Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
środa, 31 stycznia 2018
Nie mógł zdziałać cudu

Ewangelia Marka 6,1-6
Dziś ta opowieść, o której wspomniałem wczoraj: Jezus w rodzinnym miasteczku. W przypadku jego mieszkańców zawiniło może nierzadkie przekonanie, że można rozpoznać człowieka najgłębiej, na przykład jego duchową siłę. Trudno jednak odtworzyć sobie w myślach tamte lata Jezusa. Pojąć, jak to się stało, że tamtejsi Jego krajanie nie zauważyli, iż nie był to zwykły cieśla. Nie lubili Go aż tak bardzo, niechęć do Niego oślepiała ich do tego stopnia? Działała tak przemożnie zła opinia o Nim Jego braci, sprawa, którą poruszałem tu nieraz? Pamiętajmy jednak w ogóle, że ewangelie to nie biografie, nie historia, ale teologia, nie reportażowa faktografia, ale teksty z wyraźnym przesłaniem duchowym, moralnym wręcz. Tutaj może takim, że „tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu prorok może być tak lekceważony”. Tacy już jesteśmy głupi i grzeszni. Sami nie wiemy, co posiadamy...

18:55, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 30 stycznia 2018
Spotkały się dwie moce

Ewangelia Marka 5,21-43
„Posłyszała o Jezusie, więc weszła z tyłu między tłum, dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: - Żebym choć dotknęła się Jego płaszcza, a będę zdrowa. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w swym ciele, że jest uleczona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego” (BT).
Spotkały się dwie moce: moc wiary chorego i uzdrowicielska moc Jezusa. Co mi przypomniało moje niegdysiejsze spotkanie ze sławnym niegdyś, zupełnie nie (na pozór?) religijnym uzdrowicielem Harrisem. Podszedłem wtedy do niego, dotknął mnie w miejscu, które uważałem za potrzebujące uleczenia, i nawet nic nie poczułem. Podszedł potem mój syn, niepotrzebujący takiej pomocy, tylko podtrzymujący mego chorego kuzyna, i powiedział potem, że aż  o kopnęło. Moją żonę z kolei uzdrowił z bólów głowy na pół roku, a jak poszła do niego drugi raz, to na stałe. Tak też było z moją kuzynką. Tłumaczenie (para?)psychologiczne: są uzdrowiciele i są „media” dobre i złe. Zapewne jestem tym drugim, choć podobnych mocy Harrisa bynajmniej nie kwestionowałem. A mieszkańcy rodzinnego Nazaretu, których nie mógł uzdrawiać, bo nie wierzyli, że ten znany im dobrze zwyczajny cieśla może mieć takie niezwykłe zdolności? No właśnie, nie byli dobrymi mediami, tyle że jakoś  - jak sugeruje Marek (6, 1-6) i inni synoptycy - z własnej winy, nie z powodu takiego braku wrodzonego. A co do Harrisa, to pamiętam zasłyszane podejrzenie, że ma moc szatańską, i dowód na to, że jak kiedyś uzdrawiał w kościele, to poprosił, żeby wynieść do zakrystii Najświętszy Sakrament. Niemniej nie wiadomo, czemu o to prosił - trudno mi uwierzyć, że tyle dobra może czynić Zło.

18:26, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
poniedziałek, 29 stycznia 2018
Czy diabeł jest osobą?

Ewangelia Marka 5,1-20

Chrystusowy egzorcyzm: wypędza On z człowieka wręcz cały legion (kilka tysięcy) „duchów nieczystych”, których też na ich prośbę posyła potem w stado świń. Na marginesie tej perykopy taka myśl moja nieustanna: nie mogą księża milczeć na temat poglądów wielu dzisiejszych biblistów, także katolickich, choć niekoniecznie polskich, że teksty biblijne, także ewangelijne, nie są dzisiejszymi reportażami historycznymi, w których dba się o prawdziwość każdego obrazu: także tysięcy wieprzów opętanych przez szatana. Poza tym melduję, że jest w ostatnim „Tygodniku Powszechnym”, który tu reklamowałem z innych przyczyn, ważny artykuł bardzo mądrego jezuity Jacka Prusaka pt. „Diabeł nie jest projekcją”. Nie przepiszę go, nawet nie streszczę, zacytuję tylko jedno ważne twierdzenie. „Kościół naucza o osobowym złu, a Franciszek naukę tę powtarza. Trzeba jednak pamiętać, że Kościół  nigdzie nie definiuje, co należy w tym przypadku rozumieć przez ów «osobowy» charakter zła - nie można więc relacji egzorcystów traktować jak «brakującego Magisterium» - co niestety stało się normą w polskim Kościele. Jak podkreśla teolog Marion Wagner, «mówienie o diable jako osobie lub nie-osobie stanowi próbę wypowiedzenia jakiejkolwiek prawdy na temat rzeczywistości zła absolutnego, które określa się dzisiaj mianem diabła. Alternatywą byłoby bowiem milczenie. Jeśli więc z braku jakiegoś lepszego pojęcia odwołujemy się do kategorii osoby, to staje się jasnym, iż chodzi wówczas w najlepszym przypadku o analogię. Znaczy to mniej więcej tyle, że niepodobieństwo jest większe niż podobieństwo. Mówienie o diable jest wówczas czymś więcej niż modus loquendi [sposobem mówienia - JT], ale zdecydowanie mniej niż definicją. Z braku lepszej terminologii pojęcie osoby staje się pewną kategorią porozumiewawczą, która może nam pomóc we wzajemnym komunikowaniu sobie informacji na temat pochodzenia i istoty zła, a także sposobu radzenia sobie z nim. Przy pomocy pojęcia osoby nie jesteśmy jednakże w stanie definitywnie powiedzieć, czym lub kim jest właściwie to coś/ten ktoś, przed czym/kim człowiek kapituluje i popada w grzech. Zło, jego pochodzenie, pozostają tajemnicą»”. No właśnie.


16:47, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
niedziela, 28 stycznia 2018
Czy w małżeństwie jest Boga mniej?

1 List do Koryntian 7,32-35
W islamie dojrzewa dopiero zrozumienie, że tamtejsza księga święta Koran nie jest nieomylna w każdej swojej myśli, my już podobną wiarę religijną mamy na szczęście za sobą. Apostoł Paweł mógł się mylić. W sformułowaniach na temat małżeństwa, przeznaczonych na dzisiaj w moim Kościele, jednak nie ma racji. Nie musi być przecież tak, że „tylko człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Boże”, żonaty czy mężatka tylko o sprawy świata zabiega, jak się współmałżonkowi przypodobać. Miłość Boga i bliźniego to są dwa przykazania niekonkurencyjne, wręcz jedno. Kochamy Boga kochając bliźniego! Starając się prrzypodobać się mężowi albo żonie. Oczywiście mądrze, wspierając się wzajemnie w dobrym, nie złym, ale to inna sprawa. Małżeństwo i celibat to dwa różne powołania, to drugie nie jest lepsze, można na przykład zostać egoistycznym starym kawalerem, cóż z tego, że w sutannie. Warto zastanawiać się, skąd u Żyda takie poglądy, rabini mieli (mają) obowiązek posiadania żony. Chyba czerpał je Paweł z kultury pozażydowskiej, helleńskiej, która otaczała apostoła, gdzie zaczynała kwitnąć gnoza, był przecież platonizm, by o manicheizmie nie wspomnieć. Jest taki wierszyk, który może podobałby się Pawłowi: „Leci pies przez pole, ogonem wywija, pewnie nieżeniaty, szczęśliwa bestyja...” Ale jest i chyba żydowska opowiastka, że przyszedł Icek do rabina i pyta: - Rebe, żenić się, czy się nie żenić? Rabin: - Icek, jak byś nie zrobił, będziesz żałował”... O wcześniejszym życiu apostoła nic nie wiemy, a już po nawróceniu mieszkał w swoim Tarsie paręnaście lat: może był kiedyś żonaty i małżeństwo mu się jakoś nie udało? W każdym razie jego poglądy w wersji jeszcze o wiele mocniejszej ciążyły na chrześcijaństwie bardzo długie wieki (św. Augustyn!). Dobrze, że i one minęły jak sen jakiś ciemny. Dziś mówimy na przykład, że i tak zwany celibatariusz troszczy się o sprawy ludzi, duszpasterz nawet szczególnie, tyle że nie wyróżniając rodzinnie niektórych.

09:19, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
sobota, 27 stycznia 2018
Nie bać się burzy niełatwo. Turowicz Powszechny

Ewangelia Marka 35-41
Burza na jeziorze, a Jezus spokojnie śpi. Budzą Go uczniowie przerażeni. Uciszył wicher, ale zapytał ich, po co ten strach, i zarzucił brak wiary. Nam też jej brak bardzo często, pośród gromów losu, w świecie naprawdę strasznym. Niełatwo wierzyć, że Bóg nigdy nie drzemie, jeżeli w ogóle jest.
Wspomnę tu jednak o pewnym człowieku bardzo wierzącym. O założycielu i redaktorze naczelnym „Tygodnika Powszechnego” Jerzym Turowiczu. Dziś rocznica jego śmierci, już dziewiętnasta. Humorysta tamtejszy Stefan Kisielewski nazywał go „Turowiczem Powszechnym”, bo z tym pismem kojarzy się absolutnie. W najnowszym numerze o tej dużej postaci historycznej edytorial stały ks. Adama Bonieckiego oraz obszerny i pasjonujący tekst współredaktora dzisiejszego, Michała Okońskiego, pod tytułem „Historia pewnego kłamstwa”. O rzekomym poważnym konflikcie między Jerzym Turowiczem i całym tygodnikiem a Janem Pawłem II. Lektura naprawdę bardzo ważna! Lecimy do kiosków...

19:00, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
piątek, 26 stycznia 2018
Zaczyna się od ziarenka. Robotników kwalifikowanych pewien brak. Dzień Islamu

Ewangelia Marka 4,26-34
Ewangelia Łukasza 10,2
Dzisiaj przypowieści kolejne, też jak tamta o siewie botaniczne, o ziarnie zbożowym i ziarenku gorczycy. Kościół zaczął się od niewielkiej grupki, teraz to więcej niż miliard wyznawców, o różnych wyznaniach oczywiście, choć na szczęście już mniej na siebie warczących, z różnych narodów i kultur. I to bardzo dobrze, bo jedność to niejednorodność, oby tylko było do tej pierwszej coraz bliżej. I oby kontynent macierzysty, Europa, nie laicyzował się duchowo dalej. Konieczna jest w tym celu jakaś zasadnicza zmiana duszpasterska, co papież Franciszek dobrze rozumie i ma sporo sojuszników, ale wielu przywódców kościelnych nie obudziło się jeszcze ze snu o ziemskiej potędze, a w każdym razie z drzemki, która utrudnia realistyczne myślenie. Nie chodzi naturalnie o to, by wracać do fundamentalizmu wieków przeszłych. Nie wzorujmy się głupio na islamie, gdzie potężny jest nurt mało przykładny; niestety nie tylko w postaci przekonania, że w Koranie święta jest każda litera, także w strasznej formie tzw. islamizmu, religii z nożem w zębach. Co napisałem, ale zaznaczam, żem też nie Polak katolik, co na polskiej granicy na straży z kałasznikowem odbezpieczonym stałby, aby żaden muzułmanin nie wszedł. Załączam na dowód tekścik, który napisałem do „Wyborczej” na dzisiejszy Dzień Islamu. Zanim jednak to zrobię, jeszcze o czymś biblijnym.
Wskazówki biblistyczno-liturgiczne w różnych Kościołach lokalnych bywają jednak chyba trochę różne. Powyżej poszedłem za tą, która jest u sąsiadów za Odrą i Nysą, w każdym razie za tą, którą znalazłem w kalendarzu wydanym przez archidiecezję freiburską, a nie za tamtą z polskiego miesięcznika „Oremus”. Niemcy mają właśnie Ewangelię Marka 4,26-34, Polacy Łukaszową 10,1-9. Rzecz w tym, że mamy dzisiaj wspominać świętych biblijnych Tymoteusza i Tytusa, co zrobili także bracia niemieccy, bo obie nacje mają perykopę Tm 2,1.1-8, ale tamci woleli kontynuować czytanie tekstu Markowego i za nimi jednak poszedłem. Niemniej przytaczam zdanie Łukaszowe: „Żniwo jest wprawdzie wielkie, ale robotników mało”. Zawsze za mało, ale jest też problem jakości. Niemniej jest przecież, także u nas, trochę duchownych i świeckich w stylu Franciszkowym. I teraz wreszcie moja pisanka międzyreligijna.
Człowiek, istota rozmaitaNa szczęście mamy w ojczyźnie naszej rzymskokatolickiej tak zwany karnawał ekumeniczny, który zaczął się 17 stycznia Dniem Judaizmu, potem był czas modlitw o jedność chrześci jan, żeby oni przynajmniej nawzajem się kochali, no i nadszedł 26 stycznia Dzień Islamu. Inicjatywa czysto polska, rzymskokatolicka, a jakże, znaleźli się tacy Polacy, którzy się muzułmanów nie boją, rozumieją, że nie każdy z nich zabija i gwałci. Jest też u nas jedyna taka organizacja na świecie, Polska Rada Katolików i Muzułmanów. Pod Legnicą przegraliśmy bitwę z Tatarami, teraz z ich współwyznawcami staramy się wygrać międzyreligijny pokój.
„Jak Czarniecki do Poznania po szwedzkim zaborze”... Szwedzi chrześcijanie, nie muzułmanie, owszem, ale myśl moja popędziła nad Wartę, bo poczytałem sobie właśnie szeroko ekumeniczny kalendarz. Nazywa się „W naszym fyrtlu. Chrześcijanie, żydzi, muzułmanie”. Fyrtel to po poznańsku dzielnica, okolica. Są też daty roczne: chrześcijańska 2018, żydowska 5778/5779 i muzułmańska 1439/1440. Każda religia ma prawo mieć swoje, islam zaś zaczął się w siódmym wieku, więc rachuba takowa. W kalendarzu wydanym przez Wydawnictwo Posnania teksty o trzech religiach, o religii dzisiejszej napisał imam Youssef Chadid. Dowiadujemy się, że dialog tych wspólnot trwa już kilka lat. Gdy wyczytałem natomiast, że pomysł kalendarzowy przyszedł do stolicy Wielkopolski z Katowic, gdzie na ten rok przygotowano już po raz szósty stosowną publikację (w języku również angielskim), to pomyślałem sobie: jak to dobrze, że mamy, póki co, świętą samorządność. Aby mimo wszystko trwała, niech modli się dzisiaj opozycjonista, jeśli w politycznej zawierusze wiary nie stracił. Amen!
PS. Jak polityka i Poznań, to o jednym kalendarzu jeszcze. Otóż mieszkańcy tego miasta dzielni, dwie artystki i prawnik, dr Agata Kulczyk, prof. Lucyna Talejko-Kwiatkowska i prof. Paweł Wiliński, są twórcami kalendarza piękności wielkiej i tematyce też bardzo na czasie, bo konstytucję mądrze prezentującego. Tę obecną, której niech nikt nie gwałci, Polak katolik również.

18:09, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
czwartek, 25 stycznia 2018
Szaweł Pawłem się staje

Dzieje Apostolskie 22,3-16 albo 9,1-22
Dziś Kościół rzymskokatolicki, starokatolicki mariawitów i polskokatolicki wspominają liturgicznie nawrócenie Pawła z Tarsu, o którym to wydarzeniu czytamy jeszcze w Dziejach Apostolskich 26,12-18. W rozdziale 9 jest to narracja Łukaszowa, w dalszych miejscach własna Pawłowa. Jest już wtedy aresztowany przez władzę rzymską, uratowany w ten sposób z rąk rozwścieczonych rodaków. Żydzi z Azji (czyli diaspory - czyżby ta była bardziej zażarta religijnie niż jerozolimska, bo to jej też podpadł śmiertelnie Szczepan?) uznali go za potwornego wroga narodu i Prawa. Podburzyli tłum, zaczęto go bić. O swojej konwersji opowiada zatem ludowi. A było to wydarzenie rewolucyjne myślowo. Otworzyło świat pozażydowski na wiarę Abrahama, Izaaka i Jakuba, kosztem jednak, rzecz jasna, zmiany doktrynalnej ogromnej. Nie wiadomo, jak dzieje nowej religii wyglądałyby bez tego niesamowitego zapaleńca, teologa i misjonarza kolosalnego. Taka już jest natura człowiecza, że zmienia on się niekiedy nagle i radykalnie. Jak takie ewenementy tłumaczyć psychologicznie? Zawsze można je jakoś „naturalizować”, jeżeli się nie przyjmuje, że jest inna, pozaempiryczna rzeczywistość. Można też wybierać tutaj drogę niejako pośrednią, uznawać rolę Boga, ale i przyczyn „wtórych”: w przypadku Pawłowym jakiegoś słonecznego udaru? A całkiem poza tym może stosowny jest tu morał, że twardość przekonań nie powinna nigdy przypominać jakiegoś materialnego betonu.

23:25, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
środa, 24 stycznia 2018
Siew jak siew. Biblia tylko z wyjaśnieniami

Ewangelia Marka 4,1-20
Przypowieść o siewie. Słuchacze, choć przecież Jego uczniowie, nie rozumieją jej. Biblia Jerozolimska podaje w przypisie, że Marek owo niezrozumienie podkreśla, Mateusz i Łukasz natomiast rzadko o tym mówią: taka już jest specyfika autorska poszczególnych ewangelistów. My dzisiaj zrozumielibyśmy bez żadnego trudu? Nie wiem, bo sam jakoś zorientowany w ewangeliach nie potrafię zgadnąć, co pomyślałby ktoś inny, który ich nigdy nie czytał, o tamtejszych sprawach nie ma pojęcia. Takich dzisiaj także u nas sporo. Co zaś do samej treści przypowieści, to myślę, że z siewem Słowa Bożego jest właśnie tak, jak zkażdym takim owocowaniem: zależy od żyzności gleby, na którą ziarno pada. Ale także od kwalifikacji siewcy: ta na różnych szczeblach kościelnych bardzo różna bywa. Nadzieja tylko w tym, że przykład Franciszka na wszystkich „rzymskich katolików” zwolna działa jednak. 
A co do tekstu perykopy dzisiejszej, to tylko jeszcze jedna sprawa. Rozumienia przedziwnych, gorszących słów Jezusa, że mówi On do szerszego grona słuchaczy w przypowieściach, „aby nie rozumieli, nie nawrócili się i nie otrzymali przebaczenia” (EPP). Otóż to cytat z Księgi Izajasza (6,10). Z wyjaśnień dzisiejszych uczonych w Piśmie wynika, że nie chodzi tu o działanie samego Boga, ale o stwierdzenie faktu, iż z ludźmi ciężka sprawa, bo są na Słowo Boże zamknięci. No i najważniejsze, że jest to odpowiednik słów Ewangelii Mateusza (13, 15) dużo jaśniejszych, ponieważ zaczynają się od słówka „bo”, nie „aby” : „bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i serce swe zamknęli”. Czy nie było tak, że najwcześniejszy tekst Markowy był poprawiany rozjaśniająco? W każdym razie nie należy go i w ogóle Biblii czytać bez objaśnień, jak wciąż uważają niektórzy bracia ewangelicy.
Skądinąd te nie zawsze łatwo znaleźć zaraz pod tekstem (to wiem z Google`a). Grunt, żebyśmy nie wątpili, iż Bóg chce zbawiać, nie potępiać: „Bóg jest dobry, dam się za to zabić” - taki jest tytuł książki jezuity Grzegorza Kramera (WAM). Ja mówię inaczej: jest dobry albo nie ma Go wcale. Niemniej jest!

14:44, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
wtorek, 23 stycznia 2018
On i Jego matka

Ewangelia Marka 3,31-35
Dzisiaj perykopa zastanawiająca. Bardzo podobna do tej u innych synoptyków (Mateusza 12,46-50 i Łukasza 8,19-21), ale jest między ich narracjami spora różnica. Tylko u Marka mamy perykopę wcześniejszą, którą Kościół rzymskokatolicki polecił swoim wiernym do lektury w sobotę: tę o trosce o Niego Jego bliskich. Otaczały Go takie tłumy potrzebujących pomocy, że „nie mogli nawet wziąć do ust kawałka chleba” (EPP) - w domyśle On i Jego uczniowie. No i owi bliscy przyszli, żeby Go powstrzymać, co można też tłumaczyć (EPP): „aby Go ubezwłasnowolnić”! „Mówiono bowiem: - Zwariował! ”. Z dalszych zdań Markowych wynika, że wśród owych bliskich (rodziny - EPP) byli nie tylko Jego bracia, raczej mu niechętni (vide mój wpis sobotni), była też Jego matka, bo jest o niej w dzisiejszej perykopie dalej, ale że wtedy jeszcze do ich spotkania z Nim nie doszło. Potem zapewne doszło, ale też właśnie sądzić można, że się do tego jakby nie śpieszył. Gdy Mu bowiem powiedziano, że do Niego przyszli i czekają przed domem, wygłosił słowa, że Jego braćmi, siostrami i matką są ci, co Go wtedy otaczali, czyli w ogóle ci, co spełniają wolę Bożą. Było to, owszem, zrozumiałe zaznaczenie, że węzły duchowe ważniejsze są niż węzły krwi (BT), ale w całym kontekście zabrzmiały szczególnie. Nic dziwnego, że ktoś widzi tutaj bardzo chłodną jeszcze mariologię Markową, inną od tej późniejszych ewangelistów, szczególnie Łukasza i Jana. Że mariologia biblijna rozwijała się, potem dalej kościelna, to jest bezsporne, ale pozwolę sobie popsychologizować trochę. Mogło być tak, że Maryja była po środku rodzinnych konfliktów, tu między dziećmi. Z siostrami, o których zresztą nie wiemy prawie nic, Jezus mógł mieć relację wielkiej miłości, ale bracia zazdrościli Mu najpewniej niejednego: „nie wierzyli w Niego” - J 7,3-5; owszem, do czasu, o Jakubie i Judzie wiadomo, że - zapewne po Zmartwychwstaniu -zostali Jego uczniami, ale to było później. Usiłowali Maryją manipulować i zabrali ją ze sobą, by pomanipulować również Jezusem, ale nie wynika z tego przecież, że dawała się całkiem „przekabacić”, że już nie wierzyła w Jego mesjańską misję. Wierzyła bardziej jeszcze, a o Jego zdrowie troszczyła się naprawdę. Ot, taka moja mariologiczna hipoteza laicka.

16:29, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 22 stycznia 2018
Opętani duchami różnymi: wszystko to jednak „normalka”?

Ewangelia Marka 3,22-30
„A znawcy Pism, którzy zstąpili z Jerozolimy [ta była bowiem zbudowana na sporej wysokości, niemal Zakopanego, Ziemia Święta płaska nie jest], twierdzili: - Jest opętany przez Belzebuba! - Oraz: - Mocą przywódcy złych duchów wypędza złe duchy” [EPP].
Tak to jedni mówili, że zwariował, inni o wiele gorzej: że to nie zwyczajna choroba psychiczna, bo swoiście duchowa, ze znakiem ujemnym. A Jezus odpowiada, że w ten sposób o Nim mówić to bluźnierstwo: uznawać działania Ducha Świętego za dzieło szatana. Pomyłka była zawiniona, wynikała z nienawiści do Niego, ale oba stany psychiczne są jakoś jakby podobne: oba są „nadnaturalne”. Przejawiają jakąś siłę nadludzką. Siłę fizyczną niezwyczajną mają podobno dzisiejsi opętani: wracam do sędziwej kwestii, czy to nie jest zwykła choroba psychiczna. Taka nieszczęśliwa osoba - można przeczytać czasem w reportażach - tylko wmawia sobie, czasem przy pomocy rodziny albo księdza, że jest we władzy Złego i objawia to werbalnie, ale może bywa tak, że rzeczywiście jest. Zdarzają się w każdym razie dzisiaj zjawiska, także szczęśliwe, na przykład niezwykłe uzdrowienia, w których może jednak widać w poznawczej mgle jakiś inny świat.

14:27, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
niedziela, 21 stycznia 2018
Jonasz, patron wielu Polaków...

Księga Jonasza 3,1-5.10
Patron to najpierw poniekąd mój, bo tak się nazywa mój sobowtór piszący felietony w „Magazynie Świątecznym”. Albowiem też poniekąd mój imiennik, bo Jonasz (Jona, ojciec Szymona) to swoiste zdrobnienie mojego imienia (po hebrajsku „Johanan”). To było też powodem, że zacząłem się tak podpisywać niegdyś już w „Gościu Niedzielnym”. Wtedy natomiast wiedziałem o tamtym biblijnym bardzo mało. Teraz zauważę także, że inne księgi prorockie mają Izajasza czy Jeremiasza jako autora, a tutaj jest tylko Jonasz narracji bohaterem głównym. Przede wszystkim jednak ważna jest owego bohatera postawa duchowa: tu się do niego teraz, zrozumiawszy ją, zgoła nie przyznaję. Bo jest to przecież ktoś, kto w przeciwieństwie do mnie odmienności religijnej i narodowej wręcz nienawidzi. Dlatego wszak tak bardzo nie chciał udać się do owej okropnej Niniwy. Raz uciekł więc w stronę zupełnie przeciwną, popłynął statkiem i miał na morzu przygodę w brzuchu wielkiej ryby, potem jednak posłuchał Bogu i poszedł paskudników nawracać. Nawet odniósł sukces, nawrócili się, niemniej według niego niestety: lepiej byłoby, gdyby nie zechcieli i Bóg by ich miasto zburzył. No i Jonasz rozgniewał się na Boga, że taki obrót sprawy dopuścił: jest nazbyt dobrotliwy i miłosierny, nieskory do gniewu, bardzo łaskawy i chętnie odstępuje od zła, którym grozi. Bo też i zauważyłem dopiero dzisiaj czytając Biblię Poznańską, że Bóg wręcz żałował, iż zagroził podobnym nieszczęściem! Przesłanie księgi jakże ewangelijne: Miłosierdzie Boże, miłość do wszystkich grzeszników, nacjonalizm uroczo wyśmiany! A to nie opowieść o jakiejś historii rzeczywistej, ale choć takiego Jonasza, syna Amittaja, wspomina 2 Księga Królewska (14, 25), to raczej jakaś biblijna beletrystyka. Dowodów na możliwość takiego przypadku rybiego ludożerstwa szukać nie trzeba, lepiej podziwiać literacki kunszt tej świętej nowelki i na cudzoziemców łaskawiej spoglądać. Przeczytawszy utwór cały, nie tylko kilka zdań z niego dzisiejszych.

23:03, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 stycznia 2018
Oczywiście zwariował

Ewangelia Marka 3,20-21
„Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: odszedł od zmysłów” (Biblia Tysiąclecia).
Bliscy to znaczy bracia (choć pewnie z matką): można ich podejrzewać, że kierowali się nie tyle troską o Jego zdrowie, bo się dawał przemęczać, ile zazdrością z powodu sukcesów: przecież wiadomo skądinąd (J 7,3-5), że (jeszcze) nie wierzyli w Niego. Tak czy inaczej, Jezus zwariował: niesprzeciwianie się złu aż do śmierci krzyżowej było swoistym szaleństwem. Bo też jest arcywariactwem Ewangelia.

19:02, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
piątek, 19 stycznia 2018
Synami gromu byli, także oni

Ewangelia Marka 3,13-19
Wybrał sobie dwunastu, także tych dwóch zapaleńców; Jakuba i Jana, którym dał przydomek: Synowie Gromu. Pewnie z racji ich charakteru, który ujawnił się szczególnie, kiedy to chcieli spalić piorunem wioskę samarytańską, która nie przyjęła Jezusa idącego do żydowskiej Jerozolimy (Łk 9,54). Niemniej z czasem, po Jego męce i zmartwychwstaniu zrozumieli, że nie tędy droga moralna. W ich osobach dokonał się jakby symbolicznie początek nowej epoki duchowej.

18:16, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
czwartek, 18 stycznia 2018
Wielki król Izraela Dawid

Psalm 56,9
„Ty policzyłeś dni mojej tułaczki,
moje łzy zabrałeś do swego bukłaka” (przekład 11 Kościołów).
Słowa przepiękne, psalmy to poezja zaprawdę wielka. Ale napiszę coś jeszcze o Dawidzie, którego imię jako autora figuruje przy niektórych psalmach. Wczoraj skomentowałem dość ostro słowa z psalmu też w tym sensie Dawidowego (autorstwo tekstów biblijnych to, jak pisałem, poważny problem): te o walce i sukcesie w niej w postaci panowania nad (innymi) narodami. Zatem nie tylko walka w obronie własnej i własnej wspólnoty, ale chęć zdobycia władzy nad sąsiadami. Można jednak bronić Dawida argumentując, że ludy sąsiednie same atakowały Izrael i trzeba było jakoś je ujarzmiać, by ocalić własną wolność. Tak czy inaczej Stary Testament różni się przecież od Nowego, etyka Dawidowa od chrześcijańskiej. Trzeba też niemniej pamiętać, że ów król był wobec swego poprzednika Saula wyjątkowo łagodny, wybaczał mu jego zamiary mordercze. Na tle swojej epoki jaśniał nie tylko jako wojownik skuteczny i chyba naprawdę poeta, ale też może jako człowiek moralnie wrażliwy. Jak na tamte czasy, gdy mordowano się spokojnie nawzajem, ile wlazło.
A dzisiaj tradycyjny początek szczególnych modlitw o jedność chrześcijan, którzy też kiedyś mordowali się nawzajem ochoczo.

15:17, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 17 stycznia 2018
Naszego dżihadu się boję

Psalm 144,1-2
„Błogosławiony Pan, Opoka moja,
On moje ręce zaprawia do walki,
moje palce do bitwy.
On moją mocą i warownią moją, osłoną moją i moim wybawcą, moją tarczą i schronieniem, On, który mi poddaje ludy.” (Biblia Tysiąclecia).
Brzmi to - można by powiedzieć - dosyć islamistycznie. Ale przecież także chrześcijańsko. Byliśmy kiedyś również nieźle imperialistyczni. A wrogość trapi nas dotąd. Napisał o niej ostatnio bardzo, bardzo mocno w „Tygodniku Powszechnym” ojciec Ludwik Wiśniewski, a ja o tej publikacji do „Gazety Wyborczej”. Nawet jeszcze trochę więcej kolega wklei mi tu dzisiaj w tak zwanym załączeniu.
Nie mamy w Polsce autorytetów moralnych? Nie mamy ludzi, którzy do obrony spraw moralnie oczywistych używają etyki chrześcijańskiej? Pewnie jednych i drugich za mało, ale są i jak się czasem odezwą, to zaprawdę potężnie. W ostatnim „Tygodniku Powszechnym” nie pierwszy już głos dominikanina ojca Ludwika Wiśniewskiego, ale chyba jeszcze mocniejszyniż poprzednie. Artykuł zwie się „Oskarżam” i ma najpierw trzyzdaniowe streszczenie: „W Polsce umiera chrześcijaństwo. Wykorzeniają je gorliwi członkowie Kościoła. Biskupi milczą niestety”.
Chrześcijaństwo w Polsce umiera. „I nie jest to wynik propagandy libertyńskiej, zabiegów kół masońskich czy międzynarodowych spisków. Chrześcijaństwo wykorzeniamy my sami, duchowni i najgorliwsi członkowie Kościoła, własnym rękami i na własne życzenie. Coraz więcej osób przestaje się identyfikować z Kościołem. Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego odnotował ostatnio najwyższy od kilku lat spadek uczęszczających do kościoła. W 2016 roku liczba ta spadła w porównaniu z rokiem 2015 o ponad 3 proc. i wynosi 36,7 proc. - najmniej w powojennej historii Polski. Cóż takiego się stało? Wprowadziliśmy w naszą religijność element, który ją rozsadza od wewnątrz: wrogość. Jesteśmy ją nie tylko zarażeni, ale przyzwyczailiśmy się do niej: stała się do pewnego stopnia wręcz naszym znakiem rozpoznawczym. A gdzie jest wrogość, tam prawo obywatelstwa ma nienawiść - wroga przecież należy zniszczyć. Można więc pluć, drwić i deptać ludzi, można bezpodstawnie oskarżać ich o niegodziwości, a nawet zbrodnie, a równocześnie powoływać się na Ewangelię, stroić się w piórka chrześcijańskich wartości i Kościoła, odbywać pielgrzymki na Jasną Górę, składać świątobliwie ręce do modlitwy i ukazywać w mediach rozmodloną twarz. Przecież to już nie jest chrześcijaństwo, tylko jego parodia. Tak się tekst zaczyna. Potem są rozdzialiki pod tytułami „Antykatecheza o uchodźcach” , o czym - można się domyślić, „Radiowa trucizna”, o mediach ojca Rydzyka, „Comiesięczna profanacja” - o miesięcznicach smoleńskich, „Nienawiść na ulicach” - o kibolach na Jasnej Górze i tamtejszych zakonnikach, Marszu Niepodległości, „Aby Polska była czysta” - też o czym, zgadnąć da się. 
Teraz zdania ostatnie: „Jedyną siłą, która w Polsce dysponuje jeszcze pewnym autorytetem, jest Episkopat. Dlatego ośmielam się prosić, zresztą w imieniu wielu myślących podobnie: Księża Biskupi, wkroczcie na publiczną arenę. Wybiła godzina, kiedy jesteście bardzo, ale to bardzo potrzebni - Kościołowi, lecz również Polsce”. Ojciec Ludwik oczywiście ma rację. A że mówi bez żadnych ogródek, to całe szczęście: prorocy są zawsze niezbędni. W sensie tego słowa biblijnym: nie chodzi o przepowiadaczy przyszłości, ale oceniaczy teraźniejszości, o takich, jak ci starotestamentalni oraz pewien nowotestamentalny, niejaki Jezus Chrystus, co gromił ówczesnych faryzeuszy jeszcze mocniej niż ojciec Ludwik dzisiejszych. Przyznam się jednak do obawy, czy Episkopat jako całość zabierze głos w tych sprawach mocno: jest po prostu za bardzo podzielony.
Na koniec wyznanie osobiste: najpewniej ślepnę. Nie zauważam w Internetowym Dzienniku Katolickim, opracowywanym w Katolickiej Agencji Informacyjnej, ani słowa o „Tygodniku Powszechnym”. Jest nawet „Gazeta Wyborcza”, nie katolicka przecież! Muszę sobie zdjąć zaćmę z drugiego już oka, bo nie chodzi przecież o to, że w tamtym tygodniku lewicowoliberalna trucizna, nie wiara prawdziwa. Dominikanin Ludwik Wiśniewski kryptoliberałem ani lewicowcem przecież nie jest.

16:48, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
wtorek, 16 stycznia 2018
Naprawdę szabat dla człowieka. I radość szabatu

Ewangelia Marka 2,23-28
Szabat jest dla człowieka, nie na odwrót - powiedział Jezus w dzisiejszym przydziale lektury biblijnej. Perykopa o zgorszeniu faryzeuszy, że Jego uczniowie zrywają kłosy, żeby się pożywić, pojawia się u wszystkich synoptyków, więc pisałem tu o niej sto razy, niemniej ją przypominam, bo jest w przesłaniu ewangelijnym fundamentalna. Sięgać trzeba do głębi Ewangelii, na tym właśnie polega accomodata renovatio, przystosowana odnowa, dostosowująca Kościół do nowych czasów - program inicjatora wielkiej reformy, papieża Jana XXIII. Nie chodzi oczywiście o jakąś mimikrę, umizgi wobec otaczającego świata. W gruncie rzeczy o głębokość religijnego spojrzenia. Dopiero gdy się spojrzy naprawdę głęboko, widać w studni naszego życia życiodajną wodę. W głąb historii Kościoła również, aż
do samej Biblii. Byle znów przez okulary mądrych teologów, nie powierzchownie.
Od jutra czas religijnego otwarcia. Dzień Judaizmu, potem dni ekumenizmu wewnątrzchrześcijańskiego, 26 stycznia Dzień Islamu. A w związku z tym jutrzejszym polecam film Krzysztofa Żurowskiego „Ada Krysia Wllenberg” w programie TVP Polonia już dzisiaj o godz. 23.10. A wracając do szabatu, to dla głęboko myślących Żydów nie rytualna mitręga, ale radość ogromna!

19:23, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 15 stycznia 2018
Bukłaki zmieniać trzeba. Thriller na temat konklawe

Ewangelia Marka 2,11-18
Nieśmiertelna sprawa postów. Uczniowie Jana Chrzciciela i faryzeusze zapytali Jezusa, czemu Jego uczniowie nie przestrzegają tej praktyki ascetycznej (zresztą w ówczesnym judaizmie traktowanej mniej lub bardziej radykalnie). Myślę sobie, że każdej kwestii religijnej, a pewnie i w ogóle ludzkiej, grozi rytualizm. Jest w nas coś, co każe nam każdy duchowy problem potraktować głównie prawniczo: we wszystkim porządek musi być. A do tego to, co się już ustaliło, co ma za sobą stary obyczaj, tradycję, urasta z czasem do rangi zasady moralnej. Wszystko jednak tymczasem zmienia się. Odpowiedział tym tradycjonalistom Jezus, że „nikt nie łata nowym materiałem starego płaszcza ani nie wlewa młodego wina do starych bukłaków” (EPP). Ewangelia była na bardzo wiele spraw żydowskich spojrzeniem nowym. Na szczęście rytualizm chrześcijański, który się tymczasem wytworzył, na przykład rzymskokatolickie rozróżnianie między kręgowcami (w prawosławiu mamy tu jeszcze ostrzejsze rygory), odchodzi do lamusa historii Kościoła. Choć z trudem w Polsce, gdzie Ewangelię kojarzy się z tradycji umiłowaniem.
Jest także rzeczą ludzką, obyczajem bardzo potrzebnym dyskusja o reformie wewnątrz każdej wspólnoty ideowej. Także wewnątrz mojego Kościoła. Przetłumaczono na polski głośny thriller powieściopisarza brytyjskiego Roberta Harrisa o konklawe po śmierci papieża Franciszka. Tytuł: „Konklawe” po prostu. Obrady kardynałów są czasem ostrej walki wyborczej. Wyłażą na wierzch różne paskudztwa kandydatów na najwyższy tron: skrajna korupcja, seks z zakonnicami, intryganctwo wstrętne. Thriller znakomity, wynik konklawe do końca nieprzewidywalny. Autor jawi się jako sympatyk skrzydła reformatorskiego oczywisty, nie jest jednak przeciwnikiem Kościoła rozwścieczonym, jakich nigdzie nie brak. Nie brak również w powieści postaci kurialnych wręcz pięknych, jak główny bohater, prowadzący ową elekcję, który własnego wyboru za skarby świata nie chce, ale innego dobrego szuka z troską wielką.

16:22, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 14 stycznia 2018
Ewangelisty skromność ewangeliczna

Ewangelia Jana 1,35-42
Opowieść o powołaniu innych z kolei apostołów: najpierw Jana i Andrzeja, potem Piotra. Czwarty ewangelista opowiada o tym inaczej niż synoptycy. Nie było to nad Jeziorem Galilejskim, nie łowili ryb. Byli w Judei, usłyszeli od Jana Chrzciciela, że Jezus jest Barankiem Bożym, i poszli za Nim. Różnica faktograficzna większa pewnie niż ta, o której napisałem wczoraj, chyba jednak ewangelista Jan nie znał tekstów swoich poprzedników. Ale teraz o nim samym, nie o jego lekturach, jeno etyce. Pisarskiej: otóż w tej perykopie o nim samym ani słowa. Pada tylko imię Andrzeja, drugi uczeń jest anonimowy. Taki brak, bo adiustatora nie było, nie naciskał na Jana, by sobie jednak może przypomniał? Może by i nalegał, ale autor mu nie uległ. Nie miał też starczej sklerozy: pamiętał znakomicie, że tym drugim uczniem był on sam. Chowa się skromnie w swoim pisaniu nie tylko tutaj. Tysiąclatka w przypisie podaje wersety: 13,23, 20,2, 21,7.20-24. Dzisiejsi w Piśmie uczeni jak to uczeni powątpiewają, przypuszczają i tutaj, że to różne osoby. Gdy tymczasem ta sama, tylko bardzo skromna!
PS. Ale mamy wśród biblijnych autorów takich ludzi oczywiście wielu. Co pisali tylko dla idei, nie dla własnej sławy. Dlatego ustalenie autorstwa wielu ksiąg jest poważnym problemem. No i ci będący również ich bohaterami tym faktem się nie chwalą. Zapewne to także przypadek ewangelisty Łukasza, który opowiadając o podróży dwóch uczniów do Emaus (24,13-35) ujawnił tylko tożsamość Kleofasa. Nie byłby sam owym drugim?

18:55, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
sobota, 13 stycznia 2018
Mateusz czy, przepraszam, Lewi?

Ewangelia Marka 2,13- 17
Powołanie jeszcze jednego apostoła - ale kogo, ach, kogo? Albowiem Mateusz, Marek i Łukasz opowiadają o tym wydarzeniu niemal tymi samymi słowami poza jednym, mianowicie imieniem powołanego. Ewangelia Mateusza zwie go tym imieniem właśnie, aledwaj inni - Lewim. Co jeszcze dziwniejsze, na wszystkich czterech listach apostołów, czyli także tej w Dziejach Apostolskich, jest on zwyczajnie Mateuszem. To o wiele dziwniejsze niż Bartłomiej u tamtych trzech i Natanael u Jana, który pisał swój tekst całkiem osobno, korzystając z innych źródeł. Mamy tu mocne potwierdzenie mojego poglądu, że ewangelistom zabrakło redaktorów. Bibliści uważają, że jacyś byli, myślę tu jednak o solidnych adiustatorach, którzy wyłapują wszystkie błędy, choćby małe, i braki. Zatem niektórzy dzisiejsi uczeni w Piśmie wręcz przypuszczają, że były to dwie różne osoby, alewydaje to mi się zgoła nieprawdopodobne: trzy niemal identyczne relacje o wydarzeniu z życia dwóch różnych osób? No cóż, errare humanum est... To słowa nie z Biblii oczywiście, ale z nią przecież niesprzeczne.

23:13, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 12 stycznia 2018
Czy Jezus bluźnił?

Ewangelia Marka 2,1-12
Uzdrowienie paralityka. Nie oburzyło to może kilku uczonych w Piśmie będących tego świadkami, ale już słowa Chrystusa: „Dziecko, odpuszczone są Twoje grzechy” uznali za bluźnierstwo, bo tylko Bóg może odpuszczać grzechy. Wtedy Jezus uzdrowił tego człowieka fizycznie, okazując w ten sposób bardziej empirycznie swoją moc nadziemską w ogóle: „Żebyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma władzę odpuszczania grzechów”. Coraz trudniej Mu było ukrywać Jego moc mesjańską.

14:14, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
czwartek, 11 stycznia 2018
Sekret mesjański. Sekret kobiecy

Ewangelia Marka 1,40-45
Uzdrowienie trędowatego. Mamy tu, tak jak i wczoraj, surowy zakaz rozpowiadania o takim cudzie. U Marka podobnych Jezusowych wezwań do dyskrecji jest szczególnie dużo. Bibliści głowią się nad tym tematem, tak zwanym sekretem mesjańskim, niechęcią Chrystusa do przedwczesnego ujawniania Jego misji. Była ona zresztą całkiem inna niż ta z najczęstszych wyobrażeń narodu, który stracił niepodległość, tamta po prostu polityczna. Co do mnie, myślę, że trudno się dziwić, iż nie śpieszyło Mu się do konfliktu z ówczesną żydowską władzą, wiedział, czym to musi się skończyć. Na ludzkiej zaś sławie Mu nie zależało, egocentrykiem nie był.
Teraz coś aktualnego. Nie zajmuję się tu polityką, zmian w rządzie nie skomentowałem, ale kwestia aborcji to jednak coś trochę innego, choć ochrona przyrody i naszego zdrowia to też nie problemy moralnie neutralne. O tak zwanym uprzejmie przerywaniu ciąży pisałem także tu nieraz, wypada mi jednak przypomnieć syntetycznie, co w tej ciężkiej sprawie myślę. Otóż jestem za tak zwanym kompromisem prawnym, bo prawo to jednak nie etyka, choć jego niedoskonałości widzę. Niedoskonałość niemała to fakt, że pojęcie ciężkiego uszkodzenia płodu nie jest w praktyce jasne. Jak powiedziała jedna z dyskutantek w Radiu TOK FM, choroba Downa ma różne oblicza: są to dzieci niemal samodzielne, ale i inne, niezdolne do żadnej samoobsługi. Pomijam tu inne pytania: czy dziecko zaistniałe w wyniku gwałtu jest temu czynowi jakkolwiek winne albo czy płód ludzki różni się jakoś „ontologicznie”, zasadniczo od dziecka , co się już urodziło. Jednocześnie jednak podkreślam bardzo mocno,że głos kobiet liczy się tutaj jakby też „ontologicznie” od naszego męskiego. Nie przymierzając, tak jak w sprawie zniesienia niewolnictwa głos niewolnika od poglądu jego posiadacza.

12:43, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 10 stycznia 2018
Opętanie to choroba psychiczna czy duchowa? Czy szatan w ogóle istnieje? Teologia Joanny Święcickiej

Ewangelia Marka 1,29-39
Jezus uzdrawia. Nie tylko teściową Szymona Piotra, także wielu innych chorych oraz opętanych. Mamy zatem tutaj problem kwalifikacji owych stanów psychicznych czy jednak właśnie duchowych: jak interpretować tamte zjawiska niezwykłe. Jako jakoś „naturalne” czy to rzeczywiście ataki jawnie szatańskie. manifestacje złego ducha, choć robi on przecież podobno wszystko, by zamaskować swoje działanie. Tu zresztą demony głoszą chyba wiarę w Niego: „nie pozwalał im mówić, ponieważ Go znały”. W tejże ewangelii (5,1-20) mamy opowieść o opętanym, który „gdy z daleka zobaczył Jezusa, przybył, oddał Mu pokłon i głośno zawołał: - Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego?”. Przedstawił się: ”Na imię mi Legion, bo nas jest wielu”.
U Mateusza (8,34) opętanych jest tutaj dwóch, u Łukasza (8,27-39) też aż Legion. Pasuje tutaj poniekąd mój felieton, który napisałem do „Magazynu Świątecznego”.
Głośne myślenie. Konwertytki teologia własna
Ludzie przychodzą do Kościoła i odchodzą. Ruch taki jest w ogóle rozmaity. Ludzie zmieniają kościoły z małej litery, odchodzą ze swoich parafialnych, bo w nich bardzo niemądrze, i jeżdżą do innych, gdzie proboszcz świetny. Zmieniają wspólnoty wyznaniowe, ostatnio słyszałem o przenoszeniu się z rzymskokatolickiej do ewangelickiej, bo w tej pierwszej nie da się wytrzymać myślowo. No i niektórzy wybierają chrześcijaństwo.
Konwersje z islamu, judaizmu? Owszem, również, ale też z ateizmu, scjentyzmu czy jak nazwać religijną niewiarę.
Joanna Święcicka, doktor habilitowana matematyki, przyjęła chrzest lat prawie czterdzieści mając, trójkę dzieci i męża zresztą z rodziny katolickiej. No i ona sama z rodziny niewątpliwie komunistycznej, córka członka Biura Politycznego KC PZPR, wicepremiera Eugeniusza Szyra. Z rodziny niewątpliwie żydowskiej, ale dowiedziała się o tym późno i nie miało to żadnego znaczenia religijnego.  Przypadek to jednak dla mnie szczęśliwy i nie bardzo dziwny, bom sam co prawda nie konwertyta z czegokolwiek, z rodziny katolickiej i sam zawsze rzymski katolik, może nie zawsze prawowiernie myślący (o czym dalej), ale nawet „etatowy katolik”, jak mnie podobno nazywał Władysław Bartoszewski, gdym pisał o Kościele w katolickiej w ogóle „Więzi”.
Dziw to nawet nie nad dziwy, że Joanna swój nowy pogląd na Boga i stworzony przezeń świat jakoś sobie samej uporządkować myślowo, wytłumaczyć chciała. Ma talent pisarski, więc robiły się z tego swoiste eseje religijne. Gdybym jednak ja sam miał coś takiego w szufladzie, zainteresowałbym tym jakieś wydawnictwo religijne, ale ona się z tym nie śpieszyła. Dopiero gdy pokazała te swoje „pisanki” przyjaciołom, namówili ją, żeby nie chowała ich pod korcem. Tak powstała ciekawa także edytorsko (okładka!) książka pod tytułem „Listy do nieznanego przyjaciela” (Wydawnictwo WAM, Kraków). Czy nie grzeszy autorka tak zwaną nadgorliwością konwertyty? Czy jest to rzecz warta polecenia ludziom, których w wierze chrześcijańskiej to i owo uwiera, nie mówiąc o strukturach i personach? Oni wolą przecież, żeby były jakieś znaki zapytania, jeżeli nie polemika, krytyka. Otóż Joanna nie Jonasz, ale przyznaje się na przykład do tego, że diabeł nie jest w jej teologii potrzebny. Zły jest sam człowiek, choć zło, które tworzy, „nabiera swoistego rodzaju samodzielnego bytu, alienuje się od swojego twórcy i potrafi działać na zasadzie swoistego rezonansu: może wzmacniać możliwość dokonywania złych wyborów przez innych ludzi”. 
Mnie jednak gnębi co innego, bo jak mi powiedział kiedyś Adam Michnik, łatwiej uwierzyć w istnienie diabła niż Boga. Jak pogodzić Boga jako Miłość z jego Opatrznością, stworzeniem kosmosu potwornego (jedno nieustanne tsunami) i takiegożczłowieka? Ale tu już znowu napisałem o mnie, dosyć tego egocentryzmu, ma być o książce, którą mocno polecam! I dziękuję WAM, że dał ją nam! Amen!
Jonasz

14:25, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
wtorek, 09 stycznia 2018
Ten, który ma władzę - czyli powieściowy David

Ewangelia Marka 1,21-28
„I tak weszli do Kafarnaum. W najbliższy szabat poszedł do synagogi i nauczał. Jego nauczanie całkowicie zbiło z tropu słuchaczy. Nauczał bowiem jako obdarzony pełnomocnictwem, a nie jak znawcy Pism.”
To nasz EPP, tłumaczenie moich trzech biblistów trzech wyznań, cytuję je, by zareklamować ich pomysłowość, ale to, którego tutaj na ogół używam, czyli Biblia Tysiąclecia, też jest oczywiście cenne: „Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie, jak uczeni w Piśmie”. Rzecz jest w tym, by oddać sens słów Ewangelii: Jezus miał, choć pewnie nie od samego urodzenia (Łk 2,40), świadomość swojej osobowej odrębności od innych ludzi, zupełnie innej Bożej misji. Literackie Jego echo, David z powieści J.M. Coetzeego „Lata szkolne Jezusa”, o której napisałem wczoraj i której lekturę polecam najmocniej wszystkim zainteresowanym Biblią i wiarą chrześcijańską, też właśnie jest władczy, postępuje zawsze po swojemu, przewodzi swoim kolegom, dziwi się przybranemu ojcu, że go nie rozumie. Poza tym jednak przypomina Jezusa występując w obronie wszystkich, którym los nie sprzyja. Tak kaczek, w które inny chłopak wali kamieniami, jak i jakiegoś mordercy potępianego przez wszystkich. Premiera polskiego tłumaczenia dzieła noblisty 31 stycznia (Znak, tłumaczenie Mieczysława Godynia ), mam nadzieję, że nie za dużo o niej napisałem, odbierając Czytelniczkom i Czytelnikom przyjemność własnego zgadywania autorskich zamiarów.

21:04, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 08 stycznia 2018
Jak ich łowić? Powieść noblisty: „Lata szkolne Jezusa”

Ewangelia Marka 1,14-20
Powołanie rybaków naczelnych: Szymona i Andrzeja oraz drugiej pary braci, czyli Jakuba i Jana. Do dwóch pierwszych Jezus powiedział, żeby poszli za Nim, a uczyni ich rybakami ludzi, oczywiście jednak poszła cała czwórka i zmienili asortyment. Rozpoczęli z czasem sami nowy rodzaj połowu, który się niewątpliwie jakoś udał, chrześcijaństwo stało się religią światową i wciąż statystycznie największą, ale zaraz za nią pędzi islam i może ją przegonić. Poza tym w owym wyścigu są jeszcze inne rodzaje wiary, powiedzmy może jednak, że światopoglądu: pooświeceniowy ateizm, agnostycyzm oraz mniej świadomy wybór, czyliobojętność w mniej przyziemnych sprawach. Problem jest dla chrześcijaństwa globalny, ale dla polskiego również. Szczególnie dla wyznania, które jest nieporównanie liczniejsze: rzymskokatolickiego. Otóż liczba tych, którzy bardziej formalnie przyznają się do Kościoła rzymskokatolickiego, czyli uczestniczą w mszach niedzielnych, powoli raczej spada. Nie jest to chyba proces, którego nic nie może choć trochę hamować. Jak? Oto jest pytanie fundamentalne.
Przeczytałem powieść jakby na ten temat. Noblisty, pisarza południowoafrykańskiego, J.M. Coetzeego, która w tłumaczeniu polskim „Znaku” nazywa się „Lata szkolne Jezusa”. Imię to w tekście książki nie pada, ale nie trudno się domyślić, że taki tytuł to nie przypadek. Tajemniczy chłopiec David to przecież jakoś bohater również Ewangelii. A cała powieść jest jakby „paraapokryfem” czy też jednym wielkim pytaniem, czy istnieje coś poza tym, co da się zobaczyć zwykłym „szkiełkiem i okiem”.

13:05, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 07 stycznia 2018
Kto ma kogo ochrzcić?

Ewangelia Marka 1,7-11
W Kościele moim dzisiaj niedziela Chrztu Pańskiego. W poleconych na dzisiaj przez mój Kościół wersetach czytamy o samym chrzcie w naszym przekładzie trzech biblistów trzech wyznań (EPP): „Jan zanurzył Go w Jordanie”, gdzie indziej raczej mniej dosłownie, tradycyjnie, religijnie: „ochrzcił”. U Mateusza mamy tutaj również spór dwóch wielkich ludzi, kto kogo ma ochrzcić. Jan uważa, że to on powinien być przez Jezusa ochrzczony, ale ustępuje, bo Jezus wytłumaczył mu, że „trzeba, abyśmy wypełnili wszelką sprawiedliwość”. O co tu chodzi? Biblia Poznańska: „To plan zbawienia, według którego Jezus, choćprzewyższał Jana, miał przyjąć chrzest z jego rąk”. Ale był to na pewno też znak pokory po prostu.

22:29, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2
Archiwum