Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
Blog > Komentarze do wpisu
Duch Święty, istota nieznana. Katolicyzm autokrytyczny

Dzieje Apostolskie 2,1-11
Dzisiaj tak zwane w Polsce Zielone Świątki, uroczystość Zesłania Ducha Świętego, ewentualnie Pięćdziesiątnica (bo tyle dni po Wielkanocy).
Zacznę od wspomnienia z dzieciństwa. Od wspomnienia o jedynym kazaniu, jakie z tamtych czasów pamiętam. Było to w któreś z okupacyjnych Zielonych Świąt. Ksiądz Maruszewski, skądinąd pułkownik Armii Krajowej, zaczął homilię od słów: „Tak mało wiemy o Duchu Świętym...” Co mówił dalej, zapomniałem. Zostało mi w pamięci tylko wrażenie, że nie można było lepiej, celniej zacząć kazania na ten temat. Proboszcz w  Przybysławicach koło moich rodzinnych Wlonic powiedział rzecz w istocie oczywistą. No bo faktycznie: o trzeciej Osobie Bożej nie wiemy prawie nic. Mówiąc ściślej, nie odgrywa Ona niemal żadnej roli w naszej codziennej pobożności. W naszej: katolickiej, a po trosze w ogóle zachodniej. Bo w prawosławiu jest inaczej.

Duch Święty nie był nigdy w Kościele zachodnim tak uprzywilejowanym partnerem ludzkiego życia, jak Syn Boży. Przynajmniej pośród najbardziej znanych świętych, nie ma chyba nikogo „od Ducha Świętego”. Jest to poniekąd zrozumiałe: Osoba Boża wcielona przez sam fakt wcielenia jest nam szczególnie bliska i wiemy o Niej znacznie wię¬cej. Czyż jednak nie powinien nam być równie, choć inaczej bliski Duch, który - jak powinniśmy wierzyć - działa od wewnątrz w całym bycie, także w nas? Oczywiście, w katolickiej teologii i liturgii trzecia Osoba Boża nie jest  ignorowana. Trzeba zresztą  zauważyć, że wskutek odnowy posoborowej stała się bardziej „pneumacentryczna” (duch nazywa się po grecku pneuma, co w naszych uszach brzmi mało duchowo, choć chyba bardziej niż łaciński termin spiritus...). Nawet i nasza prywatna pobożność zna przecież modlitwę do Ducha o oświecenie umysłu w trudnych chwilach. Co jednak nie znaczy, że modlitwy tego rodzaju współtworzą poboż¬ność przeciętnych katolików. Naprawdę czasem można odnieść wrażenie, że osoby w Bogu są według nas dwie, a nie trzy. Z tego też punktu widzenia trzeba uznać tzw. ruch charyzmatyczny, wywodzący się z ewangelickiego ruchu zielonoświątkowego, za zjawisko godne uwagi, choć może  kontrowersyjne w niektórych swych przejawach.

Myślę, że dziedziną, w której szczególnie byłaby pożądana pobożność bardziej w tym sensie duchowa, jest nasz codzienny etos. Zachodni model etyczny chrześ¬cijanina był inspirowany rzymskim legalizmem oraz ideą naśladowania Chrystusa. Otóż wydaje mi się, że model ten zawsze będzie kulał (szczególnie w sytuacjach trudnych wyborów, wyborów, w których ani prawo nie daje instrukcji, ani owa idea naśladowcza nie daje się skonkretyzować), jeśli nie będziemy wspomagali się modlitwami do Ducha Świętego Oświeciciela.
 
Duch tchnie, kędy chce... Przecież owo pneuma to także tchnienie, to wręcz wiatr i to nawet w tym przypadku Huragan! Nie daje się „skanalizować”, „ująć w ramy”, lubi być nie „po linii”. Przemawia przez proroków i w ogóle robi bałagan. Na szcz꬜cie dzięki Vaticanum II zrozumieliśmy, że Kościół powinien być wzorem nie tylko w utrzymywaniu porządku, ale też w twórczym korzystaniu z owego nieładu, bez którego nie byłoby w ogóle rozwoju. Równoważność tych dwóch czynników kościelnych - instytucjonalnego, hierarchicznego i spontanicznego, charyzmatycznego - uzasadnia się dziś przez odwołanie się do teologii Trójcy. Mówi się, że z misji Chrystusa wynika cała rzeczywistość widzialna, instytucjonalna Kościoła, a z misji Ducha świętego rzeczywistość mistyczna i charyzmatyczna. W innych ujęciach Duch to nie tylko „wieczny rewolucjonista”, ale i wieczny indywidualista. Powiada się bowiem również, że z misji Syna wynika jedność Kościoła jako Jego jednego ciała, z misji Ducha zaś wielość, a więc zaprzeczenie wszelkiego uniformizmu. Wychodząc z tego założenia, określa się chrzest jako sakrament jedności w Chrystusie, bierzmowanie natomiast wielości w Duchu Świętym. Podkreśla się przy tym zawsze, że jedność Trójcy powinna inspirować do równowagi tego rodzaju przeciwstawnych tendencji. Czyli że jednostronne akcentowanie czynnika charyzmatyczno-pluralistycznego jest takim samym błędem, jak „hierarchistyczny” uniformizm.
 
Oczywiście wszystkie tego rodzaju ujęcia są dyskusyjne; trzeba również pamiętać, że oświetlają tylko jeden aspekt nieskończenie bogatej Rzeczywistości. Czytelnik powyższego zapyta również  może: czy już samo różnicowanie misji Syna i Ducha nie jest sprzeczne z zasadą jedności Trójcy? Myślę, że jest sprzeczne tylko z pewnym rozumieniem tej jedności, do jakiego przywykliśmy na Zachodzie. Wschód bowiem zawsze bardziej „indywidualizował” poszczególne Osoby Boże. Do czego miał i ma prawo. Prawo to daje mu właśnie sama Trójca przez swoją wielość, inspirującą do tolerancji dla różnych stylów teologicznego myślenia. A osobliwie Duch Święty - wieczny pluralista...

To wszystko było o samym Duchu, a teraz cokolwiek o dzisiejszym tekście z Dziejów Apostolskich. Otóż czytamy tam o tak zwanym mówieniu językami. To są dwa różne zjawiska: owo opisane w tekście biblijnym, cudowne, rozumienie się ludzi nawzajem, choć każdy mówił w swoim języku ojczystym, oraz zdarzające się dzisiaj takie wpadanie w entuzjazm religijny, że ogarnięty nim człowiek (tak mi to wytłumaczył  któryś ksiądz temu bliski) trochę jakby śpiewał bezsłownie „tra la la”.
     
A felieton Jonasza taki dzisiaj. Katolicyzm autokrytyczny. Czyje to słowa?

„Wiara w «jeden, święty, powszechny,  apostolski Kościół« wystawiona jest na niełatwą próbę w konfrontacji z rzeczywistością, kiedy to, czego doświadczamy na co dzień - tak z życiu publicznym, jak i zwykłym, «parafialnym» - ani jednością, ani świętością nadmiernie nie grzeszy. Ten stan napięcia prowadzić może do dwóch biegunowo różnych postaw. Jedni, bardziej czy mniej szczerze zgorszeni czy zniesmaczeni, odsuwają się na margines wspólnot, usiłując przeżywać swoją wiarę obok widzialnych struktur Kościoła, w których zostali ochrzczeni. Inni, przeciwnie, swoje zadanie zdają się upatrywać w obronie za wszelką cenę wizerunku Kościoła jako niepokalanej wspólnoty świętych i instytucji bez skazy, a priori  uznając wszelką krytykę za bezpodstawne ataki ludzi jeśli nie  złej woli, to przez takowych zmanipulowanych. O ile pierwsi członkami Kościoła pozostają jedynie nominalnie - bo zwykle nie dochodzi do aktów apostazji - o tyle drudzy nieraz samych siebie uważają  za jedyny PRAWDZIWY Kościół”. Cytat ze świeżo wydanej  książki Biblioteki „Więzi” pt. „Po co Kościół”, z rozdziału pt. „Wierzyć «pomimo» Kościoła”.
 
Otóż to nie ojciec Wiśniewski ani siostra Borkowska: to jeszcze inny arcymądry katolik mundurowy, znany teolog Grzegorz Strzelczyk z Katowic. Do jego obserwacji oczywiście celnej dodam tylko, że bywają u nas jeszcze inni katolicy: ci, co w takiej sytuacji zmieniają kościelną wspólnotę: na jedną z ewangelickich najczęściej.
 
Co ja na to? Co do zmiany wspólnoty wyznaniowej, to wyznaję zasadę, że należy ją zmieniać, ale inaczej: pozostawszy w niej, próbując ją zmienić od wewnątrz według własnego sumienia. Nie twierdzę jednak wcale, że to droga każdemu dostępna. Ja mam środki działania jako publicysta gazety o sporej sile rażenia, przekonanie o jakiejś skuteczności swojego pisania, spore zasoby cierpliwości, wreszcie zapewne wymagania nie zasadnicze: doktryna rzymskokatolicka po dzisiejszych niebagatelnych poprawkach całkiem mi odpowiada, bardziej niż inne konfesyjne. No i wreszcie dobrze mi w moim Kościele „egzystencjalnie”:  mam wokół siebie dużo ludzi podobnie jak ja czujących i myślących, a na jego szczycie papieża na mój gust idealnego, bo też krytycznego wobec tego, co jest, nieprawdopodobnie. A niżej też, w Polsce również, takich krytykantów hierarchicznych trochę. Prymas Polak na przykład, o którym tydzień temu napisałem, chyba za słabo go chwaląc.
 
A na zupełny koniec napiszę eklezjologiczny truizm: Kościół to my, to ja jakoś także. Kościół grzeszników właśnie, więc i ja grzesznik, a jakże. Mam na sumieniu nie tylko taki drobiazg, że polski urząd prymasowski odmłodziłem o sto lat: ma już sześć wieków a nie pięć. Nie tylko to, że jestem może czasem za bardzo krytyczny, a kiedy indziej za mało. Wszystko to jednak temat nie na felieton, w każdym razie nie na ten.

PS. Dopisane w poniedziałek 21 maja
Popełniłem w powyższym wpisie błąd okropny. Napisałem, że zjawisko mówienia językami jest współczesne. To zresztą prawda, ale sugerowałem w ten sposób, że nie występowało dawniej, w przeciwieństwie do tego opisanego w Dziejach Apostolskich 2.
W KUL-owskiej "Encyklopedii Katolickiej" mamy na ten temat spore hasło "Glosolalia". Podane są tam liczne wersety w Dziejach Apostolskich i listach Pawłowych, gdzie mowa jest wyraźnie o modlitwie ekstatycznej, w której pod działaniem Ducha Świętego wypowiada się wierzący w języku niepojęciowym.  Zdarzało się to i w czasach późniejszych, na przykład w doświadczeniu karmelitanki Teresy z Avila, a i potem coraz częściej w różnych wyznaniach, szczególnie w ruchu zielonoświątkowym. Jest to jakiś stan "upojenia duchowego", w którym - czytamy w tej "Encyklopedii" - , w którym boskie pocieszenie ogarnia człowieka z taką siłą, że musi to wyrazić, a nie może inaczej. Trzeba też jednak powiedzieć tutaj za" Encykopedią", że Paweł  odnosił się do tego duchowego daru, chociaż sam go posiadał, z pewnym dystansem (1 Kor14). Nie zabraniał go używać, ale występował przeciwko przecenianiu go, taki bowiem hermetyczny język nie służy budowaniu i konsolidacji wspólnoty. Pouczał, że dar ów należy badać, kontrolować oraz ograniczać takie wypowiedzi do sytuacji, w których obecny jest charyzmatyk zdolny do ich tłumaczenia. Poza tym można korzystać z tego daru tylko prywatnie. Co prawda, nie bardzo rozumiem, co ów charyzmatyk mógłby zdziałać, jeżeli jest to mowa ze swej istoty niezbyt zrozumiała dla postronnych, ale sprawa jest w ogóle bardzo skomplikowana. W każdym razie gdzie indziej w Nowym Testamencie, u Marka 16,17 i właśnie tam w Dziejach 2 chodzi jakoś o języki "normalne", Tyle że oczywiście w sposób cudowny mówienie w swoim języku staje się zrozumiałe dla słuchaczy innojęzycznych.

niedziela, 20 maja 2018, jan.turnau

Polecane wpisy

Komentarze
2018/05/20 22:27:53
A może trzeba by wspomnieć że ,,trójce'',triady były egipskie,pogańskie i inne jeszcze przed chrześcijaństwem...i może to taki ukłon w stronę ludów które,, hurtem weszły'' do chrzescijańskich wspólnot? Horus-Izyda- Herapis H-I -S Można odczytać na stroju kapłańskim...ale pasuje też do skrótu Christos-Iesus-Salvator? No ale nie pasuje to H....W grece było chyba ,,CH''?
A jak na serio co te litery na czapce znaczą.? Czapka w kształcie rybiego ogona to znak pogański..
-
2018/05/21 05:42:33
Do powyższych moich,, wypocin'' znalazłem w sieci takie wyjaśnienieAutor: o. Remigiusz Recław SJ
Pierwsi chrześcijanie mieli dwa symbole, które były popularny i które oznaczały przynależność do Jezusa. Jedynym z nich była ryba, a drugim napis IHS. Dlaczego "ryba" - to powszechnie wiadomo i łatwo tę informację znaleźć w Internecie. Otóż wyraz ryba po grecku pisze się następująco: ICHTHYS. Chrześcijanie z kolejnych liter tego wyrazu wyprowadzali wyznanie wiary: Iesou Christos Theou hYios Soterion, czyli Jezus Chrystus, Boży Syn, Zbawiciel. A zatem sprawa z rybą jest mniej więcej załatwiona.www.odnowa.jezuici.pl/szum/r-problemy-i-pytania-mainmenu-69/liturgia-mainmenu-74/54-co-oznacza-symbol-ihs
Co to wszystko ma z Duchem?..wspólnego można pytać?
,,Duch dmie jako chce pisano ''w dawnych czasach i dawnych tłumaczeniach ewangelii..Jezuita aby wytłumaczyś symbol cofnął aż do Abrahama i po co?
Czy symbole zastapią ,,dęcie Ducha?'' czy raczej zasłonią ? jego powiewy?
Czy ,,po owocach'' można poznać jego działanie?
Rewolucyjne wydają się poczynania Franciszka który jakby..wziął sobie do serca pewien fragment z listu do Koryntian Azaliż nie wiecie ze niesprawiedliwu Królestwa Bożego nie odziedziczą?'' Wyznawanie Boga w,, Duchu i Prawdzie'' to nie magia symboli..lub magicznych świętych napisów Ewangelia Jana 4:22-23.
Dobrze że..ma odwagę i działa..Jakie bedą skutki? Być może ściągnie na siebie dalsze potoki nienawiści tych którym to,, nie leży''..a może co innego?
-
2018/05/21 12:48:46
Czy sposób pojmowania (Niepojętego przecież!) Ducha Świętego narzucany wyznawcom różnych religii ma wpływ na mentalność tych wyznawców? Zrozumiałam, że zdaniem Pana Redaktora ma i widać to na przykładzie bardziej od nas uduchowionych prawosławnych, dla których Duch Św. jak I Syn Boży pochodzą od Boga, w przeciwieństwie do wierzeń katolików wyznających swoje credo: "Wierzę w Ducha Świętego, (...) który od Ojca i Syna pochodzi."....
Duchowość wschodnia i duchowość zachodnia.... Mnie się wydaje, że to nie pogląd na istotę Ducha wpłynął na ukształtowanie tej duchowości wschodniej, ale odwrotnie. Takim trzymaniem Ducha na uwięzi - sytuowania go innego niż sytuuje Zachód, chcą utrzymać się jakby w dystansie od tego - zdaniem ich zbyt lekkomyślnego, zbyt lekkiego - Zachodu. Dla nich Duch nie wieje jak chce, wieje jak oni chcą, ale oni uważają, że to my wiejemy Duchem jak chcemy.
Przyglądam się duszy jednego artysty z tego wschodniego kręgu. On od zawsze mieszka u siebie. Historia się zmienia, kiedyś była tam Białoruś, teraz tam jest Polska> On jest Białorusinem mieszkającym w Polsce u siebie, to Polska jest u niego, w Białorusi. Ma talent, więc natchnienie Ducha Bożego bezpośrednio od Boga dane , nie musi wiać razem z duchem czasu w inne miejsce, jak wielu innych się poprzenosiło. Gdyby był katolikiem i zachowywał się w duchu katolickim, nie byłby takim zasiedziałym twardo swoim duchem na swoim miejscu. Mówiąc inaczej - oni czują się silniejsi, wspierani mocą i Jezusa i Ducha od Boga płynących. A nas łatwiej przestawiać? Wołamy o pomoc do Boga, do Jezusa oczekując bezpośredniego wsparcia, a Duch Św. pochodzący od nich zostaje gdzieś niezauważony....Artysta ten zdaje się jest ateistą i pewnie o Duchu nie myśli, ale jestem pewna, że gdyby miał się opowiedzieć za którąś koncepcją Ducha Św. , opowiedziałby się za tą prawosławną.
-
2018/05/21 13:15:40
"Duch Święty nie był nigdy w Kościele zachodnim tak uprzywilejowanym partnerem ludzkiego życia, jak Syn Boży... Jest to poniekąd zrozumiałe."
Czy rzeczywiście zrozumiałe?
Kiedyś na mszy Zielonoświątkowej (oczywiscie w Australii), ksiądz zaczął kazanie słowami - Szczęśliwych Zielonych Świątek.
Wywołało to pewną konsternację i to właśnie chodziło.
Ludzie - świętujecie Boże Narodzenie, a Jezus był wśrod ludzi tylko 33 lata. Świętujecie Zmartwychwstanie, które jest obietnicą życia pozagrobowego.
A nie świętujecie nadejścia Ducha Świętego, który jest naszym jedynym łącznikiem z Bogiem na cały czas ziemskiego trwania ludzkości?
No i jak tu się dziwić, że przez te 2 tysiące lat przyjścia na świat Jezusa nie widać żeby ludzkość zrobiła jakiś duchowy postęp.
-
2018/05/21 14:05:39
Duch Święty jako OSOBA BOGA..To WYTWÓR TEOLOGICZNY.
W starym Prawie i u Proroków nie ma mowy o OSOBIE DUCHA.
Pojmowany był duch jako czynna i aktywana Moc Najwyższego..Oto fragment z Izajasza
Duch Pana Boga nade mną1,
bo Pan mnie namaścił.
Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim,
by opatrywać rany serc złamanych,
by zapowiadać wyzwolenie jeńcom
i więźniom swobodę;
aby obwieszczać rok łaski Pańskiej,
i dzień pomsty naszego Boga;

Duch Pański[ duch Jahwe]..Duch Najwyższego czyli jego Moc i Energia...oddziałowywał na Jego Syna Jezusa..że z tego zwoju Izajaszowego odczytał fragment w Synagodze zaczynając swą działalność. Trwała ona 3 i pół roku do Jego Śmierci.
WG ks .Kronik..inny duch pobudził Dawida do policzenia Ludu Izraela..[.prawdopodobnie ze złymi intencjami]...bo nie znalazł uznania w oczach Boga.
W ks .Genesis znajdujemy taką informację ..A duch Pański[..duch Jahwe] unosił się nad wodami. W myśl relacji o postępach stworzenia które miały nastapić...jako skutek działania tego ducha...była to stwórcza moc Boga. NIE OSOBA BOGA..
Uosobienia to częta rzrecz w biblii tak więc ,,MĄDROŚĆ WOŁA NA ULICACH''.. spotyka się Głupota z NĘDZĄ.. zasmuca się ,,ducha swiętego''..Osobowa bywa też ,,Śmierć..''Miłość..Głód..
Aby uzasadnić jakiś dogmat ,,święci mężowie''..dopisali w 1 liście Jana pewien fragment Jezus Chrystus jest tym,
który przyszedł przez wodę i krew, i Ducha,
nie tylko w wodzie,
lecz w wodzie i we krwi.
Duch daje świadectwo,
bo jest prawdą.
Trzej bowiem dają świadectwo:
Duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą.
Skrybowie i analitycy jedna twierdzą że to dopis w wyniku ówcze4snej polemiki z Keryntem
...bo na poczatku jest tak:
oznajmiamy wam,
cośmy ujrzeli i usłyszeli,
abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami.
A mieć z nami współuczestnictwo znaczy:
mieć je z Ojcem i Jego Synem Jezusem Chrystusem.
Piszemy to w tym celu,

To dowód że Ojciec i Syn POSŁUGUJĄ SIĘ TYM SAMYM DUCHEM TA SAMĄ MOCĄ
Najwyraźniej Jan jeszcze o TRÓJCY NIE MYŚLAŁ..to czasy znacznie późniejsze
Zesłanie Ducha w Piedziesiatnicę ,..to nadanie mocy i odwagi do działania w myśl proroctwa Joela..i młodzieńcy i Dziewice! mieli ryszyć..by świadczyć o Chrystusie.
I szum i języki ognia i zdolności językowe..miało ruszyć i odnowić oblicze..
-
2018/05/21 22:27:44
Opisy o utracie raju są w formie bajki,
bo wtedy umierało dziecko boże,
przewyższające na poziomie rozwoju umysłowego współczesnego nam człowieka,
które rozmawiało z Bogiem, było blisko Boga i było kochane przez Boga,
ale to dziecko wiedziało za dużo i zaszkodziło sobie,
i nie mogło sobie pomóc,bo wiedziało za mało,
ponieważ dalszy rozwój umysłowy okazał się niemożliwy,
skoro została przekroczona granica lęku po obu stronach,
a na zbliżenie się Boga, człowiek panicznie reagował krzykiem,
i mieszał się mu rozum i popadał w paranoje,
i tak tragicznie Bóg utracił swój raj na Ziemi,
i wycofał się i skazał Siebie na samotność i na rozpacz,
bo nie mógł zbliżyć się do tych, których kochał,
a ludzie skazani sami na siebie zatracili poczucie dobra i zła,
i niesprawiedliwość zapanowała na Ziemi,a skrzywdzeni ludzie ciągle cierpieli,
i Ziemia stała się siedliskiem trwałego bólu bezbronnych ludzi
krzywdzonych przez egoistów kierujących się złą wolą,
a nieszczęśliwy Bóg czuł się bezsilny wobec niesprawiedliwości na Ziemi,
ponieważ pojedyncze kontakty Boga z Ziemią z wybranymi osobami,
nie były w stanie zastąpić wcześniejszej opieki Boga,
ponieważ osamotnieni ludzie ułomnie wychowywali sami siebie,
bo nakazy i zakazy boże nie zastąpiły prawidłowego procesu wychowawczego,
a ludzie egoistycznie,pod wpływem negatywnych emocji wypaczali się,
i nie byli zdolni kochać siebie, by żyć sprawiedliwie,
i tak zła wola ludzi na Ziemi ukrzyżowała Boga na tysiące lat,
ale niesprawiedliwi ludzie nie widzą zła na Ziemi i są z siebie dumni,
i myślą,że Bóg też powinien cieszyć się,że im jest dobrze w niesprawiedliwym życiu,
ponieważ są tak ślepi,że nie widzą tragicznej ceny swego pasożytniczego życia,
i myślą,że Bóg też nie widzi nieszczęścia ludzi skazanych na niesprawiedliwe życie.
a Bóg widzi i jest zmuszony patrzeć na tragedie ludzi przez tysiące lat,
a wtedy fałszywy raj niesprawiedliwych, pławiących się w rozpuście
nie może cieszyć Boga i skazuje Boga na nieszczęśliwy wieczny byt,
bo Bóg nie jest diabłem,

i choć jest to prosta prawda,
to ja potrzebowałam wielu lat, by zrozumieć,
i żeby w końcu uwierzyć Bogu,że jest naprawdę nieszczęśliwy,
że jest skazany na wieczny krzyż z powodu bezsilności wobec zła na Ziemi,
bo nie wystarczy opowiadać się po stronie sprawiedliwego życia ludzi,
i żyć nadzieją na lepszy świat,
ale trzeba jeszcze zanurzyć się w piekle życia ludzi i posmakować niebytu,
i wiedzieć,dlaczego Bóg skazał siebie na wieczne milczenie i samotność,
i dopiero wtedy ukazana jest tragedia Boga na tyle,
by można było uwierzyć,że Bóg jest naprawdę nieszczęśliwy,
i o tę prawdę Bóg walczył ze mną,ale ja niczego na wiarę nie brałam,
i musiałam najpierw wiedzieć i drogo zapłaciłam,
bo wiedza o tragedii bytu Boga nie jest za darmo.

-
2018/05/22 02:14:11
Awarcho,,
wydaje mi się, że oboje popełniamy ten sam błąd w ocenie katolicyzmu. Reformacja przyniosła zasadę , że: "Normą wiary jest Pismo Św." Tymczasem ta zasada narodziła się dopiero w XVI wieku, a Koscioł istniał już 1500 lat przed Reformacją. Chcę przez to powiedzieć, że my patrzymy na katolicyzm poprzez tę zasadę owej "Normy" i siłą rzeczy dostrzegamy odstępstwa, wynikające z naszej znajomości Pisma Św. [oczywiście, Twoja znajomość Biblii jest większa od mojej).
Rzecz jasna, ok.450roku sformułowano CREDO, ale przecież Pismo św. nie funkcjonowało w ogólnym użytku, jedynie w klasztorach i w siedzibach biskupów, przepisywane latami ręcznie przez klasztornych skrybów. I po łacinie. Wiec konfrontacja tego co było w tym Piśmie, z tym, co działo się w obszarach wspólnot chrześcijańskich, była prawie nierealna. Wydaje mi się, że ówczesną wiarę chrześcijańską tworzyła głównie tradycja i życie codzienne. Na jednym obszarze czczono określonego męczennika wiary, i modlono się w jego intencji, bądź, ....do niego. Na innym terytorium - do innego. I tak to biegło. Wyprawy krzyżowe (czy potem inkwizycja) świadczą o niezrozumieniu idei głoszonych przez Chrystusa, nie mówiąc już o coraz większym podporządkowaniu tworzącego się Koscioła rzymskiego - polityce.
Reformacja, niestety, niczego w doktrynie rzymskokatolickiej nie zmieniła. A 500 lat po Reformacji również NIE... pomimo że egzemplarze Pisma Św. są ogólnie dostępne .... I TO JEST TRAGEDIA. Ja, osobiście, wyraźnie teraz widzę, że Pismo św. jest dla KRK czymś obok Nauczania Kosciola, obok Katechizmu, a w żadnym przypadku - wskaźnikiem i normą Wiary . Owszem, są 'czytania' podczas nabożeństw, ale jak Ty to już zauważyłeś, "czytania" nie zastąpią lektury Pisma. Poza tym, pewne fragmenty nigdy nie sa czytane (np. ten o jedynym Pośredniku, czy o nienazywaniu "Ojcem" nikogo na ziemi, czy pewne istotne teksty z Listu do Hebrajczyków .....)
Wprowadzenie dwóch dogmatów mariologicznych i tego trzeciego o nieomylności papieża też świadczy o lekceważeniu tekstu biblijnego (tego na końcu NT) o "dokładaniu czegoś" do "tych Ksiąg".
Na tym teraz kończę, jutro chcę się ustosunkować do sugestii pana Redaktora odnośnie tych zmian, które można by "wprowadzić we własnym sumieniu", zamiast zmieniać wyznanie i jak to wygląda w moich doświadczeniach.

-
2018/05/22 06:01:53
Awi, uważam, że popełniasz - wielki - niewielki , mniejsza o to - BŁĄD - w ogóle oceniając KATOLICYZM.Jesteś zbyt zakłamana, by tego dokonywać, ale - jak napisałam wcześniej - to nie mój problem. Gdyby ocena katolicyzmu leżała Ci na sercu, wówczas byłaby dla Ciebie problemem. Nie lezy, nie jest. Czym jest? BŁĘDEM! Obrazem Ciebie!
-
2018/05/22 08:06:03
AVI..to prawda że ogół wiernych nie miał dostępu do Pisma Świętego.Przepisywana mozolnie w klasztorach biblia była bardzo doga i napisana w języku mało znanym. Powszechny dostęp do Pisma Świętego też zasadniczo niczego nie zmieni bez Ducha oraz woli człowieka uznającego że to nie są bezwartościowe bajki i mity...
Chrześcijaństwo było innym ,widzeniem'' i czuciem Boga. Tradycja stara judejska opierała się jak wiadomo na INTERPRETACJI PRAWA..w sposób ludzki. Gdy powstawały pierwsze gminy z tym był właśnie problem..NIE BYŁO NOWEJ TRADYCJI a według starej TRADYCJI interpretowano WIARĘ I BOGA.
Również status materialny utrudniał dostęp do Zwoju Tory i Proroków..Była bardzo Droga i choć była w Synagogach to przecież chrzescijaie byli wykluczani z społeczności za łamanie postanowień Tradycji. Już sam kontakt z pogańskim Grekiem nie pozwalał wstapić ,,nieczystemu do Synagogi'' Listy Apostolskie i pierwsze ewangelie krążyły w odpisach pośród wiernych a wiele tekstów uczono się na pamięć. Teksty Psalmów i kilku ksiąg były odczytywane w Judaiźmie rytualnie jak wiele dzisiejszych czytań Szewuot to swieto odpowiadające dzisiejszemu Zesłaniu Ducha czyli Zielonych Świątek.. Siła rzeczy powtarzane pieśni i psalmy były uczone na pamięć. Istniały w kulturze. Trochę podobnie było z katolicyzmem..ale dawniej.
Gdy w prywatnej rozmowie zapytałem kiedyś pewną gorliwą katoliczkę o treść pieśni kościelnej ,,Kto sie w opiekę podda Panu swemu''.. wyrecytowała ja jednym tchem..ale gdy wskazałem jej źródło treści czyli Psalm 91 za nic nie chciała uwierzyć.
DLACZEGO? Bo do jej wiary biblia była obciązającym dodatkiem i trudnym do zrozumienia.Wielu ludzi kultury ,katolików przyłozyło dużo mozołu do zrozumienia i tłumaczenia biblii.Takim był np.Kochanowski Jan tłumacz psałterza i autor tejze pieśni[chyba?]
Jednak katolicy i katolicyzm to nie to samo..W świetle Pisma Świętego mozna oceniać Tradycję..która jest bardzo rozległa i ma mnóstwo ludzkich korzeni.
Jezus jednak wytykał JUDEJSKIEJ TRADYCJI i jej entyzjastom gorliwym błąd UNIEWAŻNILIŚCIE SŁOWO BOGA ucząc ludzkich tradycji
DLACZEGO? Słowo Boga jest Święte i różni się od ludzkiego..Jezus wskazał im kilka przykładów gdzie tak się działo.
Wielu ludzi i myslicieli katolicyzmu miało tę swiadomość i bało się Boga szanując treść i ducha Pisma.Jednak zachodzi tutaj proces któryznany lest od poczatku świata.
Rosnie ranga ludzi ,,duchownych'' a nie Boga.Człowiekowi trzymającemu Świete Księgi niekoniecznie Biblię nadaje moc masa ludzka..nie zawsze Bóg..rzadko Bóg..!
Ludzi jednak częśćiej wiąże Tradycja niż Idea niz Wiara..Dlatego Pismo trzeba PRZYPOMINAĆ..bo Tradycja ulega zwyrodnieniom. 7 krotne obmywanie rąk przez wiernych faryzeuszy ani troche nie obmywało ich serc z chciwości i nienawiści do innych.
Czczenie męczenników wiary terenowych.i innych w świetle Pisma było początkiem błędu. Męczenników należało wspominać i przypominać ich wiernośc i postawę..ale nie nazywać ich imieniem gminy,albo kościoła..czy katedry. To proces który powoli ale skutecznie zasłaniał Boga ..a wywyzszaał człowieka.Oczywiście ten proces był bardziej skomplikowany..bo historia jest bogata.
Administracja religijna nawet w okupowanym narodzie tak jak Rzym..była tak silna i wpływowa ze zmuszała okupanta do ,,ustępstw''. Dlaczego? Czy w obronie Prawa i Sprawiedliwości czy dla własnych celów?
Odnosze wrażenie że Franciszek i wielu Jemu podobnych zdaje sobie sprawę z powagi sytuacji i siły oportunistów. Machina która przypisuje się Bogu..Musi Uwzględniać Jego Wolę...Taką MACINĄ był judaizm tylko mniejszą.
Tymczasem w wielu umysłach i trybach tej machiny króluje Hpogląd PO NAS CHOĆBY POTOP.
Każda machina z założenia..nosi pokusę samouwielbienia..i ja trochę kryptoanarchista mam regulowany stosunek do machin. Cenię to co pedagogiczne i wychowawcze również w kk...Natomiast drażnią mnie[ ale to cecha mojego charakteru]..objawy bałwochwalstwa dla samej instytucji lub znaczących osób i wszelkie formy ich adoracji.[ Nie tylko w K.K]
-
2018/05/22 08:20:06
(W didaskaliach tylko napomknę uwagę skierowaną do Awi i Awarcho, na wszelki wypadek jedynie, aby się moimi komentarzami nie próbowali rozmydlić, a skupili wyłącznie na dalszym laniu wody, którą już wylali...) Ja w każdym razie nie czytam, dwa razy do tej samej wody się nie wchodzi, jak mawiał znawca podobnych wylewów!
-
2018/05/22 08:22:41
Atrojka.. wydaje się ze każdy człowiek coś ocenia. Robi przegląd skąd to ma i jaką to ma wartość. Zapewne i Ty tak robisz wychodząc z domu między ludzi. Tym bardziej sa tacy ludzie którzy maja UPODOBANIE rozważać sprawy Ducha..Ci, którzy są w zgodzie z ciałem, skupiają swe umysły na sprawach ciała (Rzym. 8:5).Chrześcijanie w Rzymie zastanawiali się nad tym, wokół czego obraca się ich życie. Czy nie było zdominowane przez sprawy ciała? My również tak czasem czynimy. Co jest w centrum naszych zainteresowań? O czym najczęściej rozmawiamy? Co najbardziej lubimy robić? Niektórzy mogą sobie uświadomić, że myślą głównie o wystroju mieszkania, nowych trendach w modzie, inwestowaniu, planowaniu wakacji czy..??. Takie rzeczy nie są złe same w sobie to normalne aspekty życia. Na przykład Jezus zamienił wodę w wino, a Paweł radził Tymoteuszowi po trosze go używać (1 Tym. 5:23; Jana 2:3-11). Ale czy ciągle o nim rozmawiali? Czy to była ich pasja?
-
2018/05/22 08:41:04
Oceniający najpierw powinien - o ile jest szanującą siebie i innych osobą - ocenić siebie, swoje kompetencje, narzędzia do oceniania, zweryfikować kryteria. Oceniający też zostaje poddany ocenie, czasem jednorazowej, co ludzie na wsi wyrażają słowami: "Kto go (jej) słucha!" , a eksperci (mam na myśli najlepszą profesor, jaką miałam szczęście poznać w swoim życiu) : "kogo on (ona) słucha"9 na czym opiera swoje oceny, dywagacje, komentarze, poglądy) Pisząc o BŁĘDZIE Awi - miałam na myśli dwa błędy konkretne, jakie dostrzegłam, ale..... jak to lud mówi , kto tam jej (mnie!) słucha! Z ludem się nie dyskutuje :) tak jest i dobrze, lżej takim, których lud nie słucha ...
-
2018/05/22 08:43:44
Awi jest dla mnie takim mini przedstawicielem Polski Ludowej - ja z Polską Ludową w dialog wchodzić nie umiem, ale cieszę się, że są tacy, którzy potrafią, dlatego napominam ponownie, aby się nie rozmydlać! na moich komentarzach!!!
-
2018/05/22 08:45:46
kw9..ale to dziecko wiedziało za dużo i zaszkodziło sobie,
i nie mogło sobie pomóc,bo wiedziało za mało,
ponieważ dalszy rozwój umysłowy okazał się niemożliwy,
skoro została przekroczona granica lęku po obu stronach,
a na zbliżenie się Boga, człowiek panicznie reagował krzykiem,

i mieszał się mu rozum i popadał w paranoje,
i tak tragicznie Bóg utracił swój raj na Ziemi,

Skąd takie wnioski?? Czy lęki po obu stronach to sugestia że Bóg bał się człowieka??

,,i wycofał się i skazał Siebie na samotność i na rozpacz,
bo nie mógł zbliżyć się do tych, których kochał, ''
.....Kw9 Bóg nie jest samotny i jest Szczęśliwym Bogiem.. Ma miliary aniołów w niebie które Go wielbia i miliony ludzi na ziemi które Go czczą. Cieszy sie i ludzi tez cieszy swoimi dziełami..i dalej działa..aby ludzie mogli Go poznać i żyć wiecznie.
Bóg nie umiera..to człowiek umiera...bo wg tego co Ty nazywasz ,,bajką'' pozwolił się zwieść i uwierzył ze nie umrze i bedzie ,,JAKO BÓG''. Fakt mówią lepiej niż słowa...Szczęścia brakuje Człowiekowi..nie Bogu...Mnie i Tobie również..ale również tym którzy opływają dostatkiem i zdrowiem..
-
2018/05/22 08:50:25
KW9..i dalszy ROZWÓJ UMYSŁOWY NASTĄPIŁ I NASTEPUJE..trudniej z ROZWOJEM STATUSU MORALNEGO..i dpoasowaniem go do wymagań Boga i Potrzeb Człowieka.
-
2018/05/22 09:02:35
(Czysta Polska Ludowa! Przypomina mi to scenę obejrzaną YT, po obejrzeniu której zmieniłam nieco ocenę generała Jaruzelskiego, z wyższej na niższą, zdegradowałam---> jako odwet za coś, nawet nie wiem za co, bo chyba nie za Polskę Ludową)
-
2018/05/22 12:17:51
AWARCHO,
dziekuje za dłuższą wypowiedź, myślę, że ludzie głęboko wierzący potrafią porozumieć się 'ponad podziałami' i animozjami.
Chciałam jeszcze podzielić się kilkoma bolesnymi doświadczeniami z mojej aktualnej obecności we wspólnocie katolickiej, ale ze względu na uwagi Atrojki, rezygnuję z tego, ponieważ nie chcę dostarczać Jej "materiału" do internetowego copywrighterstwa.
Awarcho, ja też obserwuję bacznie wypowiedzi Franciszka, ale one dotyczą głównie spraw zasadniczych, natomiast moje "bóle" dotyczą raczej spraw z dziedziny
'adiafora'. (Bo te najistotniejsze i tak widzę poprzez pryzmat i prymat PISMA Św., inaczej nie potrafię ....)
-
2018/05/22 12:29:15
Bardzo słuszna rezygnacja z tego plotkarstwa, które przemielone przez moje- jak to nazywasz, nie mając widocznie innej metki w kolekcji tych, które Tobie przylepiano copywriterstwo - stawia Cię w trochę kompromitującym świetle. Mimo tych wszystkich niedociągnięć, jakich się już raczej nie pozbędziesz, nie chcę w jakikolwiek sposób przyczyniać się do tych Twoich , słynnych już - autokompromitacji.
-
2018/05/22 12:48:21
Zauważ, Atrojko, że skierowałaś już do mnie (czy na mój temat) 6 (sześć) komentarzy, gdy tymczasem ja - tylko jedno zdanie, i to tylko w komentarzu do Awarcho.
-
2018/05/22 15:26:16
Mimo to nie zmieniam zdania na temat Twoich wypowiedzi o mnie.
-
2018/05/22 17:23:25
Nie istnieje taka wspólnota ..która nie narażałaby człowieka na wszelkie rozczarowania.
Wynika to zarówno z środowiska jak i też charakteru wspólnoty i sposobów działania.
Niedoskonałośc i grzeszność natury ludzkiej jest taka właśnie,że tolerancja bywa ciężkim i trudnym dziełem. Ten problem istnieje od początku i nie tylko w chrześcijaństwie. Paw3eł Apostoł Chrystusowy w kazdym prawie liscie zachęca wiernych do miłości i tolerancji. Znoście siebie nawzajem pisze..Gdyby takiej potrzeby nie było ,,nie upominałby Ewodii i Syntychy..i mężczyzn ,,którzy zyli nieporządnie''.
Tak więc są od wieków ,,uśmiechy dla prasy''...usmiechy dla zwierzchników'' i twarze dla gminu. Znajomość człowieka i jego słabości pozwala nam na dystans ..zarówno do problemu jak i do swoich właswnych uczuć, Tego możemy sobie wszyscy wspólnie życzyć..Począwszy ode mnie jako człeka słabego i podatnego na emocjonalną ocenę innych.
-
2018/05/22 20:04:11
@Awarcho

Pisałam wcześniej jak Bóg na przestrzeni tysięcy lat wypracowywał
teoretyczny język kontaktu w rozwijających się dziedzinach nauki,
i jest to wyspecjalizowana wiedza naukowa w określonych dziedzinach,
która służy rozwojowi cywilizacyjnemu człowieka na Ziemi,
ale jeszcze nie zbliża ludzi do Boga,
bo na ten poziom rozwoju umysłowego człowieka Bóg nie wszedł,
choć pośrednio inne dziedziny kiedyś pomogą zbliżyć się do Boga,
kiedy zostaną dostarczone klucze,które otworzą psychologię,medycynę,
filozofię,nauki ścisłe itd. na Boga,
ponieważ na poziomie kontaktu Boga z człowiekiem
umysł człowieka cofnął się w rozwoju po utracie raju,
ale harmonijny rozwój jest możliwy,
bo im więcej będzie aspektów wiedzy naukowej z wielu dziedzin,
to więcej światełek z wielu stron uwalniających umysł
z otchłani złowrogo paraliżującej rozum
poprzez materializowanie się paranoicznych wytworów skażonego umysłu.

Awarcho miałbyś rację,że Bóg beztrosko jest szczęśliwy,
gdyby nie było piekła życia ludzi na Ziemi,
i Ty tego piekła nie widzisz i dlatego nie jesteś zdolny do empatii,
ale Bóg widzi i nie jest w stanie głupkowato cieszyć się tym,że jest Bogiem,
skoro jako wszechmocny Bóg jest bezsilny wobec niesprawiedliwości na Ziemi,
ale Ty jako człowiek egoistycznie zamknięty na swoje problemy,
nie jesteś w stanie pojąć krzyża Boga,który zniewolony miłością do ludzi,
poświęcił Siebie i musiał poddać się i pogodzić się z bezsilnością wobec zła,
i dźwigać w bólu krzyż ludzi bezbronnych wobec zła, przez tysiące lat,
do czasu,aż nastąpi zwycięstwo "światła bożego" i ludzie nawrócą się,
i będą siebie kochać na tyle,by potrafili żyć sprawiedliwie,
a wtedy Bóg uwolni się od ciężaru krzyża bezsilności wobec złej woli ludzi,
ponieważ temu celowi poświęcił Siebie,by na finiszu wygrać,
bo inaczej cały trud poszedłby na marne,
a w gniewie Boga życie ludzi by zostało zmiecione z Ziemi,
choć jest nadzieja,że jakaś grupa ludzi nawróci się,
i nie będzie tak źle, a poświęcenie Boga zostanie wynagrodzone.

Trudno uwierzyć w tak wysoką cenę miłości Boga do dzieci bożych?,
bo Bóg wierzy, że je odzyska,że dzieci boże odzyskają Ziemię,
i dopóki wierzy,dopóty Siebie poświęca w miłości,
ale egoista nie zrozumie,że może być tak cierpliwa i wielka miłość Boga,
która przetrwała tysiące lat krzyża w bezsilności wobec niesprawiedliwości!

Bóg nie poddał się w miłości,choć to była bolesna miłość,
ciągle raniona złymi uczynkami ludzi przez tysiące lat.

-
2018/05/22 20:44:29
KW9..wydaje mi się ,że cię rozumiem...ale nie podzielam tych niektórych szczegółow...sprzecznych troche z Pismem.
-
2018/05/22 22:39:26
@Awarcho

Gdyby Biblia czy inne pisma religijne były samą prawdą Boga,
wystarczającą do okupienia się człowieka po zapoznaniu się z nią,
to nie byłoby wspólnot religijnych niewiernych Bogu,
a skoro ludzie mają odwagę odrzucać wolę Boga
i żyć niesprawiedliwie,to znaczy,że na ich obłudę wiary pozwalają pisma,
które są niejednoznaczne w przekazie,
i nie są w stanie wytworzyć granic wiary,
których by nie mieli odwagi przekraczać ludzie religijni,
bo co innego mają znaczyć przypowieści i historie grzesznego życia ludzi,
jako przestrogi przedstawiające hańbę życia ludzi,
a co innego prawdy uczciwej,świadomej wiary w Boga,
których nie można zastępować i mylić,by rozgrzeszać siebie
poprzez porównywanie ich do prymitywnych zasad wiary,
żeby brać z nich to, co jest fałszywe,zakłamane,
żeby zwalniać siebie z kierowania się uczciwą wiarą w Boga.

Pisma tworzyli ludzie uwięzieni w pierwotnych kulturach
i ze względu na swój analfabetyzm nie zawsze byli w stanie pojąć wolę Boga,
i swoimi interpretacjami często wprowadzali w błąd wiernych,
a człowiek nie wiedzący jak ma żyć,by wypełnić wolę Boga,
i mający niesprawiedliwe życie w imię Boga wokół siebie,
to utożsamiał się z religijnym życiem swojej wspólnoty,
i z pism brał to,co mu pozwalało na życie w zgodzie z innymi,
i tak niesprawiedliwe życie ludzi w imię Boga przetrwało tysiące lat.

Żydom też Biblia pozwalała na obłudę wiary,
o którą oskarżał ich Jezus.

-
2018/05/23 06:07:22
Wyrazy "błąd" i "obłuda" muszą wychodzić z jednego kręgu rdzeniowego tych pierwotnych znaczeń, które decydowały o losie różnych cywilizacji.... i poszczególnych ich członków, ludu tak zwanego. Głośno myślę! (uprzedzę jednak siódmym komentarzem, by się do mojego myślenia jakimiś zlepkami nie wiadomo skąd wziętymi nie doczepiano!)
Z obłudą spokrewnione są złudzenia i wyłudzenia!
Wszystkie te pola semantyczne mogą mieć coś wspólnego z błędem. A już na pewno są wyśmienitym polem działania dla wszelkiej maści Mistrzów z błędami ( czyli bykami) walczących. ta wola walki jest w nich, a obłuda wiedzie ich na barykady złudzeń jak Wolność wiodąca lud na barykady! Absurd!
Dlatego nie zgadzam się z KW-9, że Słowa (objawione lub zwykłe) są motorem działania obłudników. Ten motor jest w nich - jak byk!

-
2018/05/23 06:14:42
KW9
biblia to księga skomplikowana i wymagająca studiów i wnikliwej lektury..
-nie zawiera tylko Słowa Bożego ,ale też wiele rzeczy zwiazanych z historia i kulturą
-Zapisy biblijne mogły być ,,pretekstem'' do czynienia rzeczy wbrew Bogu i przeciw człowiekowi...ale nie mozna twierdzić że ,,biblia pozwalała Zydom na czynienie zła''
-Zapisane w biblii wydarzenia są swiadectwem i dobra i zła na które ,,stać człowieka''
-pisarze biblii na przestrzeni czsowej ok 1600 lat zachowali zgodność i ciagłość ,,przesłania ducha''..którym jest DĄŻENIE BOGA DO ZBAWIENIA CZŁOWIEKA.
-Obietnice zbawienia zapisane w biblii nie stały się mrzonką dzięki temu ,,duchowi'' i wierze ludzi.Człowiek nie został stworzony po to aby cierpiał i umierał ale ma wszczepione w sercu ,,dążenie do wieczności'' i taki był i jest ZAMIAR BOGA. -
-Bóg sie nie zmienił i jego zamiar też..lecz człowiek ma inną miarę czasu i tylko człowiecze pojmowanie choć stworzony został na ,,obraz Boga''..czyli z Inteligencja i zdolnością podporzadkowania sobie świata i ze zmysłem moralnym,
Na koniec bardzo pouczajaca i pocieszajaca zacheta prorocka z Izajasza 55rozdział
Bliskość i wielkość Pana

Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć,
wzywajcie Go, dopóki jest blisko!
Niechaj bezbożny porzuci swą drogę
i człowiek nieprawy swoje knowania.
Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje,
i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu.
Bo myśli moje nie są myślami waszymi
ani wasze drogi moimi drogami -
wyrocznia Pana.
Bo jak niebiosa górują nad ziemią,
tak drogi moje - nad waszymi drogami
i myśli moje - nad myślami waszymi.

Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg
spadają z nieba
i tam nie powracają,
dopóki nie nawodnią ziemi,
nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju,
tak iż wydaje nasienie dla siewcy
i chleb dla jedzącego,
tak słowo, które wychodzi z ust moich,
nie wraca do Mnie bezowocne,
zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem,
i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa.

Dzięki NIEWZRUSZONEMU SŁOWU BOGA CODZIENNIE SWIECI SŁOŃCE I PADA DESZCZ I I DZIEJE SIE WSZYSTKO..I BĘDZIE TRWAĆ ŻYCIE.

Głowa do góry..
-
2018/05/23 08:07:06
.... cd.
Spacerek po słowniku etymologicznym (nie w goglach! a w zwykłych okularach!), prowadzi na takie splątane manowce , że wspomnę jedynie o trzech znalezionych perełkach : "blekot" (bełkot) i "blichtr"(pozór, mamidło) i trzecia z tych dwu wynikająca: "blewiązka" (tasiemka, smuga) które - jak udowadnia etymologia----> pochodzą z jednego worka! Worek ten nazwałam BŁĘDEM. I, moim zdaniem, to ten właśnie worek (jak koniom lub kobyłom na łeb zarzucany!) jest przyczyną tego, że ludzie dają się zwodzić różnym mamidłom językowym, a --- > to kolejny argument na potwierdzenie nie mojej tezy, ale mojego poglądu : prawda jest poza słowem. W każdym razie na pewno poza manipulującymi słowami.
I na pewno ta PRAWDA nie jest wyrażalna ani bełkotem, ani blichtrem, ani tasiemkami czy kokardkami... Słowem Objawionym? Pan Redaktor na końcu swojej Pisanki przypomina, że Słowo Objawione dla wielu jest językiem obcym. Zgodnie z informacjami zawartymi w Ewangeliach potrzeba natchnienia Ducha Św., (a nie tłumacza!), aby językiem obcym mówić, a także aby ten język obcy rozumieć. Rozumienie blichtru i bełkotu też nie jest łatwe.... :/, jednak przez tę kaczą sadzawkę chyba trzeba przebrnąć, a nie - jak niektórym się marzy - od razu na głębokie wody!
Póki co, muszę jednak uporać się z kałużami po deszczu. Miłego dnia!
-
2018/05/24 15:05:11
Zastanawia mnie to, dlaczego Pan Redaktor uważa, że w katolicyzmie Duch Św. "nie odgrywa niemal żadnej roli w naszej codziennej pobożności." Chyba jest inaczej. Po owocach poznacie ich! ...(Miłość.Radość. Pokój. Cierpliwość. Łaskawość. Dobroć.Uprzejmość.Cichość.Wierność.Skromność. Wstrzemięźliwość. Czystość.) Ludzie w istocie tacy są, ale nie wobec wszystkich. Wobec niektórych muszą się czymś opancerzyć, ochronić, jakoś sobie poradzić z tą dziką nacierającą hordą dzikusów! tak więc po owocach poznacie też nie tyko nas, broniących się, osłaniających owoce, dary Ducha św., ale też tych, przed którymi się osłania , przed nacierającymi przemocą, wdzierającymi się siłą. Jeśli katolicy nie odsłaniają światu swojego prawdziwego oblicza będącego owocem działania Ducha Św., to oznacza, że ten świat, któremu swego serca nie pokazują, jest dla nich zagrożeniem, nie chcą być stratowani, zdeptani .... Poza tym obnażanie światu swojej prawdziwej głębi, szczególnie światu z obcego kręgu religijnego czy w ogóle kulturowego, może okazać się katastroficzne. Nie wszyscy chcą lub życzą sobie, by ktokolwiek ich oślepiał swoimi duchowymi walorami, a katolicy szczególnie uczuleni są na szlachetne, skryte piękno, a nie blichtr. I jednak istotne jest kto - a nie jak...., chociaż tym "KTO" zwykle zostaje się w zależności od tego, jak.
Zatem z jednej strony nie zasłoni nikt żadnego piękna duchowego, jeśli go nie ma... Ale z drugiej - tej ważniejszej ---> jeśli się daru Ducha Św. nie ma, to tego piękna się nie dostrzeże (ani w goglach, ani w zwykłych brylach !) Trzeba chyba się lepiej przyjrzeć, szczególnie tym, w których wydaje się, że nie ma.... Bez Bożej pomocy, chyba nierealne?