Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
czwartek, 13 kwietnia 2017
Życzenia

Drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy moich pisanek, do tej roboty wrócę chyba nie zaraz, bo pewnie będę musiał wykonać jakąś większą pracę. Niemniej Pascha przed nami, składam zatem wszystkim z Was najlepsze życzenia radości wielkanocnej, wynikającej z owej Pawłowej nadziei wbrew nadziei. Alleluja!

11:15, jan.turnau
Link Komentarze (36) »
poniedziałek, 03 kwietnia 2017
Antyfeminizm pięknie opisany

Księga Daniela 13,1-9,15-17.19-30.33-62
Ewangelia Jana 8,1-11
Najpierw opowieść o Zuzannie i starcach, potem o kobiecie przyłapanej na cudzołóstwie. Oto przykłady mentalności, w której zawsze winna jest ona, w każdym razie w sprawach „de sexto”. No i to przykazanie jakby pierwsze i najważniejsze. Teksty bardzo ciekawe.
Poczytajmy.
A ja odpocznę od tego pisania przez dni kilka.

12:56, jan.turnau
Link Komentarze (43) »
niedziela, 02 kwietnia 2017
Choroba, śmierć, sumienie i sztuka sakralna

Ewangelia Jana 11,1-45
Długa perykopa na temat wskrzeszenia Łazarza. Wskrzeszenia, nie zmartwychwstania – tę różnicę trzeba zaraz zaznaczyć. Ewangelia Jana jak zawsze łączy dwie na pozór różne cechy specyficzne: rozbudowanie wątku teologicznego z obfitością narracyjnych szczegółów, przedstawionych przez najwidoczniej bezpośredniego świadka wydarzeń. Mamy pewien łącznik z poprzednimi ewangeliami, mianowicie z tą Łukaszową, bo główną bohaterką relacji jest mieszkanka Betanii, siostra Łazarza Marta, która występowała też w tamtym dziele wraz ze swoją siostrą Marią. Występowała jednak tam w innej roli: zajęta była tym, co nie najważniejsze, szeroko pojętą gastronomią, w przeciwieństwie do Marii skupioną na teologii, czyli słuchaniu Jezusa. Tu u Jana zajmuje się Nim, co prawda, też od strony jakoś praktycznej, bo Jego charyzmatem uzdrawiania: „Panie, gdybyś tu był, nie zmarłby mój brat; [ale] i teraz wiem, że o cokolwiek byś poprosił Boga, da Ci Bóg” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół). Czy zatem spodziewa się, że Jezus cofnie śmierć? Nie, ma tu na myśli co innego: „Wiem, że zmartwychwstanie przy zmartwychwstaniu w Dniu Ostatnim”(cytuję dalej też według EPP). Ale gdy Mistrz łączy tę wiarę eschatologiczną z wiarą we własną osobę i pyta, czy również ta wiara specyficzna jest jej udziałem, odpowiada wyznaniem chrześcijan fundamentalnym: „Tak, Panie. Ja uwierzyłam, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Bożym, który na świat przyszedł”. Pamiętajmy, że „Chrystus” to wersja grecka hebrajskiego terminu, który w polskim przekładzie brzmi jako „Mesjasz”. Ten ktoś oczekiwany, mający odnowić wszystko radykalnie. Tak, to ta „kurka domowa”, jak mogłoby, zresztą błędnie, wynikać z trzeciej ewangelii, w czwartej przoduje w sprawach wyższej rangi. Warto znać wszystkie cztery ewangelijne opowieści.
Dzisiejsza Janowa opowieść skojarzyła mi się z książką sławnego twórcy puckiego hospicjum, księdza Jana Kaczkowskiego, książką jedną z wielu, ale tym razem niezwykłą.
Katarzyna Jabłońska, która jako pierwsza rozmawiała z nim bestsellerem „Szału nie ma, jest rak”, tymczasem skomponowała drugą również dla Biblioteki „Więzi”. „Żyć aż do końca” to, jak głosi podtytuł, „Instrukcja obsługi choroby”: obszerny, „wszechstronny przewodnik po chorowaniu i umieraniu. Jego wartość praktyczną podnoszą niezbędniki z podstawowymi wskazówkami dla chorych i ich bliskich, personelu medycznego, szpitalnych i hospicyjnych kapłanów oraz wolontariuszy. Ks. Jan uczy, jak rozpoznać fizyczne, psychiczne oraz duchowe potrzeby chorych i ich bliskich – tak często zatajane. Radzi też, jak znajdować pomocukierunkowaną na poprawę jakości życia w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji – również wtedy, gdy śmierć jest bliska.” To nie moje słowa, tylko profesora Jacka Łuczaka, innego wybitnego „hospicjologa”, w przedmowie do tej kapitalnej publikacji.
A jak już „Więź”, to jeszcze numer wiosenny tego kwartalnika, a w nim bardzo dużo, wszechstronnie i bardzo ciekawie o sumieniu. Słusznie, bo to temat codzienny nieustanny.
Podnoszą go – przypomina w artykule wstępnym Sebastian Duda – pacyfiści chcący uniknąć służby wojskowej, ekolodzy odmawiający płacenia podatków, bo państwo finansuje zbrojenia jądrowe, pracownicy służby zdrowia i farmaceuci powołujący się na klauzulę sumienia, także adwokaci niechcący bronić niektórych łajdaków. Ale jest to również – Duda pisze o tym, rzecz jasna, dużo – problem filozoficzny, teologiczny, doktrynalny. W sprawie trzeciej redaktor naczelny „Więzi” Zbigniew Nosowski rozmawia z etykiem z KUL-u, ks. Alfredem Wierzbickim. Pyta go na koniec: „Czy teraz dzięki Franciszkowi dokonuje się w Kościele swoisty rachunek sumienia z prymatu sumienia?” Odpowiedź: „Owszem, ale ja bym podkreślał, że jest to kontynuacja rachunku sumienia, jaki zaczął się za pontyfikatu Jana Pawła II, ale pozostał niedokończony. Przecież w marcu 2000 r. w bazylice św. Piotra przepraszano również za działania inkwizycji, za używanie przemocy wobec inaczej wierzących. To na pewno było rozpoczęcie rachunku sumienia z lekceważenia prymatu sumienia. Niestety ta część pontyfikatu Jana Pawła II miała bardzo słabą recepcję. Spotkała się z krytyką i w sumie została potraktowana jako czysto symboliczny gest w ramach roku jubileuszowego 2000, ale bez znaczenia dla życia Kościoła. Tymczasem papież Wojtyła zaplanował rachunek sumienia, jako element procesu oczyszczania pamięci, który powinien się na stałe wpisać w życie Kościoła. Dziś mamy do czynienia z kontynuacją tamtej inicjatywy papieża Polaka.” Natomiast ks. Andrzej Draguła bardzo szczegółowo, wnikliwie analizuje nieśmiertelny problem tolerancji.
Na koniec jeszcze jedna książka Biblioteki „Więzi”. Inna tamtejsza redaktorka, Ewa Kiedio, porozmawiała z kolei z biskupem pomocniczym warszawskim Michałem Janochą, historykiem sztuki i teologiem, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego. Rzecz przepięknie ilustrowana tego właśnie dotyczy, zwie się „A piękno świeci w ciemności”. Można rzec jednak, że świeci inaczej chrześcijanom na Wschodzie i na Zachodzie: biskup mówi o tym obszernie. Nie tylko o tym, także na przykład o kościelnym kiczu oraz artystycznych prowokacjach rażących ludzi religijnych. Nade wszystko jednak o ikonie, świętym obrazie bardzo innym niż te nasze zachodnie: to jest okno na niebo! Polecam!

16:38, jan.turnau
Link Komentarze (14) »
sobota, 01 kwietnia 2017
Prorok jak drzewo bezbronny

Księga Jeremiasza 11,19
„Ja zaś byłem jak baranek potulny na rzeź prowadzony, a nie zdawałem sobie sprawy, że przeciw mnie knuli zamysły: - Zniszczmy drzewo w jego świeżości” (Biblia Poznańska). Tysiąclatka mówi o drzewie „w pełni sił”, chodzi mniej więcej o to samo, a mnie owo określenie proroka skojarzyło się z problemem ekologicznym, który dziś w Polsce ujawnił się jaskrawo akcją wycinki drzew. Drzewo jako symbol trwania, choć właśnie takiego, które daje się łatwo przerwać. Dąb jest przecież jak prorok potężny, ale i jak prorok bezbronny.

17:11, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
piątek, 31 marca 2017
Takie jest nasze logo

Ewangelia Jana 7,1.29b-30
„Potem Jezus chodził po Galilei, nie chciał bowiem chodzić po Judei, gdyż Żydzi [niektórzy tłumaczą: „Judejczycy”, bo nie chodziło o Żydów wszystkich] szukali sposobności, by Go zabić (...). Usiłowali Go pojmać, ale nikt na Nim ręki nie położył, bo nie nadeszła jeszcze Jego godzina” (EPP).
Ale nadejdzie. Rozpocznie się Droga Krzyżowa, upamiętniana między innymi katolickim nabożeństwem podzielonym na czternaście stacji, zresztą różnie ustalanych. W książkowych medytacjach pod tytułem „Krzyż się nie zachwieje” (Wyd. „W drodze”) znany dominikanin Maciej Zięba pierwszą stację, „Pan Jezus na śmierć skazany”, komentuje między innymi tak: „Przywołujemy pamięć o popełnionych przez nas, przeze mnie, niesprawiedliwościach, o skrzywdzonych przez nas ludziach, także najbliższych, o moim – rozpychającym się kosztem bliźnich – egoizmie. Dlatego podczas tej pierwszej stacji prosimy Ciebie, Panie Jezu, odpuść nam uczynione przez nas krzywdy, naucz przyjmować bez agresji, bez załamywania się i bez chęci odwetu popełnione wobec nas niesprawiedliwości.” Bo przecież nasze logo to krzyż.

23:31, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
czwartek, 30 marca 2017
Chcemy Cię widzieć, więcej nawet. Po liniach prostych, czyli nagroda dla księdza Bonieckiego

Księga Wyjścia 32,7-14
Opowieść o „cielcu odlanym z metalu”, który ufundowali sobie Izraelici, oddali mu pokłon i złożyli ofiary, mówiąc: „Izraelu, oto twój bóg, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej”. Czyny te rozgniewały Pana; powiedział do Mojżesza: „Widzę, że lud ten jest ludem o twardym karku. Pozwól Mi, aby rozpalił się gniew mój na nich. Chcę ich wyniszczyć, a ciebie uczynić wielkim ludem”. Na tak uprzejme („pozwól mi”) słowa Mojżesz odpowiada prośbą, żeby się Bóg nie gniewał, bo Egipcjanie karę tę zinterpretują jako dowód, że wyprowadzenie Żydów z ich kraju było po to, żeby ich po drodze wygubić. JHWH dał się przekonać, a bibliści przekonują, że nie był to kult bożka, tylko „czynienie sobie obrazu rytego”, zakazane w drugim przykazaniu Dekalogu, żeby obraz Boga był maksymalnie inny od tego pogańskiego. Czemu zaś Pan Bóg jako „cielec” akurat? Ano temu, że inne ludy wyobrażały Go sobie jako byka, Apisa (kult płodności). My też dzisiaj chcemy Boga widzieć, On, co prawda, objawił się w widzialnej postaci człowieka, ale tego nam mało. Chcielibyśmy wiedzieć o Nim więcej, znać Jego plany zgoła niepojęte.
Gdy już jestem przy owej niepojętości, odnotuję tutaj wtorkowy fakt wręczenia nagrody imienia Kisiela, czyli Stefana Kisielewskiego, genialnego felietonisty „Tygodnika Powszechnego”, księdzu Adamowi Bonieckiemu. Postać to dobrze znana, znany jest też chyba na ogół nałożony nań przez jego władze zakonne, księży marianów, zakaz wypowiadania się w mediach (innych niż „Tygodnik Powszechny”, którego był długo redaktorem naczelnym). Poproszono mnie o laudację, więc powiedziałem coś takiego. Że tamta decyzja zakonna woła o pomstę do nieba, bo ten duchowny jest wspaniałą twarzą swojego Kościoła, przyciągającą do niego ludzi odpychanych przez katolików zupełnie innej barwy. Ale ta laudacja należy się najpierw samemu Bogu. Niebo wiedziało, co robi. Po tamtej cenzurze prestiż księdza Adama w niektórych kręgach jeszcze wzrósł, powstał ruch Klubów „Tygodnika Powszechnego”, dzięki któremu mogą się z księdzem spotkać osobiście ludzie mu bliscy myślowo. Bóg pisze po liniach krzywych, ale czasem od razu można powiedzieć, że jednak prosto, albowiem myśli mądrzej niż „homines sapientes”.

00:27, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
środa, 29 marca 2017
Ludzie jak niemowlęta, Bóg jak matka ich

Księga Izajasza 9,8-15
„Tak mówi Pan: - Gdyby nadejdzie czas twej łaski, wysłucham cię, w dniu zbawienia przyjdę ci z pomocą (...) Mówił Syjon: - Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czyż może niewiasta zapomnieć o swym niemowlęciu, ta, która kocha syna swego łona? A gdyby nawet zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie” (Tysiąclatka).
Mówił to Syjon w sytuacji lepszej niż ta, w której lud ten się znalazł wiele wieków później. Ale i tak Bóg nie zapomina o nim w jakimś ostatecznym rachunku historii. Wierzą w to chrześcijanie i wierzący religijnie Żydzi. Pan kocha nas nieporównanie bardziej niż ktokolwiek z ludzi, bardziej nawet niż kobieta kocha urodzone przez siebie niemowlę.
Dlaczego zatem życie nie tylko urodzonych, ale wręcz stworzonych przez Boga ludzi wygląda zupełnie tak, jakby wcale nie kochał, jakby Go w ogóle nie było? Wołanie to nasze nigdy nie milknące.

11:52, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
wtorek, 28 marca 2017
Woda, woda, woda...

Księga Ezechiela 7,1-9.12
Psalm 6,4-5
Ewangelia Jana 5,1-16
Wtorek dzisiaj liturgicznie wodnisty. Ezechiel przedstawia wizję życiodajnego potoku wypływającego spod Świątyni i użyźniającego ziemię, tak że rośnie tam wszystko i wydaje owoce, jak również mnożą się ryby. Psalmista z kolei stwierdza, że „nie będziemy się bali, choćby zatrzęsła się ziemia i góry zapadły w otchłań morza”, ale i „nurty rzeki rozweselają miasto Boże” (Tysiąclatka). A ewangelia Jana opowiada o uzdrowieniu przez Jezusa czekającego na podobny cud w sadzawce Betesda. Wszystko to są obrazy z krainy, gdzie cieczy owej raczej niewiele. Może nie mógłby tam powstać obraz jakiegoś mówcy lejącego tę ciecz zamiast słów ciekawych...
Myśl jeszcze jedna: na temat tego, że nowozelandzcy Maorysi wywalczyli osobowość prawną dla swojej rzeki. Pewnie nie ma się czemu dziwić, pewnie gdyby nie ona, to by ich nie było. Bez wody nie ma życia. Przydaje się także jako symbol w sprawach duchowych: nic dziwnego, że jest materią chrztu.

10:28, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
poniedziałek, 27 marca 2017
Lament i taniec, a koniec zawsze szczęśliwy

Psalm 30,5-6.12a
„Śpiewajcie psalm, wszyscy miłujący Pana,
i pamiętajcie o Jego świętości.
Gniew Jego bowiem trwa tylko przez chwilę,
a Jego łaska przez całe życie.
Płacz nadchodzi z wieczora, a rankiem wesele.
Zamieniłeś w taniec mój żałobny lament”.
(Biblia Tysiąclecia)
Znowu zająłem się psalmem. Widać w nim obraz Boga - jak to w Biblii bywa nieraz - wyraźnie antropomorficzny, jest On dokładnie taki, jak człowiek, emocji pełen: gdy miną te Jego negatywne, nadchodzą przeciwne, czyli On się już nie gniewa i jest nam znowu dobrze. Psalmiście wydawało się, że Bóg jest zmienny jak kobieta w operze Verdiego „Rigoletto”, ale to optyka fałszywa, zapewne antyfeminizm, a na pewno właśnie antropomorfizm. Rzecz bowiem w tym, że Bóg wie lepiej, jak rządzić naszym losem, dysponuje tak zwaną Opatrznością. W rezultacie tak już jest, że jesteśmy raz na wozie, raz pod wozem, po ulewienadchodzi prędzej czy później słońce, przede wszystkim jednak wierzymy, że jest On dobry absolutnie („Bóg jest dobry... i dam się za to zabić” – tytuł książki ks. Kramera SJ, wydanej świeżą przez jezuicki WAM), miłosierny absolutnie i życie nasze ma zawsze „happy end”, choć naprawdę, bo na stałe dopiero za grobem.

13:35, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 marca 2017
Na zielonych pastwiskach

Psalm 23,1b-6
„Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć
na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody,
gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach,
przez wzgląd na swoją chwałę.
Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij twój i laska pasterska są moją pociechą.
Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
kielich mój pełny po brzegi.
Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana
po wszystkie czasy” (Biblia Tysiąclecia). Ulubiony psalm moich znajomych, ja też zapamiętałem, jak czytał go podczas którejś pielgrzymki do ojczyzny Jan Paweł II, jak akcentował słowa „przez ciemną dolinę”. Wykwit poezji hebrajskiej, wyznanie wiary szczęśliwej, mimo że życie nie zawsze jest tak relaksowe.

18:39, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
sobota, 25 marca 2017
Syn Boży stał się człowiekiem!

Ewangelia Łukasza 1,26-38
„Który się począł z Ducha Świętego” – wyznajemy to w naszym krótszym „Credo” (w Składzie Apostolskim) i ta wiara ma dzisiaj miejsce w kalendarzach liturgicznych prawosławnym, rzymskokatolickim, starokatolickim i luterańskim na Śląsku Cieszyńskim, dziewięć miesięcy przed Bożym Narodzeniem. Ma swoje miejsce, choć ktoś mi kiedyś powiedział, że dziwnie mało poczesne; jakby tekst greckiego oryginału, który ks. Remigiusz Popowski i Michał Wojciechowski tłumaczą dosłownie jako „Duch Święty przyjdzie na ciebie i moc Najwyższego ocieni cię”, położył się cieniem na to tak ważne święto. Dodaje mu jednak znaczenia akcja antyaborcyjna, przekonywanie, że już ludzki embrion jest człowiekiem, ustanowienie 25 marca Dniem Świętości Życia. Nie ma tu nic do rzeczy, że niektórzy teologowie zachodnioeuropejscy zastanawiają się, czy aby na pewno Łukaszowa i Mateuszowa opowieść o poczęciu się z Ducha Świętego nie była jedynie literacką formą powiedzenia, że Jezus z Nazaretu był Synem Bożym, a nie stwierdzeniem biologicznego dziewictwa Jego matki. Tak czy inaczej wspominamy dzisiaj wydarzenie Wcielenia, którego nie sposób wyjaśnić normalnym rozwojem doczesnej historii ludzkości.

12:32, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
piątek, 24 marca 2017
Przykazanie najważniejsze z ważnych

Ewangelia Marka 12,28b-34
Scena w ewangeliach rzadka: uczony w Piśmie zgadza się z Jezusem. W sprawie, które z przykazań jest największe: otóż to o miłości Boga i bliźniego. Tak, to najogólniejsze, z którego wynika cały Dekalog. Jeżeli tylko chodzi o miłość Boga pojmowanego jako Miłość. Bardzo to ogólne, ale przecież nie chodzi o moralne „kazusy” ani nawet o jedno z przykazań. Chodzi o owo arcyprzykazanie.

14:23, jan.turnau
Link Komentarze (15) »
czwartek, 23 marca 2017
Ale nie słuchali

Księga Jeremiasza 7,25-26
„Posyłałem do was wszystkie moje sługi, proroków, każdego dnia, bezustannie, lecz nie usłuchali mnie ani nie nadstawiali uszu” (Tysiąclatka).
Święta prawda historyczna, ale inne narody na pewno były i są lepsze?

15:07, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
środa, 22 marca 2017
Naród Dziesięciorga

Księga Powtórzonego Prawa 4,1.6
„Mojżesz powiedział do ludu: - A teraz, Izraelu, słuchaj praw i nakazów, które uczę was wypełniać. (...) Strzeżcie ich i wypełniajcie je, bo one są waszą mądrością i umiejętnością w oczach narodów, które usłyszawszy o tych prawach, powiedzą: - Z pewnością ten wielki naród to lud mądry i rozumny” (Biblia Tysiąclecia).
Nie będę udawał religioznawcę i się upierał, że w religiach o innych niż Mojżeszowy rodowodzie nie ma w szczególności czegoś w rodzaju Dekalogu, w każdym razie tamta fundamentalna kodyfikacja moralna, odpowiednio zinterpretowana, jest tekstem dla moralnego rozwoju całej ludzkości bardzo ważnym.

11:23, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
wtorek, 21 marca 2017
Przebaczać bez końca

Ewangelia Mateusza 18,21-22
„Wtedy Piotr przystąpiwszy, rzekł Mu: - Panie, ile razy może zgrzeszyć przeciw mnie brat mój, bym mu odpuścił? Do siedmiu razy? Mówi mu Jezus: - Nie do siedmiu, lecz do siedemdziesięciu siedmiu.” (EPP)
Biblia Poznańska informuje: „W mniemaniu Piotra liczba siedem oznaczała bardzo wielką wyrozumiałość, zwłaszcza że rabini uczyli, iż Bóg daruje winy do trzech razy. Piotr usłyszał w odpowiedzi, że ma przebaczyć siedemdziesiąt razy albo siedemdziesiąt razy siedem. Tekst grecki dopuszcza jedno i drugie tłumaczenie”. Chodzi oczywiście o to, by przebaczać zawsze. Ale zwracam uwagę na tamto pouczenie rabinów: dotyczy ono przebaczania Bożego. Oczywiście też jako wzoru dla nas, ale przede wszystkim postawy duchowej samego Boga. Albowiem jest On do niej skłonny nieskończenie, co zresztą powtarza uparcie papież Franciszek i co znalazło wyraz w jego adhortacji „Amor laetitia”, gorszącej niektórych swoim miłosiernym zapałem.

11:48, jan.turnau
Link Komentarze (27) »
poniedziałek, 20 marca 2017
Święty Józef z Nazaretu i jego potomek, Józef Puciłowski OP

2 Księga Samuela 7,4-5a.12-14a.16
List do Rzymian 4, 13.16-18.22
Ewangelia Mateusza 1,16.18-21.24a
 Dopiero dzisiaj wspominamy liturgicznie św. Józefa, zwanego Oblubieńcem Najśw. Maryi Panny, bo choć to święty wielki, niedziela wielkopostna ważniejsza.
Oblubieńcem jej był, nie mężem, w chrześcijaństwie trwa tradycja, że było to małżeństwo „białe”, że – jak czytamy w dzisiejszym tekście ewangelicznym – Józef wziął Maryję do siebie, choć nie on był ojcem dziecka. „I nie znał jej, aż urodziła syna” (EPP) – powiada Ewangelia już poza dzisiejszym przydziałem tekstowym. Otóż jest to zdanie wieloznaczne. Katolicy i prawosławni interpretują je, jak w przypisie Biblia Poznańska: „Wstrzemięźliwość Józefa zachowana nie uległa zmianie później. Mt nie zajmuje się tym tematem”, natomiast ewangelicy rozumieją je po prostu w ten sposób, że Józef mógł mieć rodzone dzieci później, pewnie właśnie owych synów (i córki), o których piszą dalej wszyscy czterej ewangeliści.
Pomyślałem sobie jednak, że nawet jeśli nie miał dzieci w sensie biologicznym, bo „nie znał” Maryi i później, to ma potomstwo szczególne: wszystkich Józefów i wszystkie Józefiny, których jest patronem. W Księdze Samuela czytamy dzisiaj o potomstwie Dawida, a w Liście do Rzymian o potomstwie Abrahama i myślimy o Józefowym Wychowanku, ale można też w Józefową uroczystość pomyśleć o tylu jego potomkach, jego imiennikach i imienniczkach, którzy zostali z nim jakoś przez imię chrzestne połączeni. Otóż ja pomyślałem o przyjacielu moim, Józefie Puciłowskim, dominikaninie znakomitym. Znam go bite pół wieku. To mój przecież krajan, bo pochodzi podobnie jak ja z Jeleniej Góry. Podobnie jak ja nie urodził się tam, niemniej przeżył dzieciństwo i pierwszą młodość. Potem, ja też, studiował na Uniwersytecie Wrocławskim, co prawda siedem lat po mnie, bo o tyle jest młodszy, i historię, nie polonistykę, ale to kierunki sąsiedzkie.
A potem łączyła nas działalność w Klubach Inteligencji Katolickiej: on działał we wrocławskim, ja już w warszawskim, bo wywędrowałem za pracą (w „Więzi”) do stolicy, ale to jedno środowisko niemal. A wreszcie on jeszcze mocniej zaangażował się kościelnie, bo stał się zakonnikiem, ja pozostałem katolikiem świeckim, ale myślami jestem coraz mocniej teologiem. No i podobni jesteśmy do siebie z powodu, by tak rzec, nachylenia protestanckiego. On urodził się jako „kalwin”, jak to nazywa się w Polsce ewangelików reformowanych, ja jestem, co prawda, katolikiem rzymskim od samego poczęcia, ale ciotka, kalwinka właśnie, opiekowała się położniczo moim urodzeniem się, a potem związałem się przyjaźnią z różnymi tymi ewangelikami.
Miał matkę kalwinkę Węgierkę, w tym kraju się urodził i ten język jest jego macierzystym, polskiego nauczył się później. Gdy zaś jego matka zamieszkała z nim w Jeleniej Górze, doświadczyła wrogości ze strony miejscowych. Nazywali ją Szwabką, bo nie mówiła po polsku, nie chodziła do kościoła, więc wuj pastor (!) namówił ją, by wraz z nim przeszła na katolicyzm, bo inaczej zrobią z niego komunistę. Zostały jednak w Józku protestanckie gusta: napisał, że „koledzy «heretycy» lepiej znają Biblię. My zabrnęliśmy we wszelkiego rodzaju cudeńka, przeróżne nabożeństwa – bądź co bądź drugorzędne – a zagubiliśmy Pismo Święte”.
A napisał to w książce pt. „Żyć nie umierać”, czyli jak wierzyć i nie zdziadzieć”, wydanej w zeszłym roku przez krakowski jezuicki WAM. Publikacji niezwykle pożytecznej, bo nastawionej duszpastersko. Czyli dla zwyczajnych ludzi i o zwyczajnych ludziach. A zna się na takowych, bo spowiada często i gęsto. Oto jedna z jego licznych opowiastek o spotkaniach w konfesjonale: „Przyszła kobieta pożalić się na swojego zięcia, bo ten mimo jej uwag nie chodził na mszę świętą. Nieopatrznie zapytałem, ile razy do roku zwraca mu uwagę,zakładając zdroworozsądkowo, iż skłaniają ją do tego kościelne święta. Była zaskoczona i oburzona moim pytaniem, gdyż napominała zięcia nawet kilka razy dziennie. Spokojnie odpowiedziałem, że w takiej sytuacji sam też unikałbym kościoła, a ona wściekła się na mnie i poszła bez rozgrzeszenia.”
Książka jest oczywiście podzielona na rozdziały i każdy zaczyna się od cytatu z Biblii i jest doń komentarzem. Ba, w książce Józkowej zaraz pierwszy rozdział nazywa się „Biblia, czyli busola”. W nim właśnie też takie wspomnienie konfesjonalne: „Raz nawet starsza penitentka na moje pytanie, czy zna Słowo Boże, żachnęła się, że przecież nie jest świadkiem Jehowy. (...) Kiedyś na spowiedzi miałem panią w swoim wieku. Inteligentna, bardzo sympatyczna, otwarta, ale Biblii w ręku nigdy w życiu nie miała.” Józef kupił jej więc egzemplarz i trzymała go w rękach jak Najświętszy Sakrament. Dodam, że potraktowała go tak, jak czynią to ewangelicy, między innymi owi „kalwini”, czyli reformowani: na ich ołtarzach leży Pismo Święte na kształt naszego tabernakulum. Tu wspomnienie moje własne z nabożeństwa ekumenicznego w ich warszawskiej świątyni przy alei Solidarności 74. Takie modlitwy prowadzą tam świeccy różnych wyzwań, zdarzyło się to i mnie kiedyś. Żeby którąś perykopę przeczytać, wziąłem z ołtarza ten egzemplarz uroczysty, co więcej, nie odłożyłem go potem na miejsce, czemu się tamtejszy duchowny trochę dziwił. I go rozumiem. 
A swoją drogę Pismo Święte takie na pewno jest, ale niektóre jego fragmenty dobrze przyjąć niełatwo. Chociażby – wiadomo – niektóre psalmy pełne nienawiści czy też opowieści Księgi Jozuego, jak to Naród Wybrany zdobywał Ziemię Obiecaną mordując tubylców wraz z niewiastami i dziećmi, bo taka była wola JHWH. Józek to na pewno swoim owieczkom tłumaczy, ale inni duchowni niekoniecznie, boję się, że też nie wszyscy księża ewangeliccy. A co do nienajlepszej znajomości Biblii, to jeszcze jedna Józkowa opowieść, tym razem nie z konfesjonału, tylko z działań PRL-owskiej opozycji. Przyjechał do niego do Wrocławia ktoś z Warszawy i pouczał, żeby niektóre sprawy mocniej akcentował, nie skrywał ich „pod kocem”. Przyszły ksiądz zagadnął go na to o właściwą wersję tego wyrażenia ewangelijnego. Działacz myśli, myśli i przypomniał sobie: „pod kołdrą”. Może jednak żartował, choć Józef boży się, że nie.
Ojciec Puciłowski nietypową księżą postacią jest. Wiem to też z jego książki, ale nie z jego tekstu, tylko ze wstępu konfratra, o. Dawida Kusza OP. Wyczytałem tam o samym ojcu Józefie („ojcu”, choć on sam mówił mi, żeby skończyć z tym ojcowaniem, chyba z takim komentarzem, że to jednak trochę zadzieranie nosa), że każdą zamężną kobietę całuje w rękę, czego inni rzymskokatoliccy duchowni nie robią. Swoją drogą ciekawe, czy to u nich pruderia (obawa o skojarzenia erotyczne), czy swoisty antyfeminizm połączony z klerykalizmem: to nam, księżom, przede wszystkim się przecież należy szacunek. Trzeba też jednak wiedzieć, że niektóre radykalne feministki uważają całowanie pań w rękę za patriarchalny cmoknonsens. Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził...
O świeckich jest w książce krytycznie, ale o księżach równie często. Rozdział przedwstępny („Dla kogo ta książka?”) zaczyna się od spostrzeżenia na ich temat: „Nie tylko wypowiadają się na różnorodne tematy, o których często nie mają pojęcia, ale jeszcze robią to z namaszczeniem z ambony”. Józiu, dzięki za odwagę, za mądrość, trzymaj tak dalej! Amen!

15:52, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 19 marca 2017
Z kim Jezus rozmawiał przy studni?

Ewangelia Jana 4,5-42
Rozmowa z Samarytanką. Wydarzenie wielorakie: najpierw feministyczne, bo Jezus rozmawia z kobietą: Jego uczniów to naturalnie zdziwiło. Owszem, o zwykłych sprawach codziennych Żydzi z Żydówkami rozmawiali, ale raczej nie o teologii, a na ten temat rozmowa przy studni zeszła.
Trzeba, co prawda, zaznaczyć coś, co wyczytałem w „Encyklopedii biblijnej”: „Biblia hebrajska nie było dokumentem monolitycznie patriarchalnym”. (...) Biblia nie zawiera żadnych wypowiedzi, które w sposób jawnie wrogi odnosiłyby się do natury zwyczajnych kobiet. (...) Przykładem może być nowe odczytanie postaci Ewy. Z biblijnego tekstu jasno wynika, że w chwili stworzenia kobieta nie miała być podporządkowana mężczyźnie, gdyż hebrajskie słowo «ezer», zwykle tłumaczone jako pomoc (Rdz 2,18), jest często odnoszone do Boga (np. Ps 30,11; 54, 6) i nie oznacza podporządkowania. Ewa jest przedstawiona jako rzeczniczka, mówiąca w imieniu swoim i Adama, a w rozmowie z wężem przedstawia argumenty teologiczne”. Co więcej, Biblia ukazuje niektóre kobiety w nietypowych dla płci żeńskiej rolach, jako osoby aktywne na scenie historii. Gdyby nawet pominąć Fenicjankę Jezebel, żonę króla żydowskiego Achaba, czy Atalię, ich córkę, też postać negatywną, to były przecież takie panie, jak siostra Mojżesza Miriam albo Debora, przywódczyni ludu, obie uchodzące za prorokinie. Niemniej sam ustrój był przeraźliwie patriarchalny. Jeden tylko przykład. Kobiety pozostawały rytualnie nieczyste po urodzeniu dziecka, ale to jeszcze pół biedy, bo okres nieczystości był różny: liczony podwójnie, jeżeli urodziła się dziewczynka...
No i wydarzenie internacjonalistyczne: Jezus rozmawia z Samarytanką. Zdziwiło ją to: „Jakże ty, Żydem będąc, prosisz o picie mnie, kobietę Samarytankę?” (EPP). Czytelnik czwartej ewangelii, nie tylko Żyd, mógł tego nie wiedzieć, więc autor wyjaśnia, że owe ludy sąsiednie nie zadają się ze sobą. Samarytanie zaś byli dla mieszkańców ortodoksyjnej Judei okropni, bo pochodzili od mieszańców: także od wiążących się z żydowską ludnością miejscową kolonistów pogańskich, osiedlanych tam przez obcą władzę. Sami jednak Samarytanie uważali się za ortodoksów, zachowujących prawdziwą wiarę Izraela. Uznawali tylko Pięcioksiąg Mojżesza i mieli własne centrum kultu na górze Garizim. Jezus robił różne rzeczy dziwne, nie na swoje czasy, musiały jednak minąć bardzo długie wieki, żeby w Jego Kościele kobiety mogły być wszędzie na przykład choćby ministrantkami. 
Widziałem dziewczyny przy ołtarzu w Niemczech, ale nie bywają tam w ojczyźnie naszej, w każdym razie nie w Warszawie. Dobrze, że chociaż panie także w stolicy Polski czytają Biblię! Kiedyś zobaczymy przy rzymskokatolickich ołtarzach, także polskich, nawet i kapłanki, bo również w Kościołach chrześcijańskich panta rei, wszystko się zmienia. No, oczywiście nie wszystko, ale sporo, i nie wszyscy, ja raczej tamtego widoku nie dożyję. Ale jest możliwy, amen!

22:26, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
sobota, 18 marca 2017
Któryż Bóg podobny Tobie...

Księga Micheasza 7,18.
Ewangelia Łukasza 15,1-3, 11-32
„Któryż Bóg podobny Tobie, co oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek reszcie dziedzictwa Twego? Nie czyni On gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie” (Biblia Tysiąclecia).
Pomyślałem sobie nie tyle o innych bogach w rodzaju Baala, ile o IHWH przedstawianym przecież w niejednym Kościele chrześcijańskim jako zagniewanym na wieki wieków, z miłosierdziem niemającym wiele wspólnego. Na szczęście to już w Kościele Jana Pawła II i Franciszka „tempi passati”. A z ewangelii dzisiaj Łukaszowej przypowieść o synu marnotrawnym i ojcu właśnie miłosiernym; a także o starszym synu nie tyle niemiłosiernym, ile po prostu zazdrosnym.

22:17, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
piątek, 17 marca 2017
Gdyby nie tamci dwaj... Episkopat, Franciszek, seks

Księga Rodzaju 37,3-4,12-13a,17b-28
Józef i jego bracia... Ilu Polek i Polaków zna dzisiaj ową arcyklasykę pisarstwa światowego, jaką jest ta opowieść o zazdrości morderczej. Początek jej przeznaczył dzisiaj na szczęście do czytania swoim wiernym Kościół rzymskokatolicki. Ojciec Jakub wyróżnia najmłodszego nierozsądnie, a Józef jeszcze głupiej opowiada rodzinie swoje megalomańskie sny. Czasy i miejsca są takie, że zabić brata to nic wielkiego, na szczęście dwóch z jedenastu, najstarszy Ruben i bardzo ważny także później Juda, ratują Józefa od śmierci sprzedając go kupcom jadącym do Egiptu. Co się dzieje dalej, trzeba też koniecznie przeczytać, a wcześniej jeszcze pomyśleć, jak wychowywać dzieci. Przypomniała mi się tutaj przeczytana też w dzieciństwie powieść Ireny Mrozowickiej pt. „Za głosem dumy” o trochę podobnym problemie. A o tym samym napisał jak wiadomo Tomasz Mann, robiąc z tekstu biblijnego dzieło dzisiejsze bardzo piękne.
PS. Jeszcze taka moja refleksja: dzisiaj dzieci mogą czytać tekst biblijny pełny, nie tylko w postaci dawniejszej „historii świętej”, jakoś wykastrowanej, bo słyszą o seksie wszędzie. Nie zdziwi ich dość mocne i dość słabo hamowane zapotrzebowanie na podobne przeżycia np. Jakuba i jego synów. Gdy już jestem przy temacie „de sexto”, czyli „de sexso”, napiszę, że już chyba widać teraz po ostatnich obradach naszego episkopatu, jakie będzie jego stanowisko w sprawie Franciszkowej adhortacji „Amoris laetitia”, chociaż ma być ogłoszone dopiero na następnej konferencji w czerwcu. Przyjmą adhortację, ale - przepraszam za powtórnewyrażenie - wykastrowaną. Że owszem, niektórzy rozwodnicy mogą być dopuszczeni do Komunii, ale gdy zdecydują się na wstrzemięźliwość od stosunków płciowych. Otóż to jest to stanowisko Jana Pawła II wyrażone w adhortacji „Familiaris consortio” i jako granica dla reformatorstwa podzielane przez część episkopatu światowego, z watykańskim szefem doktrynalnym, kardynałem Müllerem na czele. Tyle że nie jest to pogląd Franciszka: gdyby tak było, to nie byłoby w jego dokumencie nic nowego, sam przecież zrobiłby to doktrynalne zastrzeżenie w odnośnym paragrafie 300, przypisie 336.
Są dwie interpretacje jego dokumentu, ale ta konserwatywna wydaje mi się zwyczajnie fałszywa. Rację ma spora część episkopatu niemieckiego z kardynałami przewodniczącym Marxem oraz inspiratorem papieskim Kasperem na czele. Kościół nasz jest zatem podzielony, ale tak już było dawniej nieraz. Dzieli tu sprawa seksu, ale też w przypadku Maćka Cieśli, opisanym w tegotygodniowym „Newsweeku” . Ten chłopak, który przygotował wszystkie projekty graficzne Światowych dni Młodzieży w Krakowie, ponieważ zmarł na raka nie doczekawszy się wydarzenia, został uznany przez papieża za ich symbol - był gejem, miał partnera. Gdyby Franciszek o tym wiedział, może nie zachowałby się wobec niego całkiem inaczej, ale biskupi polscy, wśród których ostrej homofobii nie brak?

13:43, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
czwartek, 16 marca 2017
Serce i nerki... Święty Jan Vanier

Księga Jeremiasza 17,9-10
„Serce jest zdradliwsze niż wszystko inne i niepoprawne, któż je zgłębi? Ja, Pan, badam serce i doświadczam nerki, bym mógł każdemu oddać stosownie do jego postępowania, według owoców jego uczynków.” Serce: organ według Biblii niezwykle nie po dzisiejszemu ważny, ośrodek uczuć, myśli, mądrości, wyborów moralnych, woli, sumienia, miejsce nawrócenia, to cała ludzka osoba. Dostępna w pełni tylko dla Boga. No i nie po dzisiejszemu ważne są nerki. Ale ta niedostępność także nerek sprawia, że my, ludzie możemy czasem pobłądzić w ocenach naszych bliźnich. 
Czasami po latach jesteśmy już w tych opiniach bardziej ostrożni, wyrozumiali. Zresztą i ono, serce bliźnich naszych i nasze, poprawia się nieraz na starość. Albo było takie od młodości. Jak u Jeana Vaniera, założyciela światowej sieci wspólnot „Arka”. Wielki inicjator otwarcia na niepełnosprawnych umysłowo. Postać to zupełnie niebywała. Porównywalna z Jezusem z Nazaretu, który jako Syn Boga przyjął postać sługi.
Syn niemal króla (generalnego gubernatora) Kanady, mający wspaniały męski wygląd i ogromną inteligencję (wykłady z filozofii na wyższej uczelni) odrzuca to wszystko, aby zamieszkać w zrujnowanym wiejskim domku z dwoma niepełnosprawnymi umysłowo. W swojej przetłumaczonej ostatnio na polski książce pod tytułem „Wielkie pytania życia” tłumaczy, że trzeba wyłamać się z norm wyznaczanych przez nasze społeczeństwo i religię.
Tak, też religię, ale rozumianą radykalnie. Chodzi o zobaczenie pełni rzeczywistości, w której są bogaci i biedni, upośledzeni i zdrowi, radość i cierpienie. Być w ten sposób szczęśliwym, właśnie dlatego, że biedni nie mają się czym odwdzięczyć. Vanier powołuje się tutaj na Ewangelię Łukasza 14, 12-14, gdzie jest mowa o nagrodzie po śmierci, ale autor unika raczej argumentacji religijnej, chcąc być przekonującym także dla ludzi spoza tych środowisk. Choć zaraz dalej pojawia się jednak Bóg. „Jak to przełożyć na nasze codzienne życie? Zamiast niszczyć naszych przeciwników, zabijać terrorystów, przeciwstawiać się międzynarodowymkorporacjom, zamiast osądzać Łazarza i obwiniać bogacza, możemy modlić się, aby zajaśniało światło dobroci, które jest w każdym człowieku. (...) Modlenie się oznacza przemianę serc, proszenie Jezusa o siłę i mądrość kochania tak, jak On kocha – otwarcie i bez lęku.”
Vanier wzywa do odwagi. Trzeba się buntować, czasem nawet przeciw własnym rodzicom. „Jestem kimś niepowtarzalnym, z danym tylko mnie impulsem do rozwoju, zdolnością do rozpoznawania tego, co dobre, a co złe”. Autor znów powołuje się tutaj na Biblię jeszcze bardziej zaskakując. Na Księgę Wyjścia (3, 13-14), na słowa Boga „Jestem tym, kim jestem” „Gdy rodzi się we mnie poczucie «ja jestem», to tak, jakbym przejrzał na oczy i doświadczył w sobie Bożej obecności”. Manifest indywidualizmu w innych ustach groźnego, ale Vanier to jednak baranek, choć o sile duchowej lwa.
Ten dzisiejszy wielki święty jest człowiekiem naszych czasów. Kościół otwarty, rozwarty może... Usuwanie etykietek: „Chrześcijanin, muzułmanin, Amerykanin, Meksykanin, gej, hetero, liberał, konserwatysta. Dzięki temu urzeczywistnia się nasza jedność”. Szeroka zaprawdę: „gej, hetero”! Oraz „decyzja o aborcji była dla niej zaskakująco trudna. Nie była wychowana w wierze, dlatego wydawać by się mogło, że usunięcie kilku komórek nie powinno być dla niej wielkim problemem. Gdy stało się to rzeczywistością, boleśnie zdałasobie sprawę, że odtrąciła cudowny, choć nieoczekiwany dar życia. Aborcja jest czymś złym.
Ale czy zła była także ta młoda dziewczyna? A jej chłopak? Jak łatwo przyszłoby niektórym osądzić ich, a nawet potępić. (...) W Arce było dla nas oczywiste, że zamiast potępić tamtą asystentkę, musimy je umocnić na różne sposoby, tak by wierzyła, że jest umiłowanym dzieckiem Boga. Gdybyśmy tego nie zrobili, gdyby powaliły ją wina i wstyd, stracilibyśmy dwa życia, nie tylko dziecka, ale i jej. Wcielamy w życie nasz autorytet, gdy odkrywamy, że dzięki miłującej obecności łagodzimy udrękę ludzi wokół nas.”
Jean Vanier: „Wielkie pytania życia”. Wydawnictwo „Charaktery”. Z angielskiego przełożyła Paulina Chołda.

12:53, jan.turnau
Link Komentarze (19) »
środa, 15 marca 2017
Uderzmy go językiem

Księga Jeremiasza 18,18-20
Nie tak wspaniały literacko to prorok, jak Izajasz, ale życiorys ma arcyprorocki. Jeśli tylko prorok to nie tylko „wieszczek”, wizjoner przepowiadający przyszłość i tyle, ale czyniący to w ramach „przepowiadania”, czyli w ogóle głoszenia religijnego orędzia. A orędzie owo nie zawsze się ludziom podoba. Narażali się zatem swoim ziomkom autorzy biblijnych ksiąg prorockich w różny sposób, a już najbardziej ten dzisiejszy, który swoje prorokowanie o mało co przypłaciłby śmiercią. Walczył bowiem nie tylko z odchodzeniem od monoteizmu i cudzołóstwem, także z bezsensownymi, jego zdaniem, pomysłami politycznymi. Z potęgą babilońską trzeba było sobie radzić realistycznie, poddać się jej, gdy groziło zniszczenie kraju. A działał słowem lat przeszło czterdzieści. W dzisiejszym fragmenciku księgi żali się Bogu, błaga: „Usłysz mnie, Panie, i słuchaj głosu moich przeciwników” A mówią: „Chodźcie, uknujemy zamach na Jeremiasza (...) Chodźcie, uderzmy go językiem, nie zważajmy wcale na jego słowa”. Tak było wtedy z prorokami, tak jest i dzisiaj z podobnymikrytykantami: język może być groźniejszy niż rewolwer, wiadomo, że nie odbierze życia, niemniej wszelką ludzką cześć.

10:40, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
wtorek, 14 marca 2017
Słowa słuszne, czyny straszne

Ewangelia Mateusza 23,2-4
„Na katedrze Mojżeszowej zasiedli znawcy Pism i faryzeusze. Wszystko więc, cokolwiek by wam powiedzieli, czyńcie i zachowujcie, według czynów ich jednak nie postępujcie, mówią bowiem, a nie czynią. Wiążą brzemiona ciężkie [ i trudne do udźwignięcia] i wkładają na barki ludzi, a sami nawet palcem nie chcą ich dotknąć” (Ekumeniczny Przekład Przyjaciół). Słowo „katedra” kojarzy się chyba częściej z główną świątynią diecezji, a nie z miejscem, na którym zasiada profesor, choć o ten drugi typ nauczania tu raczej chodzi. Choć nie całkiem, bo znawcy Pism („uczeni w Piśmie”) i faryzeusze nauczali trochę jak biskupi: o tym, jak żyć. To mi się kojarzy znowu ze sprawą rozwiedzionych. Chyba jednak niesprawiedliwie, bo przecież obrońcy tradycyjnej doktryny prawnej, tej bez żadnych wyjątków, krytykujących tu nieraz otwarcie papieża Franciszka za jego adhortację „Amoris laetitia”, raczej rzadko łamią we własnym życiu owe prawne reguły. Słowa te można odnieść natomiast do księży pedofilów. Ale i do wszystkich duchownych, oczywiście nie tylko rzymskokatolickich, nauczających zasad we własnej praktyce życiowej łamanych.

11:46, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 13 marca 2017
A my lepsi? Czterolecie pontyfikatu Franciszka

Ewangelia Łukasza 6,36-37ab
„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni, nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni” (EPP). Zdarza mi się czasem wybrzydzać na kogoś w myślach albo i gadaniu – potem jednak Duch Święty oświeca mnie, że jestem jak kocioł wobec garnka... Tyle „pro domo sua”. Poprzedni werset brzmi w naszym przekładzie przyjaciół: „Bądźcie szczodrobliwi, jak i Ojciec wasz szczodrobliwy jest”. Zacznę tu od translatorskiej komparatoryki: Tysiąclatka ma tu „miłosiernych”, ks. Remigiusz Popowski i Michał Wojciechowski mają „litościwych” – dobrze, że jest w takich razach niejedna opcja, może z podobnej mnogości wynika jakiś szerszy sens oryginału. Mnie poza tym „miłosierni” skojarzyli się z dzisiejszym Jubilatem: cztery lata temu kardynałowie wybrali na papieża kogoś, kto z tej cnoty zrobił hasło pontyfikatu. Co wywołało myślową rewolucję nie tylko w sprawie ludzi bez pieniędzy: także bez sakramentu, w ocenie moralnej tak zwanych „rozwodników”.

16:18, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
niedziela, 12 marca 2017
Wyjdź z twojej ziemi, wyjdź

Księga Rodzaju 12,1-2
„Pan Bóg rzekł do Abrama: wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. Uczynię bowiem z ciebie wielki naród”
 (Biblia Tysiąclecia). Wstań, rusz się, zmień miejsce swego pobytu, idź! Ówczesne ludy mimo braku dzisiejszych środków komunikacji miały skłonności podróżne, mianowicie koczownicze, przemieszczały się. Pewnie zdolne były dzięki temu przezwyciężać zastój myślowy i duchowy, bo podróże kształcą. I tak zaczęła się stopniowo tworzyć monoteistyczna religia Abrahamowa. Z czasem powstały z niej trzy: obok judaizmu zaistniało chrześcijaństwo, potem islam; zagarnęły pół świata, spełniła się w ten sposób obietnica Pana Boga, że uczyni z Abra(ha)owego potomstwa wielki naród. Niestety z wielkością duchową ludów, które się na niego składają, bardzo różnie bywa, ale już tak jest, że wszyscy bardzo grzeszni jesteśmy, choćby religia nasza najwłaściwsza była.

23:20, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
sobota, 11 marca 2017
Ile w nas Starego Testamentu?

Ewangelia Mateusza 5,43-45
„Słyszeliście, że powiedziano: «Będziesz miłował bliźniego twego» i nienawidził wroga twego, ja natomiast mówię: miłujcie wrogów waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują, a tak staniecie się synami Ojca waszego w niebie. Albowiem słońce Jego wschodzi nad złymi i dobrymi, a deszcz pada na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.”
Ważne jest tu wyjaśnienie Biblii Poznańskiej: że według Księgi Kapłańskiej 19,18 należy miłować bliźniego jak siebie samego, nakazu nienawiści do wrogów nie ma w Starym Testamencie ani w pismach rabinicznych. Znaleziono je dopiero w Księdze Reguły z Qumran (1QS1,10), gdzie nakazano nienawidzić wszystkich synów ciemności, każdego według jego winy, a obrzęd przyjmowania do zrzeszenia przewidywał przekleństwa na wszystkich, którzy nie byli jego członkami (1QS2,9). Chodzi tu prawdopodobnie o popularną zasadę, wedługktórej przeciętny Izraelita z czasów Jezusa układał swój stosunek do przyjaciół i wrogów. Obowiązek miłości bliźniego obejmował tylko współrodaków, nie obcych, Samarytan, pogan, nie obejmował zwłaszcza Rzymian. 
Nie dziwmy się temu za bardzo: narody podbite, z naszym było chyba podobnie, kultywują nienawiść do okupanta, a przez to może więcej w nich jakiejś w ogóle ksenofobii, zamknięcia na jakąkolwiek inność. W każdym razie wejrzyjmy w swoją polską i katolicką duszę: ile w nas ciągle Starego Testamentu nie tyle w sensie literalnym, bo w Starym jest przecież choćby preewangeliczny Izajasz, ale w sensie starych myślowych ograniczeń, a ile Nowego? Ile w nas w ogóle miłości, ile nienawiści?

22:42, jan.turnau
Link Komentarze (6) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 121
Archiwum