Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
środa, 31 stycznia 2007
Warunek cudu

Ewangelia Marka 6,5-6

”I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu.”

Sprawa cudu...Pisałem tu o niej nieraz, podkreślałem, że teologia cudu przeżywa dziś ewolucję. Pojęcie praw natury, które cud miałby łamać, jest dziś wątpliwe, bo „natura” jawi nam się jako o wiele bardziej skomplikowana niż jej obraz, który miał np. Tomasz z Akwinu. Uważamy raczej za Augustynem, że wszystko jest Bożym cudem. Cud to znak od Boga - mówimy dzisiaj subiektywizując sprawę, bo co dla jednych jest znakiem, dla drugich tylko ”świecką” dziwnością. W dzisiejszej perykopie ewangelijnej mamy inny rodzaj subiektywizmu: cud wymaga jakby woli dwóch stron, bo bez otwarcia duchowego, wiary człowieka Bóg jest bezsilny. Czy to warunek cudu sine qua non? Myślę, że cud zawsze jest znakiem, czyli nigdy nie pada w pustkę. Mówiąc inaczej: bez religijnego kontekstu nic nie jest cudem, choć jest dziwnością.

16:02, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
wtorek, 30 stycznia 2007
Śmiechy

Ewangelia Marka 5, 39-40

”Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia wszedł i rzekł do nich: - Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi. I wyśmiewali Go.”

Po co Jezus powiedział, że dziewczynka nie umarła, tylko śpi? Może był to rodzaj przekornego żartu? Pamiętam czyjś artykuł na temat żartów Jezusa; nie pomnę, czy była tam taka interpretacja tego logionu, ale - pytałem biblistę - mogłaby być. Co zaś sobie pomyśleli widzowie tego cudu, którzy wyśmiewali Jezusa? Ewangelista powiada, że ”osłupieli wprost ze zdumienia”. Nic dziwnego: to nie było tylko uzdrowienie. No i ”przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział”: mamy tu znów ”sekret mesjański”; ledwie Jezus wrócił do Galilei.

19:13, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 29 stycznia 2007
Bez sekretu

Ewangelia Marka 5, 18-20

”Gdy wsiadł do łodzi, prosił go opętany, żeby mógł zostać przy Nim. Ale nie zgodził się na to, tylko rzekł do Niego: - Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą. Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus z Nim uczynił, a wszyscy się dziwili.”

Czemu Jezus każe mu rozgłaszać, nie troszczy się już o tak zwany przez biblistów sekret mesjański, czyli nie boi się, że Jego sława jako cudotwórcy podsyci nadzieje na nadejście mesjasza politycznego? To uzdrowienie opętanego nastąpiło w Dekapolu, w krainie pogańskiej, gdzie takich obaw nie było. Sam bym tego nie wymyślił, wyjaśnił mi to ks. Michał Czajkowski.

15:01, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 28 stycznia 2007
Znosić wszystko
1 List do Koryntian 12,31-13,13

Miłość ”wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma”. Aby tylko ją mieć.
12:59, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
Małowierni?
Sobota 27 stycznia 2007


Ewangelia Marka 4,35-41

Jezus ucisza burzę na jeziorze, po czym wypomina apostołom, że są małej wiary. Ale było w tym chyba u Niego trochę przekory: jak tu się czasem nie bać, jak nie wołać o pomoc?
12:58, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 26 stycznia 2007
Przykład

Ewangelia Łukasza 10, 1-9

”Spośród swoich uczniów wyznaczył Pan jeszcze innych, siedemdziesięciu dwóch”.

Poszli apostołować. Jak to robić? Benedyktynka Małgorzata Borkowska, pisarka znakomita, w książce ”Białe i bure” słusznie twierdzi, że trzeba to czynić przykładem, nie wykładem.

W rozmowie-rzece z kardynałem Dziwiszem, która ukaże się w poniedziałek, jest informacja waląca na kolana. Wiadomość, że ksiądz Wojtyła, nawet gdy był już biskupem, potrafił stanąć w kościele w kolejce do spowiedzi, jak zupełnie zwyczajny katolik. Domyślamy się, owszem, że duchowni się spowiadają. Ten duchowny spowiadał się bardzo często, co tydzień, ale to jeszcze nie jest tak porażający znak pokory, jak owa jawność i zmieszanie z tłumem. Przywykliśmy sądzić, że w Kościele im wyżej, tym pyszniej. Jak może klęknąć przy konfesjonale człowiek, przed którym się klęka, żeby się z nim przywitać, i całuje w rękę jak kobietę... Trzeba też wiedzieć, że biskup Wojtyła takiej uniżoności wobec siebie nie znosił, Jan Paweł II znosił, co miał zrobić: może pamiętał, że dopiero od Jana XXIII papieża nie całuje się w ... nogę, a młyny kościelne muszą mleć powoli. Dobrze, że jednak mielą, że są młynarze tej miary.

14:17, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
czwartek, 25 stycznia 2007
Paweł Wielki

Dzieje Apostolskie 22,3-16 lub z tejże księgi 9, 1-22


Wspomina się nawrócenie św. Pawła. To jedno z dwóch jego świąt. Drugie, ważniejsze liturgicznie (wręcz uroczystość, z osobną liturgią wigilijną) 29 czerwca: Paweł jest wtedy solenizantem wraz z Szymonem Piotrem. Kryterium liturgiczne jest oczywiście ważne, a swoją drogą wydarzenie, które wspominamy dzisiaj, jest kluczowe nie tylko w życiu samego Żyda z diaspory w tureckim dziś Tarsie. Gdyby do wyznawców nowej drogi duchowej nie przyłączył się Szaweł zwany później Pawłem, nie byłoby chyba tego olbrzymiego dynamizmu, który uczynił z chrześcijaństwa religię kręgu śródziemnomorskiego. Dynamizm podróżniczy i intelektualny: to Paweł otworzył nauczanie Jezusa na świat pozażydowski. Wprawdzie zaczął sam Piotr (Dzieje 10), ale rozpęd Pawła był decydujący.

Mówi się nawet, że był drugim założycielem chrześcijaństwa. Jest to przesadą nie tylko pomniejszającą rolę Chrystusa: także zapoznającą znaczenie innych teologów, jeśli nie Piotra, to Jana, który jest dla prawosławnych tym, czym Paweł dla protestantów. To przesada, niemniej właśnie ten apostoł o późnym powołaniu wyrósł znaczeniem ponad innych.

Jego powołanie to zdarzenie niebywałe. Ktoś twierdził, że ową zmianę poglądów o 180 stopni można tłumaczyć czynnikami naturalnymi: byłby to po prostu wylew krwi do mózgu spowodowany upałem. Słysząc to, zareagowałem kiedyś oburzeniem, chyba jednak niesłusznie. Bóg działa poprzez „przyczyny wtórne": wylew krwi mógł być drogą dla działania Ducha. W każdym razie zmiana przekonań była zaiste radykalna. Paweł nie tylko przyjął nową wiarę: stał się przecież zaciekłym krytykiem starej, w tej mierze, w której oparta była na rygorystycznym rozumieniu Prawa. Gorliwość neofity? To nie jest chyba dobre określenie. Sugeruje jakąś ciasnotę, gdy tymczasem Paweł myślał niesłychanie szeroko. Z wiary Abrahama, Izaaka i Jakuba uczynił coś, co porwało świat. Patron wszystkich reformatorów religijnych, bliski także wielu z nich przez to, że budził sprzeciw, przechodzący nieraz we wściekłość. Nie tylko Żydów, którzy nie ulegli nowej religii, także trochę samych uczniów Chrystusa: byli przecież ci od Jakuba, mniej radykalni od Pawła, niechcący zerwać całkiem z judaizmem, teraz odradzający się w Izraelu. Echem sporów z Pawłem jest m.in. passus w 2 Liście Piotra (3, 15-16), w którym co prawda poleca się myśl Pawłową, ale ostrzega przed jej błędnymi interpretacjami.

Jest wreszcie Paweł patronem wszystkich tych, co także w naszych czasach i miejscach zmienili poglądy radykalnie, budząc podejrzenia o nieszczerość, o nową formę koniunkturalizmu. Napisało mi się kiedyś nawet wiersz na temat podobnych dramatów, drukowany tu i tam.

16:50, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
środa, 24 stycznia 2007
Załamani

Ewangelia Marka 4,16-17


”Na miejscach skalistych posiani są ci, którzy gdy usłyszą Słowo, natychmiast przyjmują je z radością; lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Gdy potem przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu Słowa, zaraz się załamują.”


Załamani. Lepsze jest wyrażenie ”złamani”. Wskazuje na tych, którzy łamiąc popełniali grzech zwany w teologii katolickiej cudzym: był to także ich grzech. Pewnie nawet jeszcze bardziej ich grzech. Nie tyle z kolei instrumentów, oficerów, ile generałów armii zła.

13:51, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
wtorek, 23 stycznia 2007
Być Mu bratem

Ewangelia Marka 3, 34-35

„I spoglądając na siedzących dokoła Niego, rzekł: - Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten mi jest bratem, siostrą i matką.” Mamy tu kryterium etyczne: pełnić wolę Bożą. Można jednak ująć to inaczej - jak moja żona. Takiego ujęcia dopatrzyłem się też - może trochę tendencyjnie - u obecnego papieża.

Ukazała się książka pokazująca Benedykta XVI od mało znanej strony. Wydawał mi się dotąd raczej wielkim teologiem i rządcą Kościoła niż duszpasterzem. Hierarchą ”pancernym” albo nie (czy już nie, bo zostawszy papieżem złagodniał), ale patrzącym z wysoka swego urzędu czy uniwersyteckiej katedry. ”Wybór myśli”, malutki tomik przetłumaczony z włoskiego, ukazuje ”BXVI” jako po prostu księdza, czyli kogoś zajętego każdym konkretnym człowiekiem, który mu się nadarzy.

Nie dość na tym. W 175 cytatach z tekstów powstałych w pierwszym roku pontyfikatu zobaczyłem papieskie przekonanie, że chrześcijaństwo jest nie tyle systemem moralnym, doktryną, ile najbardziej osobistą relacją z Jezusem. Są w książeczce tekściki na inny temat, jest o indywidualistycznym relatywizmie i pozytywistycznym scjentyzmie, czyli kryzysie współczesności, ale dominuje problematyka dużo bardziej życiowa, bliska zwyczajnym ludziom. Nawrócenie może być w tej optyce nie tyle akceptacją dogmatów i zasad etycznych, ile sprawą egzystencjalną, wręcz mistyczną.

Książka dla wszystkich księży, ale też oczywiście dla świeckich, którzy szukają czegoś, co radykalnie przekracza płaską codzienność, także parafialną. Benedykt XVI: ”Wybór myśli (kwiecień 2005 - marzec 2006)” . Autor wyboru: Lucio Coco, redakcja i tłumaczenie: ks. Wojciech Węckowski. Wydawnictwo ”Bernardinum”, Pelplin 2006. S. 111.

12:58, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 22 stycznia 2007
Huragan

Ewangelia Marka 3,29

„Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego." Czyli że Duch to ta Osoba Trójcy, która „wieje, kędy chce"; jeśli Ona nie pomoże, to już nikt: odrzucenie Jej to ostateczne powiedzenie Bogu „nie". Tylko że ja wierzę we wszechpotęgę Ducha, myślę, że to nie wiatr, ale huragan, któremu nie oprze się żadne ludzkie serce.

14:58, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
niedziela, 21 stycznia 2007
Łukasz badacz?

Ewangelia Łukasza 1,1-4

„Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono."

Łukasz sam nie jest apostołem ani nawet uczniem Jezusa, ale dla potrzeb owego Teofila (i nie tylko jego) dowiaduje się i pisze. Bada dokładnie, pewnie np. jego wersja Ewangelii Dzieciństwa jest historycznie lepsza od Mateuszowej, ale historykiem z PAN też nie jest, dzisiejsi badacze widzą np. niedokładności w jego danych z początku rozdziału 3. Bo też i dla niego najważniejsze są „nauki", też jego Ewangelia to teologia, nie historia.

20:38, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
sobota, 20 stycznia 2007
Bliscy dalecy

Ewangelia Marka 3,20-21

„Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymywać. Mówiono, bowiem: - Odszedł od zmysłów."

Można też tłumaczyć: „Mówili". Może i samo bliscy aż tak bardzo nie rozumieli swego krewniaka, że uważali Go za wariata. Nawet Jego matka, która - jak wynika z dalszego ciągu opowieści - była wśród tych bliskich, mogła nie tylko obawiać się o Jego reputację, ale i sama mogła wątpić, czy Syn postępuje mądrze. Nawet i Ona dojrzewała stopniowo do pojęcia Jego powołania, a już na pewno tak było z Jego braćmi: na przykład Jakub (chyba nietożsamy z apostołem Jakubem Mniejszym) dopiero po Zmartwychwstaniu zrozumie, o co chodzi i stanie się filarem Kościoła. Takie niezrozumienie wydaje mi się „maturalne" w rodzinie: najtrudniej o autorytet wśród najbliższych...

14:45, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 19 stycznia 2007
Judasz

Ewangelia Marka 3,19

„(...) i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał."

Ostatni z Dwunastu wymienionych tu przez Marka. „Właśnie" nie znaczy oczywiście „przed chwilą", w oryginale jest słówko kai, które ma parę znaczeń, a tu pewnie taki sens, jak w Biblii Poznańskiej: „Który Go też i wydał".

Judasz. Bodaj najsławniejszy obok Piotra towarzysz Jezusa, symbol zdrady. „Ewangelia Judasza" wzbudziła różne domniemania na temat jego roli w sprawie Jezusa. Niemniej nawet przytaczający różne zaskakujące opinie egzegetyczne James M. Robinson kończy swoją książkę „Tajemnica Judasza" (wydaną w Polsce przez wydawnictwo Nadir) stwierdzeniem, że ów tekst z II wieku nie dostarcza nowych informacji w tej najważniejszej sprawie chrześcijan, tylko informuje o samej sekcie gnostycznej, pełnej pogardy dla ciała i spraw jego. Tym bardziej twierdzi to ks. Wacław Hryniewicz w swojej przedmowie do polskiej edycji. Rzecz była ważna, gdy „Gazecie" zarzucano promowanie zdrajcy, bo wydrukowała przekład heretyckiego tekstu. Nie o Judasza tam w istocie chodzi.

Ale co z samym Judaszem? Przesłanie przedmowy ks. Hryniewicza jest mniej więcej takie, że powinniśmy myśleć o tym apostole bardziej miłosiernie. Albowiem jest to postać tajemnicza, choćby dlatego, że Ewangeliści różnią się w dotyczących go szczegółach. Najniechętniejszy mu jest Jan, który nazywa go złodziejem a nawet diabłem, najżyczliwszym jest Mateusz, który napisał, że Judasz zwrócił arcykapłanom srebrniki „pożałowawszy", czyli pełen skruchy i żalu. Oryginał grecki poza jednym wypadkiem używa słów, które nie muszą oznaczać zdrady: wydanie kogoś komuś może oznaczać tylko przekazanie go. Sugeruje to też Benedykt XVI w homilii z 13 października 2006, zwracając uwagę na słowa Pawła, że Bóg wydał swojego Syna (List do Rzymian 8,32). Hipoteza broniąca Judasza (Robinsona, Hryniewicza, jednak nie papieża) jest zatem taka, że wydał on Jezusa władzom żydowskim nie żeby Go zgładzili, tylko aby doszło do konfrontacji poglądów. Nie bardzo mi to pasuje do całości przekazu biblijnego, kładłbym akcent raczej na Judaszowym nawróceniu moralnym, które nastąpiło, gdy zobaczył, do czego doprowadził. Za ks. Hryniewiczem a przeciw nielitościwej tradycji zachodniej opartej na autorytecie Augustyna nie uważam, by Judasz nie zasługiwał na miłosierdzie, bo popełnił grzech samobójstwa. Owszem, wpadł w rozpacz, ale to świadczy właśnie o jego skrusze. Zresztą dziś mój Kościół rozumie, że nikt nie zabija się w stanie poczytalności psychicznej, czyli odpowiedzialności moralnej.

Miłosierdzie to nie tylko wspomaganie materialne biedaków, to też wstrzymywanie się od nielitościwych potępień, gdy słyszymy o kolejnym TW. Owszem, wina arcybiskupa Wielgusa jest oczywista, kłamstwo niewątpliwe, zachowanie innych polskich biskupów okropne, szczególnie gdy atakowali media zamiast uderzyć się mocno i wyraźnie we własne piersi; prymas Glemp w katedrze mówił całkiem nie to, co trzeba, nawet list Episkopatu też nie był dostatecznie pokorny. A przecież sposób pisania prasy w stylu „Judasz biskupem" brzydzi mnie nawet teraz, gdy okazało się, że teczka oskarża. Kończę jednak, bo o lustracji nie można mówić bez przerwy.

14:50, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 18 stycznia 2007
Być w cieniu

Ewangelia Marka 3, 11-12

„Nawet duchy nieczyste na Jego widok padały przed Nim i wołały: - Ty jesteś Syn Boży. Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały". Widać tu tzw. sekret mesjański: Jezus opóźniał, jak mógł, ujawnienie swojej misji. Liczył się ze skutkami, które prowadziły w końcu na krzyż, ale kierowało też Nim co innego, a raczej właśnie nie kierowało: żądza sławy była Mu absolutnie obca. Asceza, która mi imponuje niesłychanie, bo często myślę, ile osób przeczyta jakąś moją pisankę. Chcieć być w cieniu: żebym tego chciał...

15:03, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
środa, 17 stycznia 2007
Dzień judaizmu

Ewangelia Marka 3,6

”A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.”

Nastąpiło to po starciu w sprawie szabatu. Spór był dalej (polecam mój wpis wczorajszy) formalnie o to, czy w dzień święty można uzdrawiać, czyli wykonywać pracę. Obszerny komentarz Biblii Poznańskiej tłumaczy, o co tu dokładniej chodziło. Nauczyciele Prawa pozwolili w szabat podać choremu lekarstwo tylko wtedy, gdy zagrażała mu śmierć, a tu chorobą było ”uschnięcie” ręki, czyli nic aż tak groźnego. Jezus postawił jednak problem ogólniejszy: czy w ogóle wolno czyni dobrze w szabat. Ratować życie czy zabijać? Stosując żydowski chwyt polemiczny polegający na zadawaniu kłopotliwych pytań, Jezus odniósł doraźny sukces, bo faryzeusze nie wiedzieli, co odpowiedzieć, ale jeszcze bardziej ich zezłościł. W istocie spór nie był chyba o to, czy skrajny formalizm prowadzi do absurdu: uzdrowiciel z Nazaretu wściekał establishment żydowski nie tyle swoimi „liberalnymi" poglądami, ile tym, że w ogóle śmiał występować publicznie i zyskiwać autorytet większy niż mistrzowie dotychczasowi. Zazdrość jest motorem dziejów...

Dziś Dzień Judaizmu. Przełom dokonany 40 lat temu przez Sobór Watykański II w sprawie stosunku do Narodu Wybranego polegał na tym, że zdjęto odpowiedzialność za śmierć Jezusa ze wszystkich Żydów ówczesnych i ze współczesnych wyznawców judaizmu. Winna była ówczesna elita żydowska (i to też nie cała - Jezus miał wśród niej zwolenników) wespół z Rzymianami. Żydzi nie są narodem, który zabił Jezusa, tylko ”starszymi braćmi w wierze". Ciekawe, jak to wygląda w polskiej katechezie.

15:11, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 16 stycznia 2007
Szabat

Ewangelia Marka 2,27-28

„To szabat został ustanowiony dla człowieka, nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu."

Szabat - dla nas symbol formalistyki religijnej. Można (trzeba) jednak go rozumieć inaczej: w końcu i my, chrześcijanie, mamy raz na tydzień dzień święty. Przypominam po raz wtóry świetną książkę Abrahama Joszuy Heschela „Szabat" (niestety nakład wyczerpany, a wydawnictwo Atext upadło), w której autor przedstawia specyfikę świętowania żydowskiego (przecież i naszego) jako uświęcanie raczej czasu niż przestrzeni. Niemniej w dzisiejszym tekście ewangelijnym przesłaniem jest dystans wobec świętego zwyczaju. Jezus musiał go jakoś zrelatywizować, bo faryzeusze zarzucili absurdalnie jego uczniom, że łamią zasadę, gdy zrywają kłosy, czyli pracują.

Sztuka mądrego religijnego życia polega na tym, żeby znajdować złoty środek między regułami religijnymi a zdrowym (bynajmniej nie grzesznym) rozsądkiem. Wielka to sztuka.

16:17, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 15 stycznia 2007
Nowina niesmutna

Ewangelia 2, 18-22

Sprawa postów: liberał Jezus i rygoryści-uczniowie Jana Chrzciciela razem z faryzeuszami. Przesłanie Jezusa jest takie, że trzeba się weselić, póki On jest. A On jest z nami na wieki wieków. Post (prawdziwy: mniej obżarstwa) jest potrzebny, ale jeszcze bardziej radość z wesołej nowiny, która nie umarła na krzyżu.

14:40, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
niedziela, 14 stycznia 2007
Więcej wina

Ewangelia Jana 2, 1-12

Cud w Kanie Galilejskiej: rozmnożenie wina. Nie trzeba powtarzać, że alkohol nie szkodzi, nawet pomaga, gdy nie odbiera rozumu. W tamtych czasach i miejscach to był odpowiednik herbaty czy kawy; na szczęście tymi napojami nie można się upić.

A sens tej opowieści ewangelijnej? Jezus po prostu chciał, by ludzie weselili się. Czemu opierał się początkowo prośbie Matki? Jego „godzina" o której powiedział, że jeszcze nie nadeszła, to było Jego ujawnienie się jako kogoś z misją absolutnie specjalną, a do tego nie spieszył się, bo przewidywał, jak to się skończy. Taka egzegeza tej Jego odpowiedzi Marii jest jedną z możliwych (tłumaczenia też różne) - ale mnie wydaje się najsłuszniejsza.

10:31, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
Kto grzesznikiem?

Sobota 13 stycznia 2007

Ewangelia Marka 2, 17

„Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników".

W tym rzecz, że owi sprawiedliwi uważają się za takowych, ale w swojej pysze gorsi są od różnych „niesprawiedliwych". Czyli takich, co w tej czy innej sprawie, seksualnej czy politycznej, odbiegają od moralnego wzorca, ale mają świadomość grzechu. W każdej epoce, w każdej społeczności mamy takie dwa rodzaje postaw. Nie można oceniać ludzi według szablonu.

10:29, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 12 stycznia 2007
Co powiemy?

Psalm 78

„To, cośmy usłyszeli i poznali, i co nam opowiedzieli nasi ojcowie, opowiemy przyszłemu pokoleniu, chwałę Pana i Jego potęgę"

Co opowiem moim wnukom o Kościele w czasie dzisiejszym, dawniejszym? O Kościele katolickim w Polsce przed wojną, w powojennej niewoli i w wolnej Rzeczypospolitej? Co opowiem o sprawach arcybiskupów Paetza i Wielgusa? Dziś „Rzeczpospolita" doniosła, że ksiądz Tomasz Węcławski zrezygnuje z funkcji kapłańskiej być może na znak protestu przeciwko (nie) załatwieniu sprawy tego pierwszego hierarchy. Nie zostało jasno powiedziane, czemu go „zdjęto", a ks. Węcławski, pierwsza przyczyna tego „zdjęcia", był przez nowego metropolitę traktowany jako wtrącający się w cudze sprawy. Co jeszcze stanie się w drugiej sprawie? O wiele za mało biskupich „mea culpa" nad Wisłą i Wartą.

15:49, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
czwartek, 11 stycznia 2007
Nadzieja wbrew nadziei

List do Hebrajczyków 3, 14

„Jesteśmy bowiem uczestnikami Chrystusa, jeśli pierwotną nadzieję do końca zachowamy silną".

Jak napisałem we wtorek, to nie jest list pióra samego Pawła, niemniej chyba jego (anonimowego) ucznia. Sam Paweł podał nam za przykład Abrahama, który miał „nadzieję wbrew nadziei" (List do Rzymian 4, 18). Wspaniały przykład - ale co robić, by nie mieć czasem ataków rozpaczy?

14:25, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
środa, 10 stycznia 2007
Modlił się

Ewangelia Marka 1,35

„Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił".

Szczęśliwi ci, co czują potrzebę modlitwy i umieją się modlić. „Panie, naucz nas się modlić" - prosili Go uczniowie (Łukasz 11,1): wtedy powiedział im, żeby mówili „Ojcze nasz..." Ale to może być czynność religijnie bezmyślna, bo myśl ucieka jak zając? Może - ale starajmy się jednak pomyśleć choćby troszeczkę o tym, co najważniejsze. Może się uda.

19:11, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
wtorek, 09 stycznia 2007
Czym jest człowiek...

List do Hebrajczyków 2,6-8

„Nie aniołom Bóg poddał przyszły świat, o którym mówimy. Ktoś to kiedyś stwierdził uroczyście, mówiąc: »Czym jest człowiek, że pamiętasz o nim, albo syn człowieczy, że się troszczysz o niego; mało co mniejszym uczyniłeś go od aniołów, chwałą i czcią uwieńczyłeś go. Wszystko poddałeś pod nogi jego.«"

Autor (nie św. Paweł, pewnie jakiś jego uczeń) cytuje tu Psalm 8 w przekładzie Septuaginty, odnosząc jego słowa do Chrystusa. Psalmista jednak miał na myśli „syna człowieczego" w ogóle. Dola człowiecza... Myślę sobie różnie: często czuję Bożą pamięć o mnie, czasem jednak jęczę. Jedno jest dla mnie pewne: inni mają prawo jęczeć o wiele mocniej i częściej; pewnie mogą żałować, że nie mają rajskiego życia aniołów.

19:22, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 08 stycznia 2007
Porzucili wszystko

Ewangelia Marka 1, 16-20

„Przechodząc brzegiem Jeziora Galilejskiego ujrzał Szymona i brata Szymonowego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jeziorze - byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: - Pójdźcie za mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc nieco dalej ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego Zebedeusza razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim".

Zostawili ojca... co on sobie myślał: temat na apokryf. Czy martwił się, co będzie dalej z synami, czy rozumiał, co (Kogo) wybrali? Nie chodziło chyba nawet o „środki utrzymania", bo Zebedeusz był dość zamożny (miał przedsiębiorstwo z najemnikami); choć pewnie nie wiedział, że Maria z Magdali i inne kobiety będą wspomagały Jezusa i apostołów finansowo (Łukasz 8, 2-3). Czy widział już w Jezusie z Nazaretu Mesjasza, czy raczej jakiegoś „nawiedzonego"? A co sobie myślały rodziny Szymona Piotra (żonatego) i Andrzeja? Są powołania niebywałe.

19:56, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
niedziela, 07 stycznia 2007
Chrzest

7 stycznia 2007

Ewangelia Łukasza 3, 21

„Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na Niego w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie".

Święto Chrztu Pańskiego. Jezus kazał się ochrzcić, choć nie miał nic na sumieniu, także tej skazy moralnej, zwanej grzechem pierworodnym, z jaką przychodzimy na świat. Zatem I my jesteśmy chrzczeni, w większości Kościołów (poza tzw. ewangelikalnymi: baptystami, zielonoświątkowcami) w wieku niemowlęcym. Pewien Czytelnik poprosił mnie, bym napisał coś na to religijne wydarzenie jego półrocznemu bratankowi: coś, co przeczyta, gdy podrośnie. Wymyśliliśmy z żoną taki tekścik:
Kochany Krzysiu,
dziś Twój chrzest. Na prośbę Rodziców i Chrzestnych ksiądz udzieli Ci dziś tego sakramentu. To znaczy, że jesteś odtąd chrześcijaninem, czyli możesz być zawsze z Chrystusem. Niedługo Ty sam będziesz mógł odpowiadać codziennie Jezusowi na pytanie: - Czy chcesz być ze mną?
Życzymy Ci najlepszych odpowiedzi na to pytanie.
Biruta i Jan Turnau

13:47, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
 
1 , 2
Archiwum