Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
wtorek, 31 stycznia 2017
„Zamiast należnej Mu radości”

List do Hebrajczyków 12,2
Biblia Tysiąclecia: „On zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż”. Kto Mu obiecywał radość? Biblia Poznańska: „Wolał raczej przyjąć krzyż aniżeli ofiarowaną mu radość” – tu też nie wiadomo, o co chodzi. Zajrzałem do naszego Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół i z zadowoleniem przeczytałem wersję o wiele bardziej zrozumiałą: „zamiast trwać przy należnej Mu radości”; Biblia księży paulistów ma prawie tak samo: „zamiast należnej Mu radości”. W oryginale greckim jest jednak tekst, który autorzy wydania interlinearnego tłumaczą dosłownie tak: „zamiast wyłożonej przed Nim radości” - można było zatem zrobić, jak Tysiąclatka i Poznanianka, ale chodzi chyba o to, by nie zostawiać czytelnika z tekstem polskim zgoła niejasnym. A sens jest – rozmawiałem o tym z ks. Czajkowskim – taki, że Jezusowi należała się radość, nie krzyż.
Może jednak nie przynudziłem, staram się po prostu, żeby tekst był zrozumiały, mój komentarz mniej ważny. Ale niech będzie zwyczajny: Syn Boży zstępuje na ziemię, wydawałoby się, że będzie przyjęty przynajmniej jak „sprawiedliwy” (stosowne wyrażenie żydowskie), ale stało się inaczej. Dramat wcielenia.

21:47, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
Ludzie ludziom gotują taki los. Śmierć Szymona Abelesa

Wpis na poniedziałek 30 stycznia

List do Hebrajczyków 11,37-38
„Kamieniowano ich, przerzynano piłą, kuszono, przebijano mieczem.” Mowa tu o bohaterach Starego Testamentu, ale mnie się skojarzyli z męczennikami czasów dużo późniejszych. Przeczytałem bowiem powieść pisarza czeskiego Marka Tomana pod długim tytułem „Straszna nowina o okrutnym mordzie Szymona Abelesa” (przekład: Andrzej Babuchowski, Wyd. WAM, Kraków 2016).
Przeżyłem tę lekturę jakoś bardzo mocno. Obraz tamtych czasów, choć przecież wiedziałem, jak potworne były, ostatnio choćby z dzieła biskupa Rysia, wprawił mnie niemal w depresję. Jest to mianowicie opowieść o fakcie historycznie bezspornym, jakim była w Pradze w roku 1694 tajemnicza śmierć żydowskiego chłopczyka Szymona Abelesa. Nie jedyny to taki przypadek w dziejach chrześcijaństwa, gdy antysemityzm rodził podejrzenia Żydów o rozmaite zbrodnie, także o dzieciobójstwo. Tu tezą sądową było „synobójstwo”: ojciec Szymona zamordował go rzekomo dowiedziawszy się, że jego dziecko chce się ochrzcić. W zastraszającej atmosferze nietrudno było o świadków i lekarzy, którzy znaleźli na ciele ofiary rzekome znaki mordu. Ojciec powiesił się w więziennej celi, a jego przyjaciel, podejrzewany o współudział w zbrodni, został skazany na śmierć przez łamanie kołem. Żydom wciąż było w zasadzie wolno obstawać przy swojej wierze (wracanie do niej po konwersji groziło jednak śmiercią), ale było to coraz trudniejsze, między innymi w Pradze, gdzie gmina żydowska, największa w Europie, kłuła w oczy fanatyków prozelityzmu. Oczywiście skłaniało doń przekonanie, że zbawić się można tylko w wierze jedynie prawdziwej. Czytając takie opowieści o przeszłości myślę między innymi, jak niemądre jest dzisiejsze obśmiewanie „poprawności politycznej” – co byłoby dzisiaj, gdyby nie było jej, owszem, nieraz bardzo przesadnego uczulenia. No i podziwiam jezuicki WAM, który zdecydował się na polską publikację, w której Towarzystwo Jezusowe wypada przeraźliwie.

10:23, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
niedziela, 22 stycznia 2017
Czy możliwe są spory na chłodno? Ks. Heller o teologach i teorii ewolucji

1 List do Koryntian 1,11-13
„Zostałem bowiem powiadomiony o was, bracia moi, przez tych od Chloe, że są wśród nas podziały. A chodzi mi o to,  że mówi się wśród was: ja jestem Pawła, ja Apollosa, ja Kefasa, a ja Chrystusa. Czyż Chrystus jest podzielony? Czy Paweł za was został ukrzyżowany lub też w imię Pawła zostaliście ochrzczeni?” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół).
Spory, podziały, kłótnie: można rzec, że nic dziwnego, że były także w Kościele właściwie od początku. Bardzo trudno różnić się jedynie poglądami, zupełnie na zimno, bez niedobrych emocji. Spora bywa w tym rola większych indywidualności: do Kefasa, jak tu nazywa Piotra Paweł, doszedł inny przywódca, właśnie autor listu, ale też potem Apollos – i pojawiają się ludzie, którzy przyznają się tylko do jednego, drugiego albo trzeciego. Paweł za takie dzielenie się nie oskarża siebie ani tamtych dwóch i może oni sami nie byli wcale winni, autorytety ich były w tym przypadku nadużywane – ale w innych przypadkach bywało w Kościele inaczej. Nawet papieże i antypapieże... Ale nie jest wcale łatwo mieć własne zdanie i przy nim obstawać, nie zagrażając tym świętej jedności. Lektury, przede wszystkim ks. Michał Heller. Bardzo to sympatyczny duchowny i oczywiście bardzo uczony. Kosmolog sławy światowej, ale też filozof – i teolog. Objawiło się to drugie najwyraźniej w „Tygodniku Powszechny” w podwójnym numerze noworocznym.
Skrytykował tam autor dzisiejszą teologię katolicką, między innymi polską. Nie zdołała ona przeniknąć do współczesnej kultury, a to dlatego, że przejawia minimalne zainteresowanie naukami przyrodniczymi. Według ks. Hellera to one są dzisiaj spadkobierczyniami wielkiej myśli greckiej, jej racjonalności, której brakuje dzisiejszej teologii. „To one dyktują obecnie standardy racjonalności, a refleksja filozoficzna, jaka towarzyszy naukom, stara się te standardy właściwie odczytać i zinterpretować”.
Początkowo wydawało mi się, że autor przecenia znaczenie owych nauk dla myśli teologicznej. O wiele ważniejsze są tu przecież nauki humanistyczne. Na szczęście ktoś mi podarował pod choinką książkę pod tytułem „Sens życia i sens wszechświata. Studia z teologii współczesnej” (Copernicus Center Press, Kraków 2014).
Natrafiłem tam najpierw na kwestię teorii ewolucji, wobec której wielu teologów i jeszcze większa część duchownych przejawia ciągle zastanawiający opór. A przecież, po pierwsze, z najnowszych dokumentów Stolicy Apostolskiej wynika, że teoria ta nie jest sprzeczna z żadną prawdą wiary chrześcijańskiej i chrześcijaninowi wolno ją uznawać: po drugie, nie jest hipotezą w sensie zawierania wielu twierdzeń niepewnych. Jest „naukową teorią. Wyrażenie «teoria» w nauce jest wyrażeniem nobilitującym. (...) Jest logicznie powiązanym układem faktów doświadczalnych, praw przyrody i hipotez wyjaśniających”.
Czytając książkę napisaną bardzo dobrze, choć dla mnie trochę za trudną, notowałem sobie myśli nowatorskie. I wiadomości. Na przykład: „Św. Augustynowi teologia zawdzięcza bardzo nowoczesną zasadę hermeneutyczną: jeżeli pojawia się sprzeczność pomiędzy Biblią a dobrze ustaloną prawdą naukową, to – wobec interpretacyjnej wieloznaczności tekstów biblijnych – pierwszeństwo należy przyznać prawdzie naukowej i wybrać taką interpretację tekstu biblijnego, by pozorna sprzeczność znikała”. Brzmi to rewolucyjnie, chyba że przypomnimy sobie problem geo- czy heliocentryzmu. No że płynął przedtem długi czas, gdy było przeciwnie: każda nauka była teologii służką, łącznie przede wszystkim z filozofią.
Nastąpił długowieczny rozłam między myślą świecką a religijną, który teraz ludzie w rodzaju ks. Hellera próbują anulować.
Niełatwo mi jednak jego wywody zreferować, bo brakuje mi porządnego zrozumienia tego, czym jest np. teoria kwantów. Chyba natomiast pojmuję Hellerowy problem fundamentalny. Uczony nazywa go kwestią: naturalistyczny monizm (żaden „pierwiastek nadnaturalny” nie istnieje) czy dualizm („pierwiastki” są dwa). Albo może też raczej jeden, ale przy założeniu,
że Bóg jest twórczo „immanentny we wszystkich naturalnych procesach, nie naruszając ich integralności i autonomii”. Nie jest to zresztą teza rewolucyjna: mówi już się dzisiaj przecież, że Bóg nie stworzył człowieka osobnym aktem. ale ujęta filozoficznie. Wyewoluowaliśmy po prostu! Bóg stworzył świat o wiele mądrzej niż myśleliśmy. Od razu dał mu motor, nie musi jego rozwoju popychać.
Znowu zawieszam pisanie na trochę.

09:02, jan.turnau
Link Komentarze (133) »
sobota, 21 stycznia 2017
Zwariował?

Ewangelia Marka 3,20-21
„Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: - Odszedł od zmysłów.”
Perykopa, rzecz zrozumiała, budzi zainteresowanie egzegetów, moje również. Słowa nie są jasne, jest pytanie translatorskie: „Mówiono” czy „mówili”? W tym drugim przypadku można by myśleć, że uważali tak sami „bliscy”, a była – wiemy to z dalszej relacji – także Jego matka. Moja hipoteza jest taka, że cała rzecz wynikała w niechęci Jego braci, gdzie indziej przecież zaznaczonej (przez Jana 7,3-6). Minęła ona z czasem, w każdym razie bratu Jakubowi, który stał się filarem Kościoła, ale najpierw była zapewne zazdrością: rodzeństwo nieraz nie najlepiej znosi sukcesy jednego (jednej) z nich. Takie to ludzkie...

12:31, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
piątek, 20 stycznia 2017
Pytanie o Andrzeja znowu. Ekumeniczna książka kapitalna! Interkomunia, interhomilia

Ewangelia Marka 3,13-19
Powołanie Dwunastu, zatem ich wyliczanie – i tu brat Szymona Piotra ląduje dopiero na czwartym miejscu, po Jakubie i Janie, tak jak też w Dziejach Apostolskich. Budowałem między innymi na tym przypuszczenie, że w owym sztabie Jezusowym przegrał konkurencję z tamtymi braćmi, przede wszystkim ze znakomitym Janem, dzisiaj jednak jestem bardziej ostrożny w takich przypuszczeniach w dziennikarskim stylu. Sprawę roli Andrzeja omawia obszernie arcybiskup prawosławny Jeremiasz i nie jest skłonny do podobnej hipotezy („Dwunastu apostołów. Pod redakcją Jana Turnaua”, Znak 2002). Napisał: „Długi pobyt Andrzeja Apostoła na terenach leżących daleko od basenu Morza Śródziemnego [przypuszcza się, że mógł zawędrować ewangelizacyjnie aż na tereny przyszłej Polski] może tłumaczyć, dlaczego Marek umieszcza go w spisie Apostołów dopiero na czwartym miejscu. Kiedy pisał swą Ewangelię, Andrzej mógł być daleko, więc piszący nie pamiętał dobrze jego roli wśród Apostołów. Z kolei to, że Jan podaje tak wiele szczegółów o św. Andrzeju, dałoby się wytłumaczyć jego działalnością w Achai pod koniec I wieku. Piszący swą Ewangelię Jan był wtedy stosunkowo blisko (w Efezie)”. Pozostaje pytanie, czemu ten sam Łukasz umieszcza w swoich Dziejach Andrzeja na miejscu czwartym, gdy w Ewangelii na drugim. Zamyślam się nad tym wszystkim dalej.
Lektury. Oktawa Modlitw o Jedność Chrześcijan, więc pasuje mi lektura książki „Drogi chrześcijaństwa” (Wydawnictwo Jacek Santorski and Co, patroni medialni „Więź” i „Jednota”, Warszawa2008). Rzecz znakomita! Dzieło zbiorowe ze wstępem Adama Aduszkiewicza, potem towarzystwo wielowyznaniowe: katolicy „rzymscy”,  prawosławny, luteranie, reformowani, ale też dwóch autorów spoza religijnego kręgu, raczej agnostycy. Ksiądz Hryniewicz jak zawsze genialny. A w kalendarzu ekumenicznym warszawskim dzisiaj nabożeństwo u metodystów przy Mokotowskiej 12, jutro u mariawitów przy Wolskiej 186. Godzina 18, ale w niedzielę w katedrze rzymskokatolickiej na Pradze już o 16-ej: to będą nieszpory, nie msza, jak bywało dawniej, bardzo słusznie. Wobec rzymskokatolickiej (zresztą tym bardziej prawosławnej) zgody na interkomunię nie wypada gościć u siebie innych chrześcijan i odmówić im duchowego posiłku. Bywa natomiast od dawna, choć nie u prawosławnych, „interhomilia”, wymiana kaznodziejów i tu mój Kościół, także polski, nie ma oporów. Niestety z powodu choroby moje uczestnictwo w tych nabożeństwach będzie bardzo ograniczone.

22:03, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
czwartek, 19 stycznia 2017
Nawet demony...

Ewangelia Marka 3,11-12
„Nawet duchy nieczyste na Jego widok padały przed Nim i wołały: - Ty jesteś Syn Boży. Lecz On surowo im zabraniał Go ujawniać”.
Dziwne, że demony świadczą o Jego Synostwie Bożym? Jeśli mógł je wypędzać z ludzi, to i kontakt z Nim mógł wyrywać im z ust wyznanie, kim jest. Ale On nie spieszył się z taką informacją: wiedział, czym Mu grozi sława.

21:07, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
środa, 18 stycznia 2017
Szabat, dobro i zło

Ewangelia Marka 3,1-6
Uzdrowienie człowieka „z uschłą ręką”, bezwładną. Jezus wie, że jest przez swoich wrogów śledzony, by mogli się do czegoś przyczepić, więc pyta ich, co wolno w szabat: czynić dobro czy zło, życie ratować czy zabijać? Odpowiedzi nie otrzymał, zatem uzdrawia, a faryzeusze, zapewne wściekli, że zatkał im tym dylematem usta, sprzymierzają się wręcz ze zwolennikami Heroda, naradzają się z nimi, jak Go zabić. Biblia Poznańska wyjaśnia w przypisie, że mieli mocny argument, bo nauczyciele Prawa pozwalali w szabat tylko na ratowanie od śmierci, ale głupio byłoby im powiedzieć, że w szabat wolno źle czynić. Zostali przez Jezusa zaszachowani: umiał się bronić w dyskusjach. Zwyciężyli Go jednak w końcu, bo z władzą wygrać trudno, ma siłę aresztować, sądzić.

13:51, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
wtorek, 17 stycznia 2017
Szabat dźwignią czy ciężarem. Dekada religijnej inności

Ewangelia Marka 2,23-28
Szabat jest dla człowieka, nie człowiek dla szabatu. Szabat ma człowieka prostować, nie zginać pod ciężarem swoich paragrafów. Nie należało zrywać kłosów zboża, żeby zaspokoić głód, bo to jest praca, a w szabat się odpoczywa? Odpoczynek, gdy głód doskwiera? To jest legalizm absurdalny, ale nie zdarza się on nigdy w chrześcijaństwie? Dzisiaj Dzień Judaizmu, przynajmniej tego dnia nie przyganiajmy garnkowi, sami też przecież trochę, chociaż pewnie mniej smoląc.
PS. Tylko że ta perykopa u Marka jest trochę niejasna. W odpowiednich miejscach u Mateusza i Łukasza jest powiedziane wyraźnie, że uczniowie zrywali kłosy, aby zaspokajać głód, Marek tego nie mówi, używa natomiast wyrażenia, które można tłumaczyć jako „torowali sobie drogę”, czyli problem polegałby na tym, że idąc przez pole, deptali je. Tak to rozumie Biblia Jerozolimska, ale sama przyznaje, że również Marek mówi dalej ozaspokajaniu głodu przez Dawida i jego towarzyszy, więc jednak jemu też o to chodziło.
A o całej dekadzie innoreligijnej napisało mi się w dzisiejszej „Gazecie Wyborczej” tak oto.
Rozpoczyna się w Polsce dzisiaj ważny czas dziesięciodniowy. Pośrodku od jutra Tydzień, raczej Oktawa Modlitw o Jedność Chrześcijan, czyli temat już mniej kontrowersyjny. Ludzie zwani niegdyś heretykami albo schizmatykami przestają powoli być dla „rzymskich” katolików osobnikami drugiego sortu. Ale dzisiaj mamy myśleć o Żydach, bo przypada Dzień Judaizmu. Siedziałem niedawno czekając na pociąg na warszawskim Dworcu Centralnym, podszedł do mnie nagle jakiś obywatel i wypowiedział się zaczepnie o wczorajszych manifestantach ulicznych. Że to, po pierwsze, tacy, co się dorobili, a teraz słusznie tracą, a po drugie, że są oni oczywiście z tego narodu. Na co ja ironicznie, że Kaczyński również - i mój rozmówca nie zaprzeczył, tylko wyjaśnił, że tak, „ale on prawy”. Na końcu dekady, w czwartek 26 bm., mamy w Polsce Dzień Islamu. Tych „najinniejszych”, bardzo niebezpiecznych, po prostu z nożem w zębach...

13:10, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 16 stycznia 2017
Wino wiary, myślowe bukłaki

Ewangelia Marka 2,22
„Nikt też młodego wina nie wlewa do starszych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki. Raczej młode wino należy wlewać do nowych bukłaków.”
Przyszli do Jezusa uczniowie Jana i faryzeusze w sprawie postów: czemu Jego uczniowie nie stosują się do paragrafów Prawa? Najpierw zaznaczam, że każdy z synoptyków napisał trochę inaczej: Mateusz, że przyszli sami uczniowie Jana (9,14), a Łukasz, że bez uczniów, za to z uczonymi w Piśmie (5,33). W każdym razie powstał problem typowy dla sytuacji, w których nadszedł czas głębokiej reformy: religijne nowości trzeba jakoś zmieścić w naszym myśleniu, w naszych strukturach myślowych; po to trzeba właśnie je zmieniać! Coś dla miłośników nie tylko Biblii, ale i biblistyki. O tych akurat rozdziałach Ewangelii Marka jest książka ks. Michała Czajkowskiego „Galilejskie spory Jezusa. Struktura kerygmatyczna Mk 2,1-3.6” (Wyd. ATK, W-wa 1997). Dobry wgląd w warsztat naukowy egzegety.

14:40, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
niedziela, 15 stycznia 2017
Struktury grzechu, także te kościelne

Ewangelia Jana 1,29
„Jan zobaczył podchodzącego ku niemu Jezusa i rzekł: - Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata.”
„Grzech jest straszliwą rzeczywistością w życiu ludzi i wszystkich tworzonych przez nich rzeczywistości. Z całą siłą i konkretnością uświadamia nam to, że Chrystus umarł nie tylko za grzechy świata, ale przede wszystkim za grzechy tworzonego przez nas Kościoła, i że to my (a nie tylko łatwo recenzowany przez nas świat) – w całej naszej nędzy potrzebujemy odkupienia.” 
Ten drugi dzisiejszy mój cytat pochodzi nie z Biblii, ale z dzieła, które już nieraz tu reklamowałem: ze zbiorów tekstów historycznych biskupa Grzegorza Rysia, zbioru skomponowanego dzielnie przez Macieja Müllera (ostatnia blogowa reklama obszerna była w poprzednią sobotę, w tekście napisanym docelowo dla „Buntu Młodych Duchem”). Widać tu oczywiście dwa rozumienia słowa „świat”: w ewangelii to tutaj raczej cała rzeczywistość stworzona, w słowach biskupa tylko ta pozakościelna, bo tamtej kościelnej grzech się jakby nie ima. Jakby, bo przecież naprawdę jest inaczej: biskupi historyk krakowski ową bezgrzeszność Kościoła bez żadnych ogródek kwestionuje. W myśl ostrożnych słów Soboru Watykańskiego II, że „Kościół jest święty i potrzebujący stale oczyszczenia”, w myśl codziennego nauczania papieża Franciszka. Pośród „struktur grzechu” (jest już takie pojęcie) są także te kościelne. Należało do nich... nawet samo Państwo Kościelne. Oczywiście nie tak jednoznacznie, jak jeden z jego urzędów zwany inkwizycją, nie w tym samym stopniu w ciągu wieków. Na szczęście dla samego Kościoła, oczywiście też dla pozakościelnego świata, od prawie półtora wieku już tamto państwo nie istnieje. Państwo Watykańskie to nie to samo, choć biskup Ryś napisał melancholijnie: „Cóż kiedy jego [tamtego] relikty trwają po dzień dzisiejszy”. Może obeszłoby się zatem też wobec całej urzędowej watykańskiej dyplomacji, choć nie stoi za nią ani jedna armata, może dla głoszenia Chrystusa wystarczyłyby codzienne papieskie homilie w stylu Franciszka. Może znaczą więcej niż cała sieć nuncjatur. Może lepiej niż oni, mniej „światowo” broni Kościoła sam duchowy autorytet papiestwa coraz potężniejszy.
Tyle o grzechu świata, który zgładził, czyli jakoś unicestwił, bo wziął na siebie Baranek Boży. Wziął także ten grzech, który tworzy się nadal, ale starajmy się, aby nie przez nas.

10:09, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
sobota, 14 stycznia 2017
Arcykapłani, paragrafy, ludzie...

List do Hebrajczyków 4,15-16
„Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom,lecz poddanego próbie pod każdym względem podobnie jak my – z wyjątkiem grzechu. Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy doznali miłosierdzia i znaleźli łaskę pomocy w stosownej chwili.”
Słowa z księgi analizującej relacje między Starym Testamentem a Nowym, dlatego rozważania na temat Chrystusowego arcykapłaństwa. A jest to arcykapłaństwo bardziej współczujące niż tamto Starego Przymierza.
Mam jednak na myśli to sprawowane przez Chrystusa, ale w Jego imieniu sprawują je w ciągu wieków kolejni ludzie, którym owego współczucia często brakuje przeraźliwie. Dlatego Franciszek jest tak ostro krytykowany przez niektórych „arcy”, gdy w adhortacji „Amoris laetitia” nie wyklucza możliwości dopuszczania do Komunii niektórych „rozwodników” . Doktrynę rozumieją tamci hierarchowie jakby jako zwyczajny kodeks prawny, paragrafami mierzą ludzi. Bez miłosierdzia.Arcykapłani, paragrafy, ludzie...

19:28, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
piątek, 13 stycznia 2017
Któż, jak nie Bóg

Psalm 78,3-7
„To, co słyszeliśmy i poznaliśmy,
i nam opowiedzieli nasi ojcowie,
opowiemy przyszłemu pokoleniu,
chwałę Pana i Jego potęgę.
O tym ma wiedzieć przyszłe pokolenie,
synowie, którzy się narodzą,
że mają pokładać nadzieję w Bogu
i nie zapominać Bożych przykazań,
lecz strzec Jego poleceń.”
Nadzieja oparta na historii narodu izraelskiego, na wspominaniu Bożej nad nim opieki. Dla mnie to jednak nie najmocniejsza podstawa tej ufności. Nie dlatego, żem jednak raczej Polak niż Żyd, mimo żydowskiego pochodzenia mego rodu (z miasta Turnau-Turnow w Czechach).
Podobne stwierdzenie szczególnej opieki Bożej nad oboma tymi narodami widzi mi się wątpliwe: oni mieli niewolę babilońską, a potem Zagładę, my niewolę porozbiorową, okupację niemiecką i PRL. Argumentować trzeba inaczej: nadzieja jedynie w wierze, że jest Ktoś wszechmocny i wszechdobry, który rządzi losami świata najlepiej, jak można, pisząc prosto po liniach niepojęcie krzywych.

14:35, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
czwartek, 12 stycznia 2017
Nadzieja matką dzielnych

List do Hebrajczyków 3,14
„Jesteśmy bowiem współuczestnikami Chrystusa, jeśli pierwotną nadzieję do końca zachowamy silną.”
Mówię sobie jednak, pytam sceptycznie: w jakim sensie nadzieja jest cnotą? Nie jest to przecież po prostu stan moralny, tak jak nie jest nim rozpacz. Skąd zatem pogląd, że tamto uczucie przeciwne to jakiś grzech? Może w trochę podobnym sensie, w jakim cnotą jest inna wartość duchowa z owej trójcy cnót zwanych teologalnymi, mianowicie wiara. Ona też nie zawiera się po prostu w imperatywie etycznym, jak miłość. Będę myślał głośno: może chodzi tutaj o przyjmowanie założenia, że wszystkim rządzi Bóg, który wszystko wie lepiej i chce dla nas wszystkiego, co najlepsze. Czyli chodzi o zdanie się na Jego wolę. Przekładając to na język areligijny i na praktykę: robić swoje jak najuczciwiej i jak najmiłosierniej wobec bliźnich, ze stoickim spokojem nie martwiąc się o swoje własne szczęście, przyjemność po prostu. Ideał duchowy trudny, bardzo trudny do osiągnięcia, ale godny największego wysiłku.

17:04, jan.turnau
Link Komentarze (45) »
środa, 11 stycznia 2017
Wciąż złe duchy

Ewangelia Marka 1,34
„Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały.”
Tu znów pewnie potrzebny jakiś mój komentarz. Co znaczył ten zakaz mówienia – o samym Jezusie oczywiście? Chyba to, co w ogóle „sekret mesjański”, niechęć Jezusa do reklamy Jego osoby, mylącej, ponieważ sugerującej zamiar polityczny i przyspieszającej konflikt z obiema władzami. Ale wciąż męczy mnie problem istoty demonicznych zjawisk. Może jednak i dzisiaj to często coś więcej niż zwykła choroba psychiczna albo też przeciwnie: i wtedy rzadko kiedy rzeczywiste diabelstwo. Problem zawiązany na twardy supeł.
Nie rozwiążę go ani nawet rozluźnię, ale przynajmniej dodam, co przeczytałem „w tym temacie” u uczonych teologów. Najpierw u Waltera Kaspera, teologa, który tymczasem stał się dla jednych sławny, dla innych niesławny raczej, w jego dziele sprzed 35 laty, na polski przetłumaczonym jako „Jezus Chrystus” (PAX, 1983). W rozdziale „Cuda Jezusa” stara się autor nie rozstrzygać kategorycznie ogólnej sprawy ich historyczności. Stwierdza, co prawda, że „wiele opowieści o cudach zawartych w ewangeliach musimy określić jako legendarne”, ale dalej zaznacza, iż „błędem byłoby wnioskować, że nie ma żadnych historycznie uzasadnionych cudów Jezusa. Prawdą jest coś wręcz przeciwnego. Chyba nie ma żadnego poważnego egzegety, który by wątpił w sam podstawowy trzon cudownych czynów Jezusa”. I dalej między innymi: „Trzeba przyjąć jako historyczne te cuda, których nie można wyjaśnić ani jako tradycję wywodzącą się z judaizmu, ani z hellenizmu. Są to cuda wyraźnie skierowane przeciw judaizmowi. Dotyczy to zwłaszcza uzdrowień w szabat, powodujących spory o przykazanie święcenia szabatu (por. Mk 1,23-28; 3, 1-6; Łk 13,10-17).
Wiąże się z tym relacje o wypędzeniu demonów, czyli o działalności egzorcystycznej Jezusa. Dotyczy to zwłaszcza logionu Mt 12,28: «Lecz jeśli ja mocą Ducha Bożego wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło do was królestwo Boże» (por. Łk 11,20). Logion ten ma związek z obroną Jezusa przed zarzutem, iż sprzymierzył się z szatanem (Mk 3,22; Mt 9,34: Łk11,15). To złośliwe oskarżenie nie zostało wymyślone, a poza tym dowodzi, że również przeciwnicy Jezusa nie kwestionowali Jego cudów”. Nie mogę jednak pominąć takiego dalszego stwierdzenia: „Również po krytyczno-historycznym przeanalizowaniu tradycji cudów okazuje się, że nie można kwestionować pewnego historycznego jądra tejże tradycji. Jezus dokonał czynów niezwykłych, które zadziwiły Jego współczesnych. Należą do nich uzdrowienia z rozmaitych chorób i symptomów, które wówczas uważano za oznakę opętania.” Czy były to jednak opętania w sensie zawładnięcia człowieka przez szatana? „Encyklopedia Katolicka” w haśle „Opętania”: „Niekiedy trudno jest odróżnić opętanie od choroby psychicznej, choć w teologicznym znaczeniu każda choroba może być postrzegana jako wyraz działania mocy demonicznych, to znaczy może być zarówno objawem, jak i okazją do niego; należy jednak od opętania odróżnić zjawiska będące skutkiem bezpośrednich przyczyn naturalnych (choroba), które zwalcza się za pomocą naturalnych środków, a towarzysząca im modlitwa nie jest w ścisłym sensie egzorcyzmem”. No właśnie: jak odróżnić?
Przypominam na koniec, że szaleńcze tropienie we wszystkim szatana kilka lat temu (m.in. w piśmie „Egzorcysta”) spotkało się z krytyką nawet naszych biskupów. Był też film dużo ostrzej ten szał krytykujący, pokazujący sprawę na paru konkretnych przykładach. Nie wolno mówić o szatanie tyle, gdy głównym tematem chrześcijan powinien być Jezus Chrystus.

16:37, jan.turnau
Link Komentarze (28) »
wtorek, 10 stycznia 2017
Opętania: egzegetyczna zagadka

Ewangelia Marka 1,21-28
Uzdrowienie opętanego. O dzisiejszych podobnych zjawiskach pisze się „naturalistycznie”, że to na ogół choroba psychiczna i tyle. Ale tamte ewangelijne? W pierwszej sprawie argumentuję, że to jednak chyba przypadki jakoś zwyczajnie medyczne, bo po co szatan by się tak ujawniał, woli działać przecież „przez przyczyny wtóre”, przez ludzie psychicznie normalnych, duchowo jednak demonicznych. Ale kiedy nadnaturalność Boża działała, tę diabelską mogła jakoś prowokować do ujawniania się? Nie wiem.

20:49, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 09 stycznia 2017
Pośród Dwunastu grupa przywódcza

Ewangelia Marka 1,14-20
Powołanie głównych apostołów. Otóż byli to czterej rybacy, bracia Szymon i Andrzej, oraz synowie Zebedeusza Jakub i Jan. Swoją drogą jednak ewangelia Jana opowiada o powołaniu tej grupy przywódczej (o Jakubie wtedy nie pisze) inaczej: że nastąpiło to w Judei, że Andrzej i Jan byli najpierw uczniami Jana Chrzciciela (ewangelista nie lubi mówić o sobie, ale to on był przecież drugim uczniem tamtego Jana), a Szymona zapoznał z Jezusem Andrzej. Jan zapamiętał nawet godzinę 10-ą, czyli naszą 16-ą, widać w nim dokładnego świadka.
Trzeba też zauważyć z kolei u Łukasza wzmiankę, że Jakub i Jan byli rybackimi wspólnikami Szymona (5,10), więc pewnie również Andrzeja, czyli ta czwórka przywódcza byłaby wcześniej zjednoczona zawodowo. A w dzisiejszym tekście Marka mamy na końcu wzmiankę, że owi synowi Zebedeusza zostawili ojca „z najemnikami”, czyli byłoby to w sumie przedsiębiorstwo spore. No a jeżeli tak, to może byłoby stać Zebedeusza na lepsze wykształcenie Jana, przyszłego autora prologu do tej bardziej filozoficznej ewangelii: podobną hipotezę gdzieś kiedyś wyczytałem. Takie są w ewangeliach pierwsze wiadomości o czterech ludziach, od których zaczęło się chrześcijaństwo.

14:41, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
niedziela, 08 stycznia 2017
Zanurzenie. Judasz w jednej z wersji żydowskich. Amosa Oza baśń ekologiczna

W Kościele rzymskokatolickim święto Chrztu Pańskiego Jezus wymógł na Janie, by także Jego ochrzcił. Jan oponował, mówiąc, że powinno być na odwrót, ale uległ. Na Jezusa zstąpił Duch Święty w postaci gołębicy, a głos z nieba zaświadczył: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”.
Jednak Mateusz i Marek zaznaczają, że po chrzcie Jezus wyszedł z wody natychmiast, a czynią to, żeby dać do zrozumienia, że nie wyznawał swoich grzechów, jak przewidywał rytuał obrzędu – bo ich nie miał. A greckie „baptidzein” znaczy dosłownie „zanurzać”. Może gdybyśmy chrzcili nieco starszych i właśnie taką kąpielą, byłby to dla nas sakrament zostający w religijnej pamięci, ale to kwestia w chrześcijaństwie wciąż kontrowersyjna. Dzieli katolików, prawosławnych i ewangelików pierwszej reformacji od „ewangelikalnych”: baptystów, zielonoświątkowców, adwentystów.
Lektury. Przeczytałem ostatnio dwie powieści Amosa Oza, przetłumaczone z hebrajskiego przez Leszka Kwiatkowskiego i wydane przez poznański Rebis. „Judasz” to opowieść nie tyle o samej postaci ewangelijnej, ile o studencie izraelskim, który się nią interesuje. W jego perypetie erotyczne i dyskusje historiozoficzne wpleciona jest wersja wydarzeń ewangelijnych takowa. Jest Judasz w otoczeniu Jezusa szpiegiem kapłanów i faryzeuszy, jednak staje się wyznawcą najgorliwszym, jako pierwszy wierzy niezachwianie w Jezusowe bóstwo. Wpada na pomysł, żeby jego mistrz dał się ukrzyżować, potem jednak zszedł żywy z krzyża: wszyscy oddadzą Mu cześć, nastąpi królestwo niebieskie. Jezus daje się na to namówić z wielkim trudem: chce pozostać galilejskim uzdrowicielem, a wie, że na krzyżu czeka Go śmierć. Judasz namawia zatem arcykapłanów i Rzymian, żeby Go zabili, bo to człowiek bardzo niebezpieczny, i Jezus umiera, a Judasz popełnia samobójstwo. Nie pierwsza to wersja inna niż ewangelijne.
Ale i po stronie chrześcijańskiej są tendencje do jakiejś rehabilitacji symbolicznego zdrajcy, widać u autorów współczucie. Także ostatnio u papieża Franciszka, a kiedyś mocniej w eseju biblistycznym księdza Hryniewicza. Trzeba brać pod uwagę rozpacz Judasza, dobitnie wynika z niej, że pożałował czynu, zresztą powiedział to arcykapłanom i zwrócił owe 30 srebrników. Czy dla takiej niewielkiej sumy zdecydował się na zdradę? Sprawa jasna nie jest. Powieść ciekawa, szczególnie dla tych, którzy nie wiedzieli o wersjach alternatywnych. Ja jednak wiedziałem, a wątek erotyczny wydał mi się nazbyt detaliczny.
Dużo lepsze wrażenie zrobiła na mnie przepięknie wydana z ilustracjami żony tłumacza, Lucyny Talejko-Kwiatkowskiej, baśń pod polskim tytułem: „Nagle w głębi lasu”. Nie będę streszczał: przeczytać nietrudno, bo tekst bardzo krótki, a właśnie piękny i dobrze przetłumaczony. Opowieść o niedoli samotników z oryginalnym przesłaniem w obronie zwierząt.

17:20, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
sobota, 07 stycznia 2017
Władza najpotężniejsza. Biskupa Rysia Kościoła historia

Ewangelia Mateusza 4,17
„Odtąd Jezus począł nauczać i mówić: - Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie.” Ale żeby się do tych rządów nawrócić, trzeba zrozumieć głęboko, że to królestwo niebieskie, nie żadne ziemskie. Owszem, władza, nawet potężna, ale używająca innych zgoła środków. Tak, potężniejsza od wszelkich ziemskich. Biskupi rzymscy przez wiele wieków myśleli, że muszą mieć dla swojej obrony Państwo Kościelne, gdy im go jednak zabrano, okazało się także im samym, że na szczęście: autorytet duchowy papiestwa wzrósł niepomiernie.
Dziś u polskich chrześcijan wschodnich (też u unitów) Boże Narodzenie. Niech się czują w naszym kraju jak u siebie w domu! Dołączam napisany dla dwumiesięcznika „Bunt Młodych Duchem” kolejny odcinek „Notatnika zwariowanego ekumenisty”.
Nie możesz się wszystkim podobać
BISKUPA RYSIA HISTORIA KOŚCIOŁA
Hierarcha to polski wszechstronny, bo i duszpastersko znakomity, w tym także ekumenicznie (książkową rozmowę z nim i dwoma biskupami innych wyznań tu referowałem), i dowcipem świeckim błyskający, i historii świetnie uczący.
Okulary całkiem bezbarwne
Nie, nie napisał podręcznika. Nie dokonał dziejów kościelnych opisania, jak kiedyś zrobił to ks. Józef Umiński w dwóch tomach, a jego dzieło miało kilka wydań, aż do roku 1960 co najmniej. Ale czasy się zmieniają i my w nich, ludzie Kościoła, niektórzy, patrzymy nań dzisiaj inaczej niż przed soborową rewolucją. Nie przez różowe okulary, jak tamten historyk. A taką optykę niełatwo upowszechniać w Polsce, gdzie przeważają poglądy, że Kościoła trzeba bronić, bo jest okropnie atakowany, nie wypominać mu dawnych grzechów, nie wiemy zresztą, czy rzeczywistych...
Biskup pomocniczy krakowski Grzegorz Ryś nie jest poza tym tylko uczonym. Drugą połową umysłu i serca pracuje jako szef episkopalnego zespołu dla nowej ewangelizacji: także klawiaturą komputera jako autor książek bardziej „pastoralnych” właśnie. A taki podręcznik na temat 20 wieków to kawał roboty. Nie ma dziś zresztą specjalistów od wszystkich epok, musiałoby to być dzieło zbiorowe.
Wszelako pięćsetstronicowy „buch” pod tytułem „Jeden, święty, powszechny i apostolski. Spotkania z historią Kościoła” daje obraz tych dziejów ogólniejszy niż samego średniowiecza, którego biskup jest urzędowym znawcą, kierownikiem „odnośnej” katedry na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II. Albowiem wystarczy tutaj już sama owa optyka, której przykład dobitny daje.  Zresztą nie tylko o czasach „średnich”, o dawniejszych oraz późniejszych także pisze. Bez wewnętrznej cenzury, bez przewidywania zewnętrznej, czyli krytyki odgórnej. I tu wnet cytat inicjalny fundamentalny.
Obiektywizm, ale miłosny
Zbioru artykułów historycznych biskupa Grzegorza Rysia dokonał dla Wydawnictwa „Znak” publicysta katolicki Maciej Müller. Teksty historyka poprzedził rozmową z nim i prawie na jej początku wywołał takie biskupie tłumaczenie: „Kościół nie może przebierać w swojej historii. Musi też wiedzieć, co powinien kontynuować, a za co przeprosić. W uprawianiu historii Kościoła nie chodzi o apologetykę: nie boimy się prawdy o sobie”. Niedługo będzie wyznanie, z którego wynika, że jednak niektórzy się boją, na razie jednak autor przypomina, że Kościół jest święty, bo boski, i grzeszny, bo ludzki i tak dalej, że pomijanie w jego dziejach „trudnych kart” (raczej brudnych?) czyni bezsilnymi katechetów, bo nie uczy ich odpowiadania na ostre pytania uczniów. I teraz Maciej Müller (nie mylić z kardynałem od nauki wiary Gerhardem) prowokuje dalej: „Czy spotkał się Ksiądz Biskup z negatywną reakcją przełożonych i hierarchii kościelnej na swoje publikacje?”. Hierarcha kościelny pomocniczy wyznaje, że „zdarzało się. Trudne momenty przeżyłem w czasie pisania habilitacji o Janie Husie. Kilku biskupów w takich słowach odniosło się do moich badań, że przez trzy dni nie byłe w stanie napisać ani słowa. Już
zamierzałem wszystkim rzucić, kiedy odwiedził mnie starszy brat. Opowiedziałem mu, co się stało. Spytał wtedy:«A czy ty masz jakieś poglądy? Bo jeśli tak, to nie możesz się wszystkim podobać». Za te słowa jestem mu wdzięczny do dzisiaj.”
Historyk zacytował zdanie Jana Pawła II, że „w badaniach historycznych jest potrzebny obiektywizm właściwy miłości” i wytłumaczył, że papieżowi chodziło o coś takiego: „Jeśli kocham kogoś, kogo poznaję, to mam wobec niego zupełnie inne podejście niż w sytuacji, kiedy byłby mi obojętny”. Czyli chcę znać prawdę o nim.
Prawda o Kościele jest skomplikowana, nie zawsze taka, jaką widać w pracach skądinąd bardzo wybitnych historyków pozakościelnych. Ryś chwali na przykład profesora Jacquesa Le Goffa jako znawcę średniowiecza, ale zauważa u niego pomyłkę fundamentalną: czyściec to nie miejsce gdzieś, ale doświadczenie potrzebne człowiekowi do oczyszczenia, gdy staje przed Bogiem w wieczności. Historyk Kościoła musi znać się na teologii... Co nie znaczy, że ma mieszać fakty historyczne z takimi, jak zstąpienie Ducha w dzień Pięćdziesiątnicy: tego drugiego historyk nie dowiedzie swoim narzędziem.
Kiedy naprawdę dokonał się rozłam
Natomiast dowiedzie wielu kościelnych – by użyć wyrażenia z języka samokrytyki komunistycznej – „błędów i wypaczeń”. To jest notatnik ekumenisty, więc najpierw ta sprawa zresztą naprawdę priorytetowa. Teza historyka: rozłam chrześcijaństwa na Zachód i Wschód dokonał się nie w roku 1054, tylko dokładnie półtora wieku później. Było to potworne złupienie Konstantynopola podczas IV krucjaty.
„Chrześcijanie łacinnicy wzięli szturmem najczcigodniejszą stolicę wschodniego chrześcijaństwa, mordując i gwałcąc, paląc domy i łupiąc pałace, profanując kościoły i okradając klasztory. W zdobytym mieście krzyżowcy wybrali spośród siebie nowego, łacińskiego cesarza, a następnie stworzona naprędce «kapituła katedralna» przy kościele Bożej Mądrości dokonała elekcji nowego łacińskiego patriarchy. (...) Z historycznego punktu widzenia wzajemne ekskomuniki z roku 1054 nie musiały w żadnym wypadku zdecydować o kresie widzialnej jedności całego Kościoła; takie napięcia i fakty zdarzały się przecież wcześniej i to nieraz! I za każdym razem – czasem po kilka, czasem po kilkunastu latach – wszystko wracało do normy. Gwoździem do trumny kościelnej jedności była tak naprawdę IV krucjata i to, jak próbował ją spożytkować ówczesny biskup Rzymu”.
Chodzi tutaj o Innocentego III. Owszem, ten papież skądinąd wybitny zdecydował się na potępienie krzyżowców, ale 15 miesięcy po tych faktach i nie ze względu na Greków, nie chodziło mu o jakąkolwiek próbę rekoncyliacji. Szło o zaniechaną krucjatę. Krzyżowcy zadowolili się łupami, lennami i beneficjami, okazując wyraźnie wolę zakotwiczenia. Co gorsza, chrześcijanie z Palestyny, tak krzyżowcy jak i pielgrzymi, masowo przenoszą się do Konstantynopola.
Pustoszejące gwałtownie posiadłości chrześcijan w Ziemi Świętej rychło padają łupem pogan. A dla tego papieża najważniejsze przecież są rządy w tym kraju chrześcijańskie.
Ale i w Konstantynopolu musi być właściwa liturgia. Należy ją zlatynizować. Bo jest z chlebem kwaszonym, przede wszystkim jednak z niewłaściwą doktryną na temat Ducha Świętego, a raczej całej Trójcy: chodziło o Filioque. Dla nas to dziś niepojęte, szczególnie, że sprawa została właściwie załatwiona: Jan Paweł II odprawił kiedyś mszę z Credo bez tego dodatku, ale tamo było przed wiekami. (Przypominam teologiczną formułę zgody: Duch pochodzi od Ojca, tak jak Syn jako źródło wszelkiego bytu, ale „tchnie” Go Syn).
Poganie, Żydzi i ci najgorsi
W średniowieczu  w spojrzeniu na innowierców istniała hierarchia: najmniej winni poganie, bo o Chrystusie nie słyszeli, już bardziej Żydzi, a najgorsi są heretycy. Władza cesarska zawsze traktowała religię instrumentalnie jako spoiwo państwa. Konstantyn i jego następcy zachowywali się podobnie jak ich pogańscy poprzednicy, zmienili tylko ołtarze. Konstantyn ofiarował Kościołowi pomoc państwa z całym jego aparatem represji – w radzeniu sobie z odstępstwami od wiary, stosunkiem do pogan czy innowierców, np. Żydów. „Poczynaniom cesarza towarzyszyła refleksja ludzi Kościoła – najpierw krytyczna i ostrożna, potem coraz bardziej aprobująca i zachęcająca, nierzadko wypowiadana językiem brutalnym i zajadłym”.
Gdy chodzi o pogan, Kościół dość długo utrzymywał oficjalnie zasadę, że nikogo nie wolno chrzcić pod przymusem, ale przecież nawracano hurtem całe ludy. „Władza państwowa wyprzedzała kościelną: zakaz sprawowania jakiegokolwiek kultu pogańskiego pojawił się w latach osiemdziesiątych IV w. za panowania cesarza Teodozjusza”. Po 11 wiekach zjawia się jak wiadomo przesławny Paweł Włodkowic, odrzuca jako herezję ideę nawracania mieczem. Ale już w sprawie krucjat argumentuje dla nas dziwnie: są sprawiedliwe, gdyż celem ich jest odzyskanie chrześcijańskiej własności. W sprawie tolerancji wobec Żydów Włodkowic też już mniej błyska nowoczesnością: owszem, nie mogą być zmuszani do przyjęcia naszej wiary, ale jeśli ją przyjęli, nie wolno im wrócić do ich pierwotnej, bo to byłoby bluźnierstwo. Niemniej powiada, że Żydzi i Saraceni są naszymi braćmi. Powinienem  też jednak odnotować informację, że wiekach średnich Episkopat polski był wobec Żydów znacznie mniej życzliwy: nakazywał ich ścisłą izolację.
Ale najgorsi są heretycy i schizmatycy. Zacytuję za biskupem Włodkowica: „Tacy bowiem są o wiele gorsi od Żydów i Saracenów, ponieważ tamci nie tyle szkodzą Kościołowi Bożemu, ile ci (...). Niewierność heretyków jest według Tomasza cięższym grzechem niż niewierność innych, gdyż heretycy, którzy wyznają wiarę Ewangelii, a psują ją, ciężej grzeszą niż Żydzi, którzy wiary nigdy nie przyjęli. Natomiast ci Żydzi, którzy przyjęli jej figurę w starym prawie, a psują ją źle interpretując, grzeszą ciężej niż poganie, którzy w żaden sposób nie przyjęli wiary ewangelicznej”. I tak rozumował wielki polski reformator myśli Włodkowic, ten, co walczył z Krzyżakami nawracającymi pogan ogniem i mieczem. Nic dziwnego, że przemoc potworna w on czas pięknie kwitła, była społeczną normalnością.
Horror doktrynalnej poprawności
Profesor Grzegorz Ryś napisał m.in. książkę o inkwizycji, są w tym zbiorze artykuły także o tej sprawie zaprawdę makabrycznej. Opisana, komentowana antykościelnie, apologetycznie oraz krytycznie przez katolików pełnych wstydu, tu też padają podobne, raczej mocniejsze słowa.  W książce moich zakreśleń legion, na s. 352 właściwie cała strona, spróbuję trochę skracać i streszczać.
„I tu właśnie pojawiają się najważniejsze dla całego zagadnienia pytania: czy dla rzeczywistego zmierzenia się z prawdą wystarczy opisać działalność poszczególnych inkwizytorów – nawet najokrutniejszych, takich jak Torquemada czy Titelmans. Czy wystarczy skatalogować ich ofiary (...). Wyjaśniając przy tym detalicznie kontekst i wskazując na jeszcze bardziej drastyczne procesy w sądach świeckich lub innowierczych? Czy taki opis byłby próbą konkretyzowania odpowiedzialności czy raczej niebezpiecznym usiłowaniem jej zawężenia? Czy wystarczy powiedzieć za Janem Pawłem II, że Kościół – sam w sobie święty – nie uchyla się w solidarności ze swoimi grzesznymi synami? Czy Kościół jest winny swym grzesznym synom jedynie solidarność? Czy raczej także wyznanie współwiny i wyraźne określenie swego zakresu odpowiedzialności? Jest poza dyskusją, że każdy wyrok śmierci wykonany w wyniku inkwizycyjnego dochodzenia był zbrodnią, ale przecież nie doszłoby do niej, gdyby sama procedura i logika owych dochodzeń nie zostały wpierw legitymizowane i zracjonalizowane przez liderów Kościoła: papieży, biskupów i teologów.” I dalej o rzeczach strasznych; o tym, jak wydawanie inkwizycyjnych wyroków śmierci pomagało w kościelnej karierze papieża Benedykta XII.  Za czasów Pawła IV Święte Oficjum wydało ich aż piętnaście, ale jeszcze trudniej zrozumieć dekret, w którym papież udziela odpustu zupełnego każdemu z widzów rzymskiego stosu. Pius V skazał na śmierć największą liczbę włoskich protestantów (czterdziestu), a przecież jest jedynym z szesnastowiecznych papieży, który został ogłoszony świętym. „Albo kwestia tortur: na IV Soborze Laterańskim (1215) zakazano duchownym jakiegokolwiek udziału w czynnościach wiążących się z przelewaniem krwi. Aby jednak uchronić inkwizytorów od niebezpiecznego dyskomfortu sumienia, papieże – już w średniowieczu, ale także wielokrotnie w czasach nowożytnych – udzielali im pod tym względem stosownych dyspens.”
Struktury kościelne amoralne
„Grzeszni okazywali się nie tylko ludzie, ale także kościelne struktury: władzy, działania, myślenia, promocji itd. Chociaż zapewne mówienie o strukturach grzechu w świętym Kościele musi budzić w nim opór – znacznie większy niż przed przyznaniem się tylko do swoich grzesznych synów”. I dalej znowu pytanie biskupa polskiego: „Czym się wyraża prawdziwe poszanowanie wolności sumienia i wyznania: życzliwą tolerancją czy raczej otwarciem na prawdę, która zawsze – przez kogokolwiek powiedziana – pochodzi od Ducha Świętego? Chrystus jest Panem, Panem dziejów Kościoła – to prawda. W jakiej jednak mierze jego narzędziami byli w XVI wieku Paweł IV i Pius V, a w jakiej paleni przez nich na stosach męczennicy protestanccy?” Oraz puenta: „Grzech jest straszliwą rzeczywistością w życiu ludzi i wszystkich tworzonych przez nich rzeczywistości. Z całą siłą i konkretnością uświadamia nam to, że Chrystus umarł nie tylko za grzechy świata, ale przede wszystkich za grzechy tworzonego przez nas Kościoła, i że to my (a nie tylko łatwo recenzowany przez nas świat) – w całej naszej nędzy – potrzebujemy odkupienia”. W dziele biskupa polskiego jest też tekst pod tytułem: „Grzech w  Kościele czy grzech Kościoła”. Kwestia niemłoda, zauważę sam, że poniekąd rozstrzygnięta przez Sobór Watykański II, który powiedział  o Kościele, że „jest święty i potrzebujący stale oczyszczenia”. Biskup zajmuje się jednak nie tyle szukaniem formuły, ile przedstawieniem przykładu czegoś, co się nazywa „strukturą grzechu”. A było to mianowicie... Państwo Kościelne. Autor rozumie oczywiście, że jest to przykład takiej struktury mniej oczywisty niż inkwizycja. Podaje  jednak kryterium oceny pochodzące od Jana Pawła II: prawdziwe poczucie dobra wspólnego. Otóż jest ono zmienne, uwarunkowane historycznie. W czasach papieży Gelazego i Grzegorza było inne niż za pontyfikatu Piusa IX. Wszystkie stworzone przez człowieka struktury wymagają krytycznej refleksji, rozwoju i korektur. Bo przecież nie chodzi o dobro struktur, tylko dobro wspólne. „Nieszczęsna darowizna”  - mówił o Państwie Kościelnym Dante, a współczesny kardynał Hans Urs von Balthasar, że to „puszka Pandory”. „Cóż, kiedy jego relikty trwają po dzień dzisiejszy”– napisał też Grzegorz Ryś.
Wydobyłem z megatomu mozolnie to, co jest o Kościele niedobre nie dlatego, że go nie kocham. Po prostu zgadzam się z autorem, że ciemnych kart nie należy zasłaniać. Raczej odsłaniać, bo najlepszą obroną przed oskarżeniem o grzech jest przyznanie się do winy. Oczywiście jeżeli jest historycznym faktem.
Kontrapunkt
Niemniej na koniec coś o cnotach, nie o grzechach przeszłości. Są w książce liczne sylwetki ludzi Kościoła będących jego chlubą.
Włodkowic, ale i inny myśliciel tamtoczesny Mateusz z Krakowa (mieliśmy wtedy teologów znakomitych!), św. Jan Kanty, postać z tych czasów piękna polska również, księżna Kinga, kronikarz Kadłubek, pozapolscy św. Benedykt z Nursji, św. Patryk. Oczywiście ks. Jan Kracik, autora arcymistrz! Nade wszystko jednak nasza arcypara: Jagiełło i Jadwiga. Król nie tylko wbrew plotkom pewnie się jednak sam mył, ale i był człowiekiem świętym. Według biskupa Rysia powinien być kanonizowany wraz z Jadwigą. W Wielki Czwartek mył dwunastu biedakom nogi – potajemnie, nie chwalił się taką pokorą, a po bitwie pod Koronowem polecił jeńcom krzyżackim usiąść za stołem, a polskim rycerzom usługiwać im przy wieczerzy. A Jadwiga była nie tylko piękna (może wręcz wysoka) i oczywiście święta, ale i odważnie krytyczna wobec władzy kościelnej rzymskiej: jej wysłannicy panoszyli się u nas wyciskając mamonę, ekskomunikami rzucając. Kościół święty, święcie samokrytyczny. Alleluja!

20:16, jan.turnau
Link Komentarze (21) »
piątek, 06 stycznia 2017
Nie królowie, arcymędrcy!

Ewangelia Mateusza 2,1-12
Epifania. Opowieść ewangelijna mogłaby może wyglądać inaczej. Król Herod mógłby przecież nie uwierzyć przybyszom ze Wschodu oraz znawcom Biblii, że jakiś jego konkurent do władzy urodził się gdzieś niespodziewanie, dziwnie po cichu. Powiedziałby  im, że to jakaś głupia plotka, ale jak chcą, to niech szukają. Oni jednak nie tylko poszliby do owego Betlejem, ale i uwierzyli, że przyszły żydowski monarcha mógł urodzić się zgoła nie w pałacu. Gdyby byli królami, jak ich nazywa się później, to  doszliby może do wniosku, że wędrowali na darmo, gwiazda ich zupełnie zawiodła. Ale wszak byli mędrcami i to jakby w istocie („implicite”) chrześcijańskimi, wiedzieli, że małe i słabe bywa najbardziej potężne.

09:53, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
czwartek, 05 stycznia 2017
Coś dobrego z Wólki Małej? Stefan I Turnau

Ewangelia Jana 1,46
„Rzekł do niego Natanael: - Czy może być coś dobrego z Nazaretu?” Wiele jest przyczyn międzyludzkiej pogardy. Nie został zredukowany do społecznego minimum snobizm szlachecki: odżywa w młodszych pokoleniach, jako że nadszedł polityczny czas otwarcia na prawo, a w ogóle karta lubi się odwracać. Czy mamy snobizm geograficzny? Koleżanka mi powiedziała, że niechętnie ujawnia, że pochodzi z Łęczycy, bo to taka mieścina. Jezus Maria! A snobizm samochodowy, ubraniowy, mieszkaniowy? Same skrajne głupoty.
Ale wrócę jeszcze do snobizmu herbowego. W oświęcimskim wydawnictwie „Napoleon V” ukazały się wspomnienia Stefana Turnaua pt. „Zapiski galicyjskie 1906-1945” w wyborze i opracowaniu prof. Jerzego Gapysa oraz ze wstępem Stefana Turnaua juniora, czyli syna autora książki. Pierwszy Stefan to mój rodzony stryj, rodzina bardzo bliska, choć geograficznie raczej krakowska, a ja genetycznie spod Sandomierza, a od kilkudziesięciu lat w Warszawie. Otóż tylko „raczej” krakowska, bo wywodząca się spod  Przeworska, z majątku ziemskiego Mikulice. Ziemskiego właśnie, bo Stefan I ziemianinem był - ale właśnie zgoła nietypowym.
Napisał Stefan II: „Status właściciela ziemskiego nie zgadzał się jednak z jego demokratycznymi, coraz bardziej lewicowymi przekonaniami: szanował chłopów i cierpiał nad ich biedą. Współpracował i przyjaźnił się z działaczami Stronnictwa Ludowego; był jednym z założycieli Koła SL w Mikulicach. W czasie Wielkiego Strajku Chłopskiego w 1937 roku maszerował razem z chłopami do Przeworska, a potem swoim fordem woził do szpitala pracowników rolnych w pobliskim majątku Niżatycach, rannych w pacyfikacji strajku. Przyjaźnił się z Ignacym Solarzem, założycielem Uniwersytetu Ludowego w Gaci, i miał tam wykłady. Lepiej opłacał pracowników folwarcznych niż okoliczni ziemianie, co ci ostatni mieli mu za złe”. Z majątku oczywiście wywalony, ale i z pracy dziennikarskiej potem na jakiś czas, bo co z tego, że demokrata twardy, że współczujący chłopom tak czynnie, że tak lewicowy, kiedy przecież były obszarnik, co gorsza, autor przedwojennej, katolewicowej książki, w której jednak jawił się jako przeciwnik komunizmu. No i usunięty z ZSL, do którego po wojnie wstąpił, „bo jako były obszarnik znalazł się  przypadkowo w Stronnictwie, a nie był klasowo związany ze Stronnictwem, tym samym jako członek ZSL nie wykazał się aktywnością po linii ZSL”.
Nie jedyny z Polaków lewicowców tak przez władzę stalinowską potraktowany, ale ziemianin tak autentycznie lewicowy chyba niemal jedyny. Dziadek piosenkarza sławnego Grzegorza Turnaua.

20:49, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
środa, 04 stycznia 2017
Czy nie ma w nas trochę diabełka?

1 List Jana 3,7-10
„Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku.” Znowu język ostry, mocny. Pewnie na dzisiejsze obyczaje niewłaściwy, szczególnie, że wiara w istnienie pozaludzkiego czynnika zła nie jest łatwa do przyjęcia w zlaicyzowanym świecie. Ale jeśli istnienie szatana przyjmiemy (wspominając hitleryzm, stalinizm...), to nietrudno nam też pomyśleć, czy nie siedzi w nas jakiś mały (a może i większy) diabełek.

23:22, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
wtorek, 03 stycznia 2017
Heretycy też sprawiedliwi

1 List Jana 2,29
„Jeżeli wiecie, że Bóg jest sprawiedliwy, to uznajcie również, że każdy, kto postępuje sprawiedliwie, pochodzi od Niego”.
Albowiem trzeba oddzielać rozmaite poglądy od moralnych postaw. Te pierwsze, także religijne, można mieć błędne, ale głoszone przecież nieraz w tak zwanej najlepszej wierze. Autor biblijny zgodziłby się pewnie ze mną, że wśród niechrześcijan mogą być sprawiedliwi. Aby tylko widzieć ich także pośród „heretyków”, tych naszych nie całkiem, w średniowieczu i później uważanych za najgorszych (polecam wielkie dzieło biskupa Grzegorza Rysia, zbiór jego tekstów historycznych pod tytułem „Jeden, święty, powszechny, apostolski. Spotkania z historią”!)  Tego się już uczymy teraz.

18:15, jan.turnau
Link Komentarze (32) »
poniedziałek, 02 stycznia 2017
Ale teraz język dialogu

1 List Jana 2, 22-28
„Któż jest kłamcą, jeśli nie ten, kto zaprzecza, ze Jezus jest Mesjaszem?” Powiedzielibyśmy, że to słowa za mocne, osądzające zbyt ostro i hurtownie. Autor biblijny miał oczywiście na myśli ludzi konkretnych, przecież nie wszystkich, którzy odrzucali i odrzucają   teraz naszą religię. Jednak nie celował w ówczesną religię żydowską ani tym bardziej w obecną, ale w przeciwników pozapalestyńskich, z środowisk gnostyckich, kwestionujących pierwotną ortodoksję chrześcijańską. Musimy przyzwyczaić się do stylu ówczesnych polemik, różnego od tego, którym posługujemy się dzisiaj w religijnym dialogu, a podobnego do tamtego, nie bardzo dawnego jeszcze, którego używali (pra)dziadkowie nasi. Cieszmy się z tej zmiany niewątpliwie dobrej.

20:23, jan.turnau
Link Komentarze (25) »
niedziela, 01 stycznia 2017
Do tego jeszcze obrzezany

Ewangelia Łukasza 2,16-21
Uroczystość świętej Bożej Rodzicielki. Rzymskokatolicka liturgia na dzień Nowego Roku ewoluowała. Zaczęło się od wspominania tego, co nastąpiło ósmego dnia, czyli obrzezania: było ono nawet w nazwie święta! Potem mieliśmy – już mniej żydowsko – wspominanie Imienia Jezus, a teraz świętujemy osobę Jego Matki. Ale we fragmencie ewangelii na dzisiaj napisano najpierw głównie o pasterzach, którzy „znaleźli Marię, Józefa i Niemowlę położone w żłobie”, jednak na końcu perykopy jest o tym żydowskim naznaczeniu człowieka. Bo jednak był Żydem.Siedziałem przed świętami w Warszawie na Dworcu Centralnym, podszedł do mnie człowiek wyglądający może raczej na robotnika i zaczął rozmowę polityczną. Że była manifestacja, że to byli jacyś przegrani burżuje czy ktoś w tym rodzaju, ale że też Żydzi. Na moje przypomnienie, że Jezus także Żyd, nie odpowiedział, natomiast na twierdzenie, że również Kaczyński (ironizowałem), wyjaśnił: - Ale prawy. „Ludu, mój ludu, cóżem ci uczynił...”.

11:24, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
Archiwum