Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
wtorek, 31 stycznia 2012
Absalomie, Absalomie...

2 Księga Samuela 18,9-10.14b.24-25a.
„Absalom natknął się na sługi Dawida. Jechał na mule. Muł zapuścił się pod konary wielkiego dębu. Absalom zaczepił głową o dąb i zawisł między niebem a ziemią, muł natomiast dalej popędził".
Wojownik Dawida oczywiście zabił buntownika, posłaniec myślał, że ucieszy króla ta wiadomość, ale on zapłakał: „Synu mój, Absalomie! Absalomie, synu mój, synu mój! Obym umarł zamiast ciebie, Absalomie, mój synu, mój synu!".

W on czas taka reakcja władcy nieczęsta była, zabijało się spokojnie własną rodzinę, a jakże. Może jednak Dawid nie był świnią, jak orzekła Komentatorka.
A tytuł wpisu oczywiście z Faulknera.

14:16, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Ambicja równa czuprynie

2 Księga Samuela 15,13-14.30;16,5-13a
To pewnie trochę banał, ale Dawid miał życie szczególnie bogate. Oczywiście nie w ogóle, ale jako postać biblijna. Może i inni bohaterowie Księgi mieli tyle przygód, ale tylko Dawidowi przypisano tak dużo. „Przypisano” - nie znaczy, że to wszystko bujda na resorach, tak mi się po prostu napisało. Jest tu zresztą mój ogólny dystans do dokładności autorów biblijnych, którzy łączyli realizm detali (nieraz prawdziwych historycznie) z pewną tendencyjnością. Księgi Samuela są na przykład barwniejsze niż Księgi Kronik, które pomijają swoiście kolorowe opowieści tych pierwszych, królowie jawią się w nich bardziej posągowo. Z czego nie wynika, że „koloryzował” autor Królewskich, raczej ten drugi wygładzał.

Pominął na przykład Dawidowy dramat z synem, o którym czytamy dzisiaj. Często tak bywa, że ojciec ma lepsze stosunki z synami niż z córkami, a matka na odwrót. Córki Dawida oczywiście były dla autorów biblijnych mało istotne, za to synowie bardzo ważni, Absalom nawet super, ale w sensie tragicznym. Zbuntował się przeciw ojcu, porwał pochlebstwami lud, który na ogół łatwo podburzyć, król ucieka. Ów potężny Dawid.

Tak już jest z ludźmi, że ich rany duchowe zabliźniają się tylko pozornie. Absalom nie wybaczył w głębi duszy ojcu, że ten potraktował go ostro nie bez powodu. Inny syn Dawida, Amnon, zgwałcił bowiem swemu bratu (przyrodniemu: król ma dużo żon, zatem dużo synów...) jego siostrę, co Absalom pomścił zabójstwem, czego z kolei Dawid długo mu nie wybaczał. W końcu się pogodzili, ale Absalom miał ambicję tak wielką, jak czuprynę: „włosy jego ważyły dwieście syklów według królewskiej wagi”. Później go zgubią.

Niełatwo być ojcem - wiem z własnego doświadczenia. Synem też. W tej historii jednak Dawid zachowuje się znacznie lepiej. Ale o tym jutro.

14:42, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 29 stycznia 2012
Zalety i wady celibatu

1 List do Koryntian 7,32-33
„Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jakby się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie."

Trochę to upraszczające twierdzenie, z którego po trosze wynikło wielowieczne nauczanie kościelne lekceważące małżeństwo oraz laikat, co tę drogę wybrał. Dzisiejsza doktryna katolicka zrównująca oba powołania jest znacznie bardziej sensowna. W końcu przecież gdyby nie ludzie żonaci, zostaliby na ziemi tylko nasi bracia mniejsi inteligencją. Jeżeli Bóg dopuścił do powstania naszego gatunku, który nie rozmnaża się przez pączkowanie, to uznał małżeństwo za sprawę wielką i świętą. Co jednak nie znaczy, że celibat jest wynaturzeniem: Judymowie też Bogu potrzebni, choćby dlatego, że ich rodziną jest wspólnota szersza niż ta służąca prokreacji. Niech świecą światu przykładem, że można okiełznać Erosa! Byleby tylko nie były to święte pozory i by ksiądz nie stawał się starym kawalerem, mniej skłonnym do poświęcenia dla bliźnich niż ojciec licznej rodziny.

09:14, jan.turnau
Link Komentarze (47) »
sobota, 28 stycznia 2012
Nie lękaj się: Tomasz z Akwinu, Jerzy Turowicz

Ewangelia Marka 4,40
„Czemu się tak boicie? - zapytał ich. - Co z waszą wiarą?"
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Bać się jest rzeczą ludzką - oczywiście. Jest uczuciem niezawinionym w tej mierze, co wszystkie emocje. A jednak... Apostołom zestrachanym wichrem na jeziorze Jezus zarzucił brak wiary.
Pomyślałem sobie, że w każdym razie odwaga intelektualna jest cnotą. Miał ją święty patron dnia tego, Tomasz z Akwinu. Z czasem zrobiono z jego myśli bicz na inaczej myślących, ideologię (pseudo)katolicką. Pamiętam dyskusje polskie sprzed pół wieku, gdy tomistów atakował ks. Tischner, też mój przyjaciel Andrzej Siemianowski; bronił profesor Stefan Swieżawski, potem jednak przyznał, że sam Akwinata nie chciałby być tak kanonizowanym. Bo też sam był bardzo myślowo śmiały. Obowiązywał platonizm, a on wolał Arystotelesa. Pobawił za to przez jakiś czas na indeksie arcybiskupa Paryża!
Drugim śmiałkiem, którego trzeba dziś pochwalić, był założyciel i redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego” Jerzy Turowicz (wczoraj minęła 13. rocznica jego śmierci). „Wychylił się” szczególnie twardą walką z tępotą antysemityzmu. Jego artykuł na ten temat z puentą, że między katolicyzmem a tym wrednym wariactwem trzeba wybierać, przysporzył jego pismu pięknego przezwiska „Żydownik Powszechny”.

Trzeba czasem być nie „po linii”. Błogosławieni niebojący się myśleć, bo do nich należy Królestwo Niebieskie. Amen.

09:51, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 27 stycznia 2012
Potęga grzesznego pociągu. Żony wartość główna...

2 Księga Samuela 11,1-4a.5-10a;13-17

Opowieść o królu Dawidzie i skutkach jednej nieostrożnej kąpieli. Gdy seks przewróci w głowie władcy, dzieje się to, co się stało z mężem Batszeby, Eliaszem. No cóż, król miał, co prawda, harem, widać znudziły go jednak dotychczasowe kobiety, a pech chciał, że następna była innego mężczyzny. A może to właśnie podnieciło Dawida? Chyba jednak sama Batszeby przepiękność, niemniej jest taki szmonces. Przyszedł Icek do rabina i pyta: - Rebe, chcę się żenić, jaka ma być żona przede wszystkim: dobra, mądra czy ładna? – Icek, wielu wystarczy, że jest cudza...

19:09, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
czwartek, 26 stycznia 2012
Biskupi, hej, biskupi...

2 List Pawła do Tymoteusza, 1,1-8
Albo List Pawła do Tytusa 1, 1-5
Było wczoraj święto Pawła, dziś jest jego duchowych synków, Tymoteusza i Tytusa. Synek duchowy apostoła pewnie słusznie był przezeń uważany za nadającego się do specjalnych poruczeń, których to ludzi teraz nazywamy biskupami. Choć i wtedy nie było to oczywiste w przypadku Tymoteusza: z kanonicznych listów doń mogłoby wynikać, że brakowało mu „asertywności” koniecznej do sprawowania ważnego urzędu. Ale „Encyklopedia Katolicka” broni go sugerując, że owe listy jako nie ściśle Pawłowe nie są w pełni wiarygodnym źródłem.

Czy dzisiejsi synkowie duchowi (duchowni) wielkich postaci nadają się na ogół na wysokie urzędy? Polskie doświadczenia podają taką tezę w wątpliwość. W ogóle jednak niełatwo być wysokim urzędnikiem nie tylko świeckim, tym bardziej kościelnym (znów egzemplów polskich i obcych legion). Trzeba mieć na to charyzmatów kilka: nie tylko samą dobroć, ale i mądrość wieloraką. Nie być autokratą, ale biskupem malowanym też nie: nie pozwolić, by rządziła kuria albo i sufragan któryś. Nie bać się kolegów w episkopacie albo i urzędników watykańskich, ale liczyć się z taką trudną sytuacją. Otworzyć się odważnie na świat dzisiejszy, dość jednak ostrożnie, żeby nie przestraszyć otoczenia, które czuje się oblężoną twierdzą.

15:56, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
środa, 25 stycznia 2012
Czy Paweł się nawrócił? Vaticanum Secundum

Dzieje Apostolskie 22, 3-16 albo 9,1-22
Dziś w moim Kościele dzień dla chrześcijaństwa szczególny: pamiątka nawrócenia św. Pawła. Bez tego wydarzenia, bez owej radykalnej zmiany poglądów nie byłoby pewnie takiego wylewu tej religii. W Dziejach Apostolskich są aż trzy opisy tamtej przemiany duchowej, dano nam dziś do wyboru dwa (trzecie jest w rozdziale 26, 4-18). Różnią się szczegółami, ważniejsze od nich jest pytanie, czy - jak dawniej myślałem - przemiana ta, zwrot o 180 stopni, nie była wcale nawróceniem moralnym: przedtem i potem Szaweł Paweł był człowiekiem bezwzględnie ideowym, tyle że najpierw zapalonym religijnie Żydem, potem równie gorącym chrześcijaninem. Dzisiaj jednak sądzę raczej - przekonany do tego przez mego przyjaciela pastora Kwietnia - że dawny fanatyzm apostoła nie był bezgrzeszny. Czy można bowiem całkiem niewinnie prześladować ludzi innych poglądów, głosować za karą śmierci dla nich? Uwarunkowania myślowe uwarunkowaniami, ale nie przesadzajmy. Przecież zresztą sam Paweł przyznaje się do winy. Myślę, że też późniejsi „klasycy katolicyzmu" nie byli zupełnie bezgrzeszni w swoim optowaniu za stosami dla „heretyków".

Dziś inna ważna rocznica. Na początku swojego pontyfikatu w tym dniu styczniowym w roku 1959 papież Jan XXIII powziął zamiar zwołania Soboru Watykańskiego II, jednego z najważniejszych w historii chrześcijaństwa. Okazał się on swoistym nawróceniem dumnego Kościoła na drogę bardziej otwartą na świat zewnętrzny, pokorną, ewangeliczną. Polecam tu niedawno wydaną książkę jezuity amerykańskiego Johna W. O`Maleya SJ „Co się zdarzyło podczas Soboru Watykańskiego II" (WAM). Rzecz równie ciekawa, bez lukru, jak tegoż autora „Historia papieży", którą już tu obszernie zacytowałem. Kto czyta, nie błądzi!

17:28, jan.turnau
Link Komentarze (35) »
wtorek, 24 stycznia 2012
Czy papież zatańczy?

2 Księga Samuela 6,12b-15.17-19
”Poszedł Dawid i sprowadził z wielką radością Arkę Bożą z domu Obed-Edoma do Miasta Dawidowego. Ilekroć niosący Arkę Pana postąpili sześć kroków, składał w ofierze wołu i tuczne cielę. Dawid wtedy tańczył z całym zapałem, w obecności Pana, a ubrany był w lniany efod. Dawid wraz z całym domem izraelskim prowadził Arkę Pana wśród radosnych okrzyków i grania na rogach. Przyniesioną więc Arkę Pana ustawiono na przeznaczonym na to miejscu w środku namiotu, który rozpiął dla niej Dawid, po czym Dawid złożył przed Panem całopalenia i ofiary pojednania. Kiedy Dawid skończył składanie całopaleń i ofiar pojednania, pobłogosławił lud w imieniu Pana Zastępów. Dokonał potem podziału między cały naród, między cały tłum Izraela, między mężczyzn i kobiety: dla każdego po jednym bochenku chleba, po kawałku mięsa i placku z rodzynkami. Potem wszyscy ludzie udali się do swych domów.”

Obrazek rodzajowy - tak się chyba nazywałaby taka scena, gdyby ją namalować! Król tańczy pośród rzeźni. Tempora mutantur... Na szczęście „zwegetarianiliśmy” już trochę i na nieszczęście spoważnieliśmy. Gdyby tak papież zatańczył podczas Mszy... (w ornacie a może i infule, a jakże, tak jak Dawid podskakiwał w efodzie, czyli stroju kapłańskim). Może gdy nastanie następca Piotra z czarnej Afryki, nie całkiem zeuropeizowany a całkiem odważny w inkulturacji, czasem poderwie się do liturgicznych pląsów. Dołożyłem już tylu dziwów, na przykład Ojca Świętego, nawet dwóch, co wciąż robili sobie jaja, to może da Bóg, że zobaczę też taki sposób sławienia Stwórcy.

A swoją drogą Dawid był w owym tańcu, grze na lirze i pisaniu psalmów chyba wodzem wyjątkowym. Bo Biblia powiada również: „Kiedy Arka Pańska przybyła do Miasta Dawidowego, Mika córka Saula, wyglądała przez okno i ujrzała króla Dawida, jak podskakiwał i tańczył przed panem, wtedy wzgardziła nim”. Może jednak, gdyby tańczył jej ojciec, byłoby inaczej. Odgryzł się jej też Dawid odpowiednio.

19:10, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Kto i jak bluźni? Jeszcze o świętej Ekumenii: o pamięci przyjaznej

Ewangelia Marka 3,28-30
„Amen, powiadam wam, że wszystkie grzechy będą ludziom odpuszczone i wszystkie bluźnierstwa. Kto by jednak zbluźnił przeciwko Duchowi Świętemu, nie ma dlań przebaczenia na wieki, ale obciąża się winą nieprzemijającą. Twierdzili bowiem: - On ma ducha nieczystego".
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół, trochę przeze mnie poprawiony. Wpadliśmy bowiem późno na pomysł, żeby tradycyjne „zaprawdę" zastąpić wyrażeniem hebrajskim, zachowanym w oryginale greckim: „amen". Ów termin hebrajski, jakże polski zarazem, mamy dopiero w późniejszych ewangeliach.
Tyle tradycyjnego już tutaj wstępu filologicznego, teraz teologia. A z tego punktu widzenia ten passus jest równie ważny, jak trudny. Można bowiem zapytać po prostu: czemu trzecia Osoba Trójcy ma być ważniejsza niż Bóg Ojciec i Syn Boży? Zwykłem to sobie (i Czytelnikom) tłumaczyć tak, że „Duch wieje, kędy chce", czyli dociera do samego wnętrza naszej świadomości i oświeca ją tak jasno, że człowiek nie może nie zobaczyć, gdzie jest Prawda. Nie jest to chyba egzegeza mylna, ale trzeba przede wszystkim przeczytać uważnie całą perykopę.

Uczeni w Piśmie zarzucają Jezusowi, że jest opętany przez Belzebuba (czyli przywódcę demonów) i jego mocą wypędza złe duchy. Chrystus wykazał absurdalność, bo sprzeczność logiczną tego zarzutu: „Jak szatan może wypędzać szatany? Rozdarte niezgodą królestwo nie ostanie się. Skłócona rodzina nie ostanie się. Jeśli więc szatan powstał przeciwko sobie i jest w sobie rozdwojony, nie ostanie się. Koniec z nim!". Po tym spokojnym wywodzie Jezus wybucha, wypowiadając wyjątkowo mocne słowa, które zacytowałem na wstępie. Rozgniewał Go szczególnie zarzut, że jest opętany. Biblia Paulińska tłumaczy, że było to przypisywanie demonicznej działalności Bogu - bluźnierstwo zatem szczególne.
Oczywiście jednak owi uczeni w Piśmie bluźniercy nie rozpoznali w Jezusie z Nazaretu Mesjasza, więc było to bluźnierstwo raczej mimo woli. Nie była to niewiedza całkiem niewinna, niemniej formułę ich potępienia cechował ostry, proroczy, przesadny styl, którym posługiwał się Chrystus. Biblia Jerozolimska napisała, że „taka postawa sama przez się wyklucza z kręgu zbawienia, Łaska jednak może ją zmienić i wówczas powrót do zbawienia jest możliwy". Tak jak każdego grzesznika, bo Duch wieje jak huragan. I dmie szczególnie silnie po śmierci grzesznika, by wyciągnąć go z piekła, jeśli aż tam się nieszczęśliwie zapadł.

PS. A były ciemne czasy, nie takie znowu bardzo dawne, kiedy w moim Kościele zbawienie rezerwowano wyłącznie dla jego wiernych. Zapewne uważano, że kto nie katolik, ten Duchowi Świętemu bluźni. Tego rodzaju - mówiąc uczenie - „ekluzywizm soteriologiczny" skojarzył mi się, albowiem trwa w całym chrześcijaństwie tydzień modlitw o jego jedność i wymodlono już bardzo dużo, bo nie uzależniamy już zbawienia od wyznawania doktryny. Czasem zresztą dzieli nie tyle doktryna, ile historia. Tak jest w stosunkach prawosławno-katolickich, zepsutych nieszczęśliwie przez unię brzeską, podobnie jest również w relacjach mej wspólnoty z Kościołem polskokatolickim. Powstały w Ameryce z konfliktu na tle narodowym Kościół o doktrynie starokatolickiej dał się wplątać fatalnie po wojnie w antykościelne machinacje komunistyczne. Ta władza jednak minęła jak sen jakiś czarny i na przykład w sobotę mogłem uczestniczyć w tamtejszym nabożeństwie ekumenicznym w całej pełni, bo również w Komunii (szczególnie że polskokatolicy wyznają tę samą wiarę w eucharystyczną obecność).

Z kolei wczoraj byłem u warszawskich luteranów na nabożeństwie ekumenicznym centralnym, bo niedzielnym. Mowę główną trzymał katolicki biskup główny sandomierski, Krzysztof Nitkiewicz. Kazanie to było średnie, ale potem na tak zwanej agapie dostojnik aż błyszczał serdecznością, nie wątpię, że szczerą. I może taki styl to rzecz w ekumenii niemal najważniejsza. Doktryna doktryną, a przyjaźń przyjaźnią.
Żeby na przykład nie wypominać sobie przeszłości, mówić raczej o tym, co wtedy było sympatyczne. Instytut Politologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego wydaje „Zeszyty Społecznej Myśli Kościoła". W ostatnim numerze biskup pomocniczy krakowski Grzygorz Ryś, Stanisław Krajewski (intelektualista żydowski) i Jan Andrzej Kłoczowski (dominikanin) piszą na temat „Pamięć a religia". Oto początek tekstu Rysia:
„ (...) W ramach zajęć zatytułowanych «Dziedzictwo Kościoła krakowskiego» zaprowadziłem kleryków I roku krakowskiego seminarium duchownego do luterańskiego kościoła p.w. św. Marcina w Krakowie. Wspólnota ewangelicka użytkuje go dopiero od końca XVIII wieku. Wcześniej, przez blisko dwa stulecia musiała się gromadzić na liturgię poza miastem; jej pierwszy zbór (na ul. św. Jana, tuż przy Rynku), otwarty w 1574 roku i użytkowany (w myśl tzw. Zgody Sandomierskiej) wspólnie z kalwinami, został - po całej serii napadów i profanacji - ostatecznie spalony i zburzony w roku 1591. Chciałem, aby klerycy zobaczyli - w pewnym sensie in situ - znany (powielany wielokrotnie w XVII w.) drzeworyt przedstawiający tę właśnie scenę: rozwydrzony tłum katolickich żaków, rozpanoszony na każdym z poziomów kamienicy, od fundamentów po dach, rozbija okna, wyłamuje drzwi, podkłada ogień, wyrzuca księgi i sprzęty liturgiczne. Obraz wisi w kancelarii parafialnej; druga kopia - większa i lepiej eksponowana - w sali spotkań. Proboszcz luterański, ks. Roman Pracki pokazał go nam, wszakże bez większego entuzjazmu. Zwrócił za to naszą uwagę na wiszący obok obraz przedstawiający katolicki kościół p.w. św. Agnieszki (garnizonowy), i powiedział, że to właśnie w tym kościele podczas ostatniej wojny krakowscy luteranie-Polacy gromadzili się na modlitwę i katechizację (np. przed konfirmacją), ponieważ zarządzenie władz okupacyjnych zabraniało im wstępu do zarezerwowanego dla niemieckich ewangelików kościoła św. Marcina. Podobną pomoc polscy ewangelicy uzyskiwali w pobliskim katolickim kościółku św. Idziego. «Obydwa obrazy» - powiedział ks. Pracki - «kodują pamięć krakowskiej gminy luterańskiej. Część jej członków jest mocno przywiązana do pierwszego z nich; druga (większa) - woli ten drugi, streszczający przyjazną koegzystencję obu chrześcijańskich wyznań». Byłem mu osobiście głęboko wdzięczny; pokazał nam bowiem w ten sposób nie tylko to, że człowiek (i tworzone przezeń wspólnoty!) potrzebują pamięci, ale także, że - pielęgnując ją - muszą dokonać pewnego wyboru. Wybór ten nie oznacza tendencji do wyparcia z pamięci niewygodnych faktów (przeszłość trzeba przyjąć w całości); oznacza wszakże decyzję co do tego, którą część własnej historii chcemy kontynuować! Chodzi więc nie tyle o rewizję historii, co raczej o - używając słów ks. Tischnera - «wybór własnej historii»: wybór własnej historii oznacza, że pewne wydarzenia odsuwamy na plan dalszy, inne stawiamy sobie w sposób szczególny przed oczy jako jakiś wzór. Ma to ogromne znaczenie. Nawiązując do historii człowiek ma udział w godności tych, których dzieło kontynuuje.” (To chyba nie cytat, ale wyróżniona główna myśl biskupa). Chodzi bowiem o pamięć przyjazną.

20:48, jan.turnau
Link Komentarze (49) »
niedziela, 22 stycznia 2012
Księga biblijna na dni ekumenizmu. Pół wieku modlitw w Warszawie na Piwnej

Księga Jonasza 3,1-5.10
Jesteśmy w środku Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan. Kojarzę sobie dzisiejsze czytanie starotestamentalne z tą ideą. Albowiem mamy dzisiaj opowieść o tym, że Jonasz w końcu poszedł nawracać Niniwitów, choć bardzo nie chciał, bo wydawali mu się tak duchowo obrzydliwi, że wolał, żeby zginęli pozostawszy w grzechach swoich. Jego obśmiana przez autora księgi postawa niechęci jest zaprzeczeniem tego, co znajduje się u źródła wszelkiego duchowego otwarcia: żeby nie odrzucać nikogo dlatego, że jest inny. Bez tego otwarcia prawosławni byli schizmatykami, protestanci heretykami paskudnymi, rzymscy katolicy papistami...

W ubiegły czwartek uczestniczyłem w nabożeństwie ekumenicznym szczególnym, na ulicy Piwnej w Warszawie, w kościele rzymskokatolickim św. Marcina, miejscu szczególnej troski o jedność chrześcijan. Jest to mianowicie świątynia, gdzie od pół wieku odbywają się tego rodzaju modlitwy nie tylko raz do roku w styczniu, ale i co miesiąc. Pierwsze podobne nabożeństwo zostało odprawione w czasach, gdy ekumenizm był jeszcze w Polsce wśród duchownych i świeckich katolickich oczywistym wariactwem. Po 50 latach wspominali tamte czasy bez ogródek ówczesny rektor tamtego kościoła, biskup Bronisław Dembowski i inni seniorzy różnych wyznań (biskupów katolickich było trzech, także kardynał Nycz, byli też zwierzchnicy innych Kościołów). A kazanie znakomite powiedział młody duchowny prawosławny reprezentujący metropolię Sawę, ks. Doroteusz Sawicki. Mówił, że przez te lata nie osiągnęliśmy jedności, że u nas w Polsce wciąż Kościoły mniejszościowe mają życie niełatwe, ale gdybyśmy zapytali ludzi sprzed pół wieku, czy woleliby żyć w swoich czasach czy w dzisiejszych, odpowiedzieliby przecież, że dziś jest o wiele lepiej.

Wydaje mi się, że w ogóle podziały zawsze będą, bo chrześcijanie są tylko ludźmi. Znikną jedne, powstaną inne. Zmieniło się dzisiaj jednak coś oby na wieki wieków: że już nie wieszamy na sobie psów. I to jest zmiana zasadnicza. Przydałaby się bardzo jeszcze interkomunia, na którą czekają ewangelicy, co też mówili szczerze w czwartek na Piwnej. Oni są tu otwarci na katolików i prawosławnych, są gościnni - ale inne Kościoły (prawosławny jeszcze mocniej niż katolicki) uzależniają swoją gościnność eucharystyczną od uzgodnień doktrynalnych, których wciąż nie ma. Niemniej w moim Kościele udział ewangelika w eucharystii jest możliwy w sytuacji szczególnej. I niektórzy księża są czasem tak gościnni, sami też uczestniczą w komunii w innych Kościołach.

09:29, jan.turnau
Link Komentarze (17) »
sobota, 21 stycznia 2012
Święty Dawid z Betlejem

2 Księga Samuela 1,1-4. 11-12.19.23-27

Scena przepiękna: na wiadomość o śmierci Saula i Jonatana Dawid rozdziera szaty. „Tak też uczynili wszyscy mężowie, którzy z nim byli. Potem lamentowali i płakali, i pościli aż do wieczora, ponieważ padli od miecza Saul i Jonatan, i lud Pana, i dom Izraela”. A Dawid zaśpiewał pieśń, w której wołał: „O, płaczcie nad Saulem. córki izraelskie: on was ubierał w prześliczne szkarłaty, złotymi ozdobami upiększał stroje.” A przecież Saul mimo przysięgi prześladował dalej Dawida, tak że ten musiał się schronić przed nim u Filistynów, gdzie jednak na szczęście nie musiał walczyć z własnym ludem.

Dawid nie był zgoła człowiekiem bez skazy. Z naszego punktu widzenia szczególnie: „uderzając na jakąś krainę, nie pozostawiał przy życiu ani mężczyzny, ani kobiety, zabierał trzodę, bydło, osły, wielbłądy, odzież...” Tu nie ma potępienia takich czynów przez narratora, tak jak będzie taka ocena potem, gdy Dawid wyda na śmierć męża kobiety, która przypadła mu do gustu. Można usprawiedliwiać tamte jego rzezie przypominając, że grzech nie jest grzechem, gdy sprawca nie rozumie, że tak nie wolno. Niemniej właśnie choćby tamto morderstwo w celach seksualnych było moralnym okropieństwem. Ale ja głoszę jego świętość mimo to: na tle swojej epoki, która była niewątpliwie cywilizacją śmierci, jawi się nie tylko Narodowi Wybranemu, ale i takim ludziom, jak ja, jako ktoś o sumieniu wyjątkowo delikatnym. I jego delikatność wobec króla Saula nie była chyba podyktowana tylko szacunkiem dla Bożego pomazańca (kazał zabić wojownika, który śmiał dobić króla na własną jego prośbę: 2 Księga Samuela 1,13-16). Była dowodem wrażliwości moralnej nieczęstej w tamtych czasach.

09:24, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 20 stycznia 2012
Dawid nie był królobójcą

1 Księga Samuela 24, 3-21

Saul nie dotrzymuje przysięgi i dalej próbuje pozbyć się Dawida radykalnie. Narracja nie jest jasna, mieszają się dwie tradycje, są swoiste powtórki, dochodzi jednak do wydarzenia, które opisano w tekście przeznaczonym na dzisiaj. Otóż Dawid ma możliwość pozbycia się prześladowcy, który wyruszył przeciwko niemu „w trzy tysiące wyborowych mężczyzn z całego Izraela", jednak tylko obcina mu połę płaszcza. Z tym dowodem, że mógł go zabić, a nie zrobił tego, przedstawia mu swoją niewinność tak dobitnie, że Saul zaczął głośno płakać, uznał wyższość moralną Dawida nad sobą i przepowiedział mu królowanie nad Izraelem.

Dalszy ciąg opowieści jutro: zazdrość się nie kończy, wspaniałomyślność Dawida również.

16:47, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
czwartek, 19 stycznia 2012
Zazdrość może wszystko

1 Księga Samuela 18, 6-9; 19,1-7
Po zwycięstwie Dawida nad Goliatem młody bohater musi sobie radzić z kimś ze swego ludu. Winne były niechcący „kobiety ze wszystkich miast", które „wyszły ze śpiewem i tańcami naprzeciw króla Saula, przy wtórze bębnów, okrzyków i cymbałów", śpiewając: „Pobił Saul tysiące, a Dawid dziesiątki tysięcy". Sprowokowały królewską zazdrość: do tego stopnia, że Saul chciał pozbyć się rywala mordując go. Namawiał do zbrodni „swego syna Jonatana i wszystkie sługi swoje". Jonatan jednak pokochał Dawida, więc przestrzegł go przed ojcem, a ojca tak opanował, że ten przysiągł, iż zostawi Dawida w spokoju.

Dwóch samców alfa to o jednego za dużo (acz samice alfa też bywają zazdrosne...). Chyba że - jak się dalej okaże - ten drugi jest dużo większej klasy duchowej.

15:29, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
środa, 18 stycznia 2012
Pojedynek symboliczny

1 Księga Samuela 17, 32-33.37.40-51

Walka Dawida z Goliatem. Nie przytaczam tekstu, bo chyba każdy słyszał o tym pojedynku, a jak nie słyszał albo nie pamięta szczegółów, niech zajrzy do Biblii. A jest to scena nie tylko bardzo znana, także symboliczna. Wynika z niej, że nieraz coś z pozoru potężne może przegrać z małym i słabym. Tu jednak to drugie wygrywa też siłą: jeszcze dziwniejsze są zwycięstwa słabością. To, w którym Jezus wygrał z Kajfaszem i Piłatem.

13:48, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
Naród świętego szabatu: Dzień Judaizmu

Wpis na wtorek 17 stycznia

Ewangelia Marka 2, 27
„Szabat jest dla człowieka, nie człowiek dla szabatu".

Szabat: słowo znaczeń pełne. W uszach wielu chrześcijan brzmi ono jeszcze mało sympatycznie. Kojarzy się jako system nakazów i zakazów, często bardzo drobiazgowych, utrudniających życie, przeszkadzających w wypoczynku zamiast go zapewniać. A że jest jedną z głównych instytucji religijnych judaizmu, zatem owe niedobre asocjacje rzutują na obraz tej religii w ogóle, czynią z niej rzeczywistość dziwnie mało duchową, spłaszczającą stosunek Boga do człowieka. Człowiek szabatu to w tej wersji ktoś umysłowo i duchowo tępy.
Oczywiście szabat jest dla człowieka, nie na odwrót. Pamiętam wypowiedź ojca Ziei w KIK-u warszawskim, że w tych słowach Jezusa można odczytać myśl personalizmu stawiającą człowieka ponad wszystkimi instytucjami, bo wszystkie mają mu służyć. A przecież idea cotygodniowego odpoczynku w swej najgłębszej treści nie da się sprowadzić do mnóstwa rygorów. Są one oczywiście dyskusyjne, łatwo je potraktować jako „piłę", coś, co wyłącznie krępuje zamiast właśnie wyzwalać. Ale popatrzmy głębiej: przecież chodzi o to, by był co kilka dni taki jeden, w którym człowiek zwalnia swój bieg szalony, codzienny, przestaje kręcić się wokół tysiącznych spraw i sprawek dnia powszechnego, w którym podnosi głowę, patrzy w stronę Nieba.

I tak też trzeba spojrzeć na Naród Szabatu. Spójrzmy dzisiaj szczególnie uważnie, bo mamy od 15 lat w Polsce (nie w każdym kraju chrześcijańskim) Dzień Judaizmu. Dzień służący między innymi jakiejś wielkiej rewizji, spojrzeniu nowemu na starą religię. Napisano o niej tyle niedobrego, że cudem byłoby, gdyby łatwo było dzisiaj o taką rewizję. Otrzymałem wczoraj od profesora Uniwersytetu Gdańskiego Jana Iluka dwa pięknie wydane przez tę uczelnię tomy pionierskiego dzieła pt. „Żydowska politeja i Kościół w imperium rzymskim u schyłku antyku".

Jest to w tomie pierwszym obszerna dokumentacja polemiki antyżydowskiej św. Jana Chryzostoma oraz w tomie drugim polemiki antychrześcijańskiej, jaką napisali Żydzi. Owszem, było to płacenie pięknym za nadobne, sprzężenie zwrotne. Jan Chryzostom nie walczył z wiatrakami, Żydzi atakowali nową religię bez pardonu, dzieło „Toledot Jeszu", które omawia prof. Iluk, stosowało wszelkie chwyty słownej walki. Do nas, chrześcijan, należy jednak zmienić język, zdobyć się na zapomnienie uraz, zrozumieć, że do nas jako od wieków nieporównanie silniejszych należy obowiązek pierwszych kroków, wyciąganie ręki do zgody.

I to się robi, po stronie żydowskiej zresztą również dokonuje się znacząca zmiana postawy.

By jednak nie napisać okolicznościowej laurki, dodam trochę realistycznego dziegciu. Owszem, na górze same róże, główne obchody Dnia Judaizmu co roku w innych miastach (dziś w Rzeszowie), gdzie indziej też Kościół i Synagoga podają sobie ręce. Niemniej to są właśnie wydarzenia na wysokościach: niżej, w parafiach, w domach zwykłych Polaków wciąż dużo starego. Wciąż na zwykłej ulicy warszawskiej, nie jakiejś zgoła wiejskiej, można spotkać kogoś, kto głosi wredne dyrdymały, choćby nawet nie niszczył żadnego pomnika. Moja znajoma opowiedziała mi o zwyczajnym spotkaniu na ulicy. Idzie, a tu kupa psia rozmazana na chodniku. Z przeciwnej strony zmierza sympatycznie wyglądająca pani, więc zagadała do niej na temat takiego niechlujstwa. Rozmówczyni wyraziła zgodę, ale skomentowała: - Wszystkiemu winni oni. Znajoma, mało domyślna, pyta, kto? - Żydzi. Wychodzą z kanałów i obrzydzają nam życie... Może to skutek filmu „W ciemności”?
Na górze róże, na dole pod tymi kwiatami tradycyjny polski kożuch.

12:26, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 16 stycznia 2012
Post bez piły

Ewangelia Marka, 2,18
„Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Jezusa i pytali: - Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?”

No cóż, Jan był duchowym olbrzymem, ale jedną nogą tkwił jeszcze w Pierwszym Przymierzu. Ciekawe jednak, jak szybko uczniowie Jezusa zrozumieli, że rytualne rygoryzmy niewiele dają, że nie tędy droga. Rygoryzmy: bo przecież sam Jezus pościł, nawet raz kiedyś czterdzieści dni i nocy, ale nie robił z tego wielkiego problemu. Warto wiedzieć, że w słowach Jezusa przytoczonych przez Marka, że pewne demony „można wyrzucić tylko modlitwą i postem”, ten drugi sposób uważa się dziś za glosę, bo nie ma go w większości rękopisów.

Dobrze jest czasem tak ćwiczyć charakter, a przy okazji oczyszczać organizm, ale nie róbmy z tego „piły” (moje wyrażenie rodzinne). A post piątkowy? Niech to będzie nie łosoś zamiast kurczaka, coś naprawdę z ascezy. I może nie z gastronomii koniecznie.

17:16, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
niedziela, 15 stycznia 2012
Szymon Piotr - pierwszy papież? Fragment ważnej książki

Ewangelia Jana 2,40-42
„Andrzej, brat Szymona, był jednym z tych dwóch, którzy słyszeli Jana i poszli za Nim. Ten znajduje najpierw swego brata Szymona i mówi doń: - Znaleźliśmy Mesjasza (co znaczy w przekładzie: Chrystusa) Zaprowadził go do Jezusa. Przypatrzywszy mu się, Jezus rzekł: - Ty jesteś Szymon, syn Jana, ty będziesz nazwany Kefas, co się przekłada: skała.”
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Najpierw pytanie, czy Szymon był uczniem Jana. Z tekstu tego nie wynika, by tak było, ale czy wynika, że nie był? Można przecież przyjąć, iż Ewangelia opowiada tylko tyle, że dwóch uczniów Jana poszło za Jezusem usłyszawszy odeń, iż to On jest Barankiem Bożym, ale nie wyklucza, że inny uczeń Chrzciciela zmienił mistrza pod innym wpływem. Nie to jednak jest najważniejsze w tym, co chcę tu napisać, czyli w kwestii nie tyle prymatu Piotra w pierwotnym Kościele, bo to raczej już nie ulega kwestii, ile tego, czy można go uważać za pierwszego papieża.

Otóż ukazała się właśnie książka pt. „Historia papieży”, która w pierwszym rozdziale próbuje odpowiedzieć na to pytanie. Jest to tłumaczenie dzieła historyka amerykańskiego, jezuity Johna W. O`Malleya (Wydawnictwo WAM, Kraków 2011). Rzecz wygląda mi na wiarygodną, bez kościelnej apologii, tak jak to się teraz pisze na Zachodzie. Przytoczę dużą część tekstu.
”Czy Piotr rzeczywiście przybył do Rzymu i zginął w nim śmiercią męczeńską? Cała póżniejsza historia papiestwa zależy od twierdzącej odpowiedzi na to pytanie. Historia Piotra i papiestwa nie zaczyna się jednak w Rzymie (...). Z naszej perspektywy w tym zbiorze dwie kwestie są szczególnie ważne, niezależnie od natchnionego charakteru tych pism. Pierwszą z nich jest spora ilość informacji, jaką te pisma zawierają na temat Piotra. Jest on, obok Jezusa i św. Pawła, jedną z najlepiej opisanych postaci Nowego Testamentu. Co więcej, różne teksty przekazują spójny obraz Piotra. Co więc o nim wiemy? Nazywał się Szymon, był synem Jana, rybakiem, jak jego brat Andrzej. Na początku należał do uczniów Jana Chrzciciela. Mieszkał w Kafarnaum nad brzegiem Jeziora Galilejskiego wraz z żoną i teściową. Był osobą ciepłą, lojalną, porywczą, doskonale nadawał się na przyjaciela. W ogrodzie Getsemani w obronie Jezusa odciął mieczem ucho słudze arcykapłana.

Szymon miał również słabości. Nie był tak niezłomny i odważny, jak sam o sobie myślał. Podczas Ostatniej Wieczerzy (por. Łk 22, 31-34) Jezus powiedział do niego: «Szymonie, Szymonie, oto szatan domagał się, żeby was przesiać jak pszenicę; ale Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony utwierdzaj twoich braci». Piotr zaś rzekł: «Panie, z Tobą gotów jestem iść nawet do więzienia i na śmierć». Lecz Jezus odrzekł: «Powiadam ci, Piotrze, nie zapieje dziś kogut, a ty trzy razy wyprzesz się tego, że Mnie znasz». Wiemy, że stało się dokładnie tak, jak Jezus przepowiedział. Ale wiemy również z pierwszych rozdziałów Dziejów Apostolskich, że po Zmartwychwstaniu Jezusa Piotr stał się nieustraszonym i niezłomnym głosicielem Dobrej Nowiny.
Równie wyraźnie, jak charakter św. Piotra, Nowy Testament opisuje jego prymat w gronie Dwunastu - najbliższych uczniów Jezusa - a następnie we wspólnocie pierwotnego Kościoła. Zgodnie z Listem św. Pawła do Galatów, który jest najstarszym dokumentem Nowego Testamentu wymieniającym Piotra, Paweł udał się do niego po swym nawróceniu pod Damaszkiem, aby poznać wiarę. Piotr nauczał Pawła przez piętnaście dni. Co ciekawe, w drugim rozdziale Listu do Galatów Paweł zajmuje postawę przeciwną Piotrowi i gani go za wycofanie się z wcześniejszego zwyczaju spożywania wspólnych posiłków z poganami nawróconymi na chrześcijaństwo.
(...) W pierwszych dwunastu rozdziałach Dziejów Apostolskich Piotr jest głównym bohaterem. Jako przywódca Kościoła jerozolimskiego przewodniczy wyborom następcy Judasza, który okazał się zdrajcą. Mówi w imieniu Kościoła podczas zesłania Ducha Świętego, a także dokonuje cudów w imię Jezusa. Był apostołem posłanym do żydów, ale także do pogan, co dobrze widać na przykładzie historii nawrócenia przez Piotra rzymskiego centuriona Korneliusza. Cudownie uwolniony z więzienia przez anioła, jest niewątpliwie centralną i główną postacią pierwszej części Dziejów.
W trzech z czterech Ewangelii Piotr jest ukazany jako pierwszy uczeń powołany przez Jezusa. Ewangelie synoptyczne - Mateusza, Marka i Łukasza - wymieniają go na początku listy Dwunastu, jest on ponadto opisywany jako przywódca tego grona, który wypowiada się zawsze w imieniu wszystkich. Jezus wybrał Piotra, wraz z Andrzejem i Janem, na świadków swego Przemienienia na Górze Tabor, a także jako swych towarzyszy podczas nocnej modlitwy w ogrodzie Getsemani. Według Ewangelii Marka aniołowie po Zmartwychwstaniu nakazali kobietom powiedzieć «uczniom i Piotrowi o tym, co widziały przy grobie Jezusa». W przekazie Ewangelii Piotr jest pierwszą osobą, która wchodzi do pustego grobu Jezusa.

Jeśli chodzi o postać Piotra, dwa urywki ewangeliczne są jednak szczególnie ważne. Pierwszy znajduje się w Ewangelii według św. Mateusza (16, 15-19).” Nie przepisuję cytatu, jest dostatecznie znany. ”Znaczenie tego fragmentu było przedmiotem wielu dyskusji, zwłaszcza w okresie reformacji. Niektórzy bibliści twierdzą na przykład, że Kościół jest zbudowany nie tyle na Piotrze, ile na jego wyznaniu wiary czy też na jego wierze. Innymi słowy, na wierze w niezwykłość Osoby i misji Jezusa, którą Piotr wyznał. Interpretacja papieska głosi, że Kościół jest zbudowany na osobie Piotra, a w konsekwencji na jego następcach w kolejnych wiekach. Niemniej jednak sam cytowany fragment jest niesamowity, gdyż żaden z uczniów Jezusa nie został nigdy na kartach Ewangelii wyróżniony w tak wyraźny sposób.
Drugi tekst pochodzi z ostatniego rozdziału Ewangelii według św. Jana - miejscem akcji jest brzeg Jeziora Galilejskiego pewien czas po Zmartwychwstaniu Jezusa (J 21, 15-17).” Tu znów cytat, który opuszczam. ”Te dwa urywki bardzo wyraźnie pokazują to, o czym świadczą także inne fragmenty Nowego Testamentu - przywódczą rolę Piotra i jego niezwykłą relację z Jezusem. Ta kwestia nie ulega wątpliwości. Jednak z perspektywy papiestwa trzeba udzielić odpowiedzi na dwa dodatkowe, bardzo istotne pytania.
Po pierwsze, czy przywództwo Piotra było przypisane tylko i wyłącznie jego osobie tak, że nie może być przekazywane innym osobom w Kościele? Czy było ono tak zespolone z osobą Piotra i wynikające jedynie z sytuacji pierwszych pokoleń wierzących, że zakończyło się wraz ze śmiercią Apostoła? Czy też osoba Piotra wyznacza pewien wzór, tradycję, która miała być kontynuowana po jego śmierci w Kościele aż do końca czasów? Najprostsza odpowiedź na powyższe pytania jest taka, iż zapewne autorzy Nowego Testamentu nie zwracaliby tak znacznej uwagi na Piotra, gdyby znaczenie jego osoby i funkcji w Kościele nie miało wyjść poza granice jego ziemskiego życia.

Po drugie, co stało się z Piotrem? Mimo jego dominującej roli w pierwszej części Dziejów Apostolskich, od rozdziału dwunastego jego postać znika z opowieści, a miejsce głównego bohatera zajmuje św. Paweł. W jaki sposób Piotr zakończył życie? Czy udał się do Rzymu, przyjął rolę przewodniczącego tamtejszej wspólnoty Kościoła i czy zginął śmiercią męczeńską za panowania Nerona?
By odpowiedzieć na te pytania, musimy wziąć pod uwagę szereg świadectw, ponieważ żadne z nich w sposób jednoznaczny i jasny nie mówi, że Piotr przybył do Rzymu ani że w nim zginął. Niemniej jednak wszystkie te świadectwa pośrednio wskazują, że tak się właśnie stało i żadne z nich nie dowodzi czegoś przeciwnego ani nie mówi o odwrotnym biegu wydarzeń. Tak więc wspólny wydźwięk pośrednich dowodów jest przekonujący. Co więcej, zanim przyjrzymy się tym poszlakom, musimy pamiętać, że Rzym był komunikacyjnym centrum imperium. Każdy więc, kto miał jakąś naukę do przekazania, z pewnością zrobiłby najlepiej, głosząc ją w Rzymie, a Piotr został powołany do głoszenia nauki Jezusa, poza tym obligowała go do tego również przywódcza rola w Kościele. Wydaje się ponadto niemal niemożliwe, jeśli chodzi o tak prominentną postać Nowego Testamentu, by wspólnota pierwszych chrześcijan tak szybko zapomniała lub źle zapamiętała, co stało się z Piotrem. W zgodnej opinii współczesnych badaczy z każdej religijnej tradycji (a także spoza tych tradycji), ze ściśle historycznego punktu widzenia, Piotr niemal na pewno ostatnie lata swego życia spędził w Rzymie, gdzie oddał życie za wiarę i został pochowany.
Dowody potwierdzające powyższą tezę możemy podzielić na tekstowe i archeologiczne. Nowy Testament dostarcza kilku wskazówek. Urywek z ostatniego rozdziału Ewangelii Janowej, cytowany powyżej , zawiera Jezusową przepowiednię męczeńskiej śmierci Piotra. Ważniejszych informacji dostarcza zakończenie Pierwszego Listu św. Piotra, nawet bowiem jeśli nie pisał go sam Piotr, został on spisany z jego polecenia (1P 5,12-13): «Krótko, jak mi się wydaje, wam napisałem przy pomocy Sylwana, wiernego brata, upominając i stwierdzając, że taka jest prawdziwa łaska Boża, w której trwajcie. Pozdrawia was ta, która jest w Babilonie razem z wami wybrana, oraz Marek, mój syn". Babilon był powszechnym określeniem Rzymu wśród chrześcijan, swoistym kryptonimem koniecznym w czasach prześladowań ze strony świata wrogiego Ewangelii. Fragment zawiera sugestię, a nawet wskazuje, że Piotr, w czasie gdy spisywano list, czyli prawdopodobnie około roku 63, przebywał w Rzymie.
Około roku 96 powstał list, niepodpisany, ale napisany przez prezbitera Kościoła w Rzymie, Klemensa, od wspólnoty chrześcijan w Rzymie do wspólnoty w Koryncie. W jednym z jego fragmentów autor przywołuje postać Piotra w sposób świadczący zarówno o wyjątkowej relacji z nim chrześcijan z Rzymu, jak i o posiadaniu przez wspólnotę w Rzymie bezpośrednich informacji na temat jego męczeństwa: «Przywołajmy postać czcigodnego Apostoła Piotra, który z powodu chorobliwej zazdrości, nie raz lub dwa, ale wielokrotnie znosił cierpienia, a przez wytrwałość w świadectwie wszedł do wiecznej chwały, jak sam napisał. Wskutek współzawodnictwa i sporu Paweł zaświadczył, jak zwyciężyć dzięki cierpliwości w znoszeniu utrapień».

Fragment ten nie mówi wprost o tym, że zarówno Piotr, jak i Paweł zginęli w Rzymie, ale taki wniosek wydaje się logiczny, biorąc pod uwagę, że dokument napisano zaledwie pokolenie po wydarzeniach, które miały mieć miejsce w Wiecznym Mieście. Piętnaście lat po napisaniu tego listu kolejna wiodąca postać w ówczesnym Kościele, św. Ignacy, biskup Antiochii (dzisiejsza Syria), w czasie swej podróży do Rzymu, gdzie miał umrzeć za wiarę, napisał zbiór listów do różnych Kościołów. W liście do Kościoła w Rzymie znajdziemy następujące zdania: «Nie nakazuję wam, jak czynili to Piotr i Paweł. Oni byli apostołami, ja jestem skazańcem. Oni byli wolni, ja noszę kajdany». Urywek najprawdopodobniej świadczy o tym, że Ignacy nie chce wydawać poleceń chrześcijanom w Rzymie, nie mając autorytetu Piotra i Pawła, ale równie możliwa jest interpretacja, że nie czyni tego dlatego, iż nie stoi on, jak Piotr i Paweł, na czele Kościoła w Rzymie.
Kilkadziesiąt lat później żyjący w II wieku św. Ireneusz, biskup Lyonu, napisał, że Kościół został «założony i zorganizowany w Rzymie przez dwóch wielkich apostołów, Piotra i Pawła». Pisma Ireneusza były bardzo dobrze znane w ówczesnych czasach, lecz żadna ze wspólnot z basenu Morza Śródziemnego, które z pewnością byłyby zazdrosne o jakiekolwiek nieuprawnione związki z Apostołami, nie zakwestionowała oceny biskupa Lyonu na temat rzymskiego Kościoła.
Z przytoczonych dowodów tekstowych jasno wynika, że najpóźniej od końca II wieku chrześcijanie byli przekonani o tym, że Piotr i Paweł żyli i zginęli w Rzymie. Dowody archeologiczne czynią ten wniosek jeszcze bardziej prawdopodobnym. Najbardziej wymownym przykładem są wykopaliska pod Bazyliką św. Piotra prowadzone w połowie XX wieku. Jak wspomniałem wcześniej, cesarz Konstantyn zbudował na Watykanie pierwszy kościół ukończony około roku 330. Uczynił tak dlatego, że ówcześnie panowało powszechne przekonanie, że właśnie na tym miejscu Piotr zginął lub został pochowany, lub też i jedno, i drugie. Kościół zbudowany przez Konstantyna został zburzony w XVI wieku, aby uczynić miejsce dla nowej bazyliki, która stoi na Watykanie po dziś dzień. Nowy kościół został zbudowany dokładnie na tym samym miejscu, gdzie poprzedni, a również ołtarz pozostał tam, gdzie był wcześniej. Na początku XVI wieku architekt Donato Bramante chciał zmienić orientację bazyliki i przesunąć umiejscowienie ołtarza, lecz papież Juliusz II nawet nie chciał o tym słyszeć, gdyż nie zamierzał naruszać grobowca pod ołtarzem - który miał być miejscem pochówku św. Piotra.

Zostawmy na chwilę wiek XVI i przenieśmy się w przyszłość. W roku 1939 monsignore Ludwig Kaas, zarządca bazyliki, poprosił papieża Piusa XI o zgodę na uprzątnięcie terenów pod bazyliką zwanych Świętymi Grotami, gdzie zlokalizowano wiele grobów papieskich. Miejsce to było bowiem w nieładzie. Z nieznanych do dziś powodów papież nie udzielił zgody, ale - co ciekawe -polecił, aby właśnie w tym miejscu również jego pochowano po śmierci.
Gdy Pius XI zmarł 10 lutego 1939 roku, Kaas zszedł do grot, by znaleźć miejsce na grobowiec papieża. W tym też celu zalecił usunięcie ze ściany marmurowej płyty, co spowodowało zawalenie się reszty ściany i odsłonięcie starożytnego grobowca. Co skrywał ów grobowiec? Gdy nowy papież Pius XII dowiedział się o odkryciu, zarządził gruntowne badania, które najpierw trwały przeszło 10 lat, a następnie dalsze prace wykopaliskowe podjęto w 1952 roku. Badania doprowadziły do odkrycia kilku starożytnych grobów i cmentarza z około II wieku. Odsłonięte również kompleks ścian pokrytych czerwonym tynkiem z umieszczoną wewnątrz małą budowlą zwaną tropaion (grób lub grobowiec), a obok budowli ścianę z religijnymi inskrypcjami nawiązującymi do Piotra.
Rezultaty wykopalisk zostały opublikowane. Następstwem tego były kontrowersje wokół sposobu prowadzenia badań i wniosków, które z nich wyciągnięto. Niezależnie od tego dwa fakty są pewne i niepodawane w wątpliwość. Po pierwsze, na terenie wykopalisk prowadzonych pod głównym ołtarzem bazyliki była kapliczka z relikwiarzem poświęcona św. Piotrowi, podobnie jak miejsce pochówku - obydwa datowane na około 150 rok. W czasie, gdy budowano kapliczkę, chrześcijanie z pewnością czcili to miejsce jako uświęcone przez Apostoła Piotra. Po drugie, półtora wieku później cesarz Konstantyn wiele uczynił, aby właśnie na tym miejscu zbudować kościół. Musiał bowiem przenieść rzymski cmentarz i usunąć tony pyłu, aby wyrównać teren pod nową budowlę. Był także całkowicie przekonany do tego, by umieścić ołtarz kościoła właśnie w miejscu, pod którym w XX wieku odnaleziono małą kapliczkę.

Skoro zatem świadectwa zarówno tekstowe, jak i archeologiczne potwierdzają tradycyjną wiarę o bytności Piotra i Pawła w Rzymie, a nie ma dowodów przeciwko niej, tradycję tę możemy   zaakceptować jako prawdziwą i pozbawioną uzasadnionych wątpliwości. Pozostają jednak trzy pytania. Pierwsze, czy Piotr i/lub Paweł założyli chrześcijańską wspólnotę w Rzymie? Na to pytanie, mimo cytowanych słów Ireneusza, odpowiedź jest raczej negatywna. Wspólnota istniała w mieście, jeszcze zanim do niego przybyli. Dowodem tego jest z pewnością List św. Pawła do Rzymian napisany przed przyjazdem Apostoła do Wiecznego Miasta.
Odpowiedź na kolejne pytanie - czy Piotr był pierwszym papieżem - zależy od odpowiedzi na pytanie trzecie, czy był on pierwszym biskupem Rzymu? A brzmi ona: i tak, i nie. Najstarsza lista papieży zaczyna się nie od Piotra, ale od człowieka noszącego imię Linus. Powód, dla którego Piotra nie ma w tym spisie, jest taki, że był on apostołem, co było ważniejsze od bycia papieżem czy biskupem.
Czy jednak, nawet jako apostoł, spełniał funkcję biskupa, przewodniczącego i kierującego w Kościele w Rzymie? Wspólnota rzymskich chrześcijan u początku II wieku składała się z kilku oddzielnych wspólnot bez zcentralizowanej struktury. Ta cecha odróżniała ją od wspólnot wierzących w innych miastach, np. w Antiochii, które postrzegały się i działały jako jedna wspólnota pod przewodnictwem biskupa. W Rzymie istniał szereg domowych Kościołów, niezależnych od siebie i kierowanych przez starszyznę. Wspólnoty te w zasadzie zorganizowane były na wzór żydowskich synagog, z których się zresztą wywodziły. W połowie I wieku w Rzymie prosperowała zamożna, licząca około pięćdziesięciu tysięcy członków wspólnota Żydów, posiadająca w mieście około dwunastu synagog.

Jeśli biskup jest zarządcą, który przewodzi wszystkim chrześcijańskim wspólnotom w mieście, to wydaje się, że Piotr nie był biskupem Rzymu. Jest to jednak podejście bardzo ciasne i pozbawione wyobraźni. Piotr, będąc tym, który jadł i pił z Jezusem oraz był świadkiem Jego Zmartwychwstania, z pewnością pełnił wiodącą funkcję w rzymskiej wspólnocie, bardziej znaczącą niż jakikolwiek członek starszyzny czy prezbiter. Sytuacja, w której Piotr, apostoł, przybywa do Rzymu, stolicy imperium, i nie posiada decydującego wpływu na wszelkie decyzje podejmowane przez wspólnotę wierzących, byłaby wręcz niepojęta. Tak więc z pewnymi zastrzeżeniami, ale w uzasadniony sposób Piotra możemy nazwać pierwszym biskupem Rzymu, a co za tym idzie, również pierwszym papieżem.”

Co do mnie, mniemam, że katolicy mają prawo uważać biskupów Rzymu za następców Piotra. Tyle że nie tyle samego Piotra, ile jakoś jego i Pawła, co jest bardzo ważne. W ogóle chodzi o prymat na wzór Piotrowego. Dzisiejsze papiestwo wciąż jeszcze kultywuje prymat monarchiczny. Nie chodzi mi nawet o to, że papież jest głową państwa, co ma przecież też dobrą stronę: Stolica Apostolska jest oparciem politycznym nie tylko dla miliarda katolików, także jakoś pośrednio dla innych wspólnot chrześcijańskich. Chodzi mi o to, że Piotr był w pierwotnym Kościele normalnym jego członkiem, był zgoła krytykowalny. Wyobraźmy sobie, że dzisiaj któryś biskup, czyli też następca apostołów, publicznie karci papieża. A przecież takie zachowanie Pawła nie tylko nie zostało przez Piotra ukarane, nie tylko nie ujęło autorytetu autorowi Listu do Galatów, ale ów list znalazł się w Piśmie Świętym!
Zatem papieże są następcami Piotra, ale owego skromnego człowieka, co więcej jego oraz Pawła, który go krytykował. Cóż to ma wspólnego z monarchią? Albowiem to po prostu Ewangelia.

15:57, jan.turnau
Link Komentarze (44) »
sobota, 14 stycznia 2012
Ci, co są w sercu Kościoła

Ewangelia Marka 2,17
„Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników".

Chodzi oczywiście o grzeszników, którzy nie uważają się za sprawiedliwych, i o sprawiedliwych, którzy nie mają się za grzeszników. Niemniej grzesznik daleki od samozadowolenia jest w sercu chrześcijaństwa, jest bardziej chrześcijaninem niż pyszny cnotliwiec.

09:56, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
piątek, 13 stycznia 2012
Błogosławieni, co się radują

Psalm 89,16-17
„Błogosławiony lud, który umie się cieszyć
i chodzi, Panie, w blasku Twojej obecności.
Cieszą się zawsze Twym imieniem,
wywyższa ich Twoja sprawiedliwość."

Nie zaliczam się do tych, co umieją się cieszyć. Trochę tu winy nie mojej, tylko mojego wieku, w którym trudniej niż za młodu poradzić sobie z melancholią, jeśli nie z depresją. Swoją drogą jednak za dużo chyba wymagam od tak zwanego losu. Marzę wciąż o sukcesach, przede wszystkim zawodowych, ale gdy takowy się zdarzy, szybko spuszczam nos na kwintę i martwię się byle czym. A cieszyć się powinienem nade wszystko tym, że jest Bóg, którego imię Miłość. Że istnieje ktoś, kto jest podstawą wszelkiego dobra. Wszelkich przejawów dobra w Kosmosie, w którym króluje bezwzględna walka o byt.

20:56, jan.turnau
Link Komentarze (26) »
czwartek, 12 stycznia 2012
Wydani na szyderstwo

Psalm 44 (fragmenty)
„10. Wszelako porzuciłeś i zawstydziłeś nas,
i nie wystąpiłeś w szeregach naszych.
11. Dałeś się nam cofnąć wobec wroga,
a nieprzyjaciele nasi grabili do woli.
14. Podałeś nas na wzgardę sąsiadom naszym,
na pośmiewisko i urąganie otoczeniu naszemu.
15. Uczyniłeś nas przysłowiem między ludami,
przedmiotem politowania między narodami.
24. Ocuć się, czemu śpisz, Panie, przebudź się,
nie porzucaj na zawsze.
25. Czemu oblicze swe zakrywasz, zapominasz nędzę i ucisk nasz".
Przekład rabina Izaaka Cylkowa.

Nie znalazłem u komentatorów hipotezy, co to za przysłowie mówiło o klęsce Izraela. W każdym razie musiała być to klęska przysłowiowa, może mowa tu o zburzeniu Jerozolimy w r. 587.

Zwróciły moją uwagę wersety o pośmiewisku. Szyderstwo jest bronią straszną, groźniejszą niż siła zbrojna: upokarza.

17:44, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
Prorocy padają, słowa ich zostają

Wpis na środę 11 stycznia 2012

1 Księga Samuela 3, 19
„Samuel dorastał, a Pan był z nim. Nie pozwolił upaść żadnemu jego słowu na ziemię".

Owszem, tak jest z prorokami. Słowa ich nie padają na ziemię, zostają w powietrzu, ludzie wdychają je. I nawet gdy sami prorocy upadną pod ciosami władzy, którą krytykowali, słowa ich zostają w dobrej pamięci potomnych. Albowiem kto chce ocalić życie swoje, traci je, a kto traci je, ocala. Taki już jest wielokrotnie mechanizm historii. Przykładem najlepszym Jezus z Nazaretu.

17:35, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
wtorek, 10 stycznia 2012
Paradoks i dialog

1 Księga Samuela 2,4-8
”Łuk mocarzy się łamie,
a słabi przepasują się mocą,
za chleb najmują się syci, a głodni odpoczywają,
niepłodna rodzi siedmioro, a wielodzietna więdnie.
To Pan daje śmierć i życie,
wtrąca do otchłani i zeń wyprowadza.
Pan uboży i wzbogaca,
poniża i wywyższa.
Z pyłu podnosi biedaka,
z barłogu dźwiga nędzarza,
by go wśród możnych posadzić,
by dać mu tron chwały.”

Ten psalm nie pochodzi ze zbioru 150, wyśpiewała go matka Samuela Anna, przepełniona radością, że po latach bezpłodności jednak urodziła syna. Bibliści wskazują na podobieństwa tego kantyku do „Magnificat”, pieśni Marii z Nazaretu. W obu tekstach mamy przekonanie, że Bóg czyni cuda, czyli pokazuje, jak wątpliwie są nasze przyzwyczajenia myślowe, jak niepewne są nasze przewidywania przyszłości. Imieniem Najwyższego jest paradoks. Objawia się on przede wszystkim przez obronę biednych i w ogóle słabych, przez tych albo te, którym się dotąd nie powodziło. Przez zupełnie niespodziewany rozwój sytuacji: bo tak się zdarzyło Annie a potem Marii.

Tyle o paradoksie, teraz już nie w związku z Biblią o tekście, który wydaje się czasem niemal cudem wśród morza nienawistnych monologów. „Dialog można widzieć dwojako: jako środek komunikowania międzyosobowego lub jako postawę dialogową. Zdecydowanie bliższe jest mi to drugie ujęcie”: wyznanie prymasa seniora Henryka Muszyńskiego w rozmowie z Łukaszem Dulębą i Marcinem Perą (”Więź” styczniowa). Niby to oczywistość, dialog to termin wyświechtany do imentu, ale w ustach polskich dostojników kościelnych brzmi raczej świeżo. Prymas tłumaczy dalej, czemu dialog przychodzi z trudem. „Bardzo często brak dialogu jest wyrazem słabej tożsamości”, czyli że - to już słowa moje - myślowy „beton” bierze się w istocie z niepewności własnych racji. Ciekawe. Chodzą mi po głowie stroje fioletowe albo i purpury, ale zmilczę. Zresztą bywa też beton w spódnicach.

Bo też - wracam do cytowania - „nikt nie ma monopolu na prawdę”. „Pełna prawda jest w Kościele katolickim, natomiast nikt z ludzi nie może objąć pełnej prawdy, bo jest nią Chrystus, jest nią Bóg.” I dalej takie myśli, że trzeba zejść z ambony, „na dół, do ludzi i poddać weryfikacji głoszoną naukę.” Ksiądz prymas wspomina, że kiedyś dawno prawie zgorszył się, że jakiś dominikanin przemawia w Hyde Parku, zrównuje swój Kościół z innymi grupami religijnymi. Teraz jednak - wywiad wzrusza taką pokorną szczerością - gnieźnieński hierarcha rozumie, że w pluralistycznym świecie dialog jest niezbędny. Cytaty z papieży Pawła VI i Jana Pawła II, ale też z księdza Halika. Bo przeciwieństwem dialogu jest walka, do terroryzmu włącznie. Znów glosa moja, że bywa swoisty terror słowny, groźby ekskomuniki na przykład.

Prymas senior przypomina jednak dwa dokumenty Episkopatu Polski o dialogu. „Jeżeli mowa o episkopacie jako całości, to wyrazem woli i gotowości do dialogu są te dokumenty. Gdy zaś przejdziemy do poszczególnych przedstawicieli Kościoła, to nie udowadniałbym, że wszyscy są gotowi do dialogu”. Niemniej „grono biskupów gotowych do podjęcia dialogu powoli zwiększa się”.
Kapitalny cytat z ateisty, który został z czasem wręcz jezuitą: „Gdybym ja miał takie pojęcie Boga jak 95 proc. moich rozmówców, też nie mógłbym w Niego wierzyć.”
Cytat o sprawach bardziej ziemskich: „Niestety coraz wyraźniejsza jest instrumentalizacja Kościoła, chęć wciągania go w dysputę polityczną, coraz częstsze jest zasłanianie się Kościołem i wykorzystywanie go do celów politycznych”.
Znów wyznanie wzruszające: „Każdy ma swoje przemyślenia i doświadczenia, ważne, by chciał się uczyć od innych przez dialog. Sam bardzo dużo nauczyłem się przez kontakt z Żydami, z prawosławnymi, z biskupami Europy zachodniej. Wiele rzeczy po tych rozmowach musiałem korygować, uzupełniać. To wielkie błogosławieństwo.”

Na koniec obrona ks. Bonieckiego: „Pamiętajmy, że on idzie tam, dokąd inni nie chcą pójść. (...) Oczywiście znacznie łatwiej stanąć po stronie »sprawiedliwych« i rzucać gromy na innych.” Prymas senior jest jedynym rzymskokatolickim hierarchą polskim obok biskupa Pieronka, który publicznie stanął w obronie redaktora-seniora „Tygodnika Powszechnego”. Bo też właśnie rozumie, co to dialog.

13:47, jan.turnau
Link Komentarze (41) »
poniedziałek, 09 stycznia 2012
Chcieć mieć dziecko. Sprawy łóżkowe w konfesjonale

1 Księga Samuela 1,1-8
„Był pewien człowiek (...) imieniem Elkana (...) Miał on dwie żony: jednej było na imię Anna, a drugiej Peninna. Peninna miała dzieci, natomiast Anna ich nie miała.” Co gorsza, Peninna dokuczała Annie, która zatem płakała i nie jadła. A Elkana jak to mężczyzna: nie rozumiał, w czym problem. „Anno, czemu nie jesz? Czemu się twoje serce smuci? Czyż ja nie znaczę dla ciebie więcej niż dziesięciu synów?” Chyba mamy tu problem zauważony kiedy. przez prof. Wandę Półtawską, że dzieci stają się wnet dla żony ważniejsze niż mąż, czego on nie rozumie. Może Elkana rozumiałby Annę, gdyby nie miał dzieci z Peninną, czyli nie musiał martwić się o konieczne przedłużenie rodu. Trudno tu również dzisiejszemu Europejczykowi nie zadumać się nad problemem wielożeństwa, który wciąż trapi chrześcijaństwo w Afryce. Ma on tę dobrą stronę, że za jednożeństwem są także feministki, czyli przynajmniej w tym punkcie etyka liberalna nie kłóci się z kościelną.

Ale i tu buduje się myślowe mosty, walcząc z rygoryzmem wewnątrz Kościołów. Co skojarzyło mi się z najnowszym numerem dominikańskiego miesięcznika „W drodze”. Wymyśliłem parę haseł reklamujących miesięczniki religijne, między innymi takowe: „Zaprawdę natnie się srodze, ten, co nie czyta »W drodze«”. Albowiem jest to pismo bardziej od innych praktyczne, „życiowe”, przydatne także w codziennym działaniu. Ostatni numer - o seksie.

Odważnie reformatorski Ksiądz Ksawery Knotz broni się: wbrew potocznej opinii nie zajmuje się przecież tylko technikami łóżkowymi, problemem jego pracy duszpasterskiej jest w ogóle duchowość małżeńska. Nie można narysować tematycznej granicy: duszpasterz nie jest od człowieka powyżej pasa, seksuolodzy od dolnej połowy. No i o tej drugiej nie wszyscy księża umieją mówić. Albo i mówią źle: „Bywają też księża wręcz niebezpieczni, jeśli zabierają się za mówienie o seksualności. Włączają im się wtedy patologiczne interpretacje moralności seksualnej rodem z XVIII czy XIX wieku, z czasów szalejących skrupułów, albo mentalność trzeźwiejącego erotomana, który boi się uruchomić i zaprzepaścić wysiłek abstynencji seksualnej. Małżeństwa wychodzą od takich księży poranione. Ci księża - powiada ojciec Knotz - są moimi największymi przeciwnikami.”

Bo też chyba główny problem to nie terminologia „łóżkowa”, łechtaczka itp., ale tamtejsza etyka, rygoryzm religijny wciąż straszący. Potwierdza to też rozmowa z psychoterapeutką Zofią Milską-Wrzesińską: „Bywa tak, że człowiek z różnych powodów przeżywa swoją bądź cudzą seksualność jako coś groźnego, czego on się obawia. A religia jest używana w służbie tego lęku. I to nie jest dobre zarówno dla człowieka, jak i dla religii. Ktoś taki zaczyna w obszarze seksualnym funkcjonować bardzo represyjnie i lękowo, cały czas uzasadniając to wymogami Boga i Kościoła. Ostatnio pacjentka skarżyła mi się, że jej mąż nie chciał się z nią kochać w Boże Ciało, chociaż byli na bardzo miłym wyjeździe. Mało tego, on wykluczył też hurtowo inne dni, bo przecież cały weekendowy wyjazd był z okazji Bożego Ciała... Ktoś, kto boi się bardzo swojej biologicznej strony, używa Kościoła jako sposobu regulowania tego.”

To są jednak chyba przypadki rzadkie i nie tu jest tu jednak sedno problemów, o których pisze ks. Paweł Kozacki w artykule „Spowiedź z szóstego przykazania”. Pewnie, że penitenci w ogóle nie wiedzą, jak o tym mówić, spowiadający również, ale co robić z kwestią merytoryczną: z antykoncepcją, która wielu wiernych odstrasza od konfesjonału, bo nie mogą uwierzyć, że to poważny grzech.

A poza tym rozumiem zupełnie kobiety, które mówiąc księżom o swoich grzechach „de sexo”, nie mają ochoty się wyszczególniać. Ks. Kozacki twierdzi, co prawda, że „czymś absolutnie niewłaściwym jest dopytywanie się przez księdza o szczegóły techniczne, które zaistniały w trakcie grzechu”, ale sam wyznaje, że nie udzielił rozgrzeszenia pewnej pani, która „nie chciała nic powiedzieć poza tym, że popełniła grzech nieczysty”. Myślę, że błąd tkwi w dwóch założeniach. Po pierwsze, w takim, że w konfesjonale nie przeszkadza bardzo różnica płci, ale też w przekonaniu, że penitent musi zostać pouczony. Ks. Kozacki tłumaczy, że nie wiedział, co to za grzech: a musiał wiedzieć? Wystarczyło przecież poczucie winy, wcale nie częste. Dopytywanie się i nieudzielenie rozgrzeszenia odstraszyło zapewne od spowiedzi na długie lata!

13:28, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
niedziela, 08 stycznia 2012
Nie łamać trzciny

Księga Izajasza 42,1-4
„On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zgasi knotka o nikłym płomyku. On z mocą ogłosi Prawo, nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi".

Tu paradoks: wizja kogoś, kto będzie cichusieńki i bardzo delikatny, a jednocześnie będzie głosił Prawo z mocą i je utrwali skutecznie. Mamy tu chyba proroctwo podwójne, łączące dwa etapy: wybiegające w przyszłość bliższą, ale i najdalszą, eschatologiczną. Zapowiedź pierwszego przyjścia Chrystusa, które dopiero zapoczątkuje przemianę świata, i drugiego, które jej dokona. Po pierwszym przyjściu następuje stopniowa zmiana mentalności: ideał działania „non violence”, coraz też mocniej widoczny w praktyce. A drugie przyjście w jakiś nieznany nam sposób zmieni ostatecznie samą rzeczywistość.

10:58, jan.turnau
Link Komentarze (50) »
sobota, 07 stycznia 2012
Wiara i uczynki w parze chodzić muszą

1 List Jana 3,23
„A to jest Jego przykazanie, żebyśmy wierzyli w Imię Syna jego, Jezusa Chrystusa, i kochali siebie nawzajem - takie przykazanie nam dał".
Ekumeniczny Przekład Przyjaciół.

Zauważmy tu związek wiary i uczynków: wiara w Imię Jezusa (imię to w Biblii sam człowiek) idzie w parze z miłością wzajemną. Dalej mamy mocne akcenty na wierze: kto nie uznaje Jezusa Chrystusa, jest prorokiem fałszywym, Antychrystem. Ale w całym tym liście są równie mocne akcenty na etyce, na wzajemnej miłości uczniów Chrystusa. Inaczej wiara nasza zgoła martwa jest.

09:46, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
 
1 , 2