczerbek na ich władzy. Na szczęście ówcześni papieże stanęli po ich stronie, szczególnie w obronie Cyryla, którego uwięziono. Bracia apostołowie zawdzięczali swoje sukces między innymi trosce o dobre stosunki między obiema stolicami: Bizancjum i Rzymem.
Na Pradze w budynkach zabranych metropolii prawosławnej była za „komuny” wyjątkowo okrutna komenda MO i SB. Ulica nazywa się imionami Cyryla i Metodego, stąd pochodził kalambur „Cyryl i jego metody". Ale u apostoła były to metody genialne.
03:32, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
piątek, 13 lutego 2009
Wąż, żona i mąż. Mądry głos z Watykanu
Księga Rodzaju 3,1-8

”Wąż był najbardziej przebiegły ze wszystkich zwierząt polnych, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: - Czy to prawda, że Bóg powiedział: nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu»? Niewiasta odpowiedziała wężowi: - Owoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarli. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: - Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem z niego owoc, skosztowała i dała swemu mężowi, który był z nią; a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski. Gdy zaś mężczyzna i jego żona usłyszeli kroki Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie, w porze kiedy był powiew wiatru, skryli się przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu".

Najpierw co do węża: jego demoniczna natura nie jest w Biblii całkiem oczywista, bo jest tam przecież miedziana figurka węża lecząca swoim widokiem pogryzionych przez te gady jadowite. Ale to chyba wyjątek potwierdzający regułę.
Teraz co do niewiasty: można chyba twierdzić, że opis tutejszy jej nie uwłacza (niejeden przecież słusznie myśli sobie, że do kogoś ważnego łatwiej trafić przez żonę), niemniej w 1 Liście do Tymoteusza (2,9-15) jest zdanie trącące brzydko czasem i miejscem: „Nie pozwalam natomiast kobiecie ani nauczać, ani przewodzić mężowi; niech żyje w cichości. Przecież pierwszy został stworzony Adam, a potem Ewa. I nie Adam został zwiedziony, ale kobieta dała się zwieść i popełniła przestępstwo. Zbawi się zaś przez macierzyństwo, byleby tylko wytrwała w wierze, miłości, uświęceniu się i skromności".

Dobrze chociaż, że bibliści kwestionują autorstwo Pawłowe tego listu: nie napisał (podyktował) on zatem osobiście słów, które inspirowały długowieczny antyfeminizm chrześcijański.
Żeby było na koniec weselej, przypomnę „Zieloną gęś" Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, gdzie Ewa zżarła egoistycznie całe jabłko i okazało się, że „cała Biblia na nic". Była w teologii teoria kojarząca grzech pierworodny z seksem, pewnie z racji owej golizny, utwierdzająca antyseksualizm chrześcijański. Co mi przypomniało pewien tekst kapitalny niedawny. Już prawie przywykliśmy słyszeć z Watykanu same przykręcania śruby, powroty do przeszłości, nakazy zakazy, a tu nagle co innego doniosły kościelne media. Oto depesza Katolickiej Agencji informacyjnej.
 Do ponownego odkrycia biblijnego ideału małżeństwa i rodziny wezwał chrześcijan o. Raniero Cantalamessa. Kaznodzieja Domu Papieskiego przemawiał 14 stycznia na kongresie teologiczno-duszpasterskim odbywającym się w ramach VI Światowego Spotkania Rodzin w Mieście Meksyk. Wskazał, że seksualne zjednoczenie między małżonkami jest obrazem miłości Boga.

Podkreślił, że nie wystarczy bronić chrześcijańskiej idei małżeństwa i rodziny. Najważniejszy jest spoczywający na wyznawcach Chrystusa obowiązek życia tym ideałem w pełni i proponowania go współczesnemu światu „bardziej przez czyny niż przez słowa”. W swym referacie włoski kapucyn ukazał, jak poprzez wieki myśl chrześcijańska odsunęła na dalszy plan wynikające z Biblii oblubieńcze znaczenie małżeństwa na korzyść jego wymiaru instytucjonalnego. Wskazał na konieczność ponownego odkrycia pozytywnej wizji małżeństwa jako jedności i daru między małżonkami. Nacisk na to położył Sobór Watykański II uznając, że podstawowym dobrem małżeństwa jest wzajemna miłość i wzajemna pomoc małżonków.

Nawet parom małżeńskim ludzi wierzących, czasem nawet bardziej niż innym, nie udaje się odkryć tego bogactwa pierwotnego znaczenia stosunku seksualnego, z powodu wiązanej z nim idei pożądliwości i grzechu pierworodnego głosił ojciec Cantalamessa. Dodał, że konieczne jest odkrycie stosunku seksualnego jako obrazu miłości Boga. - Dwie osoby, które się kochają, czego najmocniejszym wyrazem jest miłość mężczyzny i kobiety w małżeństwie, odtwarzają coś z tego, co zachodzi w Trójcy Świętej - wyjaśnił kaznodzieja Domu Papieskiego. To dlatego prorocy Starego Testamentu widzieli w małżeństwie symbol i odblask miłości Boga do swego ludu. Wymaga to jednak odkrycia „prawdziwego oblicza i prawdziwego celu stworzenia mężczyzny i kobiety, jakim jest wyjście z izolacji i egoizmu, otwarcie się na drugiego i - poprzez chwilową ekstazę cielesnego zjednoczenia - wzniesienie się na poziom pragnienia miłości i radości bez końca”. Włoski kapucyn wskazał jednocześnie na równą godność kobiety i mężczyzny w małżeństwie, znajdującą się w samym sercu stwórczego zamysłu Boga i nauczania Chrystusa.

Cantalamessa powiedział też, że w obliczu widocznej na całym świecie kontestacji biblijnej wizji seksualności, małżeństwa i rodziny koniecznie trzeba nie tracić czasu na zwalczanie teorii przeciwnych tej wizji, co prowadzi do nadawania im większego znaczenia, niż zasługują. Właściwą strategią nie jest „stawianie czoła światu”, lecz prowadzenie z nim dialogu, gdyż „Kościół potrafi również korzystać z krytyki ze strony tych, którzy go zwalczają”.
Innym błędem jest wykorzystywanie prawa państwowego do obrony wartości chrześcijańskich. Pierwsi chrześcijanie, jak wiemy, zmienili prawa państwowe poprzez swoje obyczaje. Nie możemy więc dziś oczekiwać, że zmienimy obyczaje za pomocą prawa państwowego - zaznaczył o. Cantalamessa.
Oj, odważny ten papieski kaznodzieja! A więc nawet przekonanie, że prawo świetnie łagodzi obyczaje, to żaden dogmat.
15:08, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
czwartek, 12 lutego 2009
Żebro ty moje...
Księga Rodzaju 2, 18-25

”Pan Bóg rzekł: - Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc. Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta ziemne i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę: istota żywa. I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny. Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, mężczyzna powiedział: - Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała. Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta. Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem. Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali nawzajem wstydu.”

No i mamy tekst o stworzeniu kobiety. Nie widzę tu żadnego jej postponowania. Przesłanie perykopy jest wyraźnie takie, że niewiasta - w przeciwieństwie do zwierząt - ma tę samą naturę co mężczyzna: stąd ta dziwna dla nas historia z żebrem. Owszem, gdyby Biblia pisana była teraz, nie trzeba by było tego dowodzić, ale tekst powstał w epoce, gdy na przykład możliwe było jeszcze zrobienie z pożądania własności bliźniego jednego przykazania mówiącego o jego dobytku: myślę o wersji dekalogu z Księgi Wyjścia, bo wersja Księgi Powtórzonego Prawa oddziela już przykazanie dotyczące żony od zakazu pożądania pozostałych dóbr żywych i martwych. W dzisiejszym tekście biblijnym mamy też monogamiczną wizję małżeństwa: ona też dojrzewała powoli od czasów, gdy Salomon miał harem wcale niemały.
16:03, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
Drzewa i ludzie

Wpis na  środę 11 lutego 

Księga Rodzaju 2,4b-9.15-17

”W dniu, w którym Pan Bóg stworzył ziemię i niebo, nie było jeszcze żadnego krzewu polnego na ziemi ani żadna trawa polna jeszcze nie wzeszła, bo Pan Bóg nie zsyłał deszczu na ziemię i nie było człowieka, który by uprawiał ziemię i rów kopał w ziemi, aby w ten sposób nawadniać całą powierzchnię gleby. Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą. A zasadziwszy ogród w Eden na wschodzie, Pan Bóg umieścił tam człowieka, którego ulepił. Na rozkaz Pana Boga wyrosły z gleby wszelkie drzewa miłe z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła. Pan Bóg wziął zatem człowieka i umieścił go w ogrodzie Eden, aby uprawiał go i doglądał. A przy tym Pan Bóg dał człowiekowi taki rozkaz: - Z wszelkiego drzewa tego ogrodu możesz spożywać według upodobania; ale z drzewa poznania dobra i zła nie wolno ci jeść, bo gdy z niego spożyjesz, niechybnie umrzesz".

Ciąg dalszy opowieści o Początku. Niby to na ogół znamy te obrazy, ale nie każdy pamięta (ja w każdym razie nie pamiętałem), że w tym opisie pochodzącym ze źródła jahwistycznego (odsyłam do wpisu wczorajszego) człowiek jest niemal współstworzycielem: póki go nie było, Bóg nie zsyłał deszczu, bo nie było komu prowadzić prace irygacyjne.
„Człowiek" to ów „Adam", co może oznaczać tak pojedynczego człowieka, jak też ogólnie ludzi. Monogenizm doktrynalny, budowany na literalnie rozumianych wypowiedziach Nowego Testamentu (Łk 3,38, Rz 5,12), nie obowiązuje już na szczęście w moim Kościele.

Biblia księży paulistów podaje, że „drzewo życia to symbol znany również z tekstów pozabiblijnych. Według wschodnich mitologii drzewo życia rodziło owoce nieśmiertelności, którymi żywili się bogowie. W tym miejscu tekst biblijny zdaje się przełamywać te ograniczenia i zawiera sugestię, że owoce te były dostępne dla wszystkich (wiersz 16 i in.; por. Rdz 3,22)".

Nie ma natomiast odpowiednika w mitologii „drzewo wiadomości złego i dobrego". To obraz prowokacyjny wobec etyki laickiej, jeśli Boga pojmuje się jako rywala człowieka, jakiegoś feudalnego pana, który siłą wymusza posłuch, a nie jako absolut Dobra i dlatego najwyższą miarę moralności. Nie twierdzę, że taki fałszywy obraz Stwórcy nie wynika literalnie z dzisiejszej „lekcji" (nie mówiąc o innych księgach Biblii): wynika, ale na szczęście umiemy już czytać Pismo Święte znacznie inteligentniej niż kiedyś i umiemy sobie wyobrażać Boga znacznie inteligentniej niż kiedyś. Radzimy sobie nawet z opowiadaniem, w którym Bóg zakazuje czegoś nie mówiąc, dlaczego to czyni. Bardzo mi się podoba interpretacja (chyba Hegla), w której dopiero nabyta przez naszych praprzodków wiedza, co dobre, a co złe, czyni z nich ludzi: zwierzęta nie mają czegoś takiego, jak sumienie.

15:49, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
wtorek, 10 lutego 2009
Kto napisał Pięcioksiąg? Ewolucja proboszcza z Ars

Księga Rodzaju 1,20-2,4a

Dalszy ciąg opowieści o Stwarzaniu, gdzie już mowa o „uczynieniu” człowieka. Mówi się o tym skrótowo, bez garncarskiego obrazu ulepienia człowieka „z prochu ziemi” i stworzenia (zbudowania) mu towarzyszki życia: to jest dopiero w opisie drugim.

Mamy bowiem właśnie dwa opisy Początku. Taka podwójność występuje w Pięcioksięgu nierzadko: mamy również dwa rodowody Kaina-Kenana, dwie skompilowane opowieści o potopie, dwukrotnie mówi się o przymierzu z Abrahamem, dwa razy o wygnaniu Hagar itd., itp. Tradycyjny bowiem pogląd, jakoby jedynym autorem pierwszych ksiąg Pisma był Mojżesz, jest mocno wątpliwy, choć podzielali go Chrystus i Apostołowie i choć wszystkie te księgi zwą się u ewangelików Mojżeszowymi. Według Biblii Jerozolimskiej bardzo zresztą rzadkie stwierdzenie „Mojżesz napisał” odnosi się tylko do poszczególnych fragmentów.

Pod koniec XIX wieku, przede wszystkim pod wpływem prac Grafa i Wellhausena, powstała teoria, że Pięcioksiąg jest kompilacją czterech dokumentów, pochodzących z różnych lat i różnych miejsc, jednak o wiele późniejszych od Mojżesza. W Biblii Jerozolimskiej wyczytałem, że najpierw powstały dwa dzieła narracyjne: „jahwisty”, gdzie używa się imienia Jahwe, i „elohisty”, gdzie Boga nazywa się rzeczownikiem pospolitym liczby mnogiej „elohim”. Pierwsze dzieło zostało spisane w IX wieku w królestwie Judy, drugie nieco później w Izraelu. Po upadku tego drugiego królestwa oba dokumenty połączono w jeden, po czym dodano jeszcze tradycję kapłańską i deuteronomiczną. Otóż pierwszy z opisów Stworzenia pochodzi z tradycji kapłańskiej, drugi, wcześniejszy, z jahwistycznej.

Lektury
„Dzienniki 1956-65” Janusza Zabłockiego wydane właśnie przez Instytut Pamięci Narodowej. Trudno, żebym ich nie chciał czytać, bo z autorem znam się prawie niemal od tego właśnie roku 1956. Razem pracowaliśmy w „Więzi”, póki tamtejszy rozłam nie doprowadził do wyjścia Zabłockiego z redakcji tego warszawskiego miesięcznika. Dzieło kolosalne, prawie 700 stron, mnóstwo wiadomości i poglądów. Gdy przeczytam, odnotuję zapewne swoje wrażenia i poglądy.
Inna, całkiem inna książka, którą kartkuję, to jezuity Alfreda Monnina „Zapiski z Ars”, czyli „Notatki naocznego świadka kazań, homilii i rozmów św. Jana Marii Vianneya”, wydane też świeżo przez Księży Marianów MIC. Postać tego francuskiego proboszcza XIX-wiecznego szczególna, człowiek był to również słabo wykształcony, jak silny sercem, przyciągający do Kościoła tłumy. Tłumaczka z francuskiego Lilla Danilecka opatrzyła rzecz wstępem, w którym wyczytałem, że ”Początkowo ks. Vianney wygłasza bardzo rygorystyczne kazania, w stylu tych, jakie wyczytał w odziedziczonych po ks. Balleyu podręcznikach kaznodziejskich. Roztacza w nich przed parafianami przerażające wizje piekła, walczy z najmniejszymi słabościami i przywarami prostych wieśniaków. Z czasem jednak, mniej więcej od 1830 r., ludzie zauważają, że coś zaczyna się zmieniać. Proboszcz coraz częściej mówi o pełnym miłosierdzia Dobrym Pasterzu, o niebiańskim smaku Eucharystii, o miłości Boga i modlitwie, która jest oddechem duszy. Jego słowa łagodnieją, stają się głębsze, zaczynają, wypływać prosto z serca, a nie z książek. Na ambonie zamiast Bożego prawnika staje Boży świadek, który zalewa się łzami na myśl o szczęściu życia w Bogu. Wieść o „świętym Proboszczu z Ars" zaczyna rozchodzić się po okolicy: ludzie wiedzą, że spędza on długie godziny, klęcząc przed Najświętszym Sakramentem, że sypia po trzy godziny na dobę, że dzieli się swoim chlebem z ubogimi i jak nikt umie pocieszać strapionych na duchu. Wierni chcą go słuchać, a przed konfesjonałem Proboszcza zaczynają ustawiać się coraz dłuższe kolejki.”
Ten patron proboszczów powinien być tu przykładem dla dzisiejszych polskich księży katolickich, także wikarych i innych duszpasterzy. Kijem zagoni się do Kościoła niewielu.

14:04, jan.turnau
Link Komentarze (34) »
poniedziałek, 09 lutego 2009
Wszechświat w świętych pieśniach
Księga Rodzaju 1,1-19

Psalm 104, 1-2.5-6.10.12.24.35

Początek Biblii, tekst nad tekstami: arcyważny doktrynalnie, arcypiękny literacko. Dziś już na szczęście żaden poważny biblista nie widzi tu dzieła naukowego, jeno literackie. Według niektórych jest to hymn na cześć Boga, który stworzył świat wspaniały: refren „widział, że były dobre". Nie ma tu manichejskiego dualizmu, ale też politeizmu ludów okolicznych, ubóstwiających słońce i księżyc, tu rozmyślnie nienazwane. Wpływ literatury głównie babilońskiej oczywisty, ale teologia własna. A „Duch Boży" to jednak nie trzecia Osoba Trójcy, choć jest pokusa takiej egzegezy anachronicznej.

Odpowiednikiem poetyckim tego opisu jest Psalm 104; fragmenty przeznaczone na dzisiaj podaję w przekładzie Izaaka Cylkowa.

1. Uwielbiaj duszo moja Boga. Boże, Panie mój, wielkiś bardzo, majestatem i wspaniałością przyodziałeś się.

2. Oblekasz się światłem jako szatą, rozpościerasz niebiosa jak oponę.

3. Utwierdziłeś ziemię na podstawach jej, nie zachwieje się na wieki wieków.

4. Otchłań, jak szatą zakryłeś ją, nad górami stały wody.

5. Rozprowadzasz źródła po dolinach, między górami toczą się.

6. Ponad niemi ptactwo nieba spoczywa, z pośród gałęzi wydają głos.

7. Jak mnogie dzieła Twoje, Boże, wszystkieś w mądrości urządził, pełną ziemia dóbr Twoich.

8. Wielbij duszo moja Boga. Halleluja.


Czy wszechświat jest piękny? Widok z Krzyżnego na Dolinę Pięciu Stawów cudowny, świat zwierzęcy żyjący łańcuchem zabójstw potworny.
08:12, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
niedziela, 08 lutego 2009
Biada mi
1 List do Koryntian 9,16

„Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii”.

A mam wielkie pole do popisu, duże środowisko pracy, największy polski dziennik opinii i ważne, bo młodzieżowe ”Metro”. Czy głoszę i jak głoszę? Czy nie za bardzo ulegam presji środowiska, szczególnie w komentarzach odredakcyjnych? Czy moja Ewangelia nie za dobrą jest nowiną, czy mój obraz doktryny nie za słodki jest, nie za „postępowy”, nie za mało jest znakiem sprzeciwu wobec poglądów laickich?
09:33, jan.turnau
Link Komentarze (58) »
sobota, 07 lutego 2009
Jak być władcą
List do Hebrajczyków 13,17

„Bądźcie posłuszni waszym przełożonym i bądźcie im ulegli, ponieważ oni czuwają nad duszami waszymi i muszą zdać sprawę z tego. Niech to czynią z radością a  nie ze smutkiem, bo to nie byłoby dla was korzystne.”

Niejasny trochę jest dla mnie ten smutek przełożonych (ból, utrapienie, narzekanie). Ciężar odpowiedzialności? Dobrze, że go władza czuje, byleby nie wyładowywała swoich stresów na podwładnych.

Myślę o władcach dusz najwyższej rangi społecznej: papieżach; o tych, których przeżyłem, znam trochę ich życiorys. Znosili ten ciężar różnie. Najlepiej ktoś na pozór najgorzej do tej funkcji przygotowany psychicznie, niemarzący o niej: Jan XXIII. Rzeczywiście rządził z radością, bo w ogóle był piknikiem absolutnym. Najgorzej przeżywał to wyniesienie Jan Paweł I: umarł pod jego ciężarem (nikt go nie zamordował, winni byli jakoś sekretarze nie zrobiwszy alarmu, gdy powiedział, że się źle czuje, przypomnieli tylko o zwykłych lekarstwach). Paweł VI też strasznie się przejmował, dzielił włos na czworo, nie zawsze precyzyjnie. Nawet i Pius XII nie był zimnym autokratą: myślę, że raczej więźniem systemu, którego nie umiał zrzucić, jak to zrobił prostoduszny Jan XXIII. Jan Paweł II wyzwolony z uwarunkowań polskich nabrał mocy niesłychanej. Zagadką jest dla mnie Benedykt XVI: Hamlet to on nie jest, wręcz przeciwnie. Aż dziw, że człowiek tak inteligentny robi tyle gaf.
14:25, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
piątek, 06 lutego 2009
Bóg skryje mnie w swoim szałasie
Psalm 27,1.3.5.8-9

Napisałem tu niedawno o XIX-wiecznym przekładzie żydowskim, dokonanym przez rabina Izaaka Cylkowa, pochwalonym bardzo przez Miłosza, zreprintowanym teraz przez Wydawnictwo Austeria. Oto przepisane na dzisiaj przez mój Kościół fragmenty Psalmu 27 w tym tłumaczeniu.

”1. Od Dawida. Bóg światłem i zbawieniem mojem, kogóż się mam obawiać; Bóg obroną życia mojego, kogóż się mam lękać.

3. Gdy otoczy mnie obóz, nie zatrwoży się serce moje; gdy powstanie przeciw mnie wojna, i wtedy będę bezpieczny.

5. Bo osłoni mnie w szałasie Swoim w dzień niedoli, i ukryje w tajni Swego namiotu, i na skałę mnie wyniesie.

8. O Tobie mówi serce moje :szukajcie oblicza Mojego; otóż oblicza Twego, Boże, szukam.

9. Nie ukrywaj oblicza Twego przede mną, nie odtrącaj w gniewie sługi Twojego; pomocą moją byłeś, nie porzucaj i nie opuszczaj mnie, Panie wybawienia mojego.”
22:08, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
czwartek, 05 lutego 2009
Straszyciele
List do Hebrajczyków 12,18-19,21-24

”Nie przystąpiliście do dotykalnego i płonącego ognia, do mgły, do ciemności i burzy ani też do grzmiących trąb i do takiego dźwięku słów, iż wszyscy, którzy go słyszeli, prosili, aby do nich nie mówił. A tak straszne było to zjawisko, iż Mojżesz powiedział: - Przerażony jestem i drżę. Wy natomiast przystąpiliście do góry Syjon, do miasta Boga żyjącego, Jeruzalem niebieskiego, do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie, do Kościoła pierworodnych, którzy są zapisani w niebiosach, do Boga, który sądzi wszystkich, do duchów sprawiedliwych, które już doszły do celu, do pośrednika Nowego Testamentu Jezusa, do pokropienia krwią, która przemawia mocniej niż krew Abla.”


Kontrast między Starym a Nowym Przymierzem, niewątpliwy, mimo że i w księgach starotestamentalnych bywają obrazy Boga niestrasznego, a w mowach Jezusa sporo słów groźnych, nawet w tym liście Bóg jest sędzią (nie wiadomo, czy łagodnym)  przecież. Ale sam Jezus, obraz Boga najprawdziwszy, to Ten, co dał się zamordować, byle tylko nikogo nie zranić.

A obraz Boga w chrześcijaństwie dzisiejszym? Może i na tzw. Zachodzie księża czynią je nieraz zbyt słodkim, ale u nas zachowują się czasem tak, jakby nie znali głównego przesłania Ewangelii.
14:54, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
środa, 04 lutego 2009
Syn tylko Marii
Ewangelia Marka 6,3

„Czyż nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona?"

Nie ma tu w ogóle mowy o Józefie, nawet przez nazwanie Jezusa synem cieśli, jak to jest w ewangelii Mateusza 13, 55. Niektórzy przypuszczają, że redaktorzy Ewangelii Marka zacierając tu ślad istnienia Józefa chcieli delikatnie zaznaczyć dziewicze narodzenie Jezusa. Moi trzej bibliści trzech wyznań powiedzieli mi jednak, że ta „bezjózefowa" wersja Markowa została przyjęta przez międzynarodową i międzywyznaniową instancję biblistyczną jako pewniejsza niż wersja „syn cieśli", ale ta też jest w niektórych rękopisach. Kryterium jest w takich razach takie, że pewniejsza jest wersja trudniejsza do interpretacji.

Zahaczyłem w ten sposób o problem dziewictwa Maryi. Zajrzałem do Znakowego „Credo", o którym napisałem na 2 lutego, i znów przepisuję spory kawałek tekstu ks. Hryniewicza.

”Nicejskie wyznanie wiary mówi o dziewictwie Maryi. Chrześcijanie wyznają, że ten sam, „który z Ojca jest zrodzony przed wszystkimi wiekami", jest także Jej Synem, przychodzącym na ten świat. Wiara w dziewictwo Maryi napotyka jednak obecnie wśród chrześcijan poważne trudności. W Biblii istnieje wiele pokładów znaczeniowych, które wymagają różnych sposobów interpretacji. W tekstach o dzieciństwie Jezusa mowa jest o snach i aniołach. Anioł pojawia się w samej scenie Zwiastowania. Krytyczny czytelnik Biblii pyta dzisiaj, czy takie opowiadania, teologicznie motywowane, są wiarygodne z historycznego punktu widzenia i jaki jest sens tych opowieści. Mają one przede wszystkim charakter wyznania i służą przepowiadaniu Dobrej Nowiny o Jezusie jako Mesjaszu. Zaczerpnięte zostały prawdopodobnie od wspólnot judeochrześcijańskich i umieszczone przez Mateusza i Łukasza na początku ich Ewangelii. Wiadomo również, iż mit narodzin z dziewicy był szeroko rozpowszechniony w starożytności, zwłaszcza w Egipcie i mitologii grecko-hellenistycznej. Czy zatem sens opowiadania o dziecięctwie Jezusa i Jego dziewiczych narodzinach można uczynić bardziej zrozumiałym dla ludzi współczesnych? Dla wielu istotne pozostaje pytanie, czy Jego dziewicze narodziny rzeczywiście miały miejsce. Biolodzy zdecydowanie odrzucają w tym wypadku możliwość partenogenezy (gr. parthenos - dziewica). Czy chrześcijanin musi zatem powołać się na cud wbrew wszelkim prawom przyrody? Co mówią historyczno-krytyczne badania nad Biblią?
Niektórzy sądzą, że cudowne narodzenie Jezusa byłoby niezgodne z działaniem Boga w ludzkich dziejach. Inni nie odrzucają a priori Jego cudownego działania, ale w Nowym Testamencie nie znajdują wystarczającego potwierdzenia tej prawdy. Uważają, że literacka forma opowieści o dzieciństwie Jezusa w Ewangelii Mateusza i Łukasza nie daje podstaw ku temu, aby wierzyć w biologiczne dziewictwo Jego Matki. Nie jest ono centralnym elementem Ewangelii i nauki chrześcijańskiej. Celem tych opowieści jest potwierdzenie Boskiego pochodzenia i synostwa Chrystusa, a nie wyjaśnienie sposobu dokonania się Jego wcielenia. Ewangeliści posłużyli się motywem dziewiczych narodzin Jezusa jako podaniem, które miało potwierdzić czy nawet uzasadnić Jego Boże synostwo.

Trzeba przyznać, że scena Zwiastowania opisana przez Łukasza odznacza się dużą dyskrecją i uduchowieniem. Wszystko dokonuje się w słowach i pozbawione jest jakichkolwiek elementów erotycznych. Duch Święty ukazany jest jako „Moc Najwyższego" (Łk l, 35) działająca przy poczęciu Jezusa. W opisie biblijnym nie pojawia się On nawet w postaci gołębicy. Żydowska kobieta Miriam daje świadectwo o rzeczywistym człowieczeństwie Jezusa oraz Jego pochodzeniu od Boga.

Poza wspomnianymi dwoma Ewangeliami w Nowym Testamencie nie ma żadnej informacji o narodzinach Jezusa z dziewicy. W najwcześniejszych pismach, którymi są listy Pawła Apostoła, pojawia się jedynie lakoniczna wzmianka o Jego narodzinach z „niewiasty" (Ga 4, 4), co miało podkreślić rzeczywiste człowieczeństwo Jezusa. Natomiast w najstarszej Ewangelii, świętego Marka, nie ma ani słowa o historii Jego narodzin. Ewangelista przechodzi od razu do opisu wystąpienia Jana Chrzciciela i chrztu Jezusa w Jordanie. Późno napisana (około roku 100) Ewangelia według świętego Jana również nie wspomina o Jego narodzinach z Dziewicy. Oznacza to, że wiara w Chrystusa jako Syna Bożego jest niezależna od wiary w dziewicze narodziny.

Badania biblijne wykazują, że opowiadania o narodzinach z dziewicy nie są historyczną relacją o biologicznym dziewictwie Maryi, lecz teologicznym symbolem nowego początku, który dokonał się w dziejach świata mocą Boga za pośrednictwem Jezusa Chrystusa. Wydarzenia tego nie sposób wyjaśnić na podstawie normalnego rozwoju doczesnej historii ludzkości. Chrześcijanin wyznaje, że trzeba je pojmować w świetle działania samego Boga. Bez tego odniesienia nie zrozumie się początku ziemskiej historii Jezusa i jej znaczenia dla losu całego świata. Połączenie w jednym zdaniu Credo roli Ducha Świętego i „Maryi Dziewicy" jest wyznaniem, że Jezus Chrystus jest zarówno Bogiem, jak i człowiekiem.”
14:17, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
 
1 , 2
Archiwum