Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
środa, 28 lutego 2007
Jonasz

Księga Jonasza 3,1-10, Ewangelia Łukasza 11, 29-32

Dziś dużo o Jonaszu, postaci biblijnej wyjątkowo barwnej, bo któryż inny bohater Pisma Świętego bawił w brzuchu ryby. Tamta księga to oczywiście midrasz, swoista święta beletrystyka; trzeba jeszcze wiedzieć, że niektórzy bibliści widzą w Jonaszu żydowskiego nacjonalistę, który nie chciał udać się do Niniwy, bo brzydził się tamtejszym ludem, i wcale nie ucieszył się, że niniwici nawróciwszy się uniknęli kary. Tak czy inaczej jest Jonasz kaznodzieją, a Jezus porównuje się do niego stwierdzając, że jest kimś więcej niż tamten prorok. Powiada także, że „to plemię jest plemieniem przewrotnym; żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany prócz znaku Jonasza". Czyli czego? Z odpowiedniej perykopy w Ewangelii Mateusza (12, 38-42) wynika, że tym znakiem jest w życiu Jezusa Jego przyszły pobyt też trzydniowy w „sercu ziemi", czyli w grobie, tu jednak chodzi według Biblii Poznańskiej o samo Jezusowe wezwanie do nawrócenia, analogiczne do Jonaszowego.

Podpisuję się w felietonach „Gazety" „Jonasz". Skojarzenia można mieć mało sympatyczne, bo tak się też ochrzcił Roman Kotliński, redaktor naczelny Urbanopodobnych „Faktów i Mitów", oraz taki pseudonim nadano ks. Tadeuszowi Isakowicz-Zaleskiemu jako przedmiotowi akcji SB. No cóż, nie ma rady, nie mam przecież monopolu na to imię biblijne. Zastanawiam się nad czymś zgoła innym: czy moja pisanina w„Gazecie" i tutejsza nie jest nazbyt kaznodziejska, nie jest „moraliną", morałami nie do zniesienia. Staram się, żeby tak nie było, ale może za mało?

15:45, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
wtorek, 27 lutego 2007
Ojcze nasz

„Pacierz ekumenisty Ojcze nasz";

„Zdrowaś Mario”;

„Wierzę w Boga, Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela Nieba i Ziemi";

Dekalog ekumenisty;

Siedem błędów głównych ekumenii przeszkadzających.

poniedziałek, 26 lutego 2007
Chrześcijaństwo anonimowe
Ewangelia Mateusza 25, 31-46

W tej wciąż zapoznawanej perykopie mamy podstawę dla ekumenizmu w najszerszym znaczeniu. Jest tam wizja Sądu Ostatecznego, w którym zostaje rozstrzygnięta ostatecznie sprawa wartości człowieka. Nie mierzy się ona żadnym kryterium konfesyjnym: ważne jest naprawdę to, co zrobiliśmy albo czego nie zrobiliśmy bliźniemu będącemu w potrzebie. W tym bliźnim, każdym bliźnim jest sam Bóg.

Wielki teolog współczesny Karl Rahner ukuł pojęcie „chrześcijan anonimowych". Takich, co w istocie są chrześcijanami, choć nawet sami za takich się nie uważają. Krytykowano ten pomysł z różnych stron, odczuwano to na przykład jako kaperowanie wyznawców, ale tu chodzi o coś przeciwnego: że Bóg jest szerszy niż kościelne opłotki. Gdyby mi muzułmanie powiedzieli, że jestem w gruncie rzeczy wyznawcą Allacha, uznałbym to za komplement.

Wynieść na katolickie ołtarze Janusza Korczaka? Zacznijmy może od świętych prawosławnych i protestanckich. Zapytawszy przedtem tamte Kościoły, czy mają na to ochotę (protestanci zresztą nie czczą tak nikogo z ludzi), uznajmy w ten sposób, że katolik może być świnią, a niekatolik świętym. Amen!

PS. Przeczytałem niezwykłą książkę o miłości bliźniego pt. „Drugie życie". Dyrektor jednego z wrocławskich banków Janusz Zierkiewicz opowiada o tym, jak przeżył, bo mu przeszczepiono wątrobę. Opowieści owej wysłuchał i opracował ją Jan A. Choroszy (Agencja Wydawnicza alinea, Wrocław 2007). Sporo medycyny, ale również etyki: problem przekazywania swoich organów bliźniemu, gdy już mnie na nic się nie przydadzą, bo umieram. Forma książki oryginalna, bo skomponowana w formie wielogłosu: obok córki Zierkiewicza, jego przyjaciela i współpracownika w banku występują lekarze różnych specjalności, psycholog, filozof, dwaj duchowni.
23:52, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 25 lutego 2007
Pokuszenia

Ewangelia Łukasza 4, 1-13

”Jezus pełen Ducha Świętego powrócił znad Jordanu i czterdzieści dni przebywał w Duchu na pustyni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: - Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem. Odpowiedział mu Jezus: - Napisane jest: «Nie samym chlebem żyje człowiek». Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł diabeł do Niego: - Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje. Lecz Jezus mu odrzekł: - Napisane jest: «Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz»". Zaprowadził Go też do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i rzekł do Niego: - Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. Jest bowiem napisane: «Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli», i «na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień»". Lecz Jezus mu odparł: - Powiedziano: «Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego»". Gdy diabeł dokończył całego kuszenia, odstąpił od Niego aż do czasu.”

Jezus powędrował na pustynię, wspaniałą pustynię Judzką, opisaną niedawno w „Turystyce" i pokazaną w telewizyjnym programie przyrodniczym. Pustynia (u Wujka puszcza, bo wtedy były w Polsce różnorakie Rospudy, a pustkowiem był las) to miejsce rozmyślania, ale i „pokuszenia". Już chyba pisałem, że najlepszą wersją „Ojcze nasz" jest moim zdaniem taka, gdzie zamiast „wodzenia na pokuszenie" jest „wystawianie na próbę", jako że Bóg nie diabeł, nie kusi. Ale tu szatan kusi Jezusa. Biblia Poznańska powiada, że te trzy pokusy nawiązują do judaistycznych wierzeń mesjańskich. Mesjasz polityczny miał zapewnić swemu ludowi wyjątkowy dobrobyt (pokusa pierwsza), zapewnić panowanie nad całą ludzkością (pokusa druga), dokonywać cudownych znaków, m.in. zstępować na ziemię z dachu Świątyni (pokusa trzecia). Ewangeliści (Mateusz też) tłumaczą jednak, że Jezus jest Mesjaszem z zupełnie inną misją.

00:05, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
sobota, 24 lutego 2007
Apologia szabatu

Księga Izajasza 58, 9b -14

”To mówi Pan Bóg: - Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, przestaniesz grozić palcem i mówić przewrotnie, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło zabłyśnie w ciemnościach, a twoja ciemność stanie się południem. Pan cię zawsze prowadzić będzie, nasyci duszę twoją na pustkowiach. Odmłodzi twoje kości tak, że będziesz jak zroszony ogród i jak źródło wody, co się nie wyczerpie. Twoi ludzie zabudują prastare zwaliska, wzniesiesz budowle z odwiecznych fundamentów. I będą cię nazywać Naprawcą wyłomów, Odnowicielem rumowisk na zamieszkanie. Jeśli powściągniesz twe nogi od przekraczania szabatu, żeby w dzień mój święty spraw swych nie załatwiać, jeśli nazwiesz szabat rozkoszą, a dzień święty Pana czcigodnym, jeśli go uszanujesz przez unikanie podróży, tak by nie przeprowadzać swej woli ani nie omawiać spraw swoich, wtedy znajdziesz twą rozkosz w Panu. Ja cię powiodę w triumfie przez wyżyny kraju, karmić cię będę dziedzictwem Jakuba, twojego ojca. Albowiem usta Pana to wyrzekły".

„Jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną" - to rozumiemy świetnie, ale ta mowa o szabacie? Przecież to formalizm religijny potępiany przez Jezusa. Otóż i tak, i nie. Aby tylko nie zrobić z igły wideł, z przykazania najświętszego pryncypium bez wyjątków. Trzeba nam co jakiś czas przystanąć, odpocząć, pomyśleć. A już na pewno trzeba czasem zapomnieć o swoich interesach.

00:12, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
piątek, 23 lutego 2007
Post, czyli rewolucja

Księga Izajasza 58, 3-7

„Proszą Mnie o sprawiedliwe prawa, pragną bliskości Boga: - Czemu pościliśmy, a Ty nie wejrzałeś? Umartwialiśmy siebie, a Tyś tego nie uznał? Otóż w dzień waszego postu wy znajdujecie sobie zajęcie i uciskacie wszystkich waszych robotników. Otóż pościcie wśród waśni i sporów, i wśród bicia niegodziwą pięścią. Nie pośćcie tak, jak dziś czynicie, żeby się rozlegał zgiełk wasz na wysokości. Czyż Ja taki post jak ten wybieram sobie w dniu, w którym się człowiek umartwia? Czy zwiesić głowę jak sitowie i użyć woru z popiołem za posłanie, czyż to nazwiesz postem i dniem miłym dla Pana? Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: Rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać? Dzielić swój chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków?"

No właśnie: formalizm religijny jest diabła wart. Głodzenie się, pobożne rozróżnianie między kręgowcami nie mogą się Bogu podobać, gdy towarzyszy im ordynarny brak miłości bliźniego. „Wypuścić wolno uciśnionych" - pamiętam, jak Krzysztof Śliwiński cytował te słowa w „Więzi", gdy nasi przeciwnicy komunizmu siedzieli w więzieniach. Wtedy nawet Izajasz brzmiał antyrządowo, wzywał do rewolucji...

21:56, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
Arcypasterze
22 lutego 2007

1 List Piotra 5, 2-3

„Paście stado Boże, które jest przy was, strzegąc go nie pod przymusem, ale z własnej woli, jak Bóg chce; nie ze względu na niegodziwe zyski, ale z oddaniem, i nie jak ci, którzy ciemiężą gminy, ale jako żywe przykłady dla stada".

Dziś święto nie człowieka, ale budynku: głównej świątyni „papistów", mianowicie rzymskiej katedry św. Piotra. Z Ewangelii Mateusza 16, 13-19 na dziś perykopa o mianowaniu Szymona, syna Jony (Jonasza) opoką Kościoła, a z listu samego Piotra (jeśli to na pewno tekst samego Apostoła) pouczenie dla starszych, czyli prezbiterów. Dziś prezbiter to w moim Kościele tyle co ksiądz, nie biskup, w I wieku nie było jednak wyraźnego rozróżnienia między „presbiteroi" i „episkopoi". Otóż mają być ci nasi pasterze (arcypasterze, jak mówi się o biskupach) żywymi przykładami dla owieczek. Skojarzenia hic et nunc nieuniknione. Módlmy się o znakomitego metropolitę warszawskiego.

PS. Czy można być arcypasterzem „pod przymusem"? Można, choć to rzadkość, księża mówią, że często brakuje powołań kapłańskich, nigdy biskupich... Ale np. abp Nossol nie chciał, musiał go prymas Wyszyński łamać.
00:05, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
środa, 21 lutego 2007
Jałmużna

Ewangelia Mateusza 6,2-4

„Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę powiadam wam, ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie twoja lewa ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie."

Dziś czytamy o jałmużnie, bo jest środa popielcowa, początek wielkiego postu. Taki czas mają niemal wszyscy chrześcijanie, ale u prawosławnych i unitów wielki post nie zaczyna się w środę, tylko już w poniedziałek (ściśle biorąc: w niedzielę wieczorem). W tym roku Wielkanoc wschodnia zbiega się wspaniale z zachodnią, więc ten postny poniedziałek już nastąpił. Wracając do jałmużny: są na teraz trzy wskazania ascetyczne, wśród których na trzecim miejscu, po modlitwie i poście, jest taka forma miłości bliźniego. Nasuwa trochę wątpliwości: np. jak traktować żebraków, ale ma swoje „racjonalne jądro". Byleby się nie chwalić. Znam parę przypadków wspierania bliźnich w wielkiej tajemnicy. Mój przyjaciel z „Więzi" Józef Smosarski opowiadał mi, że biskup biblista Antoni Szlagowski kiedyś zezłościł się, że ktoś go zobaczył w kolejce na poczcie. Wydało się potem, dlaczego: posyłał anonimowo jakiejś biednej studentce trochę grosza i nie chciał, by się rozniosło, by adresatka wiedziała, kto jest dobroczyńcą. Drugi przypadek to mój mistrz na wrocławskiej polonistyce przeszło pół wieku temu, Jan Gawałkiewicz. Był kaleką, dla studentów raczej niemiły, ale dowiedziałem się po latach, że pod tą oschłością krył wielką ofiarność. Sam zaangażowany religijnie, co było wtedy wśród kadry akademickiej rzadkością, woził do kościoła tych, co nie mogli tam dojść o własnych siłach.

Środa Popielcowa (podobnie jak Dzień Zaduszny) to raczej nie święto: święto to radość, a dzisiaj trzeba trochę, powiedzmy, melancholii. Oczywiście jednak bez depresji, bo Bóg jest miłosierny dla grzeszników, nieporównanie bardziej niż ludzie.

Sprawy religijno-prawne: msza nieobowiązkowa, asceza gastronomiczna owszem, ale grunt to duch, nie brzuch. Kto czyta „Gazetę" papierową, ten przeczytał na str. 2 mój felieton i poznał jeszcze troszkę myśli popielcowych.

15:49, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
Być ostatnim
20 lutego 2007


Ewangelia Marka 9, 35

„Kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich".

Księga Syracydesa 2, 1-4

„Synu, jeśli masz zamiar służyć Panu, przygotuj swą duszę na doświadczenie. Zachowaj spokój serca i bądź cierpliwy, a nie trać równowagi w czasie utrapienia. Przylgnij do Niego, a nie odstępuj, abyś był wywyższony w ostatnim twym dniu. Przyjmij wszystko, co przyjdzie, na ciebie, a w zmiennych losach utrapień bądź wytrzymały".

Bądź wytrzymały: twarde słowa. Wytrzymaj, że inni, młodsi, górują nad tobą, choć nie dorównują ci inteligencją, wiedzą czy pracowitością. Co więcej, wytrzymaj, gdy górują, bo są naprawdę wybitniejsi od ciebie i ty sam to widzisz najlepiej. Wyciągnij z tej obserwacji wnioski. Mów za Janem Chrzcicielem: „On ma wzrastać, ja umniejszać się".

To wszystko piszę do siebie samego, a jakże.
00:09, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 19 lutego 2007
Niedowiarstwo

Ewangelia Marka 9,24

„Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu".

Wierzę. Urodziłem się w rodzinie bardzo religijnej, ale z tego niewiele wynika: bywa tu jakaś przemienność pokoleń. Ja jednak nie miałem żadnej przerwy w praktykach religijnych, co więcej, od pół wieku jestem - jak ktoś powiedział złośliwie - „etatowym katolikiem". W prasie katolickiej albo w „Gazecie" jako taki religijny facet. Kończyłem teologię, czytam wciąż taką literaturę, bronię dogmatów, nawet niedawno w „Gazecie Świątecznej" napisałem swoją receptę na tę obronę. Nie jest to obrona w zaparte, nie bronię np. katolickiego potępienia antykoncepcji, które nie jest dogmatem - ale czuję się katolikiem.

Czuję się zarazem niedowiarkiem. Bo chrześcijaństwo, katolicyzm również, to nie jest po prostu akceptacja intelektualna doktryny. To nie jest tylko moralność (w tej konkurencji nie jestem zresztą zbyt mocny). To, mówiąc uczenie, imperatyw moralny oraz indykatyw (tryb orzekający) zbawczy. To, mówiąc po prostu, wiara, że nie jestem sam. To wręcz osobisty stosunek do Zbawiciela. O co mi bardzo trudno. Gdy najdzie mnie depresja, szarpię się, bo do stałego egocentryzmu dochodzi pesymizm. Tak jakbym nie doświadczył tysiąc razy, że jest Ktoś, kto mnie ratuje od klęski.

16:20, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
niedziela, 18 lutego 2007
Policzek

Ewangelia Łukasza 6, 29

„Jeśli cię ktoś uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi".

Mateusz jest dokładniejszy: mówi, że chodzi o uderzenie w prawy policzek. Pisałem tu o książce Johna L. McLaughlina „Syn marnotrawny czy rozrzutny ojciec", wydanej w Polsce przez wydawnictwo eSPe (Kraków 2006) a przetłumaczonej przez Aleksandra Gomolę. Autor analizuje różne przypowieści i powiedzenia Jezusa, interpretując je ciekawie (choć nie wiem, o ile słusznie).

O policzkach mówi tak:
„To, że Jezus każe nam nadstawiać drugi policzek (Mt 5, 39), wcale nie oznacza, że zachęca on nas do tego, żeby biernie poddawać się przemocy. Mateusz mówi tu o uderzeniu w prawy policzek. Jeśli osoby praworęczne (a tych jest większość) chcą uderzyć kogoś w prawy policzek, to muszą uczynić to grzbietem dłoni; i wówczas w taki właśnie sposób pan wymierzał policzek słudze. Nadstawiając lewy policzek, zmuszamy bijącego do tego, żeby uderzył nas otwartą dłonią, a to - według ówczesnej normy kulturowej - oznaczało, że obaj mają taki sam status społeczny. Tak więc w czasach Jezusa nadstawienie drugiego policzka równało się z odrzuceniem roli kogoś o niższym statusie społecznym i domaganie się równości. Nie ma to więc nic wspólnego z biernością, a równocześnie chroni przed odpowiadaniem przemocą na przemoc".

Ciekawe, prawda? A z „Komentarza praktycznego do Nowego Testamentu" bp. Kazimierza Romaniuka, o. Augustyna Jankowskiego OSB i ks. Lecha Stachowiaka dowiedziałem się, że za nieuzasadnione uderzenie w prawy policzek rabini wyznaczyli odszkodowanie większe niż za uderzenie z lewej strony. Może dlatego, że spontanicznie, czyli w afekcie zmniejszającym winę, bije się w lewy policzek, co wynika też z cytowanej książki. Dowód na to, że ówcześni rabini byli nie tacy głupi, nie tylko czasem faryzejscy i nieraz niesympatyczni?

18:49, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
Abel i Kain

Sobota, 17 lutego 2007

List do Hebrajczyków 11,4

„Dzięki wierze Abel złożył Bogu lepszą ofiarę niż Kain, która mu wystawia świadectwo, że jest dokonały, Bóg bowiem zaświadczył o jego darach".

Jak zaświadczył, Biblia nie mówi. O co tu w ogóle chodzi? Na pewno nie o to, że ofiary pasterza Abla były lepsze niż rolnicze Kaina. Mając trochę wyczucia religijnego, można domyślić się bez trudu, że idzie tu o intencję. „Miłosierdzia chcę bardziej niż ofiary" - logion starotestamentalny (Ozeasz 6,6) cytowany przez Jezusa (np. u Mateusza 9, 13) znaczy, że w oczach Bożych ważna jest nie tyle wielkość materialna ofiary, ile postawa duchowa ofiarodawcy. Widać Abel był większej klasy duchowej i tyle!

Zagadka katechetyczna: dokończ dwuwiersz
„Budowano wieżę Babel,
a Kaina zabił...?"
Nabrałem tym wnuczkę, skądinąd rozgarniętą.

18:47, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 16 lutego 2007
Babel

Księga Rodzaju 11, 1-9

Opowieść o wieży Babel, znana każdemu, kto uczył się trochę naszej religii. Oczywiście perykopę można opowiedzieć prześmiewczo: Panu Bogu nie podoba się żadna nasza samodzielność. Owoce tylko z określonych drzew, budowle tylko określonej wysokości. Ile razy chcemy zrobić po swojemu, choćby nawet nie szkodząc nikomu - Bóg się wścieka i karze dotkliwie. Jest zaprawdę „Bogiem zazdrosnym" - wyrażenie przecież prosto z Pisma Świętego!

Można i tak myśleć, będzie to jednak rozumienie Biblii mało rozumne. W jej księgach są mity; nie w sensie potocznym tego słowa, w którym oznacza ono jakąś nieprawdę - ale w znaczeniu: głęboka prawda o rzeczywistości. Oczywiście nie widać jej, gdy się teksty czyta doslownie.

Można uważać Boga za człowieczego rywala, który boi się, że Go przewyższymy czy też tylko Mu dorównamy. „Odtąd żadne zamierzenie nie będzie dla nich niewykonalne" - powiada Pan (Jahwe) komentując budowlę, jakby naprawdę bał się o swoje panowanie nad nami. Tak Go pojmowali dawni autorzy biblijni, ale tymczasem zmądrzeliśmy. Opowieść o wieży sięgającej nieba opiewa ludzką pychę, która mści się nieuchronnie. Nie chodzi jednak o postęp techniczny, który jest sam w sobie dobry: raczej o ten postęp, który okazał się podstępem - wrogów Boga, czyli człowieka.

20:41, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
czwartek, 15 lutego 2007
M jak miłość

Księga Rodzaju 9,7

„Wy zaś bądźcie płodni i mnóżcie się; zaludniajcie ziemię i miejcie nad nią władzę".

Napisano już dawno, że ta ludzka władza nad ziemią zamienia się często w niszczycielstwo: exemplum Rozpuda. „Czyńcie sobie ziemię poddaną", jak czytamy w tej księdze wcześniej, bo w rozdziale 1: otóż mamy do tych poddanych stosunek wielce bezmyślny, bo mordując ich dla doraźnej korzyści zaplatamy powróz w koło własnej szyi. Nikt nie jest samotną wyspą...

Napisałem to w wieczór walentynkowy 14 bm., po obejrzeniu kolejnego odcinka sławnego serialu o miłości międzyludzkiej. Bohaterka ulega namowom przyjaciółki i decyduje się urodzić dziecko. Czekałem od odcinka wczorajszego, jaka będzie jej decyzja, i ucieszyłem się bardzo z takiej. To jest promocja postawy niemal heroicznej (sytuacja dziewczyny woła o aborcję), ale przecież nie bezmyślnej. Inny typ wrażliwości niż ten ekologiczny czy wegetariański, inny rodzaj miłości, ale również potrzebny hic et nunc. Również tu wybiera się większą wartość. Moim zdaniem jest to wybór ważniejszy niż w sprawie Rozpudy i tym podobnych. Dziękuję twórcom serialu bardzo serdecznie.

18:33, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
środa, 14 lutego 2007
Cyryl i jego Metody

Ewangelia Łukasza 10,1

„Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch, i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał".

Po dwóch. Dziś Kościół rzymskokatolicki wspomina liturgicznie dwóch uczniów Jezusa, braci Cyryla i Metodego, którzy w wieku IX ewangelizowali Słowian. A robili to z głową, czyli dokonywali elementarnej inkulturacji: tłumaczyli księgi liturgiczne, Biblię i inne księgi kościelne na dostępny im język słowiański.

Ich zasługi dla całego chrześcijaństwa, wtedy jeszcze nie podzielonego ostatecznie (dbali o łączność tak z Rzymem, jak i z Biznacjum), są kolosalne: rozpoczęli chrystianizację ogromnej części Europy. Oczywiście też zasługi dla kultury: choćby przez uwiecznienie bardzo dawnego etapu rozwoju naszych języków, jakim jest język zwany starocerkiewnosłowiański. Nie dość słów podziwu dla ich odwagi: złamali zasadę, że mogą być tylko trzy języki liturgiczne: hebrajski, grecki, łacina. Wzbudzali wściekłość duchowieństwa niemieckiego, które walczyło chyba nie tyle o monopol tej lingwistycznej trójcy (choć musiało je mocno irytować liturgiczne awansowanie języka słowiańskiego a nie germańskiego), ile o administracyjny „rząd dusz". W papieżach mieli obrońców.

Gra słów ”Cyryl i jego metody” jest nie tylko do śmiechu (także czarnego: na ulicy obu apostołów był straszny komisariat ubecji): rzeczywiście Cyryl miał nie tylko brata Metodego, także metody ewangelizacji niebywałe. Łączył przy tym odwagę z rozwagą: opory ówczesnych konserwatystów mogły go przecież zrazić do struktur kościelnych. Jest wraz z bratem poza wszystkim także patronem dzisiejszych duchownych, którzy nie rezygnują z kapłaństwa, tylko wewnątrz wspólnoty kościelnej walczą o jej odnowę.

17:05, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 13 lutego 2007
Nie samym chlebem...

Ewangelia Marka 8,14-21

”Uczniowie Jezusa zapomnieli wziąć chlebów i tylko jeden chleb mieli ze sobą w łodzi. Wtedy Jezus im przykazał: - Uważajcie, strzeżcie się kwasu faryzeuszów i kwasu Heroda. Oni zaczęli rozprawiać między sobą o tym, że nie mają chleba. Jezus zauważył to i rzekł im: - Czemu rozprawiacie o tym, że nie macie chleba? Jeszcze nie pojmujecie i nie rozumiecie, tak otępiały macie umysł? Macie oczy, a nie widzicie: macie uszy, a nie słyszycie? Nie pamiętacie, ile zebraliście koszów pełnych ułomków, kiedy połamałem pięć chlebów dla pięciu tysięcy?. Odpowiedzieli Mu: - Dwanaście. - A kiedy połamałem siedem chlebów dla czterech tysięcy, ile zebraliście koszów pełnych ułomków? Odpowiedzieli: - Siedem. I rzekł im: - Jeszcze nie rozumiecie?”

„Primum edere, deinde philosophari" - głosi starorzymska zasada, która po polsku brzmi: najpierw jeść, potem filozofować. Tylko człowiek heroicznie ascetyczny myśli głównie o sprawach duchowych. Władysław Kopaliński podaje jeszcze bardziej oczywistą wersję tej maksymy: „primum vivere", czyli najpierw (móc) żyć. Ale Jezus wymaga heroizmu: są sprawy ważniejsze niż chleb materialny i kwas służący do jego produkcji. Dostarczenie nam zwykłego chleba jest nie tylko w naszych rękach, Bóg może nawet rozmnożyć go cudownie. Niemniej - mój cichy komentarz - często ludzie giną z głodu, bo cud nie nadchodzi...

15:06, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 12 lutego 2007
Kain i nasi TW

Księga Rodzaju 4,1-15, 25

Opowieść o pierwszej walce człowieka z człowiekiem, czyli o tym, jak Kain zabił Abla. Perykopa biblijna fundamentalna. Grzech Adama i Ewy dotyczył stosunku człowieka do Boga, Absolutu dobra, czyli najgłębszej podstawy moralności, grzech Kaina jest także prototypem, ale nie sięga tak głęboko: Bóg jest jakby w tle, ale bohaterami biblijnego tekstu są ludzie.

Komentując opowieść nie chcę wnikać w socjologię: w jakiej mierze mamy tu echo konfliktów rolników (Kain) z pasterzami (Abel). Ważniejszy jest dla mnie brak bliższej informacji, na czym polegał pierwotny grzech Kaina, powód, dla którego Bóg nie przyjmował jego ofiar. Ale najważniejsza, pomijana w potocznej pamięci o tym, co mówi Pismo Święte, jest zaskakująca reakcja Boga na użalanie się mordercy nad swoim losem. Kain: „Skoro mnie teraz wypędzasz z tej roli i mam się ukrywać przed Tobą, i być tułaczem i zbiegiem na ziemi, każdy, kto mnie spotka, będzie mógł mnie zabić". Bóg: „O nie! Ktokolwiek by zabił Kaina, siedmiokrotną pomstę poniesie!" Narrator: „Dał też Pan znamię Kainowi, aby go nie zabił, ktokolwiek go spotka". Znów brak bliższej wiadomości: co to za znamię?

Nieważne: pomyślmy, jakże opiekuńczy wobec grzesznika jest tu biblijny Bóg! Nie wolno się mścić, nie wolno uprawiać samosądu, nie wolno w ogóle zabijać. Jest to obraz Boga różny od tylu innych Jego również biblijnych wyobrażeń, w których On wręcz nakazuje mordowanie niewinnych, czyli winnych tylko tego, że należą do narodów, z którymi Izrael wojuje. Mamy tu, także my współcześni, mocne wskazanie, jak odnosić się do różnych dzisiejszych Kainów. Nie płacić pięknym za nadobne, przebaczać.

Nie mogę tu nie zboczyć do sprawy lustracyjnej. Napisałem: zboczyć, bo nie jest to przecież ten sam obszar spraw. Kainami nie są żadną miarą, pomijając wyjątki, TW. Jeżeli już, to Judaszami, a Kainami są raczej słudzy „bezpieczeństwa", którzy ich „prowadzili", owszem - prowadzili na manowce. Nie kwestionuję surowych zasad memoriału Episkopatu z sierpnia ub.r., który już każde zobowiązanie do współpracy uznaje za grzech, ale im więcej o tym myślę, tym bardziej współczuję ofiarom zbrodniczego systemu. Tym trudniej mi uznać ich za zasadniczo różniących się od otoczenia, które też było jakoś uległe od „imperium zła", a jeśli nie splamiło się wyraźnie grzeszną współpracą, to dlatego, że miało więcej szczęścia czy mniej odwagi, by działać w opozycyjnym „podziemiu". Albo też nie było narażone na szczególne sidła, jakie zastawiano na duchownych.

Oczywiście myślę tu głównie o księdzu Michale Czajkowskim. Broniłem go w „Gazecie Wyborczej" zaraz po ataku Tadeusza Witkowskiego w „Życiu Warszawy", nie wiedząc, ile jest winien, i potem w zeszłorocznej „Więzi" lipcowo-sierpniowej . W tym drugim tekście nie dokonałem jego apologii; napisałem nawet, że grzeszył ciężko, i o podłości jego donosów. Moja opinia w tekście „Gazety", że mój spowiednik zrobiłby wszystko, by pomóc bliźniemu, i nic, by mu zaszkodzić, okazała się oczywiście pochopna. Ale po tamtych moich wypowiedziach i głośnym raporcie „Więzi" (w którego opracowaniu uczestniczyłem) Tadeusz Witkowski przyznał lojalnie w tymże „Życiu Warszawy" (przedtem w rozmowie z redaktorem naczelnym „Więzi" Zbigniewem Nosowskim), że autorem jednego z donosów, który przypisał Czajkowskiemu, jest inny duchowny, nieżyjący już dzisiaj późniejszy biskup Jerzy Dąbrowski. Pytając o ten donos Michała, uwierzyliśmy jego zapewnieniu, że tego na pewno nie napisał, i tak to odnotowaliśmy w „Więzi", niemniej widać na tym przykładzie, jak konieczna jest ostrożność w korzystaniu z ubeckich papierów.

A już na pewno konieczna jest lektura tego „więziowego" raportu. Jest w tym tekście naprawdę dużo troski o prawdę (nagroda Rzecznika Praw Obywatelskich), co czyni to opracowanie przeciwieństwem tamtych medialnych ataków, których ślady są wciąż widoczne w mediach, więc i w głowach czytelników. Niestety nie udało nam się zapanować nad opinią publiczną, w każdym razie nad sporą jej częścią.

Padają pytania o sposób pokuty dla takich ludzi, jak ksiądz Czajkowski. Otóż myślę, że jego pokutą jest publiczna potwarz, którą musi znosić. Przecież stugębna plotka głosi, że jest współwinnym zamordowania księdza Popiełuszki, mimo krytycznej analizy tej sprawy przez „Więź". Jest to - chyba rzecz oczywista - stan człowieka straszny, szczególnie że prawdopodobnie dośmiertny.

Na koniec wspomnę pytanie publiczne jednego z księży, czemu Michał po tamtej wieloletniej współpracy tak rwał się do mediów, wypowiadając się tam bardzo często. Jak mając tyle grzechów na sumieniu mógł tak swobodnie moralizować - pytają z oburzeniem publicyści. Otóż wiem, jak jest z mediami i księżmi: te pierwsze proszą, ci drudzy na ogół odmawiają. Tak było do niedawna, teraz jest lepiej, ale jedno jest pewne, że odbywa się na ogół redakcyjna łapanka. Szczególnie w poszukiwaniu księdza, który chce wypowiedzieć się na tematy mało u nas popularne w Kościele: ekumenizm, dialog z judaizmem. Ks. Czajkowski nie bał się mówić na ten temat, co utrudniało mu życie kościelne przez dziesiątki lat. Moralizował? Jeśli to są morały, to po prostu nie było i raczej nie ma dalej chętnych do ich głoszenia. Choć jest to nauczanie Soboru Watykańskiego II i posoborowych papieży z Janem Pawłem II na czele.

19:17, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
sobota, 03 lutego 2007
Przerwa w pisaniu bloga

Do Czytelników Bloga:
Wyjeżdżam na tydzień do Cieplic sekretarzować zespołowi biblistów trzech wyznań. Do zobaczenia mego wpisu w poniedziałek 12 bm.

 

01:03, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
Światłość
Piątek, 2 lutego 2007

Ewangelia Łukasza 2,36-37

„Była tam również prorokini Anna, córka Fanuela z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. Od swego panieństwa siedem lat żyła z mężem i pozostawała wdową. Nie rozstawała się ze świątynią, służąc Bogu w postach i modlitwach dniem i nocą."

Dziś święto Ofiarowania Pańskiego. Pamiątka przyniesienia do Świątyni niemowlęcia Jezusa. Jako pierworodnego syna Jego rodzice musieli Go tam przedstawić Bogu i wykupić od służby świątynnej. Matka miała tam też w 40 dni po urodzeniu syna coś do załatwienia: musiała się poddać obrzędowi rytualnemu oczyszczenia. Dlatego też święto to nazywało się kiedyś: „Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny", inaczej: „Matki Boskiej Gromnicznej" z powodu zwyczaju poświęcania świec zwanych gromnicami, zapalanych szczególnie przy umierających. Po Soborze Watykańskim II, w ramach nadawania katolicyzmowi charakteru bardziej chrystocentrycznego, nadano świętu nazwę obecną. Dzisiaj też jest to Dzień Życia Konsekrowanego, czyli - upraszczając - zakonnego. Patronką tej formy życia jest służka świątynna prorokini Anna. To dzień pamiątki o modlitwie, kontemplacji, czynnościach ważnych w niemal każdej religii. A świeca, światło jest symbolem jasności i ciepła, które daje religia. W każdym razie powinna dawać, jeśli jest dobrze przeżywana, dobrze przedstawiana przez przywódców duchowych.
00:36, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
czwartek, 01 lutego 2007
Apostołem być

Ewangelia Marka 6, 7

„Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch".

Pewnie dlatego świadkowie Jehowy chodzą parami. Co dwie głowy to nie jedna, na pewno - a zadanie apostolskie bardzo trudne jest. Szczególnie w dzisiejszych czasach, kompromitacji wszystkich zwartych systemów myślowych. Szczególnie dlatego, że mało kto rozumie, iż chrześcijaństwo jest nie tyle systemem, ile postawą duchową, w której myślowe szufladki są mało ważne. Także szufladki etyczne: przede wszystkim kochaj, przestań zajmować się sobą! Mało kto to rozumie, Kościół nauczający też nie za bardzo. W każdym razie przeciętni księża uwielbiają różne paragrafy. Świetną okazją do ewangelizacji jest tak zwana kolęda, czyli odwiedziny parafian. I przy tej okazji wychodzi na jaw pogląd, że parafia paragrafem stoi. Ksiądz przepytuje o prawie wszystko: „Dawno państwa nie widziałem w kościele".... Jeśli taka mowa ma tylko przypominać o obowiązkach liturgicznych, to jeszcze pół biedy, choć Eucharystia to nie paragraf, ale sama radość: trzeba o tym przekonywać Kowalskich zamiast straszyć prawem.

Gorzej, gdy pleban werbalizuje sprawę mamony. Pewnie, że „nie zawiążesz pyska wołowi młócącemu", przykazanie kościelne finansowe jest oczywiste, ale uprasza się o minimum delikatności... Księża mają opinię zdzierców, słuszną nie w każdym przypadku, ale nigdy nie wolno jej potwierdzać własnym mało duchownym zachowaniem. To o księżach, a my, tak zwani wierni (kler niewierny?) jesteśmy lepsi? Apostołujemy własnym przykładem w domu, „w robocie"?

17:13, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
Archiwum