Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
piątek, 22 lutego 2008
Papież marszałkiem Kościoła!

Ewangelia Mateusza 16, 13 - 19

Sławna nominacja Szymona Piotra na opokę Kościoła. Perykopa ta stawia w sposób zasadniczy problem struktury władzy w Kościele. Katolicy uważają, że tak powstało papiestwo, inni chrześcijanie, że to oczywista nadinterpretacja.


Paweł Bieliński z KAI przeprowadził wywiad z arcybiskupem Jeremiaszem, wybitnym teologiem i hierarchą polskiego prawosławia, który powiedział rzeczy niemal rewelacyjne. Wmontowałem był większość tego tekstu do mojego stałego felietonu w dwumiesięczniku „Bunt Młodych Duchem" i wyprzedzam jego druk w tamtym ciekawym periodyku, zamieszczając tu wyjątkowo długą pisankę. Oto ona.


«Napisałem w poprzednim numerze o dialogu ekumenicznym dość pesymistycznie. Mianowicie nie podzieliłem entuzjazmu komentatorów prasowych po katolicko-prawosławnym spotkaniu w Rawennie. Mówiono, że to przełom, że krok milowy. Wydawało mi się, że owszem, ale raczej normalny, najwyżej metrowy. Tymczasem jednak wypowiedział się na ten temat ktoś nieporównanie bardziej ode mnie kompetentny, mianowicie mój przyjaciel, arcybiskup i teolog prawosławny Jeremiasz. Paweł Bieliński zrobił z nim ważny i ciekawy wywiad dla Katolickiej Agencji Informacyjnej. Władyka potwierdził tam w dużej mierze mój sceptycyzm - ale nie całkiem.


Oto, co między innymi powiedział.     

”KAI: Media w dość sensacyjnym tonie komentowały roboczy dokument Międzynarodowej Komisji Mieszanej ds. Dialogu Teologicznego między Kościołem Katolickim i Kościołem Prawosławnym, wypracowany na jej posiedzeniu w Rawennie w dniach 8-14 października 2007 roku. Ogłosiły nawet, że w dokumencie "Eklezjologiczne i kanoniczne konsekwencje sakramentalnej natury Kościoła" prawosławni uznali prymat papieża...


Abp Jeremiasz: - Świadczy to tylko o bardzo dobrej atmosferze spotkania w Rawennie i o tym, że osiągnięto pewien postęp, choć moim zdaniem jest on dosyć skromny. Wyraża się on w tym, że strona katolicka zaaprobowała treść tzw. kanonu apostolskiego 34. Stanowi on, że biskupi każdego regionu (zespołu diecezji), powinni wybrać spośród siebie pierwszego i nie czynić niczego, co dotyczy całego regionu, bez jego wiedzy; on zaś nie powinien czynić niczego, co dotyczy całego regionu, bez wiedzy pozostałych biskupów. Na płaszczyźnie lokalnej obowiązuje więc z jednej strony zasada prymatu, a z drugiej - zasada soborowości. W dokumencie podkreślono też podstawową zasadę eklezjologiczną, wywodzącą się z eklezjologii eucharystycznej, że Kościołem świętym, apostolskim i powszechnym jest każde zgromadzenie eucharystyczne pod przewodnictwem biskupa, czyli diecezja. To dowartościowanie roli biskupa, także w Kościele katolickim, jest niezwykle istotne. Szumu w masmediach narobił kolejny element dokumentu, który nie został dobrze zrozumiany. Skoro obowiązuje zasada pierwszeństwa jednego z biskupów, jako pierwszego pośród równych, na płaszczyźnie lokalnej, a później regionalnej (co tłumaczy powstanie patriarchatów), to znaczy, że również pośród patriarchów może być pierwszy. Dotykamy tu problemu pierwszeństwa jednego z biskupów w całym świecie. Prawosławni chętnie widzą w tej roli biskupa Rzymu. Oczywiście otwartą pozostaje kwestia, jak możemy pojmować ten prymat. Komisja postanowiła działać bardzo ostrożnie. Przez najbliższe dwa lata będzie trwała praca przygotowawcza do dyskusji nad roboczym dokumentem nt. prymatu biskupa Rzymu w pierwszym tysiącleciu. Następne dwa lata zostaną poświęcone przygotowaniu dokumentu nt. pojmowania prymatu w drugim tysiącleciu. Dopiero po tych czterech latach nastąpi dyskusja nt. kształtu prymatu w dzisiejszym Kościele. Niektórzy teologowie dosyć pospiesznie wypowiadają opinie, że szybko się w tej kwestii zgodzimy. Ja nie przypuszczam, że tak się stanie, ponieważ istnieją istotne różnice w pojmowaniu roli biskupa Rzymu w pierwszym tysiącleciu.


KAI: Na czym one polegają?


Abp Jeremiasz: - Teologowie rzymskokatoliccy skłonni są przyjmować, że już w pierwszym tysiącleciu prymat papieża był praktykowany mniej więcej w takiej formie, jak obecnie. Prawosławni natomiast odpowiadają, że tak nie było, ponieważ pierwszeństwem w Kościele na całym świecie cieszyły się różne katedry. Jeszcze w okresie nowotestamentowym niewątpliwie należało ono do Jerozolimy. Następnie przez krótki czas Antiochia stanowiła centrum, z którego wyruszały misje - nie tylko w czasach apostolskich, ale również nieco później, o czym trochę zapomniano. Później był długi okres, kiedy do Kościołów cieszących się szczególnym szacunkiem należały Kościoły zarówno w Rzymie, jak też w Aleksandrii i w Salonikach. Poza tym na Zachodzie istniały duże starożytne patriarchaty, np. akwilejski i portugalski. Pamięć o soborowej koncepcji Kościoła, w duchu 34. kanonu apostolskiego, zachowała się na Zachodzie w świadomości ogromnej liczby biskupów aż do XV wieku. Wyrazem tego są sobory w Konstancji i Bazylei, który obradował mimo rozwiązania go przez papieża Eugeniusza IV. Dopiero znajdujący się w tragicznej sytuacji polityczno-militarnej Bizantyjczycy przechylili szalę zwycięstwa w tym sporze, we Florencji w 1439 roku, na korzyść strony "rzymskiej".Trzeba też wspomnieć o ważnym Kościele północnoafrykańskim w Kartaginie. Jego spory z Kościołem rzymskim brały się także ze swoistej konkurencji między nimi. Nie zapominajmy również, że na decyzje pierwszych siedmiu soborów powszechnych, które wspólnie uznajemy, biskupi Rzymu nie mieli wielkiego wpływu. Papież nie był nawet obecny na żadnym z nich! Przysyłał swoich legatów, których rola była różna. Czasami byli to ludzie o mocnym charakterze i władczym usposobieniu, w związku z czym wpływali bardzo istotnie na obrady, ale na takiej samej zasadzie, jak każdy z biskupów obecnych na soborze. Bywało, że głos decydujący mieli biskupi, którzy akurat nie zajmowali katedr szczególnie ważnych. (...) Przebieg soborów powszechnych jest dla eklezjologii rzeczą istotną, podobnie jak to, że zdarzały się przypadki potępienia biskupów Rzymu jako heretyków, np. papieża Honoriusza I przez VI Sobór Powszechny (pierwszy kanon tego soboru). Trzeba to wszystko widzieć i uwzględniać. Kwestia prymatu w żadnym wypadku jednak nie może przesłonić podstawowego elementu eklezjologicznego, jakim jest soborowość. Mamy więc do czynienia z całym kompleksem problemów, które są niewątpliwie trudne i w których istnieją różnice, chociaż wydaje się, że jest duża szansa na osiągnięcie porozumienia.


KAI: Kiedy więc prawosławny patriarcha Bartłomiej I z Konstantynopola mówi, że byłby gotów uznać prymat Biskupa Rzymu, o ile byłby on rozumiany tak, jak w pierwszym tysiącleciu, to na pewno nie ma na myśli katolickiego rozumienia prymatu? 


Abp Jeremiasz:- Tak. Na pewno nie chodzi o prymat jurysdykcyjny.


KAI: Jak się ta koncepcja pierwszeństwa w Kościele ma do rezygnacji przez Benedykta XVI z tytułu patriarchy Zachodu?

Abp Jeremiasz: - Tego nie wiemy. Strona prawosławna pytała o to stronę katolicką, ale nie doczekała się odpowiedzi. Była tylko pewna wypowiedź, która pozwala zrozumieć tę decyzję. Jeden z dyskutantów ze strony katolickiej powiedział, że pojęcie Patriarchatu Zachodu w odniesieniu do obecnego kształtu Kościoła katolickiego, a więc Kościoła pozostającego w jurysdykcji papieża, jest dziś tak szerokie, że właściwie nie można tej nazwy zachować dla tak rozległego terytorium, obejmującego obie Ameryki, Australię itd. Trzeba więc zmodyfikować to pojęcie, dostosowując je do aktualnej sytuacji eklezjalnej. Kiedyś był to tytuł zrozumiały. Ale rzeczywiście granice tradycyjnych patriarchatów powinny być określone na nowo. Również w Kościele prawosławnym doświadczamy tego, że ich obecna forma nie odpowiada rzeczywistemu stanowi Kościoła. Powstał szereg potężnych Kościołów, które nie istniały w pierwszym tysiącleciu, choćby Kościół katolicki w Polsce, Rosyjski Kościół Prawosławny czy Rumuński Kościół Prawosławny. Myśl kanoniczna nie nadążyła tutaj za historycznym rozwojem.


KAI:
Jakie prerogatywy można by, zdaniem Księdza Arcybiskupa, przyznać temu, kto sprawowałby prymat w zjednoczonym Kościele?


Abp Jeremiasz:
- Na pewno prawo i obowiązek zwoływania soborów oraz przewodniczenie jakiemuś stałemu Synodowi Biskupów. Zgodnie ze starym zwyczajem patriarchalnym w każdym Kościele istnieje Synod Biskupów. Prawosławni chcą, by taki Synod powstał też w jednym Kościele chrześcijańskim. Byłoby to gremium dość pokaźne. W myśl starej zasady kanonicznej, pierwszy ma również obowiązek zadbania o obsadę diecezji po śmierci ordynariusza poprzez zainicjowanie powołania jego następcy. Odpowiada za to biskup sprawujący prymat regionalny, ale gdyby zaistniały jakieś konflikty, dobrze jest mieć kogoś, kto posiada prerogatywy rozstrzygania trudnych spraw. W kompetencji prymatu byłaby sprawa kontaktów ze światem zewnętrznym, jak również koordynacja życia kościelnego na różnych odcinkach, jest bowiem cały szereg problemów ogólnokościelnych. Nie chodzi jednak o centralistyczne zarządzanie Kościołem, tak jak się zarządza np. państwem.


KAI: Czy "pierwszemu biskupowi" przysługiwałyby także jakieś elementy jurysdykcji?


Abp Jeremiasz:
- Na pewno nie. Mówienie o kompetencjach jurysdykcyjnych w stosunku do jakiegokolwiek Kościoła lokalnego, jakim jest diecezja, narusza podstawy eklezjologii eucharystycznej, której zręby zostały wspólnie uznane przez Kościół prawosławny i katolicki. Stanowi ona bazę, na której budujemy. Eklezjologia ta, sformułowana przez wybitnych teologów prawosławnych XX w. (...) doszła mocno do głosu w Kościele katolickim na Soborze Watykańskim II. Wybitnym przedstawicielem tego typu myślenia jest współprzewodniczący Komisji ze strony prawosławnej metropolita Jan z Pergamonu (Ioannis Zizioulas). Prymatowi przysługiwałoby to, co prawosławni nazywają pierwszeństwem honorowym, które jednak jest więcej niż honorowe, ponieważ łączy się z pewnymi prerogatywami.


KAI:
Jaka jest ranga dokumentów wypracowywanych przez Komisję? Czy są to tylko pewne propozycje grona teologów, czy też za zawartymi w nich sformułowaniami stoi autorytet Kościołów?


Abp Jeremiasz:
- Zależy to od tego, czy Kościoły je zaakceptują. W przypadku dokumentu nt. sakramentalnej struktury Kościoła na takim etapie jeszcze nie jesteśmy, bo nie wypracowaliśmy tekstu, który byłby formalnie zatwierdzony jako obowiązujący. Do tej pory Międzynarodowa Komisja Mieszana ds. Dialogu Teologicznego opracowała dwa dokumenty, które zostały - czy to formalnie, czy też faktycznie w toku procesu recepcji - uznane. Pierwszy, który dotyczył Trójcy Świętej, mówił m.in. o pochodzeniu Ducha Świętego. Został on zaakceptowany przez wszystkie Kościoły prawosławne, a Jan Paweł II ogłosił z okazji 1600. rocznicy II Soboru Powszechnego słynny list, z którego wynikało, że symbol wiary powinien być używany bez dodatku Filioque. Drugi dokument, dotyczący kapłaństwa, również został przyjęty. Powiedziałbym, że podstawowy zrąb eklezjologiczny dokumentu z Rawenny został już zaakceptowany przez prawosławnych, ponieważ odzwierciedla on opinię Kościoła prawosławnego. Zobowiązuje to prawosławnych do określonej postawy w stosunku do Kościoła katolickiego. Ma to o tyle praktyczne znaczenie, że wręcz nakazuje prawosławnym dostrzegać w Kościele katolickim - mocniej niż przedtem - Kościół siostrzany.


Moim zdaniem nie trzeba tu oczekiwać aktów formalnych. Dokonało się prawdziwe zbliżenie w życiu i w świadomości Kościołów, co jest o wiele ważniejsze niż jakieś formalne akty uznania. Świadomość, że ostatecznie jesteśmy jednym Kościołem, stanowi wielkie osiągnięcie dotychczasowego dialogu.”
 
Tyle obszernych cytatów. Wydaje mi się, że ta wizja ogólnochrześcijańskich kompetencji papieża to rewelacja. Tak zatem prymat honorowy nie oznaczałby tylko pierwszeństwa na jakichś listach biskupów, pierwszeństwa w zasiadaniu na jakichś międzykościelnych synodach i chodzenia na czele jakichś ekumenicznych procesji. Biskup Rzymu byłby kimś na podobieństwo marszałka Sejmu - co przecież nie jest rolą honorową: to jest władza! Co więcej, w koncepcji Jeremiasza papież miałby władzę sterowania nominacjami na najwyższe szczeble hierarchiczne. Na wszelki wypadek zapytałem Władykę, czy go dobrze zrozumiałem: odpowiedział, że tak!


Ale to byłby układ katolicko-prawosławny: co z protestantami? Oni na ogół nie widzą potrzeby takiego centrum chrześcijańskiego, choćby honorowego: Ich wizja Kościoła powszechnego to jakiś bardzo luźny związek Kościołów lokalnych, do tego oczywiście podzielonych w poprzek: różnicami wyznaniowymi. No i są jeszcze Kościoły starokatolickie, ale chyba im łatwiej byłoby przyjąć taki urząd marszałka Kościoła.
Oczywiście jednak nie tylko to jest mi miłe w słowach Władyki. Także stwierdzenie, że jesteśmy jednym Kościołem, a w jego ramach siostrami. W życiu rodzinnym różnie bywa, siostry nieraz bardzo się nie lubią. Język kościelny oznacza jednak pokrewieństwo duchowe, czyli prawdziwy związek miłości.»


 Na koniec wiadomość, że biorę sobie tygodniowy urlop od tutejszego pisania. Żegnam się, dziękując serdecznie za tyle zainteresowania! (rym niezamierzony).                                                                                                      

11:06, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
czwartek, 21 lutego 2008
O sercu

Księga Jeremiasza 17, 9-10


"Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne i niepoprawne. Któż je zgłębi? Ja, Pan, badam serce i doświadczam sumienie, bym mógł każdemu oddać stosownie do jego postępowania, według owoców jego uczynków".


Groźne słowa - ale, prawdę mówiąc, poniekąd bezdyskusyjne. Przecież decyzje moralne podejmujemy nie w rękach ani w nogach, w brzuchu też nie - ale w sercu. Oczywiście nie w tym motorku naszego organizmu, ale w owym ośrodku życia duchowego - taki jest sens słowa "serce" w antropologii żydowskiej i chrześcijańskiej.


Jednak grzeszyć możemy tylko sercem, ale też tylko nim czynimy dobrze. W tekście dzisiejszym mamy powyżej obraz dwóch ludzi o różnych skłonnościach moralnych. A chciał redaktor księgi, żeby potem był ten obraz Boga rozgniewanego - w Biblii częsty, na nasz gust za częsty. U proroków wszakże zrozumiały: w końcu gromienie rodaków było ich powołaniem.


No i zwracam uwagę na to zaznaczenie zdolności Boga do oceny naszego serca. Wiara w tę zdolność jest równie optymistyczna, jak w ogóle wiara, że On JEST. Dobrze, że jest ktoś, kto sięga do owej głębiny głębin, do tego tygla, w którym praży się dobro i zło. Kto jest tu ekspertem klasy zerowej.

13:29, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
środa, 20 lutego 2008
Teologia polityczna

Ewangelia Mateusza 20,17-28


”Gdy wchodzili do Jerozolimy Jezus zgromadził na osobności dwunastu uczniów i powiedział do nich:- Oto wchodzimy do Jerozolimy, gdzie Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i nauczycielom Prawa i skazany na śmierć. Oni wydadzą Go poganom na pośmiewisko, ubiczowanie i ukrzyżowanie, lecz On trzeciego dnia zmartwychwstanie.


Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza wraz z nimi, oddała Mu pokłon i o coś prosiła. Zapytał ją:- Czego chcesz? Odpowiedziała: - Spraw, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim Królestwie, jeden po Twojej prawej, a drugi po lewej stronie. Wówczas Jezus powiedział:- Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie wypić kielich, który Ja mam wypić? Odpowiedzieli: - Możemy! Oznajmił im:- Wprawdzie mój kielich będziecie pić, nie do mnie jednak należy rozdzielanie miejsc po mojej prawej i lewej stronie, lecz otrzymają je ci, dla których zostały przygotowane przez mojego Ojca. Gdy dziesięciu to usłyszało, oburzyło się na obu braci. Wtedy Jezus przywołał ich do siebie i powiedział: - Wiecie, że władcy narodów panują nad nimi, a przywódcy dają im odczuć swoją władzę. Nie tak będzie wśród was, lecz kto chciałby stać się między wami wielki, będzie waszym sługą, a kto chciałby być między wami pierwszy, będzie waszym niewolnikiem. Tak jak Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i oddać swoje życie jako okup za wielu".


Podałem przekład ekumeniczny 11 Kościołów i Towarzystwa Biblijnego (Nowy Testament i Psalmy). Opowieść jakże ważna: można by rzec, że samo sedno Ewangelii. Jezus nie przyszedł, żeby Mu służono, lecz żeby służyć. Skojarzenie wielu: a papież, zwany namiestnikiem Chrystusa, a biskupi, a księża - ile w nich chęci władzy, panowania, przekonania o własnej nieomylności, jak mało chęci służenia. Nie czuję się w urzędowym obowiązku bronić mojego Kościoła w każdej sprawie, więc i tutaj proszę tylko o umiar w ocenach.


Bo wydaje mi się, że jest coraz lepiej. Piramida powoli się spłaszcza. Między epoką przedsoborową, do Roku Pańskiego 1958, a tym, co jest obecnie, widzę różnicę kolosalną. Prawie pół wieku temu, wraz z wyborem Jana XXIII, zaczęła się rzymskokatolicka „pierestrojka". Monarchia absolutna zaczęła się kruszyć. Papieża nie całuje się już w nogę, księdza najwyżej w buzię, modlitwa w cerkwi jest cnotą, nie grzechem. Są przypływy i odpływy, Benedykta XVI bronić mi coraz trudniej - ale pamiętam, co było za Piusów.
Zresztą Jezus mówi tu nie o kapłanach, tylko o politykach, władcach narodów. Pomyślmy więc krytycznie również o nich. Co nam zresztą też nie przychodzi trudno - tylko każdy ma swój przedmiot krytyki. A ja „w tym temacie" przedstawiam dwie tezy. Pierwszą - że i tu jest jakiś światowy postęp, powoli pękają kraty i mury, i drugą - że Jezus zwraca się tutaj do każdego z nas. Nikomu nie wolno zgrywać ważniaka.

14:09, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 lutego 2008
Grzechy w kratkę
Ewangelia Mateusza 23,1-7

Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami: „Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi.”

Jedno z ostrych wystąpień Jezusa przeciw elicie żydowskiej. Zauważmy, że są tu faryzeusze i uczeni w Piśmie, a nie ma kapłanów i saduceuszy. Tamci drudzy stanowili o wiele bardziej elitę władzy. Saduceuszami byli przede wszystkim kapłani i ludzie zamożni, mocno zhellenizowani i dbali o dobre stosunki z Rzymianami. Lud wolał faryzeuszy jako nosicieli tradycji i nauczycieli moralności. Teoretycznie może i bliżsi chrześcijanom, bo chyba bardziej ideowi, byli im bardziej wrodzy, bo często najgorszy jest spór w rodzinie.

Ale byli różni. Ewangelijne uogólnienie jest według biblistów retuszem redaktorskim, powstałym wtedy, gdy już uczniowie Jezusa mieli faryzeuszy powyżej uszu. Był wśród nich przecież wrażliwy moralnie Nikodem i Józef z Arymatei, a także wielki Gamaliel, który obronił apostołów przed Sanhedrynem (Dzieje Apostolskie 5), skądinąd mistrz Szawła - nie takich krytykował Jezus. Ale byli też ludzie zadufani w sobie, równie zarozumiali, jak bezwzględni w swoich zakazach i nakazach.

No cóż, nie ominę problemu, ile jest faryzeizmu w postawach naszych dzisiejszych rabbich. Wydzielona grupa społeczna, mająca wyższe kwalifikacje instytucjonalno-religijne, lubi się wywyższać, przypisując sobie wyższe kwalifikacje moralne. Patrzy z góry na profanów. Gdy do tego, jak księża katoliccy, ma władzę rozgrzeszania, bywa czasem niedobrze. Spowiedź bywa ciężkim przeżyciem. Nie tyle z powodu doktryny moralnej. To i owo wydaje się w niej dyskusyjne, szczególnie w sprawach seksu, ale odstrasza od konfesjonału przede wszystkim co innego: klimat psychiczny tego miejsca. Każdy ksiądz powinien powitać przychodzącego tam wiernego z radością, ciepło, serdecznie i całą dalszą rozmowę prowadzić z maksymalną kulturą. A bywa, jak bywa.

Przeczytałem właśnie książkę „Znaku" pt. „Grzechy w kratkę" . Kratka jest nawet naprawdę w okładce. Ma ona cztery dziurki, symbolizujące ściankę konfesjonału, oddzielającą uczestników sakramentu. A wewnątrz tomiku jest rozmowa dwóch redaktorek Znaku, Elżbiety Kot i Dominiki Kozłowskiej, z ojcem Piotrem Jordanem Śliwińskim, franciszkaninem kapucynem, bardzo cenionym spowiednikiem. Słusznie cenionym: można się z nim w tym czy owym nie zgadzać (raczej z doktryną przezeń reprezentowaną, której stara się spokojnie bronić), ale z książki wynika niezbicie, że jest człowiekiem właśnie bardzo kulturalnym. W najlepszym sensie tego słowa: nie chodzi tu o żadną dyplomację, zewnętrzną uprzejmość, nie o żadną taktykę, ale o takt. Autor wzywa do niego innych spowiedników i sam daje jego wzór w dyskusji z paniami, które nie szczędzą mu trudnych pytań. Dobrze reprezentują świeckich, klękających po zewnętrznej stronie kratki.

PS. Na końcu książki dwa wzory rachunku sumienia, na mój gust mniej udane.
20:12, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 18 lutego 2008
Nie czyń drugiemu...
Ewangelia Łukasza 6,36-38

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, będzie wam dane: miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie"
.

„Nie czyń drugiemu, co tobie miłe" to zasada tak ewangeliczna, jak i rabiniczna. Równie oczywista teoretycznie, jak nieoczywista praktycznie. Albowiem potwornie trudno wyzbyć się podświadomego przekonania, które można by nazwać ironicznie personalizmem: że moja osoba ważniejsza niż każda inna. Potwornie trudno wyzwolić się z dyktatury własnego „ja". Wiem, co mówię...
14:15, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
niedziela, 17 lutego 2008
Wyjdź!
Księga Rodzaju 12,1

„Pan Bóg rzekł do Abrama: wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę."

Wyjdź. Porzuć wszystko, co cię otacza, nawet jakby samego siebie, swoje przyzwyczajenia, co są drugą naturą, niejeden pogląd, niejedną przyjaźń podtrzymywaną częstym spotkaniem. Dziś tak postępują misjonarze rzucający się w nieznane innych kontynentów i mnisi zamykający się w klasztorach.

Wydawnictwo Literackie przysłało mi uprzejmie „Tajemnice zakonu", rozmowę książkową Artura Sporniaka z „Tygodnika Powszechnego" z ojcem Leonem Knabitem z Tyńca, a Znak - opowieść innego benedyktyna, Christophera Jamisona, pt. „Odnaleźć schronienie. Monastyczne drogi w codziennym życiu" (przekład Andrzeja Wojtasika). W tej drugiej publikacji mamy informację o ogromnej popularności czegoś tak na pozór niedzisiejszego, jak owe zamknięcie. „Wśród wyznawców wszystkich tradycji religijnych, jak również wśród osób niewierzących narasta dziś przeświadczenie, że chrześcijański monastycyzm ma do zaproponowania coś szczególnego." Program telewizyjny BBC „The Monastery" spowodował swoją olbrzymią oglądalnością, że stronę internetową opactwa Worth odwiedziło czterdzieści tysięcy ludu, a setki osób zapisało się na tamtejsze rekolekcje. Brawo!
15:39, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
sobota, 16 lutego 2008
O nienawiści i Qumran
Ewangelia Mateusza 5, 43-48

„Słyszeliście, że powiedziano: »Będziesz miłował bliźniego swego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził«. A ja wam powiadam: - Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują."

Biblia Poznańska uczy, że tego przykazania o nienawiści nie ma ani w Starym Testamencie, ani w pismach rabinicznych. Znaleziono je dopiero w Księdze Reguły z Qumran, gdzie nakazano ”nienawidzić wszystkich synów ciemności, każdego według jego winy. a obrzęd przyjmowania do zrzeszenia przewidywał przekleństwa na wszystkich, którzy nie byli jego członkami". Co stwierdziwszy, Poznanianka powiada jednak, że „według interpretacji rabinów obowiązek miłości bliźniego obejmował tylko współrodaków, nie obcych, nie Samarytan, pogan, a zwłaszcza Rzymian. Do tych ludzi odnoszono się z niechęcią, a nawet z nienawiścią, uważając ich za grzeszników obrzydliwych Bogu a nawet nieludzi".

Co zaś do Qumran, z „Encyklopedii biblijnej" wynika, że sprawa związku chrześcijaństwa z tym tajemniczym ośrodkiem duchowym (czyli zapewne sektą esseńczyków) jest zgoła nieprosta. Co prawda, oczekiwano tam przyjścia nie jednego Mesjasza, ale trzech różnych postaci, niemniej między Ewangeliami i listami Pawła zbieżność jest czasem zadziwiająca. Na przykład są gdzieś w pismach qumrańskich takie imiona jakiejś tajemniczej postaci, jak w Nowym Testamencie: Syn Boży, Syn Człowieczy, Pan, Prorok, Mesjasz. Bo też w ogóle Ewangelia nie spadła nagle z nieba. W Starym Testamencie, ówczesnej myśli greckiej (Logos) i właśnie w Qumran błyskała już Ewangelia. Niemniej nikt wcześniej nie umarł na krzyżu dla naszego zbawienia.
18:35, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
piątek, 15 lutego 2008
Bezbożnicy i post
Ewangelia Mateusza 5,22

„Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: -  raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: - bezbożniku, podlega karze piekła ognistego."

Problem z owym „raka". Tysiąclatka nie tłumaczy tego terminu aramejskiego, Poznanianka mu „głupcze", nasz przekład czterech teologów trzech wyznań tłumaczy bardziej obrazowo, bo „pusta głowo", przekład 11 Kościołów ma w tekście „głupiec", w przypisie wyjaśnia: „dosłownie »pusta głowo« lub »człowiek godny pogardy«". Oczywiście można sobie pomyśleć, że gdyby stosować te zasady ewangelijne dosłownie wtedy i teraz, różne wysokie rady pracowałyby dzień i noc.
Albowiem Jezus przesadzał świadomie, taki był styl tamtych miejsc i czasów; trzeba go brać pod uwagę także interpretując ewangelijną etykę seksualną.

Problem jest też z „bezbożnikiem". Po pierwsze, nie jest to dzisiejszy ateista. Zamiast „bezbożnika" (czy „niezbożnika" Poznanianki) mamy tu u innych translatorów „głupca" (u nas: „bezbożnego głupca"). Pewnie dowcip polega na tym, że w ówczesnym Izraelu ateista nie był, jak dzisiaj, niewierzącym intelektualistą, tylko - w opinii swego środowiska - tępym ćwierćinteligentem.

Ale słowo „bezbożnik" budzi we mnie refleksję etyczną. Myślę najpierw o ochoczym stosowaniu tego rzecznika w systemie sowieckim, ale również o tym, co ono znaczy w Polsce dzisiejszej. Otóż jest to znów swoista obelga, oczywiście w ustach „dobrych katolików". A ja mam problem: czy ateista jest bez Boga, czy się bez Niego obywa? Pewnie sam tak uważa, ale czy Bóg jest tego samego zdania?

PS. Mamy czas postu, nawet „wielkiego", więc odnotowuję książeczkę Księży Marianów, napisaną po włosku przez niejakiego Daga Tessorego, przetłumaczoną przez Irenę Burchacką, rzecz zatytułowaną właśnie tym rzeczownikiem jednosylabowym. Dziełko jest erudycyjne, traktuje o praktykach postnych, specyfice wielu religii, osobliwie żydowskiej i naszej, chrześcijańskiego Zachodu i Wschodu. Autor zaznacza dobroczynność postu, też medyczną, ale nie przyznaje mu monopolu na ascezę. Cytuje instrukcję Episkopatu Polski, która nie akcentuje rozróżnienia między kręgowcami i wylicza inne od gastronomicznych „potrawy", jakich współczesny człowiek winien się wystrzegać, przynajmniej w czasie Wielkiego Postu." Oto one:
„ - konsumpcja żywności bez rozsądnych zasad, której towarzyszy niekiedy niewybaczalne trwonienie zasobów;
- nadmierne spożycie napojów alkoholowych i papierosów;
- nieustanna pogoń za rzeczami zbytecznymi, przy bezkrytycznej akceptacji każdej mody oraz każdej zachęty reklamy handlowej;
- nienormalne wydatki towarzyszące często publicznym uroczystościom, a nawet niektórym obchodom religijnym;
- gonitwa bez umiaru za takimi rodzajami rozrywki, które nie służą koniecznej regeneracji psychicznej i fizycznej, lecz stanowią cel same dla siebie i prowadzą do oderwania się od rzeczywistości i odpowiedzialności;
- gorączkowa praca, która nie pozostawia przestrzeni na wyciszenie się, refleksję i modlitwę;
- nadmierne przywiązanie do telewizji i innych środków komunikacji, które może prowadzić do uzależnienia, hamować osobistą refleksję i przeszkadzać w dialogu rodzinnym".
Myślę, jak pracować niegorączkowo.
17:22, jan.turnau
Link Komentarze (37) »
czwartek, 14 lutego 2008
Żydzi, Polacy, prawda

Dzieje Apostolskie 13,46

„Paweł i Barnaba powiedzieli do Żydów: - Należało głosić słowo Boże najpierw wam. Skoro jednak odrzucacie je i sami uznajecie się za niegodnych życia wiecznego, zwracamy się do pogan".

Ostre słowa. No cóż, Nowy Testament jest zapisem sytuacji, w której konflikt w Narodzie Wybranym był już potężny. Bibliści twierdzą nawet, że to zaciążyło na redakcji Ewangelii: w rzeczywistości słowa Jezusa o Żydach nie były chyba aż tak surowe.

Co do Pawła jednak: był skonfliktowany z żydowską elitą władzy tak bardzo, że w końcu przypłacił to życiem, ale nie pamięta się, co jednocześnie pisał o wybraństwie tego narodu. „Zgodnie z Ewangelią są nieprzyjaciółmi ze względu na was, zgodnie zaś z wybraniem są umiłowanymi ze względu na ojców. Nieodwołalne są bowiem dary i powołanie Boże" (List do Rzymian 11,28-29). To miał pewnie w pamięci Jan Paweł II, gdy kiedyś powiedział, że Holokaust był ludobójstwem szczególnym, bo uderzył w lud wybrany przez Boga.

A w naszym polskim narodzie zawierucha myślowa z powodu „Strachu" Jana Tomasza Grossa.
Sprawa polsko-żydowska niejedno ma imię. Nazywa się też: lęk. Obawa przed ujawnieniem tajemnicy rodzinnej. Genialnie to ujął ksiądz Twardowski w wierszyku, którego wciąż trzeba cytować:
„Koci, koci, łapci,
pojedziem do babci,
ale ani słówka,
bo babcia Żydówka."

Mamy tu do czynienia z czymś zgoła przedziwnym. Boją się ujawnić swoje „niepolskie" pochodzenie ludzie, którzy absolutnie nie są antysemitami. Ba, uważają tę postawę za absurdalną. Ba, zwalczają ją publicznie. Niektórzy nie mówią swoim dzieciom, że mają kroplę tamtej krwi.

Nie ma w tym żadnego zakłamania, krętactwa. Nawet nie jest to po prostu lęk przed ujawnieniem o sobie czegoś, co dałoby asumpt do posądzenia o nieobiektywizm. To jest właśnie lęk, uczucie irracjonalne. Wywołane klimatem duchowym kraju. Wypada być mieszańcem, ale raczej nie takim. Kompleks sięgnął szeroko i głęboko.

A co do Grossa, to miałem wątpliwości, czy jego zbyt ostre uogólnienia nie są jednak szkodliwe, bo prowokują zamiast przekonywać. Teraz natomiast uważam, że były opatrznościowe. Dzięki „Strachowi" dowiedzieliśmy się, jacy są niektórzy polscy duchowni. Krakowscy, kieleccy. Prawda wyszła na wierzch.

00:05, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
środa, 13 lutego 2008
Stwórz mi serce czyste
Psalm 51

”Zmiłuj się nade mną, Boże, w łaskawości swojej,
w ogromie swej litości zgładź moją nieprawość.
Obmyj mnie zupełnie z mojej winy
i oczyść mnie z grzechu mojego.
Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste
i odnów we mnie moc ducha.
Nie odrzucaj mnie od swego oblicza
i nie odbieraj mi świętego ducha swego.
Ofiarą bowiem Ty się nie radujesz,
a całopalenia, choćbym dał, nie przyjmiesz.
Boże, moją ofiarą jest duch skruszony,
pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz.”


Nic dodać, nic ująć. Tylko podziwiać odwagę psalmisty, który tak spostponował świątynne ofiary całopalne.
15:25, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
wtorek, 12 lutego 2008
Prosimy siebie samych
Ewangelia Mateusza 6, 7-15

„Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi, jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swoje wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich. Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie".

No i mamy dalej ”Ojcze nasz”, czyli jednak kilka próśb. Ale specyficznych.

Najpierw trzy, które dają się sprowadzić do życzenia, by świat był lepszy - a przecież sam Bóg tego nie załatwi, musimy się sami przyłożyć. Czyli po trosze prośby do nas samych.
Potem wołanie o chleb powszedni, może jedyne bez zwrotu w naszą stronę - jeśli nie chodzi tu o Eucharystię, a wtedy o dobro spoza przyziemnych potrzeb.

Dalej - darowanie win, tu znów pod warunkiem naszego udziału.

Teraz ta prośba dwuznaczna: o „niewodzenie nas na pokuszenie", niedopuszczenie, byśmy ulegli pokusie albo też o niewystawianie nas na próbę. W każdym tłumaczeniu mamy sprawę spoza zwykłej konsumpcji.
„Ale nas zbaw ode Złego" - wyciągamy rękę o pomoc, nie po to, by się siłować. Bóg nie zbawia na siłę. Zatem tu też współpraca.
20:21, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 11 lutego 2008
Tysiąc przykazań
Księga Kapłańska 19, 1-2.11-18

”Pan powiedział do Mojżesza: - Mów do całej społeczności synów Izraela i powiedz im: bądźcie świętymi, bo ja jestem święty, Pan, Bóg wasz. Nie będziecie kraść, nie będziecie kłamać, nie będziecie oszukiwać jeden drugiego. Nie będziecie przysięgać fałszywie na moje imię. Byłoby to zbezczeszczeniem imienia Boga twego. Ja jestem Pan. Nie będziesz uciskał bliźniego, nie będziesz go wyzyskiwał. Zapłata najemnika nie będzie pozostawać w twoim domu przez noc aż do poranka. Nie będziesz złorzeczył głuchemu. Nie będziesz kładł przeszkody przed niewidomym, ale będziesz się bał Boga twego. Ja jestem Pan. Nie będziesz wydawać niesprawiedliwych wyroków. Nie będziesz stronniczym na korzyść ubogiego ani nie będziesz miał względów dla bogatego, sprawiedliwie będziesz sądził bliźniego. Nie będziesz szerzył oszczerstw między krewnymi, nie będziesz czyhał na życie bliźniego. Ja jestem Pan. Nie będziesz żywił w sercu nienawiści do brata. Będziesz upominał bliźniego, aby nie zaciągnąć winy z jego powodu. Nie będziesz mściwy, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz kochał bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan."

Etyka chrześcijańska - i nie tylko ta - opiera się na dziesięciu przykazaniach zapisanych w Biblii żydowskiej, w Księdze Wyjścia (20,2-17) i potem Powtórzonego Prawa (5,6-21). Przykazań i zakazań jest jednak w Starym Przymierzu nieporównanie więcej. Są to w dużej mierze przepisy typu rytualnego. Zaraz za tym zbiorem przeznaczonym na dzisiaj mamy na przykład zakazy w rodzaju: „Nie będziecie obcinać włosów dookoła głowy i nie będziecie skracali końców swojej brody".

I tu jednak, i tam dalej widzimy troskę o człowieka. Czasem swoiście szczegółową, jak w tekście dzisiejszym: „Nie będziesz złorzeczył głuchemu. Nie będziesz kładł przeszkody przed niewidomym". Taka troska o słabszego może dziwić, jeśli etykę Starego (Pierwszego) Testamentu wyobrażamy sobie jako tylko zasady życiowe ludzi prymitywnych duchowo.

I strasznych ksenofobów. A przecież w wersetach 33 i 34 czytamy: „Kiedy przybysz osiedli się u was, w waszym kraju, nie uciskajcie go. Niech ten przybysz osiadły pośród was będzie traktowany jak rodak; masz go miłować tak, jak samego siebie, bo i wy byliście przybyszami w ziemi egipskiej". Jak to, przecież mamy w Biblii tyle nienawiści do ludzi niebędących Żydami, nakazy mordowania ich z żonami i dziećmi, wkładanie tych nakazów w usta Jahwe, Pana i Boga? Ano właśnie, Biblia nie jest żadną miarą katechizmem, widać tu też najlepiej, że nie stanowi jednego spoistego dzieła.

Powstała wskutek połączenia oczywiście różnych tekstów, ksiąg, ale też w ogóle różnych tradycji. Księga Kapłańska, z której wzięto dzisiejszą porcję biblijną, pochodzi z tradycji „jahwistycznej", a osławione nakazy mordercze z „deuteronomicznej", ale też w „jahwistycznej" Księdze Liczb (31, 15-18) mamy podobne zabójcze zasady. Można to różnie tłumaczyć: np. tak, że inna była sytuacja ludu walczącego o „ziemię obiecaną", a potem w obronie tej własności, a inna, gdy już ją mieli na dobre i przyjmowali bezbronnych przybyszów. Tak czy inaczej, nie szukajmy w Piśmie Świętym słusznego pouczenia w każdym wersecie. Jest ono zapisem rozwoju etycznego, który dokonywał się w tyglu myślowym i duchowym. Ale na długo przed Ewangelią (w VI wieku) zostało zapisane to, co czytamy dzisiaj z woli watykańskiej: „...będziesz kochał bliźniego, jak siebie samego".
17:48, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
niedziela, 10 lutego 2008
Znać, co dobre, co złe
Księga Rodzaju 3,5

„Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło."

Jest taka interpretacja - bodajże Hegla - tych słów wężowych: do momentu owej konsumpcji nasi prarodzice byli po zwierzęcemu niewinni: problemy moralne przekraczały ich mentalność. Teraz pojęli. Pierwsze doświadczenie negatywne otworzyło im oczy duchowe. Oczywiście jest to egzegeza dyskusyjna.
01:03, jan.turnau
Link Komentarze (38) »
sobota, 09 lutego 2008
Jeśli usuniesz jarzmo
Księga Izajasza 58, 9-10

„Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem". Znów skomentuję „politologicznie". Straszną rzeczą są reżymy dyktatorskie używające haseł religijnych. Na szczęście coraz mniej jest takich, które mienią się chrześcijańskimi. Mój rzymski Kościół już prawie dojrzał do demokracji, do przyjęcia ogólnohumanistycznych praw człowieka. „Lux in tenebris lucet"...
01:24, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
piątek, 08 lutego 2008
Rozwiązać więzy niewoli
Księga Izajasza 58, 1-9

Stary Testament kojarzy nam się z ciasnym przestrzeganiem przepisów rytualnych, z moralnością mało humanistyczną. A tutaj - i nie tylko tutaj: Izajasz jest w ogóle niezwykłym prekursorem Ewangelii - na kilka wieków przed Chrystusem głosi się donośnie, że prawdziwy post nie polega tylko na innej formie zajmowania się samym sobą. Nie wolno „zwieszać głowy jak sitowe i używać woru z popiołem za posłanie", jednocześnie naciskając swoich robotników, bijąc bliźnich „niegodziwą pięścią". Czyż nie jest raczej postem „rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać. Dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy". Słowa ważne dla etyki indywidualnej, także i społecznej. Czasem ”umartwieniem” powinno być niebezpieczne działanie przeciw dyktaturze. Teologia polityczna...
20:06, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 07 lutego 2008
Ekonomia etyczna
Ewangelia Łukasza 9, 23-24

„Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie!"

No cóż, trzeba kalkulować, nawet w owej dziedzinie, w której groszoróbstwo nie popłaca. Tyle, że tu liczy się rachunek ostateczny. Czasem nawet nie taki daleki. Szybko „przemija postać świata", zmieniają się układy wielkie i małe, szybko padają plany wielkiej kariery. Ktoś działający w myśl hasła TKM nie osiąga w końcu nic poza kompromitacją moralną.
14:45, jan.turnau
Link Komentarze (41) »
środa, 06 lutego 2008
Miserere me

Psalm 51

Środa popielcowa. U chrześcijan zachodnich początek Wielkiego Postu (u wschodnich dopiero w niedzielę 16 marca)

Czas odnowy oczywiście nie tyle brzucha (choć jemu też dobrze zrobi jakaś asceza), ile ducha. Rachunek sumienia - ale nie tylko diagnoza, też refleksja nad terapią Najważniejsze jest zobaczenie siebie w lustrze duchowym - ale też wynikający z tych oględzin duchowy makijaż.

A psalmista śpiewa: „Zmiłuj się nade mną, Boże, obmyj mnie z mojej winy”.

Libretto Kochanowskiego:

”Boże, w miłosierdziu Swojem nieprzebrany,
U Twych nóg upadam ja, człowiek stroskany,
Zmiłuj się nademną, zetrzej moje złości,
Obmyj mię, oczyść z moich wszeteczności.
Znam swój grzech do siebie, a widzę go prawie,
I Tobie nie tajny, ale Ty łaskawie
Racz się ze mną obejść, abyś w słowiech Swoich
Zawżdy praw nalezion i czyst w sądziech Twoich.
Mnieć jeszcze złość w matce przeklęta zastała,
Mnieć grzech jeszcze w mleku  matka  podawała.
O Panie, Ty szczerość serdeczną miłujesz
I skarb Swej mądrości takim okazujesz.
Pokrop mię hyzopem, a oczyszczon będę,
Obmyj mię, a śnieżnej jasności nabędę.
Ześlij mi poselstwo wesołe, a kości,
Twym gniewem strapione, użyją radości.
Odwróć od mych grzechów surową twarz Swoją,
Ani chciej pamiętać na nieprawość moją;
Stwórz we mnie, mój Panie, serce bogobojne,
A w oziębłych piersiach myśli wskrześ przystojne.
Nie odmiatajże mię od Swej obliczności,
Ani bierz odemnie ducha Swej mądrości,
Przywróć mi dobrą myśl, przez mój grzech odjętą,
A podbij pod rozum złą żądzę przeklętą.
A ja w swym upadku przez Cię podźwigniony,
Będę złym na przykład jawnie wystawiony,
Aby w miłosierdziu Twojem nie wątpili,
Ale się do Ciebie raczej nawrócili.             
Wybaw mię z przekleństwa mej niepobożności,
Aby mógł mój język sławić Twe litości.
Otwórz, wieczny Boże, nieme usta moje,
A ja opowiadać będę chwały Twoje.
Byś ofiar pożądał, paliłbym ofiary;
Ale wiem, że mało dbasz o takie dary.
Ofiara przyjemna Bogu duch strapiony,
Serce uniżone, umysł ukorzony.
Bądź łaskaw na miasto Swoje, wieczny Panie,
Że tem rychlej w pięknych swoich murach stanie.
Tam prayjmiesz ofiarę cnoty, tam kładzione
Na Twój ołtarz będą cielce poświęcone.”

12:26, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 05 lutego 2008
Zagadki bardzo różne
Ewangelia Marka 5,27-30

Fizjologia cudu

Kobieta cierpiąca na krwotok „słyszała o Jezusie, więc zbliżyła się z tyłu, między tłumem, i dotknęła się jego płaszcza. (...) Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła z Niego.”

Łukasz (8, 46) też mówi o owym wyjściu mocy, wkładając jednak informację na ten temat w usta samego Jezusa. To chyba jedyny w Ewangeliach taki „fizjologiczny” opis cudu. Owszem, mamy w opisie uzdrowienia niewidomego u Marka (8,22-26) i Jana 9,1-7) szczegół „techniczny”: Jezus smaruje oko uzdrawianego śliną, u Jana zmieszaną z błotem, ale tu rzecz wygląda tak, jakby mógł On uzdrawiać mimowolnie.

No cóż, cuda to w ogóle wielki problem egzegetyczny. Ewangeliści nie ułatwiają nam sprawy, gdy podają szczegóły upodobniające uzdrowienia do zabiegów medycznych: ślina ma przecież jakieś własności lecznicze. Jakby sami „naturalizowali” swoje relacje. Ale to można uważać właśnie za dowód, że opowiadają o tym, co się naprawdę wydarzyło: gdyby po prostu mistyfikowali, unikaliby chyba takich szczegółów. Jak też i tego o mocy uzdrowicielskiej działającej samoczynnie. Czego nie próbuję wyjaśniać: wiemy wciąż tak mało o bioenergetyce, że tym bardziej to „bezwolne” uzdrowienie Jezusowe musi pozostać dla nas zagadką.

Węcławski heretykiem?

A propos: zagadką jest dla mnie były ksiądz, były teolog rzymskokatolicki Tomasz Węcławski. Że miał dosyć mojego Kościoła, trochę rozumiem: usiłował go oczyścić z grzechu abp. Paetza, dokonał tego w tym sensie, że hierarcha został zmuszony do odejścia - ale jego samego też spotykały sankcje. Formalnie niewielkie: tylko dezawans w strukturze wydziału teologicznego, jednak kara zamiast nagrody. Więc rozumiem rozżalenie i rozczarowanie instytucją.

Jeśli natomiast odejście z Kościoła jest wynikiem rozczarowania do doktryny, to nie bardzo umiem go sobie wytłumaczyć. Czy jest to wahnięcie o 180 stopni? Węcławski był teologiem umiarkowanym, kiedyś w jakiejś dyskusji przeciwstawiono go ks. Hryniewiczowi, znacznie odeń radykalniejszemu w odnowie teologicznej. Gdyby zresztą był w awangardzie, nie zasiadałby w Międzynarodowej Komisji Teologicznej Watykanu, doradzającej Kongregacji Doktryny Wiary. Artur Sporniak zinterpretował w „Tygodniku Powszechnym” wykłady internetowe Węcławskiego jako zakwestionowanie bóstwa Chrystusa. Są tam rzeczywiście formuły jakby brzmiące w ten sposób - ale doradzam ostrożność. Węcławskiego trzeba czytać w kontekście całej współczesnej teologii zachodniej, która idzie bardzo daleko w poszukiwaniu nowego języka dla starych dogmatów. Nie jest to - jak głosi teologiczna konserwa - po prostu negacja fundamentów, w każdym razie nie na pewno. Mistrzem Węcławskiego jest wielki teolog niemiecki Karl Rahner, który głosił Ewangelię w języku egzystencjalisty Heideggera. Owszem, nie został kardynałem tak jak inni wielcy myśliciele Vaticanum Secundum, ale tylko integryści zarzucają mu herezję. Jak mi powiedział ks. Hryniewicz: przez 15 wieków Kościoły zwane przedchalcedońskimi uchodziły za heretyckie w oczach katolików i prawosławnych - a tu nagle okazało się, że wierzą też w to, że Jezus był Bogiem i człowiekiem, tylko wyrażają to innym językiem. Czy nie tak jest z niejednym teologiem zachodnim mającym kłopoty z Watykanem - i z Tomaszem Węcławskim, myślicielem wybitnym?
19:33, jan.turnau
Link Komentarze (24) »
poniedziałek, 04 lutego 2008
O Dawidzie i wieprzach

Księga Samuela 15,12-14.30; 16,5-13a
Ewangelia Marka 5,1-20

Król moralnie wrażliwy

Jeszcze o Dawidzie. Perykopa wzruszająca bardzo.

Król jest w oku cyklonu, jakim był dla niego bunt własnego syna. „Serca ludzi z Izraela zwróciły się do Absaloma", więc Dawid ze swymi sługami ucieka z Jerozolimy. Po drodze napastuje go sługa (krewniak) Saula Szimei, wymyślając mu okropnie - a niesprawiedliwie, bo Dawid był bardzo lojalny wobec swego poprzednika. I takiej życzliwości daje dowód teraz, bo nie pozwala skrócić o głowę owego Szimei - co byłoby w tamtym miejscu i czasie najzupełniej naturalne. Wzruszająco powiada: „Mój własny syn, który wyszedł z wnętrzności moich, nastaje na moje życie. Cóż dopiero ten Beniamita? Zostawcie go w spokoju, niech przeklina, gdyż Pan mu na to pozwolił. Może wejrzy Pan na moje utrapienie i odpłaci mi dobrem za to dzisiejsze przekleństwo."

W końcu buntownik przegrywa, wiesza się na dębie na swoich wspaniałych włosach (jeden z barwnych obrazów biblijnych), i zostaje zabity wbrew woli ojca. Władza wraca do Dawida, a on przebacza buntownikom i otacza opieką kulawego syna Saula o imieniu Meribbaal. Tak się kończy ta izraelska wojna domowa.

Rozpisałem się trochę, by wobec wątpliwości Fajki pokazać bohatera żydowskiego od dobrej strony. Oczywiście nie był świętym prorokiem. „Encyklopedia biblijna" powiada, że „został władcą absolutnym w stylu, jaki był przyjęty w tej części świata i jego wynoszenie się ponad prawo musiało wydawać się wielu jego poddanym sprzeczne z poczuciem sprawiedliwości i wierzeniami religijnymi. Znaczne niezadowolenie ludu wzbudził wielki dwór zamiłowany w obyczajach światowych i obcej literaturze, a jeszcze większe wielki ucisk administracyjny, wyrażający się w dotkliwych podatkach i robotach przymusowych, których cele nie były jasne. Rozkład dawniejszych wartości pokoleniowych i teokratycznych także przerażał lud. To rosnące niezadowolenie już za czasów Dawida znalazło wyraz i ujście w buncie Absaloma."

Nie był święty, ale w ocenie ludzi trzeba stosować swoistą etykę sytuacyjną: mierzyć ludzi miarą miejsce i czasu.

A opowieść o śmierci Absaloma będzie czytana jutro.

Dziwne świniobicie

Jezus odrzucił przemoc absolutnie. Może jednak z wyjątkiem wymordowania 2000 wieprzów (świń), o czym czytamy dziś w Ewangelii Marka (ale co jest też u Mateusza i Łukasza)? Dziwna to opowieść. Oczywiście demony, które prosiły Jezusa, by mogły osiedlić się w nierogaciźnie, bardzo pasują do owych zwierząt według Żydów nieczystych - ale nie aż tak, żeby nastąpiło z kolei ich opętanie - i utopienie ze szkodą dla Boga ducha winnych właścicieli. Trudno nie podejrzewać, że owo świniobicie to barwny ornament redakcyjny opowieści o nadludzkiej mocy Jezusa - tak to zresztą interpretuje „Komentarz praktyczny do Nowego Testamentu" pallotyńsko-tyniecki. Że „realizm szczegółów" nie ma tu miejsca, świadczy dziwna reakcja na tę klęskę hodowlaną owych Gerazeńczyków: prosili, żeby odszedł z ich krainy, zamiast żądać odszkodowania. Najwyraźniej redaktor tekstu chciał udowodnić wyłącznie potęgę Chrystusa, panującego nad „legionem" demonów (jak się obrazowo określiły).

Podobna trochę jest sprawa drzewa figowego, które Jezus przeklął, bo nie znalazł na niej owoców - i uschła od razu. Sprawa dziwniejsza u Marka (11,12-14) niż u Mateusza (21,18-19) bo ten ewangelista powiada wręcz, że „pora bowiem nie była na figi\”, czyli pretensje Jezusa jakby były absurdalne. Tu też trzeba zapytać, czemu służy opowiadanie. Przecież nie agronomii, tylko duszpasterstwu: chodzi o bezpłodność duchową. Czy Jezus faktycznie dokonał takiego minicudu, by pouczyć moralnie uczniów? W każdym razie jeden figowiec mniej wart niż dwa tysiące świń, więc chyba możemy Mu podarować tę „przemoc". Jak też to, że kupczących w świątyni okładał biczem ze sznur(k)ów i stoły ich wywracał.

14:17, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
niedziela, 03 lutego 2008
Jak być szczęśliwym
Ewangelia Mateusza 5,1-12a

Dziś czytamy błogosławieństwa, jak ktoś powiedział - dekalog Nowego Testamentu. Wyjaśniałem tu tysiąc razy, że tłumaczenie „błogosławieni" jest dyskusyjne, bo w oryginale greckim mamy tu makarioi, „szczęśliwych", a odpowiednikiem „błogosławionych" są dwa inne słowa greckie: eulogetoi i eulogemenoi.
No cóż, niełatwo być szczęśliwym... Jest też taka definicja szczęścia, że jest to stan ducha człowieka, któremu los odmienił się na lepsze. Czyli jakiś relatywizm: król bywa zrozpaczony, żebrak w euforii.

I w ogóle wszystko zależy od tego, czego się szuka w życiu. Niedawno zmarła zakonnica francuska, znajoma mojej córki mieszkającej też we Francji, więc wiem, jak umierała. Do ostatnich chwil była niesłychanie pogodna, dowcipkowała. Kochała bliźnich, zajmowała się całym sercem wszechstronną opieką nad Cyganami, i kochała Boga, ciesząc się, że będzie wnet bliżej Niego. Mszę pogrzebową koncelebrowało 24 księży, a trumnę niosło czterech Cyganów o jednym imieniu Pascal. Wymyśliła je dla nich siostra Marie Daniel, głęboko przeżywająca tajemnicę paschalną.
12:40, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
sobota, 02 lutego 2008
Światło dla pogan
Ewangelia Łukasza 2,22-40

Dziś święto Ofiarowania Pańskiego, wspominanie rytualnego ofiarowania Dzieciątka w Świątyni. Pierworodny syn miał być w sposób szczególny poświęcony Bogu - a Jezus okazał się Mu poświęcony w sposób absolutny. Oczekujący nań w Świątyni prorok Symeon przepowiada, że będzie On „światłem na oświecenie pogan i chwałę Izraela". Jezus okazał się chwałą Izraela, jeśli uznać, że był wykwitem duchowym tego ludu, a nie zdrajcą, co coraz lepiej rozumieją rabini. I był światłem również dla pogan, choć swoją osobistą misję ograniczał w zasadzie do wyznawców Jahwe. Z całego Jego nauczania wynikało niezbicie, że nieobrzezani nie są gorsi od obrzezanych. Czasem lepsi.
09:06, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
piątek, 01 lutego 2008
Potęga pożądania
2 Księga Samuela 11

Dawid uwodzi żonę swego wojownika i by ją mieć na zawsze, podstępnie wysyła go na śmierć. Tu Księga Samuela jest do bólu obiektywna: apologetyczna wobec dynamiki Księga Kronik pomija ten kompromitujący epizod milczeniem, choć opisuje też tę część dziejów Izraela.

No cóż, pożądanie seksualne jest jak woda, łatwo o powódź. A król Dawid w ogóle folgował sobie, miał przecież cały harem; poruszający jego sumienie prorok Natan wypomina mu nawet, że dostał kobiety swego pana, czyli Saula (2 Księga Królewska 12,8). Poza tym życie ludzkie nie wydawało się wtedy równie święte, jak dzisiaj: zabijanie człowieka było na porządku dziennym. Tym próbuję wytłumaczyć psychologicznie zbrodnię człowieka tak skądinąd wrażliwego moralnie, jak Dawid.
17:40, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
Archiwum