Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
sobota, 25 marca 2017
Syn Boży stał się człowiekiem!

Ewangelia Łukasza 1,26-38
„Który się począł z Ducha Świętego” – wyznajemy to w naszym krótszym „Credo” (w Składzie Apostolskim) i ta wiara ma dzisiaj miejsce w kalendarzach liturgicznych prawosławnym, rzymskokatolickim, starokatolickim i luterańskim na Śląsku Cieszyńskim, dziewięć miesięcy przed Bożym Narodzeniem. Ma swoje miejsce, choć ktoś mi kiedyś powiedział, że dziwnie mało poczesne; jakby tekst greckiego oryginału, który ks. Remigiusz Popowski i Michał Wojciechowski tłumaczą dosłownie jako „Duch Święty przyjdzie na ciebie i moc Najwyższego ocieni cię”, położył się cieniem na to tak ważne święto. Dodaje mu jednak znaczenia akcja antyaborcyjna, przekonywanie, że już ludzki embrion jest człowiekiem, ustanowienie 25 marca Dniem Świętości Życia. Nie ma tu nic do rzeczy, że niektórzy teologowie zachodnioeuropejscy zastanawiają się, czy aby na pewno Łukaszowa i Mateuszowa opowieść o poczęciu się z Ducha Świętego nie była jedynie literacką formą powiedzenia, że Jezus z Nazaretu był Synem Bożym, a nie stwierdzeniem biologicznego dziewictwa Jego matki. Tak czy inaczej wspominamy dzisiaj wydarzenie Wcielenia, którego nie sposób wyjaśnić normalnym rozwojem doczesnej historii ludzkości.

12:32, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 24 marca 2017
Przykazanie najważniejsze z ważnych

Ewangelia Marka 12,28b-34
Scena w ewangeliach rzadka: uczony w Piśmie zgadza się z Jezusem. W sprawie, które z przykazań jest największe: otóż to o miłości Boga i bliźniego. Tak, to najogólniejsze, z którego wynika cały Dekalog. Jeżeli tylko chodzi o miłość Boga pojmowanego jako Miłość. Bardzo to ogólne, ale przecież nie chodzi o moralne „kazusy” ani nawet o jedno z przykazań. Chodzi o owo arcyprzykazanie.

14:23, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
czwartek, 23 marca 2017
Ale nie słuchali

Księga Jeremiasza 7,25-26
„Posyłałem do was wszystkie moje sługi, proroków, każdego dnia, bezustannie, lecz nie usłuchali mnie ani nie nadstawiali uszu” (Tysiąclatka).
Święta prawda historyczna, ale inne narody na pewno były i są lepsze?

15:07, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
środa, 22 marca 2017
Naród Dziesięciorga

Księga Powtórzonego Prawa 4,1.6
„Mojżesz powiedział do ludu: - A teraz, Izraelu, słuchaj praw i nakazów, które uczę was wypełniać. (...) Strzeżcie ich i wypełniajcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach narodów, które usłyszawszy o tych prawach, powiedzą: - Z pewnością ten wielki naród to lud mądry i rozumny” (Biblia Tysiąclecia).
Nie będę udawał religioznawcę i się upierał, że w religiach o innych niż Mojżeszowy rodowodzie nie ma w szczególności czegoś w rodzaju Dekalogu, w każdym razie tamta fundamentalna kodyfikacja moralna, odpowiednio zinterpretowana, jest tekstem dla moralnego rozwoju całej ludzkości bardzo ważnym.

11:23, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
wtorek, 21 marca 2017
Przebaczać bez końca

Ewangelia Mateusza 18,21-22
„Wtedy Piotr przystąpiwszy, rzekł Mu: - Panie, ile razy może zgrzeszyć przeciw mnie brat mój, bym mu odpuścił? Do siedmiu razy? Mówi mu Jezus: - Nie do siedmiu, lecz do siedemdziesięciu siedmiu.” (EPP)
Biblia Poznańska informuje: „W mniemaniu Piotra liczba siedem oznaczała bardzo wielką wyrozumiałość, zwłaszcza że rabini uczyli, iż Bóg daruje winy do trzech razy. Piotr usłyszał w odpowiedzi, że ma przebaczyć siedemdziesiąt razy albo siedemdziesiąt razy siedem. Tekst grecki dopuszcza jedno i drugie tłumaczenie”. Chodzi oczywiście o to, by przebaczać zawsze. Ale zwracam uwagę na tamto pouczenie rabinów: dotyczy ono przebaczania Bożego. Oczywiście też jako wzoru dla nas, ale przede wszystkim postawy duchowej samego Boga. Albowiem jest On do niej skłonny nieskończenie, co zresztą powtarza uparcie papież Franciszek i co znalazło wyraz w jego adhortacji „Amor laetitia”, gorszącej niektórych swoim miłosiernym zapałem.

11:48, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
poniedziałek, 20 marca 2017
Święty Józef z Nazaretu i jego potomek, Józef Puciłowski OP

2 Księga Samuela 7,4-5a.12-14a.16
List do Rzymian 4, 13.16-18.22
Ewangelia Mateusza 1,16.18-21.24a
 Dopiero dzisiaj wspominamy liturgicznie św. Józefa, zwanego Oblubieńcem Najśw. Maryi Panny, bo choć to święty wielki, niedziela wielkopostna ważniejsza.
Oblubieńcem jej był, nie mężem, w chrześcijaństwie trwa tradycja, że było to małżeństwo „białe”, że – jak czytamy w dzisiejszym tekście ewangelicznym – Józef wziął Maryję do siebie, choć nie on był ojcem dziecka. „I nie znał jej, aż urodziła syna” (EPP) – powiada Ewangelia już poza dzisiejszym przydziałem tekstowym. Otóż jest to zdanie wieloznaczne. Katolicy i prawosławni interpretują je, jak w przypisie Biblia Poznańska: „Wstrzemięźliwość Józefa zachowana nie uległa zmianie później. Mt nie zajmuje się tym tematem”, natomiast ewangelicy rozumieją je po prostu w ten sposób, że Józef mógł mieć rodzone dzieci później, pewnie właśnie owych synów (i córki), o których piszą dalej wszyscy czterej ewangeliści.
Pomyślałem sobie jednak, że nawet jeśli nie miał dzieci w sensie biologicznym, bo „nie znał” Maryi i później, to ma potomstwo szczególne: wszystkich Józefów i wszystkie Józefiny, których jest patronem. W Księdze Samuela czytamy dzisiaj o potomstwie Dawida, a w Liście do Rzymian o potomstwie Abrahama i myślimy o Józefowym Wychowanku, ale można też w Józefową uroczystość pomyśleć o tylu jego potomkach, jego imiennikach i imienniczkach, którzy zostali z nim jakoś przez imię chrzestne połączeni. Otóż ja pomyślałem o przyjacielu moim, Józefie Puciłowskim, dominikaninie znakomitym. Znam go bite pół wieku. To mój przecież krajan, bo pochodzi podobnie jak ja z Jeleniej Góry. Podobnie jak ja nie urodził się tam, niemniej przeżył dzieciństwo i pierwszą młodość. Potem, ja też, studiował na Uniwersytecie Wrocławskim, co prawda siedem lat po mnie, bo o tyle jest młodszy, i historię, nie polonistykę, ale to kierunki sąsiedzkie.
A potem łączyła nas działalność w Klubach Inteligencji Katolickiej: on działał we wrocławskim, ja już w warszawskim, bo wywędrowałem za pracą (w „Więzi”) do stolicy, ale to jedno środowisko niemal. A wreszcie on jeszcze mocniej zaangażował się kościelnie, bo stał się zakonnikiem, ja pozostałem katolikiem świeckim, ale myślami jestem coraz mocniej teologiem. No i podobni jesteśmy do siebie z powodu, by tak rzec, nachylenia protestanckiego. On urodził się jako „kalwin”, jak to nazywa się w Polsce ewangelików reformowanych, ja jestem, co prawda, katolikiem rzymskim od samego poczęcia, ale ciotka, kalwinka właśnie, opiekowała się położniczo moim urodzeniem się, a potem związałem się przyjaźnią z różnymi tymi ewangelikami.
Miał matkę kalwinkę Węgierkę, w tym kraju się urodził i ten język jest jego macierzystym, polskiego nauczył się później. Gdy zaś jego matka zamieszkała z nim w Jeleniej Górze, doświadczyła wrogości ze strony miejscowych. Nazywali ją Szwabką, bo nie mówiła po polsku, nie chodziła do kościoła, więc wuj pastor (!) namówił ją, by wraz z nim przeszła na katolicyzm, bo inaczej zrobią z niego komunistę. Zostały jednak w Józku protestanckie gusta: napisał, że „koledzy «heretycy» lepiej znają Biblię. My zabrnęliśmy we wszelkiego rodzaju cudeńka, przeróżne nabożeństwa – bądź co bądź drugorzędne – a zagubiliśmy Pismo Święte”.
A napisał to w książce pt. „Żyć nie umierać”, czyli jak wierzyć i nie zdziadzieć”, wydanej w zeszłym roku przez krakowski jezuicki WAM. Publikacji niezwykle pożytecznej, bo nastawionej duszpastersko. Czyli dla zwyczajnych ludzi i o zwyczajnych ludziach. A zna się na takowych, bo spowiada często i gęsto. Oto jedna z jego licznych opowiastek o spotkaniach w konfesjonale: „Przyszła kobieta pożalić się na swojego zięcia, bo ten mimo jej uwag nie chodził na mszę świętą. Nieopatrznie zapytałem, ile razy do roku zwraca mu uwagę,zakładając zdroworozsądkowo, iż skłaniają ją do tego kościelne święta. Była zaskoczona i oburzona moim pytaniem, gdyż napominała zięcia nawet kilka razy dziennie. Spokojnie odpowiedziałem, że w takiej sytuacji sam też unikałbym kościoła, a ona wściekła się na mnie i poszła bez rozgrzeszenia.”
Książka jest oczywiście podzielona na rozdziały i każdy zaczyna się od cytatu z Biblii i jest doń komentarzem. Ba, w książce Józkowej zaraz pierwszy rozdział nazywa się „Biblia, czyli busola”. W nim właśnie też takie wspomnienie konfesjonalne: „Raz nawet starsza penitentka na moje pytanie, czy zna Słowo Boże, żachnęła się, że przecież nie jest świadkiem Jehowy. (...) Kiedyś na spowiedzi miałem panią w swoim wieku. Inteligentna, bardzo sympatyczna, otwarta, ale Biblii w ręku nigdy w życiu nie miała.” Józef kupił jej więc egzemplarz i trzymała go w rękach jak Najświętszy Sakrament. Dodam, że potraktowała go tak, jak czynią to ewangelicy, między innymi owi „kalwini”, czyli reformowani: na ich ołtarzach leży Pismo Święte na kształt naszego tabernakulum. Tu wspomnienie moje własne z nabożeństwa ekumenicznego w ich warszawskiej świątyni przy alei Solidarności 74. Takie modlitwy prowadzą tam świeccy różnych wyzwań, zdarzyło się to i mnie kiedyś. Żeby którąś perykopę przeczytać, wziąłem z ołtarza ten egzemplarz uroczysty, co więcej, nie odłożyłem go potem na miejsce, czemu się tamtejszy duchowny trochę dziwił. I go rozumiem. 
A swoją drogę Pismo Święte takie na pewno jest, ale niektóre jego fragmenty dobrze przyjąć niełatwo. Chociażby – wiadomo – niektóre psalmy pełne nienawiści czy też opowieści Księgi Jozuego, jak to Naród Wybrany zdobywał Ziemię Obiecaną mordując tubylców wraz z niewiastami i dziećmi, bo taka była wola JHWH. Józek to na pewno swoim owieczkom tłumaczy, ale inni duchowni niekoniecznie, boję się, że też nie wszyscy księża ewangeliccy. A co do nienajlepszej znajomości Biblii, to jeszcze jedna Józkowa opowieść, tym razem nie z konfesjonału, tylko z działań PRL-owskiej opozycji. Przyjechał do niego do Wrocławia ktoś z Warszawy i pouczał, żeby niektóre sprawy mocniej akcentował, nie skrywał ich „pod kocem”. Przyszły ksiądz zagadnął go na to o właściwą wersję tego wyrażenia ewangelijnego. Działacz myśli, myśli i przypomniał sobie: „pod kołdrą”. Może jednak żartował, choć Józef boży się, że nie.
Ojciec Puciłowski nietypową księżą postacią jest. Wiem to też z jego książki, ale nie z jego tekstu, tylko ze wstępu konfratra, o. Dawida Kusza OP. Wyczytałem tam o samym ojcu Józefie („ojcu”, choć on sam mówił mi, żeby skończyć z tym ojcowaniem, chyba z takim komentarzem, że to jednak trochę zadzieranie nosa), że każdą zamężną kobietę całuje w rękę, czego inni rzymskokatoliccy duchowni nie robią. Swoją drogą ciekawe, czy to u nich pruderia (obawa o skojarzenia erotyczne), czy swoisty antyfeminizm połączony z klerykalizmem: to nam, księżom, przede wszystkim się przecież należy szacunek. Trzeba też jednak wiedzieć, że niektóre radykalne feministki uważają całowanie pań w rękę za patriarchalny cmoknonsens. Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził...
O świeckich jest w książce krytycznie, ale o księżach równie często. Rozdział przedwstępny („Dla kogo ta książka?”) zaczyna się od spostrzeżenia na ich temat: „Nie tylko wypowiadają się na różnorodne tematy, o których często nie mają pojęcia, ale jeszcze robią to z namaszczeniem z ambony”. Józiu, dzięki za odwagę, za mądrość, trzymaj tak dalej! Amen!

15:52, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 19 marca 2017
Z kim Jezus rozmawiał przy studni?

Ewangelia Jana 4,5-42
Rozmowa z Samarytanką. Wydarzenie wielorakie: najpierw feministyczne, bo Jezus rozmawia z kobietą: Jego uczniów to naturalnie zdziwiło. Owszem, o zwykłych sprawach codziennych Żydzi z Żydówkami rozmawiali, ale raczej nie o teologii, a na ten temat rozmowa przy studni zeszła.
Trzeba, co prawda, zaznaczyć coś, co wyczytałem w „Encyklopedii biblijnej”: „Biblia hebrajska nie było dokumentem monolitycznie patriarchalnym”. (...) Biblia nie zawiera żadnych wypowiedzi, które w sposób jawnie wrogi odnosiłyby się do natury zwyczajnych kobiet. (...) Przykładem może być nowe odczytanie postaci Ewy. Z biblijnego tekstu jasno wynika, że w chwili stworzenia kobieta nie miała być podporządkowana mężczyźnie, gdyż hebrajskie słowo «ezer», zwykle tłumaczone jako pomoc (Rdz 2,18), jest często odnoszone do Boga (np. Ps 30,11; 54, 6) i nie oznacza podporządkowania. Ewa jest przedstawiona jako rzeczniczka, mówiąca w imieniu swoim i Adama, a w rozmowie z wężem przedstawia argumenty teologiczne”. Co więcej, Biblia ukazuje niektóre kobiety w nietypowych dla płci żeńskiej rolach, jako osoby aktywne na scenie historii. Gdyby nawet pominąć Fenicjankę Jezebel, żonę króla żydowskiego Achaba, czy Atalię, ich córkę, też postać negatywną, to były przecież takie panie, jak siostra Mojżesza Miriam albo Debora, przywódczyni ludu, obie uchodzące za prorokinie. Niemniej sam ustrój był przeraźliwie patriarchalny. Jeden tylko przykład. Kobiety pozostawały rytualnie nieczyste po urodzeniu dziecka, ale to jeszcze pół biedy, bo okres nieczystości był różny: liczony podwójnie, jeżeli urodziła się dziewczynka...
No i wydarzenie internacjonalistyczne: Jezus rozmawia z Samarytanką. Zdziwiło ją to: „Jakże ty, Żydem będąc, prosisz o picie mnie, kobietę Samarytankę?” (EPP). Czytelnik czwartej ewangelii, nie tylko Żyd, mógł tego nie wiedzieć, więc autor wyjaśnia, że owe ludy sąsiednie nie zadają się ze sobą. Samarytanie zaś byli dla mieszkańców ortodoksyjnej Judei okropni, bo pochodzili od mieszańców: także od wiążących się z żydowską ludnością miejscową kolonistów pogańskich, osiedlanych tam przez obcą władzę. Sami jednak Samarytanie uważali się za ortodoksów, zachowujących prawdziwą wiarę Izraela. Uznawali tylko Pięcioksiąg Mojżesza i mieli własne centrum kultu na górze Garizim. Jezus robił różne rzeczy dziwne, nie na swoje czasy, musiały jednak minąć bardzo długie wieki, żeby w Jego Kościele kobiety mogły być wszędzie na przykład choćby ministrantkami. 
Widziałem dziewczyny przy ołtarzu w Niemczech, ale nie bywają tam w ojczyźnie naszej, w każdym razie nie w Warszawie. Dobrze, że chociaż panie także w stolicy Polski czytają Biblię! Kiedyś zobaczymy przy rzymskokatolickich ołtarzach, także polskich, nawet i kapłanki, bo również w Kościołach chrześcijańskich panta rei, wszystko się zmienia. No, oczywiście nie wszystko, ale sporo, i nie wszyscy, ja raczej tamtego widoku nie dożyję. Ale jest możliwy, amen!

22:26, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 18 marca 2017
Któryż Bóg podobny Tobie...

Księga Micheasza 7,18.
Ewangelia Łukasza 15,1-3, 11-32
„Któryż Bóg podobny Tobie, co oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek reszcie dziedzictwa Twego? Nie czyni On gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie” (Biblia Tysiąclecia).
Pomyślałem sobie nie tyle o innych bogach w rodzaju Baala, ile o IHWH przedstawianym przecież w niejednym Kościele chrześcijańskim jako zagniewanym na wieki wieków, z miłosierdziem niemającym wiele wspólnego. Na szczęście to już w Kościele Jana Pawła II i Franciszka „tempi passati”. A z ewangelii dzisiaj Łukaszowej przypowieść o synu marnotrawnym i ojcu właśnie miłosiernym; a także o starszym synu nie tyle niemiłosiernym, ile po prostu zazdrosnym.

22:17, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
piątek, 17 marca 2017
Gdyby nie tamci dwaj... Episkopat, Franciszek, seks

Księga Rodzaju 37,3-4,12-13a,17b-28
Józef i jego bracia... Ilu Polek i Polaków zna dzisiaj ową arcyklasykę pisarstwa światowego, jaką jest ta opowieść o zazdrości morderczej. Początek jej przeznaczył dzisiaj na szczęście do czytania swoim wiernym Kościół rzymskokatolicki. Ojciec Jakub wyróżnia najmłodszego nierozsądnie, a Józef jeszcze głupiej opowiada rodzinie swoje megalomańskie sny. Czasy i miejsca są takie, że zabić brata to nic wielkiego, na szczęście dwóch z jedenastu, najstarszy Ruben i bardzo ważny także później Juda, ratują Józefa od śmierci sprzedając go kupcom jadącym do Egiptu. Co się dzieje dalej, trzeba też koniecznie przeczytać, a wcześniej jeszcze pomyśleć, jak wychowywać dzieci. Przypomniała mi się tutaj przeczytana też w dzieciństwie powieść Ireny Mrozowickiej pt. „Za głosem dumy” o trochę podobnym problemie. A o tym samym napisał jak wiadomo Tomasz Mann, robiąc z tekstu biblijnego dzieło dzisiejsze bardzo piękne.
PS. Jeszcze taka moja refleksja: dzisiaj dzieci mogą czytać tekst biblijny pełny, nie tylko w postaci dawniejszej „historii świętej”, jakoś wykastrowanej, bo słyszą o seksie wszędzie. Nie zdziwi ich dość mocne i dość słabo hamowane zapotrzebowanie na podobne przeżycia np. Jakuba i jego synów. Gdy już jestem przy temacie „de sexto”, czyli „de sexso”, napiszę, że już chyba widać teraz po ostatnich obradach naszego episkopatu, jakie będzie jego stanowisko w sprawie Franciszkowej adhortacji „Amoris laetitia”, chociaż ma być ogłoszone dopiero na następnej konferencji w czerwcu. Przyjmą adhortację, ale - przepraszam za powtórnewyrażenie - wykastrowaną. Że owszem, niektórzy rozwodnicy mogą być dopuszczeni do Komunii, ale gdy zdecydują się na wstrzemięźliwość od stosunków płciowych. Otóż to jest to stanowisko Jana Pawła II wyrażone w adhortacji „Familiaris consortio” i jako granica dla reformatorstwa podzielane przez część episkopatu światowego, z watykańskim szefem doktrynalnym, kardynałem Müllerem na czele. Tyle że nie jest to pogląd Franciszka: gdyby tak było, to nie byłoby w jego dokumencie nic nowego, sam przecież zrobiłby to doktrynalne zastrzeżenie w odnośnym paragrafie 300, przypisie 336.
Są dwie interpretacje jego dokumentu, ale ta konserwatywna wydaje mi się zwyczajnie fałszywa. Rację ma spora część episkopatu niemieckiego z kardynałami przewodniczącym Marxem oraz inspiratorem papieskim Kasperem na czele. Kościół nasz jest zatem podzielony, ale tak już było dawniej nieraz. Dzieli tu sprawa seksu, ale też w przypadku Maćka Cieśli, opisanym w tegotygodniowym „Newsweeku” . Ten chłopak, który przygotował wszystkie projekty graficzne Światowych dni Młodzieży w Krakowie, ponieważ zmarł na raka nie doczekawszy się wydarzenia, został uznany przez papieża za ich symbol - był gejem, miał partnera. Gdyby Franciszek o tym wiedział, może nie zachowałby się wobec niego całkiem inaczej, ale biskupi polscy, wśród których ostrej homofobii nie brak?

13:43, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
czwartek, 16 marca 2017
Serce i nerki... Święty Jan Vanier

Księga Jeremiasza 17,9-10
„Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne i niepoprawne, któż je zgłębi? Ja, Pan, badam serce i doświadczam nerki, bym mógł każdemu oddać stosownie do jego postępowania, według owoców jego uczynków.” Serce: organ według Biblii niezwykle nie po dzisiejszemu ważny, ośrodek uczuć, myśli, mądrości, wyborów moralnych, woli, sumienia, miejsce nawrócenia, to cała ludzka osoba. Dostępna w pełni tylko dla Boga. No i nie po dzisiejszemu ważne są nerki. Ale ta niedostępność także nerek sprawia, że my, ludzie możemy czasem pobłądzić w ocenach naszych bliźnich. 
Czasami po latach jesteśmy już w tych opiniach bardziej ostrożni, wyrozumiali. Zresztą i ono, serce bliźnich naszych i nasze, poprawia się nieraz na starość. Albo było takie od młodości. Jak u Jeana Vaniera, założyciela światowej sieci wspólnot „Arka”. Wielki inicjator otwarcia na niepełnosprawnych umysłowo. Postać to zupełnie niebywała. Porównywalna z Jezusem z Nazaretu, który jako Syn Boga przyjął postać sługi.
Syn niemal króla (generalnego gubernatora) Kanady, mający wspaniały męski wygląd i ogromną inteligencję (wykłady z filozofii na wyższej uczelni) odrzuca to wszystko, aby zamieszkać w zrujnowanym wiejskim domku z dwoma niepełnosprawnymi umysłowo. W swojej przetłumaczonej ostatnio na polski książce pod tytułem „Wielkie pytania życia” tłumaczy, że trzeba wyłamać się z norm wyznaczanych przez nasze społeczeństwo i religię.
Tak, też religię, ale rozumianą radykalnie. Chodzi o zobaczenie pełni rzeczywistości, w której są bogaci i biedni, upośledzeni i zdrowi, radość i cierpienie. Być w ten sposób szczęśliwym, właśnie dlatego, że biedni nie mają się czym odwdzięczyć. Vanier powołuje się tutaj na Ewangelię Łukasza 14, 12-14, gdzie jest mowa o nagrodzie po śmierci, ale autor unika raczej argumentacji religijnej, chcąc być przekonującym także dla ludzi spoza tych środowisk. Choć zaraz dalej pojawia się jednak Bóg. „Jak to przełożyć na nasze codzienne życie? Zamiast niszczyć naszych przeciwników, zabijać terrorystów, przeciwstawiać się międzynarodowymkorporacjom, zamiast osądzać Łazarza i obwiniać bogacza, możemy modlić się, aby zajaśniało światło dobroci, które jest w każdym człowieku. (...) Modlenie się oznacza przemianę serc, proszenie Jezusa o siłę i mądrość kochania tak, jak On kocha – otwarcie i bez lęku.”
Vanier wzywa do odwagi. Trzeba się buntować, czasem nawet przeciw własnym rodzicom. „Jestem kimś niepowtarzalnym, z danym tylko mnie impulsem do rozwoju, zdolnością do rozpoznawania tego, co dobre, a co złe”. Autor znów powołuje się tutaj na Biblię jeszcze bardziej zaskakując. Na Księgę Wyjścia (3, 13-14), na słowa Boga „Jestem tym, kim jestem” „Gdy rodzi się we mnie poczucie «ja jestem», to tak, jakbym przejrzał na oczy i doświadczył w sobie Bożej obecności”. Manifest indywidualizmu w innych ustach groźnego, ale Vanier to jednak baranek, choć o sile duchowej lwa.
Ten dzisiejszy wielki święty jest człowiekiem naszych czasów. Kościół otwarty, rozwarty może... Usuwanie etykietek: „Chrześcijanin, muzułmanin, Amerykanin, Meksykanin, gej, hetero, liberał, konserwatysta. Dzięki temu urzeczywistnia się nasza jedność”. Szeroka zaprawdę: „gej, hetero”! Oraz „decyzja o aborcji była dla niej zaskakująco trudna. Nie była wychowana w wierze, dlatego wydawać by się mogło, że usunięcie kilku komórek nie powinno być dla niej wielkim problemem. Gdy stało się to rzeczywistością, boleśnie zdałasobie sprawę, że odtrąciła cudowny, choć nieoczekiwany dar życia. Aborcja jest czymś złym.
Ale czy zła była także ta młoda dziewczyna? A jej chłopak? Jak łatwo przyszłoby niektórym osądzić ich, a nawet potępić. (...) W Arce było dla nas oczywiste, że zamiast potępić tamtą asystentkę, musimy je umocnić na różne sposoby, tak by wierzyła, że jest umiłowanym dzieckiem Boga. Gdybyśmy tego nie zrobili, gdyby powaliły ją wina i wstyd, stracilibyśmy dwa życia, nie tylko dziecka, ale i jej. Wcielamy w życie nasz autorytet, gdy odkrywamy, że dzięki miłującej obecności łagodzimy udrękę ludzi wokół nas.”
Jean Vanier: „Wielkie pytania życia”. Wydawnictwo „Charaktery”. Z angielskiego przełożyła Paulina Chołda.

12:53, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
środa, 15 marca 2017
Uderzmy go językiem

Księga Jeremiasza 18,18-20
Nie tak wspaniały literacko to prorok, jak Izajasz, ale życiorys ma arcyprorocki. Jeśli tylko prorok to nie tylko „wieszczek”, wizjoner przepowiadający przyszłość i tyle, ale czyniący to w ramach „przepowiadania”, czyli w ogóle głoszenia religijnego orędzia. A orędzie owo nie zawsze się ludziom podoba. Narażali się zatem swoim ziomkom autorzy biblijnych ksiąg prorockich w różny sposób, a już najbardziej ten dzisiejszy, który swoje prorokowanie o mało co przypłaciłby śmiercią. Walczył bowiem nie tylko z odchodzeniem od monoteizmu i cudzołóstwem, także z bezsensownymi, jego zdaniem, pomysłami politycznymi. Z potęgą babilońską trzeba było sobie radzić realistycznie, poddać się jej, gdy groziło zniszczenie kraju. A działał słowem lat przeszło czterdzieści. W dzisiejszym fragmenciku księgi żali się Bogu, błaga: „Usłysz mnie, Panie, i słuchaj głosu moich przeciwników” A mówią: „Chodźcie, uknujemy zamach na Jeremiasza (...) Chodźcie, uderzmy go językiem, nie zważajmy wcale na jego słowa”. Tak było wtedy z prorokami, tak jest i dzisiaj z podobnymikrytykantami: język może być groźniejszy niż rewolwer, wiadomo, że nie odbierze życia, niemniej wszelką ludzką cześć.

10:40, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
wtorek, 14 marca 2017
Słowa słuszne, czyny straszne

Ewangelia Mateusza 23,2-4
„Na katedrze Mojżeszowej zasiedli znawcy Pism i faryzeusze. Wszystko więc, cokolwiek by wam powiedzieli, czyńcie i zachowujcie, według czynów ich jednak nie postępujcie, mówią bowiem, a nie czynią. Wiążą brzemiona ciężkie [ i trudne do udźwignięcia] i wkładają na barki ludzi, a sami nawet palcem nie chcą ich dotknąć” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół). Słowo „katedra” kojarzy się chyba częściej z główną świątynią diecezji, a nie z miejscem, na którym zasiada profesor, choć o ten drugi typ nauczania tu raczej chodzi. Choć nie całkiem, bo znawcy Pism („uczeni w Piśmie”) i faryzeusze nauczali trochę jak biskupi: o tym, jak żyć. To mi się kojarzy znowu ze sprawą rozwiedzionych. Chyba jednak niesprawiedliwie, bo przecież obrońcy tradycyjnej doktryny prawnej, tej bez żadnych wyjątków, krytykujących tu nieraz otwarcie papieża Franciszka za jego adhortację „Amoris laetitia”, raczej rzadko łamią we własnym życiu owe prawne reguły. Słowa te można odnieść natomiast do księży pedofilów. Ale i do wszystkich duchownych, oczywiście nie tylko rzymskokatolickich, nauczających zasad we własnej praktyce życiowej łamanych.

11:46, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 13 marca 2017
A my lepsi? Czterolecie pontyfikatu Franciszka

Ewangelia Łukasza 6,36-37ab
„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni, nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni” (EPP). Zdarza mi się czasem wybrzydzać na kogoś w myślach albo i gadaniu – potem jednak Duch Święty oświeca mnie, że jestem jak kocioł wobec garnka... Tyle „pro domo sua”. Poprzedni werset brzmi w naszym przekładzie przyjaciół: „Bądźcie szczodrobliwi, jak i Ojciec wasz szczodrobliwy jest”. Zacznę tu od translatorskiej komparatoryki: Tysiąclatka ma tu „miłosiernych”, ks. Remigiusz Popowski i Michał Wojciechowski mają „litościwych” – dobrze, że jest w takich razach niejedna opcja, może z podobnej mnogości wynika jakiś szerszy sens oryginału. Mnie poza tym „miłosierni” skojarzyli się z dzisiejszym Jubilatem: cztery lata temu kardynałowie wybrali na papieża kogoś, kto z tej cnoty zrobił hasło pontyfikatu. Co wywołało myślową rewolucję nie tylko w sprawie ludzi bez pieniędzy: także bez sakramentu, w ocenie moralnej tak zwanych „rozwodników”.

16:18, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 marca 2017
Wyjdź z twojej ziemi, wyjdź

Księga Rodzaju 12,1-2
„Pan Bóg rzekł do Abrama: wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród”
 (Biblia Tysiąclecia). Wstań, rusz się, zmień miejsce swego pobytu, idź! Ówczesne ludy mimo braku dzisiejszych środków komunikacji miały skłonności podróżne, mianowicie koczownicze, przemieszczały się. Pewnie zdolne były dzięki temu przezwyciężać zastój myślowy i duchowy, bo podróże kształcą. I tak zaczęła się stopniowo tworzyć monoteistyczna religia Abrahamowa. Z czasem powstały z niej trzy: obok judaizmu zaistniało chrześcijaństwo, potem islam; zagarnęły pół świata, spełniła się w ten sposób obietnica Pana Boga, że uczyni z Abra(ha)owego potomstwa wielki naród. Niestety z wielkością duchową ludów, które się na niego składają, bardzo różnie bywa, ale już tak jest, że wszyscy bardzo grzeszni jesteśmy, choćby religia nasza najwłaściwsza była.

23:20, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 marca 2017
Ile w nas Starego Testamentu?

Ewangelia Mateusza 5,43-45
„Słyszeliście, że powiedziano: «Będziesz miłował bliźniego twego» i nienawidził wroga twego, ja natomiast mówię: miłujcie wrogów waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, a tak staniecie się synami Ojca waszego w niebie. Albowiem słońce Jego wschodzi nad złymi i dobrymi, a deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.”
Ważne jest tu wyjaśnienie Biblii Poznańskiej: że według Księgi Kapłańskiej 19,18 należy miłować bliźniego jak siebie samego, nakazu nienawiści do wrogów nie ma w Starym Testamencie ani w pismach rabinicznych. Znaleziono je dopiero w Księdze Reguły z Qumran (1QS1,10), gdzie nakazano nienawidzić wszystkich synów ciemności, każdego według jego winy, a obrzęd przyjmowania do zrzeszenia przewidywał przekleństwa na wszystkich, którzy nie byli jego członkami (1QS2,9). Chodzi tu prawdopodobnie o popularną zasadę, wedługktórej przeciętny Izraelita z czasów Jezusa układał swój stosunek do przyjaciół i wrogów. Obowiązek miłości bliźniego obejmował tylko współrodaków, nie obcych, Samarytan, pogan, nie obejmował zwłaszcza Rzymian. 
Nie dziwmy się temu za bardzo: narody podbite, z naszym było chyba podobnie, kultywują nienawiść do okupanta, a przez to może więcej w nich jakiejś w ogóle ksenofobii, zamknięcia na jakąkolwiek inność. W każdym razie wejrzyjmy w swoją polską i katolicką duszę: ile w nas ciągle Starego Testamentu nie tyle w sensie literalnym, bo w Starym jest przecież choćby preewangeliczny Izajasz, ale w sensie starych myślowych ograniczeń, a ile Nowego? Ile w nas w ogóle miłości, ile nienawiści?

22:42, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
piątek, 10 marca 2017
O mowie nienawiści. O Ego...

Ewangelia Mateusza 5,22
„Każdy, kto żywi gniew do brata swego, pod sąd pójdzie. Kto by zaś rzekł bratu swemu: - Pusta głowo, stanie przed Sanhedrynem, a kto by rzekł: - Bezbożny głupcze, wrzucony będzie do ognistej Gehenny.” Ostrzeżenie przed „hejtem” mocne, każdy, kto się mieni katolikiem albo ogólnie chrześcijaninem, powinien wiedzieć, co go według jego wiary czeka.
PS. Rachujmy zatem sumienia swoje. Na szczęście są instrumenty: do marcowego numeru miesięcznika dominikańskiego „W drodze” został na przykład dołączony jako osobna tekturka fragment Krzysztofa Pałysa OP „Klucz do rachunku sumienia”. Kapitalny! Oto fragmencik fragmentu: „Czy więcej słucham niż mówię? Czy staram się bardziej rozumieć innych niż chcieć być zrozumianym? Czy bardziej kocham, czy raczej chcę być kochanym? Czy zawsze musi być na «moim», nie potrafiłem odpuścić, chcąc, aby inni dostosowali się do mnie? Czy potrafię modlić się za tych, których zwyczajnie nie lubię? Czy kiedy byłem smutny, skupiałem się wyłącznie na sobie? Czy to doświadczenie pozwalało mi dostrzec innego człowieka, który jest także przygnieciony nieszczęściem?”

13:45, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
czwartek, 09 marca 2017
Bóg jednak wie lepiej

Ewangelia Mateusza 7,7-12
Perykopa niemal prowokacyjna: „Proście, a zostanie wam dane, szukajcie, a znajdziecie, dobijajcie się, a będzie wam otwarte” („Ekumeniczny Przekład Przyjaciół”). Prowokacyjna, bo nie może nie budzić zdziwienia, jeżeli nie złości. Po co takie Boże obietnice, jeżeli nie dotrzymuje On oczywiście słowa? Nie może zresztą wysłuchiwać wszystkich modlitw, gdy każdy mecz sportowy uniemożliwia to treścią ludzkich życzeń przecież wręcz przeciwnych. Autor (i redaktor) tej ewangelii, podobnie jak Łukasz (11,9-13), musieli się liczyć z tego rodzaju niechętnym odbiorem czytelniczym, a jednak tekst poszedł w świat. Widać zakładali,że również ich czytelnicy wierzą, iż Bóg wie lepiej, czego nam naprawdę trzeba. PS. Trzecie już, trochę poprawione wydanie „Ekumenicznego Przekładu Przyjaciół”, czyli tłumaczenia Nowego Testamentu przez trzech duchownych trzech wyznań, można znaleźć w księgarni przy kościele chrześcijan baptystów w Warszawie (ul. Waliców 25). Wydawcą jest znowu dr Henryk Ryszard Tomaszewski. Można tam nabyć też za 25 złotych przepięknie ilustrowane wydanie drugie, dokonane w krakowskim Wydawnictwie M; zbierane w tensposób fundusze przeznaczone są dla Chrześcijańskiej Fundacji Radość, która zajmuje się różnorodną pomocą dzieciom bardzo jej potrzebującym.

13:51, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 08 marca 2017
Ludzie i zwierzęta pospołu…

Księga Jonasza 3,1-10
Mało jest w Biblii przekazów o zwierzętach „jako takich”, o ich życiu intelektualnym, duchowym. Czasem jednak błyska coś takiego, jak owa oślica Balaama mądrzejsza od właściciela, całe stworzenie cierpiące i oczekujące zbawienia w Liście do Rzymian, no i tutaj, w księdze proroka połkniętego przez wodne zwierzę, mowa jest o nawracających się mieszkańcach Niniwy: „Ludzie i zwierzęta niech nic nie jedzą, niech się nie pasą i wody nie piją, niechaj każdy odwróci się od swojego złego postępowania.” Zaświtała tu może jakbyświadomość, że również ci nasi bracia mniejsi duchem, choć niektórzy ciałem więksi o wiele, mają w sobie coś jakby duchowego, coś na kształt sumienia, do jakiegoś pokutnego samokrytycyzmu zdolność. W każdym razie zoologiczno-teologiczna ciekawostka.
Dla „Magazynu Świątecznego” kazano mi napisać notkę o Poncjuszu Piłacie. Wklejam ją tutaj, bo to postać niewątpliwie biblijna.
Rzymski prefekt, czyli zarządca, dowódca wojska i główny sędzia Judei, południowej części Palestyny, urzędujący w latach w latach 26-36. Pochodzący z krainy Pont czy też rodu rzymskiego Pontów. Postać najbardziej znana z tekstów ewangelii, ale też z historiografii pozakościelnej, z pism autorów żydowskich, Józefa Flawiusza i Filona. Przez tych drugich przedstawiany jest bardzo negatywnie: jako lekceważącego wręcz prowokacyjnie uczucia religijne Żydów, krwawego autokraty. Raz na przykład jego żołnierze wnieśli do Jerozolimy sztandary z wizerunkiem cesarza, co było dla jej mieszkańców jawnym bałwochwalstwem, zrobionym zresztą podstępnie, w nocy. Powszechne oburzenie ludności zmusiło Rzymian do usunięcia sztandarów dopiero wtedy, gdy Żydzi zastosowali bierny opór: położyli się na ziemi, odsłaniając żołnierzom z mieczami swoje szyje. Inna podobna decyzja została cofnięta przez samego cesarza. Niektóre posunięcia kończyły się krwawo: gdy zarekwirował pieniądze świątynne na budowę miejskiego wodociągu, w protestach wielu zginęło lub zostało rannych.
A tłumiono opór perfidnie: atakowali władze przebrani po cywilnemu żołnierze. Podobnych konfliktów nie brakowało, w końcu Piłat został odwołany. Ewangelia Łukasza (13,1) wspomina o jeszcze jednej masakrze, w ogóle jednak obraz tej postaci w pismach chrześcijańskich jest o wiele sympatyczniejszy. Ciężar winy zazamordowanie Jezusa spoczywa tam w dużej mierze na żydowskiej elicie władzy, wywierającej na Piłata bardzo mocny nacisk. Ewangeliści różnią się tutaj trochę, skłonność do obrony rzymskiego urzędnika widać wyraźniej u Mateusza i Jana, w każdym razie jawi się on raczej jako sędzia sprawiedliwy. Choć oportunista, bo przestraszył się jednak podburzonego przez kapłanów tłumu, jak też ich pogróżki, że podpadnie cesarzowi, gdy ten się dowie, że uwolnił Jezusa uważającego się przecież za żydowskiego króla. Niektórzy chrześcijańscy bibliści przyznają w dialogu z żydowskimi, że podobny obraz władz żydowskich i rzymskich nie odpowiada prawdzie. Że powstał w sytuacji wzrastającego konfliktu pierwotnego Kościoła z Synagogą, gdy ten pierwszy nie chciał mieć w Rzymianach zdecydowanego wroga. Jeszcze dalej w rehabilitacji Piłata poszli późniejsi kościelni autorzy, czasem nawet sugerując, że został on w końcu chrześcijaninem.

15:11, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 07 marca 2017
Pokuszenia i pokusy

Ewangelia Mateusza 6,13
„I obyś nie wystawiał nas na próbę, ale uchowaj nas od złego” (EPP). Dojrzewało długo jasne dzisiaj tłumaczenie tych słów arcymodlitwy chrześcijan, przekładanych tradycyjnie: „I nie wódź nas na pokuszenie”, dziwnych, bo przecież Bóg to nie diabeł kusiciel. Tłumaczono jakoś o próbie zamiast pokusie mówiąc. Aż dowiedziałem się, że owszem, w języku staropolskim rzeczownik odsłowny „pokuszenie” próbowanie właśnie oznaczał (rosyjskie „kuszanie”). Czyli czasem przyjemności zupełnie niegrzeszne. Ale są również zbrodnicze.
Nieopanowany pociąg seksualny do nieletnich to potworność nad potwornością, ale nie zaczęła się przecież parędziesiąt lat temu; nie wiem nawet, czy - jak się twierdzi - więcej jej teraz, gdy seksu w publicznym powietrzu tyle. Była zawsze, w rodzinach, bo tu do ofiar najbliżej, oraz w kościelnych strukturach, bo tam też one łatwo dostępne. Ale teraz oburzenie społeczne podobne czyny powstrzymywać może.
Zacząłem trochę przekornie, choć mam pokorę za temat. Własną hierarchów, która też owocuje samokrytycyzmem instytucji. Inspirowany parokrotnie przez Franciszka Episkopat Polski ustanowił Dzień Modlitwy i Pokuty za te księże grzechy. W terminie kościelnym zrozumiałym, bo w pierwszy piątek Wielkiego Postu, który w tym roku przypadł 3 marca.
Zaczęło się od wcześniejszych wypowiedzi biskupów. O bardzo potrzebnych słowach prymasa Polaka i kardynała Nycza już pisałem, dziękuję tu jednak również biskupowi płockiemu Piotrowi Liberze za mocne słowa w rozmowie z Katolicką Agencją Informacyjną 28 lutego. Marcin Przeciszewski zapytał go na przykład o „często spotykaną” tezę, że to problem jedynie Kościołów katolickich Zachodu, Kościoła w Polsce nie dotknął.
Odpowiedź: „Kościół w Polsce prowadził i nadal prowadzi pracę z dziećmi i młodzieżą, a więc z takim niebezpieczeństwem musi się liczyć, ale też starać się przed nim bronić”. I o tej obronie jest dalej obszernie mowa. Biskup Libera akcentował dotąd i akcentuje w tym wywiadzie, że biskupi dawali się zwieść pedofilom. „Zdarza się, że pierwszą reakcją biskupa jest obrona duchownego. Wyżej stawiane jest wtedy dobro sprawcy niż ofiary. Czasami dany biskup i dany ksiądz, kolega oskarżonego, w geście fałszywej solidarności czy fałszywego współczucia, jest skłonny bardziej wierzyć temu, co mówi sprawca niż ofiara i jej opiekunowie”.
Przeczytałem uważnie serwis KAI, by napisać, co było w tamten piątek pokutny. Nie wiem, czy nie najlepiej wypadł Kraków: tamtejszy biskup pomocniczy Grzegorz Ryś poinformował, że tekst Drogi Krzyżowej specjalnie przygotowanej na ten dzień rozesłano tam do wszystkich księży; „nie aby ją odprawiać publicznie, ale żeby każdy z duchownych znalazł czas na samotne spotkanie przed Bogiem, żeby się zderzyć z tym grzechem, wobec którego momentami jesteśmy bezradni”. Dowiedziałem się też o nabożeństwach w kilku jednak tylko miastach: Gnieźnie, Poznaniu, Warszawie, Warszawie Pradze, warszawskiej katedrze polowej, oczywiście Płocku, Lublinie, Rzeszowie. W różnych miejscach odczytano modlitwę przebłagalną ojca Józefa Augustyna, jezuity, rozesłaną prze Sekretariat Episkopatu do wszystkich diecezji (mamy ich w Polsce 41). Arcybiskup lubelski Stanisław Budzik powiedział, że „każdy nasz osobisty grzech obniża świętość Kościoła”. A tamte grzechy już na pewno uderzają w autorytet kościelnej instytucji. Może jednak po tylu słowach będzie teraz lepiej.

17:01, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 06 marca 2017
Bliźniemu, czyli Jemu

Ewangelia Mateusza 25,40
„Amen, mówię wam, cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnie uczyniliście” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół). Biblia jako całość ten znak równości sugeruje, jeszcze bardziej ta właśnie ewangelia: tutaj mamy jasno i wyraźnie powiedziane, że kto służy bliźniemu, Bogu służy. Rehabilitacja etyczna wszystkich innych, ateistów również. A są w tej perykopie też odpowiednie słowa, że kto nie służy bliźniemu, ten Boga się zapiera, choćby gadał niewiadomo, co.

14:28, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 05 marca 2017
Każdy człowiek jest kuszony

Księga Rodzaju 2,7-9; 3,1-7
List do Rzymian 5,12-19
Ewangelia Mateusza 4,1-11
Kościół rzymskokatolicki poleca swoim wiernym czytać dzisiaj w Biblii o pokusach. Mamy zatem przypomnianą opowieść o wężu, który zbałamucił moralnie Adama i Ewę, oraz o tymże kusicielu, który chciał zrobić to samo z Jezusem na pustyni. Obie opowieści są obrazami człowieczej doli-niedoli, polegającej na tym, że od czasu do czasu wybierać musi. 
Obrazami teologicznymi, nie historycznymi: pierwsi nasi rodzice to postacie w ogóle legendarne, Jezus z Nazaretu naprawdę istniał, ale też kuszenie Go na pustkowiu nie jest opowieścią reportażową, sceny opisane świadków nie mają i Jezus zapewne nie zwierzył się apostołom z takich przeżyć. Tamte opisy to ewangelistów teologia zbudowana na znajomości Chrystusa.
A Paweł tłumaczy, że przez jednego człowieka grzech wszedł w świat, a przez grzech śmierć, ale też przez jednego człowieka spłynęła na wielu łaska Boża. Był problem z jednym człowiekiem Adamem: mało który biolog jest w stanie przyjąć, że ludzkość pochodzi od jednej tylko pary. Na szczęście teologowie, władze kościelne nie upierają się dzisiaj przy dosłownej interpretacji pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju: ewolucja doprowadziła do powstania niejednej pary homo sapiens. Spór monogenizmu z poligenizmem został w ten sposób rozstrzygnięty na korzyść nauki przyrodniczej.

12:33, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
sobota, 04 marca 2017
Świętego Kazimierza za co czcić powinniśmy?

Mądrość Syracha 51,13-20
„Będąc jeszcze młodym, zanim zacząłem podróżować, szukałem jawnie mądrości w modlitwie. U bram świątyni prosiłem o nią, aż do końca szukać jej będę.”
Takie oraz następne są na dzisiaj Syrachowe słowa, bo mamy w tę sobotę w Polsce liturgiczne wspomnienie świętego Kazimierza. Dużo by o nim pisać niehagiograficznie. Co zresztą jest hagiografią, a co nie? To, że był „młotem na schizmatyków”, czyli urzędując w Wilnie prawosławnych usilnie zwalczał, pewnie nie było kiedyś świętobliwym lukrem na jego życiorysie, tylko radosnym odnotowaniem faktu bezspornego, dzisiaj jednak plamą raczej, czyli pominięcie go hagiografią jest.
Co prawda, profesor Zbigniew Mikołejko w swoim opasłym dziele „Iskier” pt. „Żywoty świętych poprawione ponownie” (czyli przedstawienie wszystkich Polaków na ołtarzach dzisiaj będących) napisał coś, co świętokazimierzowy „aekumenizm” stawia pod pewnym znakiem zapytania. „Dawni hagiografowie utrzymywali, że to właśnie pod presją królewicza Kazimierza jego ojciec, Kazimierz Jagielończyk, zakazał budowania na Litwie nowych cerkwi prawosławnych. Skarga napisał nawet, że taki właśnie dokument znajduje się w archiwum kapituły wileńskiej. Współcześni historycy kościelni twierdzą jednak, że król nigdy go nie wystawił. Nie wystawił, bo – ten argument wart jest głębokiego namysłu – go nie odnaleziono. Jednak piętnastowieczna  erkiew żywiła wobec młodego Jagiellona jakąś zaciętą – żeby nie powiedzieć więcej – niechęć. I niechęć ta przetrwała parę stuleci parę ładnych stuleci, wcale nie ustępując”. A wtedy nie mogło być chyba inaczej, jeżeli wojowaliśmy z „Moskwicinami”, którzy jako żywo prawosławni byli i z kolei „papistów” za schizmatyków paskudnych mieli. Takie były czasy, dzisiaj jest wreszcie inaczej.Jaki był poza tym patron Polski i Litwy? Mikołejko, który hagiografem katolickim absolutnie nie jest i tych bohaterów narodowych traktuje z ironicznym dystansem, o królewiczu potrafi jednak napisać sporo dobrego. Broni go przed wymyśleniami żywotopisarzy, cytując Feliksa Konecznego: „Kto go zna tylko z legendy, mniema o nim, że umiał tylko odmawiać modlitwy, chodząc od kościoła do kościoła nawet po nocy. Zabawna jest legenda, gdy opowiada, jak królewicz klęczy na śniegu przed kościołem, bo kościół właśnie zamknięty!
Dziwy nie lada! Lubił chadzać w sam raz do kościołów zamkniętych (...) Są tacy święci, którzy w największym wirze świata, na najwybitniejszych stanowiskach i wśród nawały różnorodnych spraw świeckich starali się zaprowadzić sprawiedliwość chrześcijańską w praktyce i dbali o moralności w polityce. O zasadzie swych rządów sam napisał w pewnym piśmie do wrocławian, że chce wybadać, czego wymaga sprawiedliwość «którą nad wszystkie cnoty uprawiać winienem i pragnę»”. Czyli – chyba pisząc to nie przerobię go lakierniczo na katolika otwartego AD 2017 – po prostu starał się o jakąś elementarną pośród polityki etykę. Mikołejko odnotowuje na przykład, że po nieudanej wojnie o koronę węgierską dla niego zachował się tak, jaki był: pokornie. Uznał to „przedsięwzięcie za niegodne chrześcijanina połączone z daremnym przelewem krwi, bratobójstwem oraz ślepą, bezlitosną przemocą żołdactwa”. Choć spętany międzywyznaniową nienawiścią nie za bardzo rozumiał, że prawosławny taki sam jak rzymski katolik człowiek, też chrześcijanin zresztą ityle samo mu się należy duchowej wolności.
Według Piotra Skargi lekarze obiecali mu ozdrowienie „jeśli czystości [seksualnej] odstąpi”. Tę propozycję łóżkowej kuracji odrzucił z oburzeniem i można się nad tym uśmiechnąć, ale nie uznać go za obsesjonata. A jego duchową i socjologiczną sylwetkę kończy Mikołejko sugestią, że kult Kazimierza przez komunistów zwalczany był symbolem litewskiej niepodległości.

09:46, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 03 marca 2017
Post: rozerwać kajdany zła

Księga Izajasza 58,1-9a
Izajasz jest jak zawsze niezawodny, wyprzedza ewangelie kapitalnie: post nie tyle na „umartwieniach” polega, ale na tym, by innych ludzi nie umartwiać. Prorok wypomina: „Otóż w dzień waszego postu wy znajdujecie sobie zajęcie [tak tłumaczy Tysiąclatka, chyba lepiej Poznanianka: „zajmujecie się swoimi sprawami] i uciskacie wszystkich swoich robotników (...) Czyż nie jest raczej postem, który Ja [Bóg] wybieram: rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić na wolność uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać, dzielić swój chleb z głodnym, do domu wprowadzić biednych tułaczy [uchodźców!] i nie odwrócić sięod współziomków”.
Myślę o tych bardzo długich wiekach, kiedy to „dobrzy” chrześcijanie uciskali potwornie chłopów pańszczyźnianych, ludzi czarnoskórych, czerwonoskórych; żółtoskórych rzadziej, ale czemu nie. Pościli, Biblię mając w nosie.

19:26, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
czwartek, 02 marca 2017
Życie nie jest romansem...

Ewangelia Łukasza 9,22-25
Słowa Biblii znane dokładnie, ale mogą mylić niewąsko. Że Jezus musi wycierpieć wiele, zanim zmartwychwstanie, że jeśli chcemy iść za Nim, musimy się zaprzeć samego siebie, codziennie nieść swój krzyż. Co więcej, jeśli chcemy zachować swoje życie, stracimy je, a kto je straci z powodu Jezusa, ten je uratuje. „Co za pożytek miałby człowiek, zdobywając cały świat, siebie zaś gubiąc lub sobie szkodząc?” (EPP). Egocentryzm? Zupełnie co innego: niesiemy swój krzyż na ogół w ten sposób, że wytrzymujemy bliźnich swoich czy raczej staramy się, że było łatwo nas wytrzymać. To nie jest żadne cierpiętnictwo. To zrozumienie, że życie nie jest romansem, żeby je dobrze przebyć, trzeba sporo ascezy. Takiej zupełnie naturalnej, żadne tam biczowanie się. Choć nie wiem, może pomagało ono Karolowi – jeśli je rzeczywiście stosował – poskromić jakieś niedobre skłonności. Jeżeli nie mylił się myśląc, że bez nich będzie lepszy.
PS. Pisząc wczoraj na blogu i w „GW”, nie wyjaśniłem, czemu wczorajsza środa zwie się popielcową: młode pokolenie może tego na ogół nie wie. Otóż to od popiołu, którym posypuje się katolickie głowy ze słowami „Prochem jesteś i w proch się obrócisz” (Księga Rodzaju 3,19). Pokora, świadomość własnej znikomości, pokuta. U ewangelików takiego obrzędu nie ma, co nie znaczy, że myślą o sobie inaczej.

09:48, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 01 marca 2017
Post starannie skrywany. Przede wszystkim nie pożerajmy się nawzajem

Ewangelia Mateusza 6,1-6.16-18
Dzisiaj nie święto, ale dzień niezwyczajny: środa zwana u chrześcijan zachodnich popielcową; nie u wszystkich, ale licznych, bo różnych katolickich (rzymsko-, polskokatolickich, starokatolickich mariawitów), a i przynajmniej dwóch ewangelickich: luterańskim i reformowanym. Początek czasuduchowego przygotowania zwanego Wielkim Postem, u luteran(ów) raczej Czasem Pasyjnym. Pasyjnym, bo poprzedza pasję, czyli mękę i śmierć Chrystusa, raczej nie postem, bo ten kojarzy się z jakąś dietą, ascezągastronomiczną. Ascezą zresztą trochę dziwną, bo owo katolickie rozróżnienie między kręgowcami, jak ktoś ów obyczaj religijny nazwał złośliwie, do ludzi współczesnych raczej nie trafia: do ewangelików na przykład albo i katolików myślących mniej tradycyjnie, agnostyków naturalnie również! Ale trzeba zaznaczyć, że w tej sprawie prawosławni są bardzo po dawnemu rygorystyczni.
W znakomitym jak zwykle numerze marcowym dominikańskiego miesięcznika „W drodze” rozmowa Tomasza Maćkowiaka z Marianną Jarą z tego Kościoła, a tam między innymi informacja, że w Wielkim Poście nawet i rybę je się wtedy tylko dwa razy. Ale pani Marianna cytuje też słowa świętobliwego ukraińskiego metropolity Wołodymyra: „W poście najważniejsze jest to, aby nie «jeść» jeden drugiego”. Chodzi o to - wyjaśnia żona księdza prawosławnego z Sanoka - aby nie krzywdzić się wzajemnie. Maćkowiak rozmawia następnie z imamem polskim Youssefem Chamidem o ramadanie. To niejedzenie i niepicie od wschodu i zachodu słońca przez cały miesiąc: Przez jedenaście miesięcy w roku człowiek karmi swoje ciało jedzeniem i piciem. Ramadan to miesiąc, w którym karmimy swoją duszę.” A wreszcie mamy świetny tekst jezuity, byłego prowincjała Polski południowej, Wojciecha Ziółka. Lid: „Jestem przeciwnikiem «ubóstwiania» postu i robienia zeń jakiegoś superprzykazania. Boli mnie koncentrowanie się na poście, wstrzemięźliwości i abstynencji przy jednoczesnym pomijaniu ważności zmysłowo odczuwalnego świętowania, cieszenia się, radości.” Święte słowa Jegomości!
A w „Gazecie Wyborczej”dzisiaj mój komentarz pt.:”Postprawdy o Wielkim Poście”. Może wart lektury jako uzupełnienie tego wpisu.
Dzisiaj w różnych Kościołach chrześcijańskich Zachodu tak zwana Środa Popielcowa. Początek sześciotygodniowego okresu zwanego Wielkim Postem, duchowego przygotowania do największego święta chrześcijańskiego, Wielkanocy. Słowo „post” ma dzisiaj znaczeń wiele, katolikom kojarzy się jednak wciąż z gastronomią. Z tradycyjnym odróżnianiem ryby od ssaka i ptaka, które łatwo ośmieszyć (a ośmiorniczki?...). Sens ogólnych wskazań kościelnych jest jednak trudny do podważenia: chodzi o oczywistą dla wszystkich ludzi pracę samowychowawczą. Dobrze jest wzywać do niej szczególnie dzisiaj, ale czy nie jest nazbyt detaliczne rzymskokatolickie pouczenie, że można się dzisiaj posilić trzy razy, ale raz tylko „do sytości”. Czy nie jest to kazuistyka, której tak nie lubi papież Franciszek?
Ważniejszy niż brzuch jest tutaj nasz duch - a poza tym bliźni nasz bliski i daleki. I tu odwołam się do urzędowych reprezentantów Kościoła. Kardynał Kazimierz Nycz w mądrym liście pasterskim proponuje, żeby zaoszczędzone na poście fundusze przeznaczyć na pomoc mieszkańcom Syrii. A arcybiskup gnieźnieński prymas Wojciech Polak zapowiada, że w obchodzonym po raz pierwszy w tym roku 3 marca Dniu Modlitwy i Pokuty za księże grzechy wykorzystywania seksualnego małoletnich będzie się wraz ze swoimi współpracownikami modlił za ofiary tych haniebnych czynów, ale do pokuty i modlitwy w tej intencji wezwał wszystkich duchownych i osoby zakonne. Podobna pokuta jest na czasie właśnie w Wielkim Poście, czego zaznaczać nie muszę.

17:07, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 120
Archiwum