Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
poniedziałek, 20 listopada 2017
Nie jedli pokarmów nieczystych

1 Księga Machabejska 1,10-15.41-43.54-57.62-64
Prześladowanie Żydów za panowania Antiocha Epifanesa IV z dynastii greckiej Seleucydów. Władcy temu przyszło do głowy, żeby Żydów zhellenizować i stłumić judaizm. Synowie Izraela wiarołomni podburzali rodaków, żeby zawarli przymierze z narodami, które mieszkają obok. Idea internacjonalistycznie piękna, ale oznaczała przymuszanie do kultu pogańskiego. Składano ofiary bożkom i znieważano szabat. Niektórzy Izraelici jednak postanowili pokarmów nieczystych nie jeść i trzymali się mocno tego postanowienia, toteż oddali za tę wierność swoje życie doczesne. Tak to historia jest niezmienna: zawsze są ludzie układni i nonkonformiści. O pokarmy chodzi czy coś całkiem innego, o symbole, bo religia to przecież zjawisko jakoś kulturowe, a wierność jest zawsze ideałem wspaniałym.

14:24, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
niedziela, 19 listopada 2017
Jezus był okrutny?

Ewangelia Mateusza 25,14-30
Przypowieść o talentach, oczywiście nie o ludzkich zdolnościach, ale o pieniądzach. I to wielkich, jeden talent to była miara wartości maksymalna. Mamy tu bardzo ostre, jakby okrutne słowa Jezusa o tym, co otrzymał tylko jeden talent i go zakopał zamiast obracać z zyskiem: „Sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.” Wiem, że to nie musi być wcale eksmisja do piekła, tylko poza oświetloną salę. I że to w ogóle przypowieść, czyli tekst, którego nie należy rozumieć dosłownie. A może został wyostrzony przez owych wspominanych przeze mnie redaktorów? Raczej mamy tu jak zawsze ostry, gwałtowny Jezusowy styl prorocki.

19:58, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
sobota, 18 listopada 2017
Bóg zawsze obroni. Biblia nie zawsze jasna

Ewangelia Łukasza 18,1-8
„A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy nie będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” Modlitwa skutkuje zawsze, to stała Biblia pewność i nie mogło być inaczej, bo taka jest tutaj wizja Boga. Tyle tylko, że jak pisałem nieraz, jest jednocześnie w Piśmie Jego koncepcja jako Tego, który wie lepiej nieskończenie, pisze kaligrafią całkiem inną niż nasza. Może obroni nas Bóg dopiero na tamtym świecie; czyli już nie prędko jednak, jak tu jest powiedziane, więc nie o to może chodzi. Ostatnie zdanie pytające Synu Człowieczym, tu chyba nie retoryczne, jak poprzednie, według Poznanianki należy raczej do tych licznych, które ewangeliści, osobliwie Łukasz, dodają do tekstu w dość dowolnym miejscu. Raczej może nie czynił tego sam autor tekstu, ale jego późniejszy redaktor – miał taki materiał pochodzący z jakiegoś innego źródła, i nie chciał go zmarnować. Ale jeżeli należy to do zdań poprzednich, to może sugeruje, że do modlitwy „proszalnej” potrzebna jest wiara już teraz, przecież nie dopiero przy świata końcu. Ale z kolei mowa tu jednak wyraźnie o Paruzji, przyjściu Chrystusa powtórnym. Biblia nie jest lekturą łatwą. Jak każda pewnie sprzed lat prawie dwóch tysięcy.

08:36, jan.turnau
Link Komentarze (20) »
piątek, 17 listopada 2017
Starotestamentalna filozofia Boga

Księga Mądrości 13,1-9
„Głupi z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga” Albowiem różne rzeczy stworzone uznali za bóstwa, które rządzą światem: „ogień, wiatr, powietrze chyże, gwiazdy dokoła”. Z wielkości piękna stworzeń powinni byli poznać ich Stwórcę. Zasługują na mniejszą naganę, bo przynajmniej Boga szukają i pragną Go znaleźć, ale im także nie można wybaczyć. „Jeśli się bowiem zdobyli na tyle wiedzy, by móc ogarnąć wszechświat – jakże nie znaleźli rychlej jego Władcy?” Mamy tu długie rozważanie idolatrii, słabiutkie tylko słowa o tych, którzy w ogóle Boga nie szukają: to zapewne myśl nie o ateistach, niemieszcząca się w głowach Żydów tamtoczesnych, ale może o jakichś ludziach obojętnych na ten problem filozoficzny.

12:47, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
czwartek, 16 listopada 2017
Mądrość, czyli Duch Święty. Marcin Luter na spokojnie

Księga Mądrości 7,22-23
„Jest bowiem w niej duch rozumny, święty, jedyny, wieloraki, subtelny, rączy, przenikliwy, nieskalany, jasny, niezadający bólu, miłujący dobro, bystry, niepowstrzymany, dobroczynny, miłujący ludzi, mocny, niezawodny, beztroski, wszechmogący i wszystkowidzący, przenikający wszelkie duchy rozumne, czyste i najsubtelniejsze.”
Ileż różnych określeń Mądrości! Widać w tej wielości oczywiście ambicję, aby wyrazić, zaznaczyć jakąś szerokość tego pojęcia. Gdy dodam jeszcze, że Mądrość jest „tchnieniem mocy Bożej”, a tchnienie to przecież dech, czyli właśnie duch, to skojarzymy pewnie owo pojęcie starotestamentalne z nowotestamentalną trzecią osobą Trójcy. Wiara nowotestamentalna nie wyskoczyła jak filip z konopi, były w Starym Przymierzu prześwity Nowego. Nawet i nasze pojmowanie Syna Bożego jako kogoś więcej niż zwykłego dziecka Bożego – wyczytałem to u kogoś z polskich autorów ewangelickich – ma już jakby takie głębokie korzenie. Zarazem Syn Boży to w Ewangelii Jana Słowo, czyli „Logos”, pojęciemoże zbliżone do Mądrości.
Jak zwykle, doklejam inną moją pisankę, napisaną do naszego poniedziałkowego magazynu historycznego „Ale historia!” Marcina Lutra obraz bez emocji Wymyśliłem taki tytuł, choć zdaję sobie sprawę, że może zdziwić. A to przy złym jego zrozumieniu. No bo można by powiedzieć, że inicjator reformacji protestanckiej był jedną wielką emocją. O czym będzie dalej, a zaraz wyjaśnię mój zamysł. Nie chodzi mi o uczuciowość Lutra, ale Pawła Lisickiego. Wydał właśnie książkę na powyższy temat („Luter. Ciemna strona rewolucji”), napisaną niemal z wściekłością: to nie studium, nie spokojna biografia, ale pamflet i to gwałtowny, z zachowaniem wszelkich proporcji czasu i osoby podobny nieco do pisania doktora Marcina ... To jednak temat dla felietonisty Jonasza, tutaj o innej książce.
Otóż Sebastian Duda o Lutrze napisał dzieło chłodno informacyjne. Podobne do tych, które pisze się na ogół teraz w Kościele rzymskokatolickim. Kiedyśmy po pięciu wiekach zrozumieli, że za rozłam winić trzeba obie strony, czyli pojęliśmy wreszcie w pełni, że kryzyschrześcijaństwa zachodniego, z władzą papieską już mocno ugruntowaną, był wówczas przeraźliwy, dla nas dzisiaj niemal niewyobrażalny. Pomijając inne dziedziny życia, w tej, która uchodziła wówczas faktycznie za najważniejszą, to znaczy „de sexto” (skojarzenia z seksem błędne, chodzi o przykazanie w dekalogu katechizmowym katolickim szóste).
Rozwiązłość moralna na rzymskim szczycie była kolosalna. Leon X, który jako pierwszy papież starł się z byłym mnichem augustiańskim, nie zerwał z takim stylem życia. Miał kochanka, Alfonsa Petrucciego, którego mianował kardynałem, choć homoseksualizm uchodził wtedy oczywiście za grzech okropny. Co gorsza, przestali się kochać z czasem. Petrucci chciał papieża otruć, bo nie on otrzymał od niego biskupstwo Sieny, tylko jego kuzyn, więc kochanek skazał go na śmierć, ten torturowany potwornie przyznał się do winy i wyrok wykonano przez uduszenie. Pieniędzmi Leon X szastał mocno, poza tym zajmował się nie reformą Kościoła, tak wtedy potrzebną, tylko polityką. Na tym tle Luter wygląda jak moralny rygorysta.
Zdaniem Dudy nie tamta papieska obrzydliwość epatowała młodego Marcina najbardziej, bo była przez papieskich dworzan ukrywane skrzętnie. Podczas czteromiesięcznego pobytu w Rzymie musiał jednak zauważyć coś z tego duchowego luzu i potrzebę reformy. Przede wszystkim jednak początkowo gnębiło go co innego: troska o własne zbawienie. A przeżył duchowy wstrząs, bo o mało co nie zabił go piorun. Postanowił przerwać studia teologiczne i wstąpić do klasztoru. Męczyły go potworne wyrzuty sumienia spowodowane w dużej mierze stylem duszpasterskim epoki. Panował niesamowity strach przed grzechem. Szczególnie tym „cielesnym”. Uczucia owe maltretowały Lutra psychicznie. Autor książki pisze, że są w tej sprawie różne poglądy, ale swój podtrzymuje. Według niego Lutrowy zakon, augustiański, zajmował się owymi grzechami szczególnie. W klasztorze erfurckim, gdzie niemiecki reformator zaczynał zakonne życie, już samo spojrzenie na kobietę uważano za dowód wyjątkowego upadku. Bracia musieli śledzić siebie nawzajem i donosić, a kary były dotkliwe, nawet czasem skuwano winowajcom nogi. Onanizm uważany był za winę poważniejszą niż gwałt, za grzech arcyciężki. Spowiednicy przesłuchiwali w tej sprawie młodzieńców troskliwie. A był to zapewne problem Lutra bardzo przezeń przeżywany. Antyfeminizm teologiczny i duszpasterski kwitł przeraźliwie, z niego wynikała również obsesja na temat czarownic. Oczywiście działała też generalnie inna: potworny lęk przed szatanem. Skądinąd obraz Boga po swojemu był straszny, działała powszechna pedagogia moralna strachu. Sam Luter wyznał, że w Chrystusa miłosiernego nie wierzył, że włosy stawały mu na głowie, gdy myślał o Sądzie Ostatecznym.
Duda opowiada o tym obszernie, obficie cytując różnych autorów, książki u nas tłumaczone: sławne Jeana Delumeau, ale też biografie Lutra Johna M. Todda, Richarda Friedenthala. Czy ma rację, czy nie przesadza? Referuję, nie weryfikuję, zaznaczę tylko, że zażarty krytyk reformatora Lisicki samego tego obrazu ówczesnego Lutra jakby nie kwestionuje. Rzeczywiście jego nagłe myślowe olśnienie, że Bóg jest z gruntu inny, musiało być duchową rewolucją. I zaowocowało rewolucją kościelną. Nie twierdzę, że z tego głównie wynikła: „błędy i wypaczenia” kościelne były, wiadomo, wielorakie: sprawa odpustów, ordynarnego handlu nimi, była tu zapalnikiem. Niemniej Reformator musiał widzieć więcej.
Co nie znaczy, że Duda, że napisał jakąś ekumeniczną apologię. Oczywiście informuje obszernie, że były zakonnik z czasem zaczął atakować papiestwo z impetem najpotężniejszym, z wulgaryzmami nawet w tej epoce rzadkimi, że jakąkolwiek tolerancją przestawał mieć cokolwiek wspólnego. Duda pisze jak historyk, nie publicysta. Nie sądzę jednak, by jako autor rzymskokatolicki bił się w piersi swego Kościoła zbyt mocno, ekumenicznie nazbyt gorliwie.
Zakończę przytoczeniem zakończenia książki. „Rewolucja, którą zapoczątkował Luter, miała istotnie poważne reperkusje. Sprawiła, że rzymskim tronie pontyfikalnym nie zasiadali już zdemoralizowani biskupi. Papieże nie chełpili się też kwestią własnego zbawienia i czuli się bardziej odpowiedzialni za Kościół, na czele którego stali. W Trydencie odbył się wyczekiwany od dziesiątków lat sobór, który nie doprowadził wprawdzie do zakończenia rozłamu, lecz wywarł olbrzymi wpływ na kodyfikację doktryny katolickiej oraz administrację i sztukę kościelną. Skutki tej reformy (która nie było wyłącznie kontrreformacją – walką z protestantyzmem) katolicy odczuwają do dziś. Przyjęte w Trydencie rozstrzygnięcia teologiczne wciąż wpływają m.in. na formułę sakramentu pokuty. Reformacja odmieniła nie tylko Kościół katolicki. Wpłynęła dodatnio na rozwój myśli, na rozumienie tego, kim w swej istocie i naturze jest człowiek. Tak zwany antropologiczny wymiar protestantyzmu badacze ujmują zwykle w kilku punktach. To przede wszystkim przewaga kultury pisanej, interioryzacja nowego racjonalizmu, konieczność edukacji rozumianej jako podwójna droga wiodąca do zbawienia i sukcesu.. Prawdą jest, że reformacja przyczyniła się do rozwoju czytelnictwa, a także uznania prymatu rozumu nie tylko w badaniu naukowym świata, ale i w lekturze świętych tekstów oraz w refleksji etycznej. Czy jednak wykorzeniła strach przed niewystarczalnością i ułomnością człowieka, których doświadczali Luter i inni reformatorzy? Niestety, można w to wątpić.” 
Ostatnie pytanie niejasne. To już inna sprawa, nie wiem jednak, co autor ma dokładnie na myśli. Dla chrześcijanina, każdego, nie jesteśmy bowiem na pewno samowystarczalni duchowo. Chyba bardziej dla ewangelików niż katolików, ci pierwsi bardziej są pesymistyczni. No i w moim Kościele religijny strach mija, gdy papież Franciszek zwalcza go, jak może. A jak jest wśród religijnych potomków doktora Marcina? Ale to już właśnie temat osobny.
Sebastian Duda „Reformacja. Rewolucja Lutra”, Wydawnictwo „Helion” (Editio).

11:52, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
środa, 15 listopada 2017
Sąd nad ziemskimi władcami! Piotr Szczęsny, Adam Boniecki, lublinianie

Księga Mądrości 6,1-11
Bardzo mocne słowa o możnych. „Będąc bowiem służącymi Jego królestwa, nie sądziliście uczciwie ani prawa nie przestrzegaliście, ani nie poszliście za wolą Boga, przeto groźnie i rychło natrze na was, będzie bowiem sąd nieubłagany nad panującymi. Najmniejszy doznaje miłosiernego przebaczenia, ale mocarzy czeka mocne dochodzenie.” No cóż – amen! 
Wracam do sprawy Piotra Szczęsnego. Dziś w „papierowej” i internetowej „Wyborczej” bardzo piękne kazanie ks. Adama Bonieckiego na jego wczorajszym pogrzebie. Gdybym chciał go nie tylko podziwiać, także z nim cokolwiek polemizować, napisałbym, że wbrew temu, co napisał, depresja mogła go jakoś przynaglać do decyzji radykalnej, ale co z tego? Sam miewam depresję, choć nie tak wielką, i myślę sobie, że nie powinienem narzekać, bo stan ducha przeciwny bywa bardziej niebezpieczny: optymizm lekkomyślny, lenistwem czasem owocujący, biernością wygodnicką. Taką na przykład, że się nawet na „manifę” nie pójdzie. Teraz co do samego księdza Adama. Kto zajrzał wczoraj wieczorem do wyborczej.pl, znalazł tam pewnie list 92 lublinian (i lublinianek!) w obronie tamtego duchownego, napiętnowanego znowu przez jego zakon marianów, prowincję polską: list do polskiego prowincjała. Bo ta prowincja polska, podobno naciskana przez jakichś świeckich, na byłego ich „generała” (światowego szefa) i redaktora seniora „Tygodnika Powszechnego” mocno „napalonych”, upomniała go, choć nie zakazała głosu w innych mediach. List bardzo spokojny, oczywiście nie tak ostry, jak napisałem to samo w „GW” w piątek, ale dowodzący, że niektórzy nie są nie tylko niechętni jakiejkolwiek świeższej myśli kościelnej, ale i niedobrze bierni. A co do zakonów i ich odważnych luminarzy, to inny zakon, też maryjny w nazwie, oblaci, kiedy ks. Wacław Hryniewicz podpadł samej Kongregacji Nauki Wiary, to polski prowincjał bronił go przed jakąś sankcją i zresztą obronił. Kończę wpis ostrozłotą myślą biskupa Pieronka (który tamtej mszy pogrzebowej przewodniczył), że są księża iksiężyska. Ci drudzy nieraz ludzie dobrzy, ale nazbyt lękliwi.

15:44, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
wtorek, 14 listopada 2017
Bóg nie jest nam nic dłużny. Hospicja służą dzielnie

Ewangelia Łukasza 17,7-10
Tytuł wpisu zapożyczyłem od Leszka Kołakowskiego. Przesłanie dzisiejszego tekściku ewangelijnego jest takie: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy, wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać.” Mamy Bogu służyć, nie On nam. To była myśl podstawowa Marcina Lutra: dobre uczynki nie są żadną zasługą, Boga jakoś zobowiązującą. A zresztą On nam służy swoją Łaską, bez której byliśmy duchowo niczym. Jeśli jednak o owe uczynki chodzi, to tu taka moja refleksja obserwacyjna: ilu ludzi także w Polsce służy. Na przykład bliźnim swoją pracą społeczną. Mam na myśli między innymi ruch hospicyjny, szczególnie to jedno z hospicjów pod wodzą arcydzielnej pani Bogumiły Olech, zwanej w KIK-u warszawskim Ciocią Buki. 25 listopada skończy ono już 30 lat!

18:41, jan.turnau
Link Komentarze (16) »
poniedziałek, 13 listopada 2017
Kamień młyński ... Albumy o Kresach i Etiopii

Ewangelia Łukasza 17,1-2a
Jeszcze niedawno Kościół mój wspominał dzisiaj świętego Stanisława Kostkę, teraz czyni to już 18 września, ale tekst ewangelijny do tamtego „młodzianka” nieco pasuje. Na szczęście nie dał się zgorszyć stylem życia rodzinnego dworu. Tak, my, starsi, gorszymy młodszych wielorako. Przychodzi do głowy sprawa ich molestowania, także, choć nie tylko, przez ludzi mających być ich wzorem, czyli duchownych, ale grzech gorszycielski czai się niemal wszędzie. W niektórych mediach, owszem. Trzeba jednak uważać z morałami, żeby nie wpaść w zabawną pruderię, jak ten ktoś, kto zgorszył się widząc na ekranie kopulującą parę osłów. Gorszą także niektórzy właśni rodzice. Powinni dawać dzieciom przykład uczciwości wielorakiej, choćby w płaceniu podatków, także swym niegonieniem za karierą zawodową. 
PS. Coś o książkach, tym razem o albumach. Twórca kolejnych znakomitych, Jędrzej Majka, zabłysnął tym razem zdjęciami z Kresów w księdze z podtytułem „Śladami bohaterów Trylogii” oraz albumem o Etiopii: „W poszukiwaniu Arki Przymierza”- ta rzecz wręcz oczy rwie! (obie wyszły w Wydawnictwie AA). Podsuwam taki pomysł na prezenty imieninowe, podchoinkowe...

12:29, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
niedziela, 12 listopada 2017
Mądrość...

Księga Mądrości 6,12-16
„Mądrość jest wspaniała i nie więdnie, ci łatwo ją dostrzegą, którzy ją miłują, ci ją znajdą, którzy jej szukają, uprzedza bowiem tych, co jej pragną, wpierw dając im się poznać. Kto dla niej wstaje o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich. O niej rozmyślać to szczyt roztropności, a kto z jej powodu nie śpi, wnet się trosk pozbędzie, sama bowiem obchodzi i szuka tych, co są jej godni, objawia się im łaskawie na ścieżkach i wychodzi naprzeciw wszystkim ich zamysłom.”
Ba... Słowo wielkie, ale pojemne bardzo również. „Kupić by cię, mądrości, za drogie pieniądze...” – napisał Jan Kochanowski w trenie IX, mając na myśli tę stoicką. Księgi biblijne zwane mądrościowymi, także ta dziś cytowana, także księgi Nowego Testamentu, dotyczą innej, choć nie całkiem przeciwnej. Tu u mojego imiennika o Bogu, Opatrzności, Chrystusie ani słowa, o bliźnim też zresztą tylko jedno zdanie. Ideał etyczny to tutaj stoicki właśnie spokój mimo zmienności losu. Poeta wyznaje jednak, że spokój ów trudno osiągnąć: „Treny” napisał przecież po śmierci córeczki.
Można jednak mądrość rozumieć jako po prostu roztropność życiową. Po sobie widzę, jak jej przybywa z wiekiem. Oby nie za bardzo: młody nie przejmuje się niczym, stary wszystkim – taka jest tutaj moja myśl złota; nie wynika z niej jednak, że starzec nie błądzi, czasem ostrożnością bliską histerii (to też ja sam...). Bo młodym trzeba być nawet na łożu śmierci.

07:42, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
sobota, 11 listopada 2017
Apostołka Junia? Tak, apostołka, choć jej płeć była niemęska

List do Rzymian 16,7
„Pozdrówcie Andronika i Junię, moich krewnych i współwięźniów moich, którzy są bardzo szanowani wśród apostołów.” Tak przetłumaczyli bibliści moi z EPP oraz Poznanianka, Tysiąclatka i Przekład 11 Kościołów mają natomiast Juniasa. Może być jeszcze podobno Julia albo i Julias, chodzi tylko o to, żeby nie bać się tutaj rodzaju żeńskiego, bo rzekomo kobietanie mogła być zaliczana do apostołów. Mogła, choć oczywiście nie do Dwunastu. Działały wraz z mężami albo i same (Febe, Maria). W Kościele pierwotnym widać płeć w dziele ewangelizacyjnym zupełnie nie była ważna. A owi Andronik i Junia nie byli krewnymi Jezusa w sensie wąskim, tylko rodakami, ale też Poznanianka na przykład nazywa ich, jak EPP. Możliwości translatorskich zawsze sporo. A dzisiaj znowu patriotyczna rocznica, popisy z tym słowem zaczęły się już wczoraj. Taka jest polityka.

10:39, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 10 listopada 2017
Pawłowy punkt honoru i przykład dla nas dzisiaj

List do Rzymian 15,20
„A poczytywałem sobie za punkt honoru głosić Ewangelię jedynie tam, gdzie imię Chrystusa było jeszcze nieznane, by nie budować na fundamencie położonym przez kogoś innego”. Nie głosił Ewangelii Żydom. „Punkt honoru” ma Tysiąclatka, także Poznanianka, Ekumeniczny Przekład Przyjaciół tłumaczy bardziej dosłownie: „uznałem za właściwe”, ale tamta wersja wcale nie gorsza, jakoś może ciekawsza. A ja sobie myślę tutaj, że Paweł dawał przykład dzisiejszym chrześcijanom, aby uważali bardzo z działalnością na terenach tradycyjnie innego wyznania. Mam na myśli na przykład żale prawosławnych wobec mojego Kościoła, że tworzył swoje struktury nawet na Syberii. Na szczęście rozwój ekumeniczny pozwala z wolna unikać takich konfliktów, które nam, wyznawcom jednej Trójcy, zupełnie nie przystoją.

13:00, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
czwartek, 09 listopada 2017
Świątynią Bożą jesteśmy

1 list do Koryntian 3,16
„Czyż nie wiecie, żeście świątynią Boga i Duch Boży mieszka w was? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście.” Paweł ma tu za pewne na myśli zniszczenie moralne przez zgorszenie, ale może i fizyczne – zabicie, psychiczne – zniszczenie dobrego imienia. Można powiedzieć, że chodzi o naszą godność. Można jej uwłaczać przez najróżniejsze złe traktowania. Do takich należy oczywiście tak zwana dyfamacja (defamacja?). Oręż w życiu publicznym używany nierzadko, prywatnym również. Zdarza się trochę podobne traktowanie czasem i pasterzom dusz naszych. A tentekścik polecony został przez Kościół rzymskokatolicki na dzisiaj, na rocznicę poświęcenia Bazyliki Laterańskiej, pierwszej katedry rzymskiej, wcześniejszej niż ta pod wezwaniem św. Piotra, której budowa wiąże się dramatycznie z genezą reformacji.
Może niektórych Czytelników (i Czytelniczki) zainteresuje moja (Jonaszowa) felietonowa sylwetka pewnego polskiego historyka filozofii. Tekścik załączam.
Władysław Seńko 1928-2017... Zmarł już 13 września, zmarudziłem z tym wspomnieniem, piszę dopiero teraz, w czas jeszcze zaduszkowy. Zacznę od wspomnienia, w którym widzę go jakby całego. Uczony roztargniony... Było to na wakacjach nad Zalewem Wiślanym, bardzo dawno temu, byliśmy z naszymi dziećmi, Władek i pewnie Irena z ich córeczkami. Zacząłem z dziewczętami rozmawiać, chciałem je jakoś zabawić, więc opowiedziałem im - nie wiem, czy taktownie - coś zgrywnego o ich ojcu. No więc było tak, gdy mieszkał w domu akademickim, że kiedy wybiegał raz rano na studenckie zajęcia, koledzy powstrzymali go, coś zauważywszy: - Władku, o czymś zapomniałeś.
Założył nawet płaszcz, bo padało, ale o spodniach zapomniał. Podziękował: - Ano właśnie, nie wziąłem notatek... Poprosiłem panienki, by zwróciły się do ojca o weryfikację opowieści: wyznał, a nie zaparł się.
Studiował filologię klasyczną, potem jednak filozofię i w dziedzinie jej historii wyspecjalizował się, został profesorem, redaktorem naczelnym naukowego czasopisma. Był zaprawdę uczonym. Oddanym całkowicie nauce w sensie dokładnego ustalania faktów. Skądinąd filozofia, także jej historia, kojarzy się potocznie z czymś raczej przeciwnym: łatwymi uogólnieniami, myślowym pływaniem. Władek żadnej publicystyki, nawet i eseistyki w tej dziedzinie nie lubił, nie cenił u innych i sam nie uprawiał. Sięgnąłem do dwóch jego tekstów, które mam w domu. Do artykułu w naszej wspólnej „Więzi” (maj 1983) „Św. Tomasz z Akwinu a średniowieczny racjonalizm” oraz do książki „Jak rozumieć filozofię średniowieczną” (Wydawnictwo „Antyk”, Kęty 2001), którą od niego otrzymałem z niezwykle miłą dedykacją. Otóż nie są to eseje żadną miarą. Teksty jednak nie nudne, swoiście cenne przez to, że tyle się można z nich dowiedzieć niewiele czytając. Na przykład na temat sporu o to, czy czasy średniowieczne są myślowo nic nie warte, była bowiem tylko starożytność i potem nowożytność, czy też raczej przeciwnie: od renesansu począwszy nie było żadnej filozofii godnej tego miana. Analizy bez łatwiutkich uogólnień, precyzyjne, dotyczą wręcz samych pojęć, porządne też referowanie różnych stanowisk. Był poza tym znakomitym tłumaczem i edytorem: taką mrówczą pracę również bardzo lubił, bo właśnie lubił dokładność.
Pięć lat prawie starszy ode mnie przeszedł jednak tę samą drogę: od „Paxu” Bolesława Piaseckiego do powstałej z czasem „Więzi”. Bardziej niż ja zasłużył się wtedy: to przecież Władek jako dzielny sojusznik Tadeusza Mazowieckiego, współszefa tamtejszej buntowniczej „frondy”, napisał do organu „Paxu”, tygodnika „Dziś i Jutro”, polemikę z samym wodzem, formalnie teologiczną, faktycznie polityczną. Tyle że w „Więzi” nigdy nie był na etacie jak ja, od 1957 r. w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN.
Spotkamy się znowu tam, dokąd mnie wyprzedził.

15:24, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
środa, 08 listopada 2017
Ludzie jak jutrzenki. Miłujący bliźniego swego

Psalm 112,4
„On wschodzi w ciemnościach, jak światło, łagodny, miłosierny i sprawiedliwy dla prawych.” Biblia nazywa czasem podobnie ludzi szczególnej wartości duchowej. W Ewangelii Łukasza (1,78) ojciec Jana Chrzciciela Zachariasz zapowiada nawiedzenie nas z wysoka przez Wschodzące Słońce, czyli Chrystusa, a w Księdze Malachiasza tak się astronomicznie nazywa oczekiwanego Mesjasza (3,20). Być dla bliźnich jutrzenką.
List do Rzymian 18,8-10
Paweł powiada tutaj podobnie jak Jezus, gdy Go zapytano o największe przykazanie. Cały Dekalog streszcza się w nakazie „Miłuj bliźniego swego, jak siebie samego”. Miłość nigdy bliźniemu nie wyrządza zła. Choć jest tutaj problem olbrzymi, czy nie krzywdzi go na przykład tak zwana wolna miłość, gdy i on (ona) ma na to ochotę. Spór etyki chrześcijańskiej z liberalną. Trzeba dyskutować ważąc racje, pogłębiając problem psychologicznie, praktycznie.

11:29, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
wtorek, 07 listopada 2017
Charyzmaty bardzo różne. Rewolucja bolszewicka i reformacyjna

List do Rzymian 12,4-8
Czytamy dzisiaj o tych darach duchowych: proroctwa, służby, nauczania, upominania... Różni ludzie mają dary różne, nie te same. Wszystkie trzeba szanować. Także na przykład dar prorokowania: w sensie biblijnym, czyli nie tyle przepowiadania przyszłości, ile ostrej oceny rzeczywistości. Nieraz tak ostrej, że różny „establishement” obraża się jeszcze ostrzej. To coś trochę, jak tamto upominanie. Była jednak pewna pani, intelektualistka, tłumaczka Maritaina, która powiedziała o sobie, że ma dar mówienia bliźniemu swemu rzeczy nieprzyjemnych. Tak zwany weredyzm? Prorokowanie wręcz? Myślę, że raczej chyba jakiś brak taktu, jakiejś umiejętności obracania się wśród ludzi: nieznośność. Niemniej znam takiego, co ma dar podobny, ale serce złote. Ona miała może też. A nadmierna gładkość to również wada.
Dzisiaj setna rocznica rewolucji bolszewickiej, zwanej październikową według kalendarza juliańskiego. Tydzień temu była rocznica rewolucji innej zgoła, reformacyjnej: katolicy rozumieją na ogół różnicę, choć jakby nie wszyscy. O czyjej książce o Lutrze przede wszystkim myślę, napiszę niedługo. Pluralizm myślowy niejedno ma imię...

10:57, jan.turnau
Link Komentarze (30) »
poniedziałek, 06 listopada 2017
„A będziesz szczęśliwy”. O Piotrze Szczęsnym

Ewangelia Łukasza 14,12-14
Perykopa właściwie o szczęściu. O tym, które się bierze z tego, że na obiad albo wieczerzę nie zaprosiło się swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, tylko ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych. Z nadzieją nie na ich rewanż, bo nie mają się czym odwdzięczyć, ale na odpłatę „przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych”. A wcześniej jest wtedy przecież nagroda dla tych, co lubią uszczęśliwiać bliźnich: ludzi podobnego gustu było i będzie sporo. Kolega redakcyjny opowiedział mi, że dokładnie tak, jak uczył Jezus, zachował się sekretarz papieża św. Jana XXIII arcybiskup Loris Capovilla, który zamiast udziału w organizowanej dla niego uroczystości jubileuszowej zaprosił do siebie z tej okazji gromadkę uchodźców.
I jeszcze coś: Piotr Szczęsny, który spalił się na środku Warszawy, jest szczęśliwy? Nie wątpię, że już tak i to na wieki wieków. Samobójstwo jest jednak grzechem śmiertelnym? Tylko ten przymiotnik jest dla mnie oczywisty, bo śmierć była, choć tylko fizyczna. Nie jestem buddystą, ale intuicję tej religii szanuję i nie mam jej za absurdalną. A nawet w naszej religii zorientowano się z czasem, że samobójca jest w ciężkim stanie psychicznym, co go moralnie usprawiedliwia. Jeśli w ogóle tego potrzebuje: cel Piotra był wielki, bliźnimi potrząsnąć. Chyba uświęcił go środek dramatyczny. Taki wybrał, miał prawo, choć inni walczą inaczej.

13:47, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
niedziela, 05 listopada 2017
W Kościele nie ma wyższych i niższych

Ewangelia Mateusza 23,1-12
Dzisiejszy fragment ewangelijny polecany jest przez watykańskich liturgistów nierzadko. A dotyczy poniekąd ich właśnie, bo jest to ów zaczynający się: „Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze”. To dobitna filipika przeciw nie tyle kapłanom, co prawda, choć i ich gdzieindziej ostro karci Jezusa, ale nauczycielom Tory. Nauczanie ich słuszne, alepostępowanie z nim niezgodne. Wkładają ludziom na ramiona moralne zasady, ale sami je lekceważą. Wywyższają się, jak mogą. Chcą, żeby ludzie nazywali ich „Rabbi”, czyli właśnie nauczyciel (stąd słowo polskie „rabin”), ale „wy wszyscy jesteście braćmi”. „Kto się wywyższa, będzie poniżony”... Księża rzymskokatoliccy też mają podobne skłonności, ale im przechodzą w czasach ogólnie demokratycznych, choć w różnych miejscach w tempie różnym. Przykład papieski jest jednak jednoznaczny, a niektórych nauczycieli niższej rangi też.

10:15, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 01 listopada 2017
Wszystkich świętych, wszystkich zmarłych

Księga Apokalipsy 7,2-4; 9-14
Ewangelia Mateusza 5,1-12a
Dzisiaj w Kościele rzymskokatolickim, starokatolickim mariawitów i polskokatolickim uroczystość Wszystkich Świętych, zatem teksty biblijne na temat tych ludzi niebywałych. Z tekstu Księgi Apokalipsy wynika, ze takich osobników było, jest i będzie dużo: „sto czterdzieści cztery tysiące opieczętowanych ze wszystkich pokoleń synów Izraela”, a potem narrator ujrzał „wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem”. Zostało dalej wyjaśnione, że przyszli oni „z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i wybielili je we krwi Baranka”. Tu chodzi raczej o męczenników, czyli tych, którzy zginęli za wiarę, ale można myśleć także o innych bohaterach, tych, co nie świadczą śmiercią, ale życiem heroicznym. Kościół mój kanonizuje czy beatyfikuje tylko niektórych z nich, ale wyraźnie mówi dzisiaj, że można być faktycznie świętym nie doczekawszy się takiej pieczęci. Co więcej, że są to także ludziespoza formalnych członków Kościoła: inni chrześcijanie, wierzący religijnie całkiem inaczej, nawet i deklarujący niewiarę w istnienie Boga, ale żyjący według jego przykazań. Ewangelia Mateusza mówi dzisiaj o różnych błogosławionych: tych ubogich w duchu, cichych, miłosiernych, wprowadzających pokój, cierpiących prześladowanie dla sprawiedliwości…
Dzień dzisiejszy nazywany jest po świecku potocznie Świętem Zmarłych, choć kościelnie jest ono formalnie jutro: Dzień Zaduszny, czyli pamięci o wszystkich zmarłych. Nazwa najbardziej oficjalna brzmi: „Wspomnienie wszystkich wiernych zmarłych” - po co jednak zaznaczać, że tylko wiernych? Oba te dni łączy nie tylko czas odwiedzania grobów. Bo święci też należą do zmarłych, są pośród nich. Oczywiście nie tylko oni, leżą w grobach także łajdacy, ale jeśli chodzi o zmarłych wielu, to trzeba pamiętać przede wszystkim to, co zrobili dobrego. O wszystkich zaś myśleć w ten sposób, że Bóg jest od nas nieskończenie bardziej miłosierny. Mój Kościół głosi, że jest tak zwany czyściec, czyli nawet i po śmierci możliwośćprzemiany duchowej.

13:06, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
niedziela, 29 października 2017
Na czym zawisa etyka calutka

Ewangelia Mateusza 22,34-40
Znowu pytają Go faryzeusze, tym razem o to, które przykazanie jest największe. Odpowiedział, że dwa: miłość Boga oraz bliźniego. Na nich zawisło całe Prawo i Prorocy, czyli właściwie cała Biblia, cały Dekalog i wszystkie przykazania późniejsze. A to pierwsze sprawdza się praktycznie w drugim. Kto nie miłuje bliźniego, Boga nie kocha również, bez tamtej miłości deklaracje religijne są bardzo podejrzane. Co więcej, kto innych ludzi kocha naprawdę, choćby twierdził, że Boga nie miłuje, bo Go nie ma, myli się podwójnie. Bo Bóg jest, a człowiek Go miłuje w istocie. Wiara implicite, chrześcijaństwo anonimowe... Amen!
Zawieszam moje pisanie na trochę.

09:28, jan.turnau
Link Komentarze (7) »
sobota, 28 października 2017
Nominacje po całonocnej modlitwie

Ewangelia według Łukasza 6,12-19
„Jezus wyszedł na górę, aby się modlić, i całą noc spędził na modlitwie do Boga. Z nastaniem dnia przywołał swoich uczniów i wybrał spośród nich dwunastu” (BT). Może ten wybór apostołów (także Szymona i Judy Tadeusza, których dzisiaj u nas święto) był jednym z owoców owej modlitwy. Bo personalia to sprawa fundamentalna. Czy za taką uważają ją zawsze kościelni decydenci? Czasem trzeba wziąć w nawias własne przyjaźnie i przywiązanie do swoich przybocznych, różne też inne przesłanki niezasadnicze. No i sprawę omodlić najmocniej.

08:40, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
piątek, 27 października 2017
Spowiedź apostoła Pawła z Tarsu

List do Rzymian 7,18-25a
„Bracia, jestem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać – nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię właśnie dobro, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka” (BT). Wyjaśnienie: tu ciało oznacza grzech, ale nie koniecznie tak zwany grzech cielesny, ten przeciw przykazaniu „Nie cudzołóż”. Nie chodzi w ogóle o dziedzinę de sexto, przykazanie liczone w katechizmie katolickim jako szóste, więc tak po łacinie nazwane, nie chodzi o dziedzinę seksu. Paweł nie miał na tym punkcie obsesji. Owszem, napisał, że ów grzech dostrzega w swoich członkach, ale przecież nie tylko w jednym. Chodzi mu o walkę ciała z „człowiekiem wewnętrznym”, prawem jego umysłu. Antropologia nie wiem, czy nie dualistyczna cokolwiek, w każdym razie nie jest to ta wciąż chyba potoczna w moim Kościele, a może i w innych. I jeszcze taki komentarz: apostoł spowiada się publicznie, dając przykład kaznodziejom wyznań różnych. Po nim teraz papież Franciszek.

20:49, jan.turnau
Link Komentarze (12) »
czwartek, 26 października 2017
Jezus jako podpalacz. Luter jako prorok apokalipsy

Ewangelia Łukasza 12,49-53
„Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i pragnę tylko, aby już zapłonął. Mam przyjąć chrzest i jakąż cierpię udrękę, dopóki to nie nastąpi”. To mało zrozumiałe, także razem z tym, co potem: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam” (BP).

I tak dalej, w końcu jest nawet o konflikcie synowej z teściową, równie częstym widać w żydowskich rodzinach patriarchalnych, gdzie ta pierwsza miała słuchać, uczyć się od starszej.

Ten ogień – tłumaczy Poznanianka - to ogień miłości, który ma zapłonąć najjaśniej na krzyżu.
Chrzest Chrystusa to Jego tam Męka i śmierć. Rozumiem to tak, że należało dać ludziom przykład miłości bez granic, radykalnego zrezygnowania z przemocy, a ta króluje w świecie wspaniale. Ale ... Pytania najgłębsze: cel krzyża jednak. Rozumiem: Bóg cierpiący z człowiekiem, nawet Bóg Ojciec cierpi, gdy cierpi Jego Syn. Któż jednak stworzył człowieka tak wojowniczego? Musiał być taki, jeśli ma wolną wolę, to go konstytuuje. Ale aniołowie?
Owszem, i oni grzeszni, nawet niektórzy demonicznie, ale istnienie Szatana też dopuściła przecież Opatrzność. Nie da się zajrzeć Bogu do rękawa, a cóż dopiero do Jego planu. Ale On jest.
Dołączam felieton napisany do „Magazynu Świątecznego”.
Głośne myślenie
Luter prorokiem apokalipsy
Jonasz
Nadeszły w Polsce dni religijne ciekawe. Też chrześcijańskie, ale trochę inaczej. Ewangelickie. Przede wszystkim po luterańsku, bo od Lutra zaczęła się Reformacja. Błogosławiona rola rocznic, tym razem aż pięćsetna. Publikacji, nabożeństw, działań przeróżnych sporo.
Periodyki poważne nie zawodzą. Te katolickie: „Znak”, „Więź”, „W drodze”, oczywiście także ewangelickie, na przykład reformowana „Jednota”, również inne z tej wyznaniowej rodziny. Oraz „Studia i Dokumenty Ekumeniczne”, z natury ich tematyki. Zaraz jednak pytanie: ekumeniczność tego wydarzenia? Przecież to był rozłam, nie żadne jednoczenie!
Otóż czasy się zmieniają, a my w nich. Papież Franciszek idzie jeszcze dalej niż jego poprzednicy, już rok temu pojechał do Szwecji, luterańskiej jak Polska rzymskokatolicka, by modlić się z chrześcijanami tamtego kraju. W „Znaku” jego zdjęcie, kiedy już rok temu ściska się serdecznie z prymasem tamtejszym, Antje Jackelén, nie dość, że kobietą, do tego o innych poglądach na związki tej samej płci. Zgorszyło to kogoś z polskiej prawicy, podobnie jak sama postać Marcina Lutra, jego słowa o papiestwie. Niewątpliwie nad językiem swoim nie panował, był również wulgarny potwornie. Takie to były jednak czasy. Pewnie przodował w tej dziedzinie, w końcu jednak jego rzymskokatolicki kontrpartner na jego stwierdzenie, ze jest duchowym gównem, odpowiedział spokojnie, że i on też gównem jest, ale nie samym tymelementem materii. A chodziło o sprawę zasadniczą. Luter był w spojrzeniu na człowieka bardzo pesymistyczny, od optymizmu Odrodzenia bardzo daleki, jeszcze dalszy niż antropologia katolicka. Wiązało się z tym jego przekonanie, że zbawić nas może tylko Bóg, w tym radykalnym sensie, że my w tym nic zrobić nie możemy, sama wiara, nie żadne uczynki.
Owszem, one są konieczne, ale nie jako nasze zasługi i tylko wtedy, gdy naprawdę z wiary wynikają. Co my mówimy również, choć u nas akcenty inne.
Po kilku wiekach dogadaliśmy się z luteranami, a potem też z reformowanymi i metodystami co do sprawy podstawowej: zbawia Bóg, nie człowiek. To zresztą powiedział kontrreformacyjny Sobór Trydencki, ale już było za późno na zgodę, nożyce otwarły się szerzej.
Luter święty nie był, co bez trudu przyznają jego dzisiejsi współwyznawcy. Można się dzisiaj dziwić jego antysemityzmowi, choć kto wtedy kochał Żydów? Niemniej był wierzący na zabój. Reformacja podzieliła Kościół, ale przyniosła też niejedno dobro, z otwarciem Biblii na czele. I trzeba to jednak widzieć, nie głosić po staremu Reformacji okropność, jak w polskiej prasie katolickiej na ogół. Wyłamuje się jak zawsze „Tygodnik Powszechny” dodatkiem specjalnym, gdzie arcybiskup Grzegorz Ryś nie boi się nazwać Lutra prorokiem, mianowicie apokalipsy, i pisze, że, jak ostatni papieże zgodnie twierdzą, jest naszymwspólnym nauczycielem. A od niedzieli do wtorku w Lublinie międzynarodowy kongres międzywyznaniowy. Alleluja!
PS. Sygnalizuję również nowość: książkę Sebastiana Dudy na Lutrowy temat (Wydawnictwo „Editiohistoria”)!

12:02, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
środa, 25 października 2017
Gdyby Bóg nas nie bronił...

Psalm 124,1b-8
„Gdyby Pan nie był po naszej stronie, przyznaj Izraelu,
gdyby Pan nie był na naszej stronie,
gdyby ludzie przeciw nam powstali,
wtedy żywcem by nas pochłonęli,
kiedy gniew ich zapłonął” (BT).
I tak dalej: Bóg czuwa nad nami, broni nas, sprzyja nam. Oczywiście tak jest naprawdę, innego Boga nie ma, a raczej być nie może. Z definicji chrześcijańskiej jest miłością nieskończoną, Miłosierdziem. Tyle tylko, że to wszystko z zastrzeżeniem, że pisze po liniach krzywych przeraźliwie. To kaligrafia nie do pojęcia dla homo, mimo że sapiens. Bo przecież w takim razie po czyjej stronie był w 1939 r. dla nas, Polaków? Jednak raczej dla Niemców.
Cóż, że z czasem okazało się, że ich agresja skompromitowała ich moralnie w Europie, stracili poza tym Wrocław i Szczecin itp. Oświęcim, Auschwitz też można jakoś wyjaśnić, wytłumaczyć, bo to też jest dla nich, nie dla nas hańba potworna. Zatem samo ziemskie życie ludzi mało ważne, grunt, żeby zgadzał się jakiś rachunek moralny? Jest jednak inna hipoteza filozoficzna” rządzi światem, historią ślepa bogini Fortuna, mówiąc nieteistycznie. Bezsens? Nie, Sens, tyle że to nie takie proste, jak się wydawało w czasach psalmisty i nam nieraz dzisiaj.

13:09, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 października 2017
O otwieraniu uszu

Psalm 40,7
„Nie chciałeś ofiar krwawych ani płodów ziemi,
Lecz otworzyłeś mi uszy.
Nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzech” (Przekład Ekumeniczny 11 Kościołów).
Jeden werset, wersy trzy, problemy aż dwa. Pierwszy dla ludzi Nowego Testamentu prosty: świątyni jerozolimskiej nie ma, ofiar krwawych i innych również. Dla ludzi Starego (Pierwszego) Testamentu nie było to jednak oczywiste. Swoją drogą zburzenie tamtego sanktuarium okazało się chyba dla Żydów dziełem Opatrzności: ile byłoby dzisiaj protestów ekologów! Zmieniło się nasze myślenie, w każdym razie europejskie. Ale co z tymi uszami?
Najlepiej powiedzieć, że do zrozumienia tego, co wyżej, Bóg musiał otworzyć nam narząd duchowego słuchu. Chociaż, jak informuje Biblia Poznańska, oryginał hebrajski mówi dosłownie o uszu przebiciu, co każde jej podać wyjaśnienie bardziej skomplikowane. Przekłuwano ucho niewolnikom, którzy dobrowolnie rezygnowali z prawa do wolności, jakie przynosił rok szabatowy. Tu z kolei odesłanie do Księgi Wyjścia 21,5n i Powtórzonego Prawa 15,17, kto ciekaw, niech czyta.

13:33, jan.turnau
Link Komentarze (13) »
poniedziałek, 23 października 2017
Co jest w życiu najważniejsze

Ewangelia Łukasza 12,13-21
Prośby ludzkie Go czasem denerwowały. Raz kiedyś ta czyjaś, żeby Jezus wpłynął moralnie na brata, aby się podzielił z nim spadkiem. Prawo spadkowe wyglądało tam tak, że najstarszy syn - bo o takiego najpewniej chodziło - otrzymywał 2/3 ojcowizny, reszta była dla wszystkich następnych. Nie wiemy dokładnie, o co temu następnemu chodziło, w każdym razie Jezus uznał chyba, że proszącemu wielka krzywda się nie dzieje, i odpowiedział mu: „Człowieku, któż mnie ustanowił waszym sędzią albo rozjemcą”, a innych słuchaczy pouczył: „Strzeżcie się baczcie wszelkiej chciwości, bo życie nie zależy od tego, czy ktoś opływa wdostatki” (Biblia Poznańska). Potem zaś opowiedział przypowieść o człowieku bogatym, który kłopotał się, jak swoim bogactwem zabezpieczyć sobie przyszłość, i nie wziął pod uwagę tego, że może wnet umrzeć i mieć tamten problem z głowy. Bo trzeba przede wszystkim być „bogatym u Boga”. Co w języku niereligijnym oznacza tak zwane wartości wyższe. A że pieniądze szczęścia nie dają, to też przecież wiemy.

15:37, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
niedziela, 22 października 2017
Co cesarskiego, cesarzowi...

Ewangelia Mateusza 22,15-21
Perykopa dla wszystkich ważna, ponieważ polityczna, takich w ewangeliach niewiele. O tym, że władzy państwowej, wtedy cesarskiej, czyli okupacyjnej rzymskiej, trzeba oddać to, co jest jej. Pytającym chodziło o odpowiedź Jezusa na oczywistą prowokację, pułapkę: bo żadna wypowiedź nie była bezpieczna. Gdy powie, że podatki trzeba płacić, podpadnie radykalnymprzeciwnikiem władzy narzuconej siłą, gdy zabroni, narazi się jej jako „wichrzyciel”.
Chrystus obrad drogę jakoś słownie dyplomatyczną, ale oczywiście słuszną etycznie. W końcu utrzymywanie tamtej władzy, jak każdej, a każda jest jakoś niezbędna, kosztowało, więc niepłacenie podatków nie miało sensu, także etycznego. Nie pamiętam, żeby w ruchu opozycyjnym w PRL-u ktoś głosił podobne hasło.
A dziś liturgiczne wspomnienie naszego papieża, w rocznicę jego formalnego objęcia watykańskich rządów. Nie kontynuował on dotychczasowej linii watykańskiej, zbyt wobec władz komunistycznych ugodowej, nazbyt dyplomatycznej. On też był w jakiejś mierze prorokiem, bardziej niż poprzedni papieże dbał o publiczne świadectwo– ale właśnie w duchu dzisiejszej perykopy. Bez przesadnego kontestatorstwa.

16:19, jan.turnau
Link Komentarze (22) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 126
Archiwum