Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
RSS
wtorek, 12 grudnia 2017
Bóg owiec zabłąkanych

Ewangelia Mateusza 18,12-14
Znowu o owcach, co się zgubiły. O większej radości z odnalezienia jednej niż z tego, że 99 się nie zgubiło. Bo Bóg naprawdę nie chce, żeby ktokolwiek duchowo zginął, które to zapewnienie jest puentą dzisiejszej ewangelijnej perykopy. Nie jest taki, żeby myślał sobie, że to w końcu nie Jego, tylko nasza decyzja, choćby i oznaczała potępienie wieczne, nie ma rady. Albowiem Jego wola potężniejsza jest, czyli bardziej skuteczna niż każda człowiecza.

12:39, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
poniedziałek, 11 grudnia 2017
O głupcach. Oraz pokusach, czyli próbach!

Księga Izajasza 95,8
„Będzie tam droga czysta,
zwać ją będą Drogą Świętą.
Nie będzie nią chodził nieczysty
ani głupiec nie będzie nią chodził.” (Tłumaczenie ks. Lecha Stachowiaka)
Kolejny element wizji przyszłej szczęśliwości. Przyczepię się do jednego słowa: zaintrygował mnie ten głupiec. Zastanawiałem się, czy to dobry termin, może powinien być jakiś grzeczniejszy, niemądrość nie grzech jednak. Swoim zwyczajem popatrzyłem do innych przekładów polskich: tylko Biblia księży paulistów ma uprzejmiejszych „nierozumnych”. Zajrzałem też do posiadanych tłumaczeń francuskich: trzy wybrały „insens s ḗ ”(a nie na przykład „stupides”). Tyle że ks. Stachowiak w wielotomowej Biblii KUL-owskiej odsyła w przypisie do wersetu 32, 6 tejże księgi (i Psalmu 14,1), gdzie ów utrudniający drogę jest bezrozumny, ale i niemoralny oczywiście: „serce jego zamyśla przewrotność” i tak dalej. Polskie przekłady nie krzywdzą go chyba zatem. Może kogoś taka drobnostka translatorska znudziła, więc teraz coś ważniejszego.
Sensacja medialna watykańska: Franciszek wypowiedział się na temat słów „Ojcze nasz”: „I nie wódź nas na pokuszenie”: że przecież Bóg nie diabeł, do złego nie namawia. Powinno być: „I nie pozwól, abyśmy ulegli pokusie”, jak już poprawił Kościół francuski, u nas Biblia Tysiąclecia, Poznańska. Może być jednak wersja dosłowna i nie krzywdząca Boga podejrzeniem. Napisaliśmy w EPP: „I nie wystawiaj nas na próbę”. Staropolskie pokuszenie właśnie próbę oznaczało (rosyjskie słowo „kuszać) i o nią w Ewangelii chodzi!

19:01, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 grudnia 2017
Ten, co nie czuł się godzien

Ewangelia Marka 1,1-8
Na biblijno-liturgicznej scenie mojego Kościoła pojawia się Jan Chrzciciel. Jako tylko przygotowujący drogę. Chociaż duchowy mocarz, olbrzym, przekaz biblijny przedwczorajszy to mocno akcentuje. Według Dziejów Apostolskich (18, 25 i 19,3) jego nauczanie dotarło aż do Efezu. I taki facet mówi, że idzie za nim ktoś nieporównanie godniejszy, bo duchowo mocniejszy. W Ewangelii Jana (3, 30) powiada nawet: ”Trzeba, żeby On wzrastał, a ja się umniejszał”. Pokora szalona! Polityk on chyba nie był, prorok - na pewno.

13:04, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 grudnia 2017
Do owiec zagubionych! Na peryferie!

Ewangelia Mateusza 9,35 -10,1.5a.6-8
Znalazłem w polecanym na dzisiaj przez Kościół mój tekście zdanie: „Idźcie do owiec, które poginęły z domu z Izraela”. Tekst został tutaj przez watykańskiego liturgistę skrócony, nie wiem, dlaczego opuszczono poprzednie zdanie: „Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego”. Czemu Jezus zostawił dopiero młodemu Kościołowi ewangelizację pogan i Samarytan? Chyba z roztropności. Nie od razu wszystko. Ale jest ważne, że Dwunastu ma zajmować się raczej pogubionymi, celnikami i innymi grzesznikami, a nie Żydami sprawiedliwymi, w każdym razie we własnym mniemaniu. Bo tamci chyba bardziej potrzebowali duchowego wsparcia. To też strategia duszpasterska Franciszka: idźcie na peryferie!

13:13, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
piątek, 08 grudnia 2017
Maryja najświętsza, ale też Jan?

Ewangelia Łukasza 1,26-38
Kościół mój, rzymskokatolicki, ale i starokatolicki mariawitów, pewnie też polskokatolicki, świętują dzisiaj coś, co się nazywa Maryi niepokalanym poczęciem. Co roku piszę to samo: że poczęcie dziewicze Jezusa to inna kwestia, tutaj chodzi o samą Jego matkę, jej własną świętość niezwykłą. Aż taką, że była nieskażona tzw. grzechem pierworodnym, czyli zwykłą ludzką skłonnością do zła. Wiara w to rodzi wątpliwości, na przykład tę, że jeśli nie miała pokus, to na czym polegał jej heroizm, jej wielkość duchowa. Ależ je miała, tak jak miał je jej Syn, o czym czytamy przecież w ewangeliach Mateusza, Marka, Łukasza, w opisach Jego pobytu na pustyni. Jak i On jednak walczyła z pokusami zawsze skutecznie. Trzeba tu dodać natomiast, że podobną świętość niezwykłą przypisują niektórzy teologowie również Janowi Chrzcicielowi. Nawet zaczęli wcześniej, rozumowali tak, że jeżeli on, to i ona! Argumentują tym, że jeszcze przed urodzeniem poruszył się z radości w łonie matki Elżbiety, gdy usłyszała pozdrowienie Maryi (Łk 1,41 i 44), bo przecież został napełniony Duchem Świętym przed przyjściem na świat zewnętrzny (Łk 1,15). To w każdym razie daje do myślenia, bo podobnych przekazów nie ma nawet co do Marii z Nazaretu. Chociaż jest inny: jest nazwana przez anioła „łaski pełną”, dokładniej „kecharitomene”, czyli „łaską obdarowana” (EPP). Dosłownie może „przełaszczona”, jak mi wyjaśnił biblista, pastor Mieczysław Kwiecień, przyjaciel mój serdeczny.

14:20, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
czwartek, 07 grudnia 2017
Porośnięci słowami...

Ewangelia Mateusza 7,21
„Nie każdy, kto mówi mi: – Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie”. Chodzi o czyny przede wszystkim, nie słowa, bywa tych drugich o wiele za dużo. Przypomina tu mi się pogląd ks. Jana Twardowskiego, że „Pan Bóg nie lubi dusz porośniętych słowami”. Gadulstwo jako wada osobnicza, ale też tego gatunku literackiego, jakim jest modlitwa. Podejrzewam, że niektórzy (niektóre) są w tych czynnościach nazbyt elokwentni (chociaż ja - przyznaję - za bardzo lakoniczny. A przecież Jezus powiedział również „W swoich modlitwach nie bądźcie gadatliwi jak poganie, którym wydaje się, że zostaną wysłuchani ze względu na swoją wielomówność. Nie naśladujcie ich. Ojciec wasz wie, jakie macie potrzeby, jeszcze zanim Go poprosicie” (Mt 6,7-8). Elokwencja kaznodziejów, problem odwieczny kazań za długich. No i w ogóle kościelna mowa kwiecista, a owe kwiaty nieraz w owoce zmienić się jakoś nie chcą. W owoce międzyludzkiej dobroci.
A do ”GW” napisało mi się taki felieton.
Katolików otwartych nadmiar...
Tomasz Terlikowski napisał, że takich katolików w Polsce mało, ale też powinni być. Z poglądem drugim zgadzam się oczywiście, z pierwszym – czy ja wiem? Kwestia kryteriów kwalifikacji: tak zwana otwartość jest pojęciem bardzo ogólnym, oznacza nie tyle konkretne poglądy, ile niezamykanie się przed nowymi. Czyli przyjmowanie niektórych, nie wszystkich. Których tak, których nie? No właśnie.
Użyję przykładów z polskiego kościelnego podwórka. Przyjęło się nazywać otwartymi sympatyków „Więzi”, „Znaku”, „Tygodnika Powszechnego”; zwolenników Radia Maryja nikt tak nie nazywa, oni też bynajmniej nie określają się w ten sposób potocznie, tamtych pierwszych nazywają natomiast inaczej: „liberalno-lewicowi”. Czyli to ci nieortodoksyjni po prostu, w każdym raczej pachnący herezją, ulegający wpływom antykościelnego świata, wręcz się do niego mizdrzący. No to już wiemy z grubsza, o kogo chodzi. Kogo policzyć. I choć sprzedaż „Tygodnika Powszechnego” stale wzrasta, to jednak nie jest to na pewno gazeta katolicka polska najbardziej czytana. Nie mam takich socjologicznych złudzeń. Niemniej tydzień temu wieczorem byłem jakby na nie podatny. Dostałem się bowiem na spotkanie z ks. Adamem Bonieckim w Muzeum Żydów Polskich POLIN. Udało mi się, choćnie wszystkim chętnym. Były ich tysiące, ale choć budynek pojemny, nie można było wpuścić wszystkich ze względu na przepisy o bezpieczeństwie. Na szczęście istnieje internet, tam oglądalność była rekordowa.
A pytany przez Annę Goc z „Tygodnika Powszechnego”, potem przez innych szczęśliwych uczestników, ksiądz Adam błyskał intelektem, ale i rozwagą. Po prostu spokojnym tłumaczeniem, czemu się tak bardzo nie rozumiemy. Że jest podział pokoleniowy: kto nie przeżył lat PRL-u, nie rozumie tych urodzonych za wcześnie. Że to też jest sprawa lęku przed wolnością, o którym pisał ksiądz Tischner. A wolności służą stosowne instytucje, czyli sądy, ale niezależne. Oczywiście połowa ludzi myśli o sądach źle, a to na ogół ci, którzy sprawę przegrali. Ksiądz zachwycał się natomiast mszą, którą kiedyś koncelebrował w Toruniu z duchownymi z Radia Maryja – jak wspaniale taka modlitwa łączy. Niemniej Kościół nasz jest jak Polska: podzielony. Pytany o sprawy dzielące, odpowiadał często dowcipami (oklaski były bez przerwy). Ma zdanie inne niż niejeden biskup, ale czy ojciec Rydzyk ma wśród polskich hierarchów samych takich, co go wielbią? Na pewno nie, ale przeciwników teżchyba nie na pęczki. A jego zakon, ojcowie redemptoryści? Jednego jestem pewien: marianie księdza Bonieckiego powinni brać z tamtych zakonników przykład: pozwalają bratu swojemu mieć własne poglądy. Choć pewnie przychodzi im to bez trudu...

21:27, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
środa, 06 grudnia 2017
Otrze każdą łzę

Księga Izajasza 25,6-10a
„Wtedy Pan Bóg otrze łzę z każdego oblicza”. Będzie tak kiedyś? Nadzieja jest matką głupich czy mądrych? Należy do nas jednak nie tylko tęskne oczekiwanie, ale i jakieś współdziałanie: mamy przygotowywać ziemię na tamtą Bożą radykalną odnowę odpowiednim do naszych możliwości staraniem, żeby było lepiej już trochę teraz. Przede wszystkim w relacjach międzyludzkich. Niech będzie dzięki nam trochę mniej łez.
A dzisiaj dzień świętego Mikołaja, dobroczyńcy legendarnego. Czcimy go w Kościele rzymskokatolickim na szczęście dalej, choć już nie jest to u nas święto, jak dawniej. Zmiana nastąpiła w 1969 roku, gdy rewidowano kalendarz liturgiczny biorąc pod uwagę istnienie lub brak bezdyskusyjnej dokumentacji historycznej (po prostu dowodu na istnienie: takiego tu nie ma). Nie czynimy tego tak uroczyście, jak bracia zza Buga, jest jednak biskup Mikołaj z Miry w naszym rzymskokatolickim kalendarzu, a jakże!

15:09, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
wtorek, 05 grudnia 2017
Profesorowie, prostaczkowie oraz Duch Święty. Jerzy Vetulani ponownie

Ewangelia Łukasza 10,21
„W tej samej godzinie Jezus pod wpływem Ducha Świętego rozradował się i powiedział: - Wysławiam Ciebie, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te sprawy przed mądrymi i rozumnymi, a objawiłeś je tym, którzy są jak małe dzieci.” (Przekład 11 Kościołów)
No to jak: jednak nie maluczcy, prostaczkowie? W grece są „nepiois”, czyli małoletni. Czyli prostota dziecięca. Przeciwieństwo nadętej uczoności, znowu wzorowa postać z wczoraj Jerzego Vetulaniego, ale też może przykład tych, co nie wpadają też w pułapkę zbędnej dyplomacji, mówią, co myślą, a w tym podobni są trochę do proroków. Może też dlatego Jezus arcyprorok tłumaczył, że oni (one) są najlepszymi teologami. Mamy tu również osobęDucha Świętego jako Tego, co inspiruje, ale też „entuzjazmuje”. Zdarzają się czasem także zwykłym śmiertelnikom niespodziewane stany ducha (Ducha), kiedy spada z nas ciężar wszelkiej powszedniej, a ponurej rutyny i zaczynamy mówić najmądrzej, czyli po prostu.
PS. Wczoraj nie wspomniałem o innej książce tamtego profesora Vetulaniego (syna Adama, znawcy prawa kościelnego tak wybitnego, że ma swoją ulicę w Krakowie). Z Marią Mazurek i Marcinem Wierzchowskim stworzyli zatem znakomitą, kapitalnie ilustrowaną książkę (jakby album właściwie) dla nieletnich właśnie, „Sen Alicji, czyli jak działa mózg”. Prezent pod choinkę chyba genialny!

11:36, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 04 grudnia 2017
Setników cała kompania. Z profesorem Jerzym Vetulanim!

Ewangelia Mateusza 8,5-11
Uzdrowienie sługi setnika, nawiasem mówiąc jakby kapitana, bo nauczono mnie kiedyś, że kompania to żołnierzy setka, a jej dowódcą jest w zasadzie kapitan. Tak czy inaczej, wiara owego oficera okazała się większa niż czyjakolwiek w Izraelu. To słowa prorockie, przesadne, jak w tym rodzaju literackim, bywali przecież wokół Jezusa apostołowie z Opoką na czele, ale przesłanie perykopy jest oczywiste: zadzieranie nosa Narodu Wybranego, chwalenie się swoją religijnością jedynie prawdziwą jest dowodem pychy ogromnej. Tyle że też i naszej, „dobrych katolików”. Są głębiej wierzący ewangelicy, prawosławni, ale też agnostycy, ateiści, wierzący po swojemu, ale w istocie bliżsi Panu Bogu.
Przeczytałem właśnie książkę o jednym takim. Pofesorze Jerzym Vetulanim, zmarłym w tym roku bardzo wybitnym neurologiem i biochemikiem krakowskim. Także jeszcze showmanie kapitalnym. Julia Kalęba napisała dla wydawnictwa MANDO jego niewielki portrecik pod tytułem „Prezes sekcji geniuszy”, składający się z opowiastek o jego dowcipach. Może górował nad nim w tym aspekcie Stefan Kisielewski, przesławny Kisiel z „Tygodnika Powszechnego”, jeszcze bardziej błazeński, ale i ten facet z powagą intelektualisty nie miał nic wspólnego. Co pewnie ważniejsze, z profesorskim puszeniem się, wynoszeniem się nad innych, mniej uczonych. Pani Marii Mazurek powiedział: „Bo od każdego, nawet najprostszego człowieka jesteś w stanie wiele się nauczyć. Poza tym nigdy nie przeceniaj autorytetów, wzbraniaj się natomiast przed deprecjonowaniem ludzi niewykształconych. Jest wielu idiotów wśród profesorów i wielu wybitnych ludzi wśród rolników, robotników czy sprzątaczek”. Z książki zapamiętałem jednak na równi opinię o nim Karola Wojtyły. Kardynał przyjaźnił się z jego rodzicami (ojciec Adam, też profesor, wybitny znawca prawa kanonicznego). Kiedyś zeszli się u nich różni dostojni goście, była miła, swobodna atmosfera, ale zepsuł ją syn Jurek, bo opowiedział uszczypliwy dowcip na temat religii, czym naraził się mocno siedzącym obok paniom. Od razu próbowały go strofować, na co jednak przyszły papież spokojnym głosem stwierdził: - Nikt nie wie, kto jest bliższy Panu Bogu. I to jest puenta homilijna wpisu, ale jeszcze dwa wyjaśnienia. Pierwsze, że Jerzy Vetulani kiedyś na złość rodzicom zapisał się do Klubu Ateistów i Wolnomyślicieli, a później do wiary religijnej się nie przyznawał, ale na przykład z księdzem profesorem Grzegorzem Strzelczykiem dyskutował bardo poważnie i spokojnie. Po drugie, gdy Wojtyła tamto powiedział, siedział na kanapie, a była chyba ten historyczny mebel, na którym - tak reklamował go potem bohater książki w pisemnym zaproszeniu gości - „na której prawdopodobnie ponad wiek wcześniej Goethe uprawiał seks ze swoją kochanką Charlottą von Stein”.

14:47, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
niedziela, 03 grudnia 2017
Przebudzenie: czuj, czuj, czuwaj! I panuj nad sobą, nad popędami swymi!

Ewangelia Marka 13,33-37
Od dziś w Kościele rzymskokatolickim i we wszystkich zachodnich adwent. Oczekiwanie podwójne: na świętowanie Jego przyjścia pierwszego, do Betlejem, a potem Nazaret, i powtórnego, bo ma do nas powrócić: tym razem „z mocą i majestatem”, by dokończyć odnawianie świata, które zaczęło się w sercach ludzkich przed wiekami. Dzisiaj czytamy o tym, że mamy to drugie czekanie zaczynać nie zwlekając, od razu, natychmiast, bo nie wiemy, kiedy owo Wydarzenie nastąpi. Czuj, czuj, czuwaj, jak głosi wezwanie harcerskie, ciekawe, czy dotąd, czy we wszystkich tych młodych organizacjach. Co prawda, Jezus przestrzegał jednocześnie przed przekonaniem, że będzie to już tuż, tuż, bo też zupełnie nie wiadomo, kiedy, ale również nie wolno zwlekać z przemianą ducha. Nie śpijmy. Jest taki termin religijny „przebudzenie”, są ruchy, Kościoły chrześcijańskie zwane przebudzeniowymi, to także tytuł polski książki teologa kiedyś bardzo znanego Anthony’ego De Mello. Owszem, trzeba się wysypiać, bo to ważna kwestia zdrowia, nawet rewelacyjny ksiądz Bozowski dawał to „za pokutę”, raczej jako duszpasterską radę swoim penitentom, ale tu chodzi oczywiście o stan duchowy. Na pewnym obozie „ochotników” pracy budzono nas piosenką „Czarnulko, wyspałaś się dosyć”. Otóż w tamtym sensie nie tylko ta brunetka, wyspaliśmy się my wszyscy! Czas wstawać! Konkretnie? Być lepszym dla ludzi i dla całego stworzenia!
PS. To sprawa aktualna zawsze, ale jest też inna, bardziej szczegółowa, z tamtej poniekąd wynikająca, coraz bardziej „na tapecie”. Molestowanie. Przede wszystkim kobiet przez mężczyzn, bo to oni tradycyjnie są bardziej w tej materii inicjatywni, ale czasy się zmieniają, panie w nich również. Otóż chodzi tutaj , jak rozumiem, o to, co można nazwać agresją: „uwodzenie” bardzo niekulturalne, nachalne, groźby zwierzchników w pracy zawodowej, gwałt fizyczny wręcz czasem. A przecież gwałtu żadnego nie da się usprawiedliwić, jeśli chodzi o seks, to tego „legalnie” małżeńskiego również, takowy oczywiście zdarza i jest na pewno grzechem. Tu etyka laicka zgadza się z mądrze pojętą chrześcijańską: zgoda w tej kwestii musi być obopólna. Nie można argumentować po dawnemu, że chłop jednak musi, nie ma rady. Musi zrozumieć, że chęci drugiej strony zależą od wielu czynników: nie tylko fizycznego samopoczucia, także psychicznego, na przykład dobrych w ogóle relacji małżeńskich. Tak zatem nie trzeba się bardzo dziwić, że panie decydują się walczyć, nawet czasem wychodząc ze swoimi sprawami na forum publiczne. Słabszy ma więcej praw. Gwałt niech się gwałtem odciska, to znaczy krzykiem. A wstrzemięźliwość również jest wielką cnotą, ta seksualna nie mniej.

15:33, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
sobota, 02 grudnia 2017
Błogosławcie, brońcie mądrze

Dan 3,82a;83a,84a,85a
„Błogosławcie Pana, synowie ludzcy,
błogosław Pana, Izraelu.
Błogosławcie Pana, kapłani Pańscy,
błogosławcie Pana, słudzy Pańscy.”
Błogosławcie i przedstawiajcie Go mądrze jako nieskończenie dobrego i mądrego. Mam tu na myśli tłumaczenie, czemu w świecie przez Niego stworzonym tyle zła. Powiedzcie, bo inaczej się nie da, że pisze po liniach krzywych niepojęcie. I nie wybrzydzajcie na ludzi, którzy pytają o to natarczywie, na pograniczu bluźnierstwa czasem: przecież to naprawdę problem wielki i palący, męczy zwykłych ludzi, filozofów, ekologów. Specjalna dziedzina myśli religijnej na ten temat istnieje, pod nazwą „teodycea”. Dyscyplina najtrudniejsza może z istniejących.
PS. Inny zupełnie temat, chociaż też biblijny. Profesor Kriegseisen w znakomitym magazynie historycznym „Wyborczej” napisał o Janie Kalwinie ciekawie, nie brązowniczo. Że skrytykował przy okazji mój Kościół, to zrozumiałe, bo było za co, nie za wszystko jest jednak. Owszem, nasz katechizmowy dekalog rzeczywiście opuszcza zakaz obrazów, by w takim krótkim tekście nie tłumaczyć, czemu wielu chrześcijan, także prawosławnych, czci jednak ikony, ale nie stało się na szczęście tak, że taka wersja znalazła się nawet, tekst biblijny kastrując, w katolickim przekładzie „Wulgata”. Tak źle nie jest, mam tekst także łaciński, sprawdziłem.

10:57, jan.turnau
Link Komentarze (3) »
piątek, 01 grudnia 2017
Syn Człowieczy

Księga Daniela 7,13-14
Teraz w rzymskokatolickiej liturgii ta księga prorocka, a tam wizja: „Patrzyłem w nocnych widzeniach, a oto na obłokach nieba przybywa jakby Syn Człowieczy. Podchodzi do Przedwiecznego i wprowadzają Go przed Niego. Powierzono Mu panowanie, chwałę i władzę królewską, a służyły Mu wszystkie narody, ludy i języki. Panowanie Jego jest wiecznym panowaniem, które nie przeminie, a Jego Królestwo nie ulegnie zagładzie.”
Biblia Jerozolimska w polskim tłumaczeniu zauważa oczywiście, że w ewangeliach Jezus odnosi ten obraz do siebie, „ma on jednak także sens zbiorowy, zbudowany na w. 18 i 22 [będą czytane jutro], w których Syn Człowieczy utożsamia się w pewien sposób ze świętymi Najwyższego, ale znaczenie, o jakim mowa (również mesjańskie), jest przedłużeniem znaczenia indywidualnego: Syn Człowieczy to zarazem głowa, reprezentant, model ludu świętych. Tak właśnie św. Efrem myślał, że prorok ma w polu widzenia na pierwszym miejscu Żydów (Machabeuszów), a jeszcze bardziej w sposób doskonały Jezusa.” 
Wyjaśnienie napisane w sposób dość skomplikowany. Można by powiedzieć krótko i prosto, że w Chrystusie skupia się wielkość duchowa wszystkich świętych Starego Przymierza. To jeden z mocnych korzeni, którymi Nowy Testament łączy się ze swoim poprzednikiem. A syn człowieczy to po prostu w ogóle człowiek, oczywiście.

11:27, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 listopada 2017
Andrzej, brat przywódcy i pierwszy powołany. Muzułmanin z nożem w zębach

Ewangelia Mateusza 4,18-22
Na dzisiejsze jego święto katolickie i prawosławne liturgista watykański przeznaczył w tym roku czytanie powołania go według Mateusza i Marka w Galilei, gdy łowił z bratem swym wielkim ryby. Apostoł Jan jednak przedstawił to inaczej: usłyszawszy od Jana Chrzciciela, że Jezus to Baranek Boży, Andrzej zmienia mistrza i przyprowadza do nowego także Szymona.
Przedstawiany jest jako pierwszy powołany i przez prawosławnych czczony mocniej niż u nas (tak zresztą jak i Jan Chrzciciel). Był powołany jako pierwszy także u dwóch synoptyków przed braćmi Jakubem i Janem, bo dopiero potem powołał tamtych Jezus naprawiających sieci. Ale co do Andrzejowego pierwszeństwa w Ewangelii Jana: może tutaj powołani zostali równocześnie, bo za Jezusem pod wpływem Chrzciciela poszło dwóch uczniów; Jan wyjaśnia potem, że jednym z nich był Andrzej, ale drugim pewnie sam narrator, który swój udział w wydarzeniach zawsze stara się skromnie ukryć. Na pewno natomiast dalsza „kariera” tych dwóch wygląda tak, że Jan wymieniany jest jako towarzysz Jezusa częściej niż Andrzej i potem staje się współprzywódcą Kościoła, a o Andrzeju głucho. Może dlatego, że bardzo wcześnie poszedł w podróż misyjną na północ. Według tradycji był pierwszym biskupem Bizancjum (Kostantynopola), a potem przez Ukrainę, Rosję i może Polskę zawędrował aż do Szkocji, której także - obok krajów przelicznych - jest narodowym patronem. O nieobecnych, niedziałających na miejscu pisze się rzadziej.
A dla tych, których biblijne sprawy szczegółowe mniej tentują, doklejam felieton drukowany w „GW” wczoraj.
Muzułmanin z nożem w zębach
Islam stale na tapecie. Trudno, żeby było inaczej, jeśli niektórzy z jego wyznawców uparcie o to zabiegają. W ten sposób, że zabijają. Ostatnio swoich: w Egipcie niedawno zamordowali trzystu modlących się sufitów (to taka wersja tej religii mistyczna). Ciekawe jednak, żeatakującym islam jakoś nie przychodzi do głowy, iż akcje jego wyznawców przeciwko innym też czczącym Koran dowodzą, że rzekoma zbrodniczość całej owej religii jako takiej jest właśnie rzekoma.
A kto mówi, że islam jest potworny? Oczywiście nie Franciszek, nawet nie jakiś hierarcha rzymskokatolicki polski, bo zresztą Polacy katolicy jeszcze ciągle trochę liczą się z ojcem zwanym świętym. Niemniej niewątpliwie polskie Wydawnictwo Księży Marianów PROMIC ma na swoim niedawnym edytorskim koncie książkę autora zapewne francuskiego Jeana Mathiota pod tytułem „Nawróceni z islamu”. Słowem wstępnym opatrzył ją Malek Sibali i napisał tam słowa, które mnie zbulwersowały. Nie przyszło mi nigdy do głowy przejść na islam, zauważam znaczące różnice. Taką chyba fundamentalną, że Jezus wybrał krzyż, Mahomet zgoła nie, nie tylko nie dał się zamordować, ale i sam bronił się, nawet i atakował mieczem. Czyli już same początki tej religii były inne. Wiem jednak, że nie tyle z powodu dialogu, tolerancji, ile po prostu prawdy tak pisać nie wolno. Cytuję. „Najwyższy już czas, by otworzyć oczy i umysły, by przeniknąć fałsz religii islamu i związanej z nią destrukcyjnej ideologii (...). Dlaczego gdy ktoś ośmieli się zadawać pytania na temat jakiegokolwiek kontrowersyjnego aspektu doktryny islamu, owi «strażnicy świątyni Allaha» natychmiast wybuchają przeciwko niemu bezlitosną złością? (...) Czyż przynajmniej niektórzy z nich nie usiłują wpoić ludziom fałszywego obrazu nieludzkiego boga? Czy kreowany przez nich obraz Allaha z Koranu nie jest w istocie obrazem, który służy zachęcaniu wyznawców do fałszywej religijności, prowadzącej do postępowania pełnego złych czynów, a nawet barbarzyństwa, tyranii czy terroru?”. A więc jednak: może tylko niektórzy wyznawcy islamu mają nóż w zębach?
Owszem, zgadzam się, że w sąsiedniej religii nie dokonało się jeszcze to, co już u nas, czyli wspólnotowy samokrytycyzm: że nawet święte pismo brać już można pod lupę spokojnej analizy. Niemniej jest takie czysto polskie przysłowie: zapomniał wół, jak cielęciem był. Czasy mentalności inkwizycyjnej były u nas długie. Napisał ironicznie w dwumiesięczniku „Bunt Młodych Duchem” współredaktor Jacek Giebułtowicz: „Wrogowie mogą występować w postaci jawnej, wtedy są łatwo rozpoznawalni, ale znacznie groźniejsi są ukryci – udający Polaków: masoni, przechrzty, a na obecnej wokandzie: postkomuniści, brukselscy liberałowie i «wszelkiej maści lewactwo». Wie dziś już nawet małe dziecko, że największym wrogiem polskiego patrioty jest ISLAMISTA.”
No i mamy atak na meczet w Warszawie na Ochocie.

18:23, jan.turnau
Link Komentarze (11) »
środa, 29 listopada 2017
Włos nam z głowy nie spadnie?

Ewangelia Łukasza 21,12-19
Zapowiedź prześladowań arcystrasznych: donosy rodziców i braci, przyjaciół, nienawiść całego otoczenia. Pocieszenie: Jezus da nam „wymowę i mądrość”, taką, że prześladowcy nie dadzą nam rady. No i zapewnia, że „włos z głowy wam nie spadnie”. Cóż, kiedy spadał i spada, nawet same głowy wciąż lecą. Pomylił się, choć jest jako Bóg nieomylny, rzucał słowa na wiatr? Napiszę jednak to, co mi powiedział egzegetycznie mój mistrz w sprawach między innymi biblijnych, ks. Michał Czajkowski: że tamtych słów nie można rozumieć literalnie, jako przepowiednię faktograficzną, by tak powiedzieć. To pocieszenie, danie otuchy. „Choćbym nawet szedł mroczną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną” (Psalm 23, przekład 11 Kościołów). On jest ze mną zawsze. Chociaż żywoty doczesne planuje nam Opatrzność zgoła rozmaite.

12:27, jan.turnau
Link Komentarze (4) »
wtorek, 28 listopada 2017
Przepowiednia się jakby sprawdza

Ewangelia Łukasza 21,6-7
„Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Wystąpią silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie.” To wszystko się stanie przed końcem świata: tak można by może nazwać nawet dzisiejsze zjawiska astronomiczne, to działanie słońca, które powoduje awarie meteorologiczne. A w każdym razie międzyludzkie konflikty, które w naszej Europie nie owocują już potwornie, ale gdzie indziej owszem, po staremu. Najważniejsze jest jednak, by nie myśleć, że Paruzja tuż, tuż. Jezus mówi wcześniej przecież: „I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec”. Chrześcijanin musi mieć jednak nadzieję, że kiedyś On powróci i nastanie lepszy świat. Trudno to sobie wyobrazić, ale tak jest w ogóle ze wszystkim, co dzieli światopogląd religijny od ateistycznego. Bóg jest niepojęty absolutnie, także to, co nam gotuje, gdy czas ziemski się skończy.

14:57, jan.turnau
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 27 listopada 2017
Dobre chęci są jednak dobre

Ewangelia Łukasza 21,1-4
O biednej wdowie i niektórych bogaczach
Uboga wdowa jest ofiarna bardziej niż niektórzy majętni, choć wrzuciła tylko dwa pieniążki, a oni dużo więcej. Okazała się bardziej ofiarna niż tamci, ponieważ wrzucali na ofiarę Bogu z tego, co im zbywało, a ona podarowała cały swój majątek. Liczą się bowiem chęci, faktyczne ludzkie intencje, osobiste możliwości. Owszem, jest takie powiedzenie: „dobrymi chęciami piekło brukowane”, ale to całkiem inna sprawa. Przysłowie dotyczy oczywiście chęci faktycznie pozornych, w każdym razie słabych. Każdy gest ma parę oblicz, zewnętrzne i wewnętrzne, tacy już jesteśmy.

12:37, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
niedziela, 26 listopada 2017
Co bliźniemu, to i Bogu. A Jego królowanie zgoła nie z tej ziemi

Ewangelia Mateusza 25,31-46
Bardzo ważna perykopa. Mamy w niej wizję tzw. Sądu Ostatecznego dającą elementarną instrukcję etyczną. Związek przykazań miłości Boga i bliźniego podkreślony jest tutaj szczególnie. „Cokolwiek uczyniliście jednemu z moich braci najmniejszych, mnieście uczynili, a czego nie uczyniliście, tego i mnieście nie uczynili”. Wynika z tego utożsamienia także to, że człowiek naprawdę dobry dla innych ludzi jest dobry również w oczach Bożych, choćby na temat istnienia Boga miał wątpliwości poważne albo nawet i pewność, że Go w ogóle nie ma. Wiara implicite, chrześcijaństwo anonimowe – przypominam stale te określenia powstałe, gdyśmy otwarli się na prawdę na dzisiejszy zlaicyzowany świat, a przecież nie szatański świat.
Ale ta perykopa została mi przeznaczona na tę niedzielę, bo to jak w każdą ostatnią listopadową rzymskokatolicka uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata. Celnie dobrany tekst ewangelijny skłania do myśli o tym królowaniu bardzo ewangelijnie. Niezawodny jezuita i poeta, duszpasterz teologicznie biegły Wacław Oszajca napisał w „Tygodniku Powszechnym” bardzo mocno: „Białe szaty liturgiczne, złoto kielichów, kadzidlane dymy, melodie pieśni nieomal marszowe. A tymczasem Król mówi, że nie tylko był, ale nadal jest najbiedniejszym z biednych. Zaprzyjaźnieni z Królem mówią, że dzisiaj ma On twarz uchodźcy, emigranta, bezdomnego, twarz głodujących, prześladowanych,prostytutek, niewolnic i niewolników seksualnych czy ekonomicznych.” I w takim ostrym duchu dalej, a jest to duch papieża Franciszka, którego Oszajca oczywiście cytuje, choć nie jest to ciągle duch wszystkich duchownych. A obaj ci jezuici są po swojemu antyklerykalni,trochę tak, jak był Marcin Luter niemal.

08:40, jan.turnau
Link Komentarze (9) »
sobota, 25 listopada 2017
Non omnis moriar...

Ewangelia Łukasza 20,27-40
Dyskusja nieczęsta nie z faryzeuszami, tylko saduceuszami, którzy nie wierzyli w zmartwychwstanie, w ogóle byli doktrynalnie sceptyczni. Udało się Jezusowi uzyskać pochwałę niektórych uczonych w Piśmie, raczej jednak tych spośród faryzeuszy, saduceusze w relacjach o tym dyskursie (także Mateuszowej i Markowej) milczą. Chyba ich nie przekonał. A my wierzymy, że nie umrzemy doszczętnie, doczekamy się po śmierci życia nieporównanie lepszego.

14:07, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
piątek, 24 listopada 2017
Bóg swoje, władcy swoje...

Psalm z Księgi Kronik 29,11
„Twoja jest, o Panie, wielkość, moc, sława, majestat i chwała,
bo wszystko, co jest na niebie i ziemi, Twoje jest, Panie.
Władza królewska należy do Ciebie
i nawet ziemski monarcha jest Twoją własnością.”
W perspektywie długich lat to jest tak naprawdę, bo źli władcy docześni okazuje się z czasem niewiele warci, niektórzy nawet jak ów Antioch IV przyznają się do przegranej, o czym przeczytamy w Biblii i w miesięczniku „Oremus” jutro, często jednak rządzą aż do śmierci, a Pan Bóg nie grzmi, piorunami nie rzuca: taka jest Jego strategia niepojęta. No cóż, Jego Syn dał się nawet zamordować.

16:14, jan.turnau
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 listopada 2017
W obronie zasad przemoc. Lisicki o Lutrze okropnym

1 Księga Machabejska 2,15-29
Bohaterem perykopy jest niejaki Matatiasz, nazwany tutaj „zwierzchnikiem sławnym i wielkim w tym mieście”, który nie tylko ulega naciskom władzy, ale i karze strasznie tych, co zachowują się inaczej. Zabija, nie tylko tego, co złożył zakazaną ofiarę, ale i urzędnika królewskiego, co do niej zmuszał. Po czym onże Matatiasz wraz ze swoimi synami uciekł w góry. Także wielu opornych wobec rządów Antiocha udało się na pustynię. Nie mieli tam jednak długo spokoju, bo władza udała się za nimi w pościg i zaczęła z nimi walczyć w dzień szabatu. Uciekinierzy nie bronili się początkowo, z czasem jednak doszli do wniosku, że to grozi zagładą, i też zaczęli walczyć. O tym jednak czytamy już później, poza dzisiejszym tekstem. W biernym oporze wytrwać niełatwo.
A jam jest ekumenista zwariowany, napisałem o Lutrze do magazynu „Ale historia” na poniedziałek (dokleiłem tu tydzień temu, było o cennej książce Sebastiana Dudy), a do „Magazynu Świątecznego” na sobotę o książce zgoła innej. Mam nadzieję, że wydrukują, a już teraz tekst leciutko zmodyfikowany doklejam również. 
Głośne myślenie. Łasimy się do świata
Jonasz
„Najbardziej szokujące jest to, że sądy powszechnie uważane dziś za katolickie jeszcze kilkadziesiąt lat temu uznawano za całkiem niekatolickie” – napisał Paweł Lisicki w swojej książce „Luter. Ciemna strona rewolucji” (Fronda). Właściwie to ma rację. W myśleniu mojego Kościoła dokonał się przełom niebywały. Tyle, że jednych szokuje pozytywnie, innych negatywnie. Jednych raduje, innych martwi potężnie. Do pierwszych ja się zaliczam, do drugich Lisicki. Na szczęście mogą wypowiadać się śmiało także ci drudzy. Kiedyś podobna krytyka papieży przez kogoś – jak rozumiem – uważającego się za katolika byłaby karygodna. Dzisiaj dzięki odnowie soborowej nie grozi moralnym oburzeniem i sankcjami władzy.
Natomiast oburza się sam autor publikacji. Przede wszystkim na teologicznego doradcę papieża Franciszka, kardynała Waltera Kaspera. Jego książkę o inicjatorze reformacji nazywa „stekiem bzdur i bredni”. Ekumenizm to bajeczki dla grzecznych dzieci. Nie kryje jednak również swojej dezaprobaty dla samego Franciszka. Nie tylko dla niego. „Przy wszystkich swoich wadach i słabościach papiestwo XVI-wieczne mogło liczyć na wsparcie poważnych, znających się na rzeczy teologów. Biskupi i kardynałowie z pewnością grzeszyli zbytnim przywiązaniem do świeckich uciech, zapomnieli o ewangelicznych nakazach i zanurzyli się po szyję w doczesności. Jednak, żeby być sprawiedliwym, obraz ówczesnego Rzymu, nawet z jego najgorszymi reprezentantami, jawi się na tle współczesnego niemal niczym wzór do naśladowania.” A dalsze słowa Lisickiego są takie na przykład, że współcześni następcy tamtoczesnych „ulegli wszystkim modnym ideologiom: ekologizmowi, feminizmowi, a nawet, coraz bardziej, rewolucji homoseksualnej? Och, szczerze wolałbym papieża z mieczem Juliusza II lub z pasją inkwizytora Pawła IV niż ich pacyfistycznych, irenicznych, łaszących się do świata następców.” Czyli papieży posoborowych oczywiście. A kardynał Kasper obrzydliwszy od papieży renesansowych, bo kwestionuje odwieczną doktrynę Kościoła, której tamci bronili. Doktryny przecież nieomylnej, zatem niezmiennej. A bicie się papieskie w kościelne piersi, choćby za grzechy rzeczywiste, tylko demobilizuje zamiast tworzyć konstruktywną alternatywę.Lisicki czasem zdobywa się na ciepłe zdanie o Lutrowej wierze, ale w sumie był on według autora perfidnym demagogiem, chyba przez diabła opętanym. No i nie zauważa jakoś, że nawet sami luteranie nie patrzą na niego bezkrytycznie. A było z nim tak, że w ferworze walkiz papiestwem wyglądało, iż lekceważy znaczenie dobrych uczynków, musiał kiedyś tłumaczyć, że to nieprawda. Trzeba to zaznaczać także dzisiaj. Gdy jestem przy podobnej sprawie, uczynków bardzo dobrych, ogłaszam, że 30 lat skończy w sobotę Warszawskie Hospicjum Społeczne, kierowane przez panią Bogumiłę Olech, działaczkę stołecznego KIKu. Gratulacje i życzenia na dalsze lata!

13:49, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
środa, 22 listopada 2017
Poszło tylko o samą wieprzowinę?

2 Księga Machabejska 7,1.20-31
Liturgia mego Kościoła kontynuuje lekturę Ksiąg Machabejskich, teraz drugiej z nich, która ma narrację równoległą do pierwszej. Wczoraj było o męczeństwie Eleazara, sędziwego już znakomitego znawcy Pisma (ja skomentowałem wczoraj perykopę ewangelijną o Zacheuszu), dzisiaj jest o męczeństwie siedmiu braci i ich matki. Ów król Antioch w nieposłuszeństwie wobec swojego nakazu jedzenia wieprzowiny widzi wobec siebie obelgę. Grecy kojarzą nam się raczej z filozofami i pisarzami wielkimi, a tu z tego narodu tępy i pełen kompleksów dyktator dostrzega w każdym oporze przeciw niemu obelgę. Za przedmiot dyktatu uważa ten żydowski zakaz. Religijnie dla nas dzisiaj nie bardzo pojęty, tak jak w ogóle dzielenie zwierząt na czyste i nieczyste. Ten o mięsie wieprzowym wynikał może - tak gdzieś kiedyś czytałem - w gruncie rzeczy z klimatu, w którym wieprzowina psuła się bardzo szybko, a w przeciwieństwie do wołowiny nie dawała się ususzyć. Z kolei teraz usłyszałem od biblisty, że być może był to zakaz nie tyle higieniczy, ile dietetyczny: dziś też wieprzowina uchodzi za mniej zdrową niż wołowina czy baranina. Najważniejsze jednak, że dla starożytnych Żydów wierność owa była czymś jakoś podobnym do naszej rzymskokatolickiej ascezy piątkowej, zresztą dziś już relatywizowanej, choć nam chyba żaden okupant jej na szczęście nie zabraniał. Ten jak i tamten temat nie dotyczył w istocie brzucha, ale ducha.

20:10, jan.turnau
Link Komentarze (1) »
wtorek, 21 listopada 2017
Zacheusze, zjawisko normalne. Ks. Boniecki naśladuje Mistrza

Ewangelia Łukasza 19,1-10
Znaczny urzędem i majątkiem, ale wzrostu małego, by zobaczyć w tłumie Jezusa Zacheusz wdrapuje się na drzewo. Widząc to zainteresowanie, Jezus zaprasza się do jego domu, co oczywiście zwierzchnika celników cieszy, ale gorszy „wszystkich”. Naśladuje swego Mistrza ksiądz Boniecki, nie bluzga na Nergala czy na środowisko LGTB, Piotra Szczęsnego zgoła nie potępia, ma zatem kolejny zakaz wypowiadania się w mediach innych jak „Tygodnik Powszechny”.

11:45, jan.turnau
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 listopada 2017
Nie jedli pokarmów nieczystych

1 Księga Machabejska 1,10-15.41-43.54-57.62-64
Prześladowanie Żydów za panowania Antiocha Epifanesa IV z dynastii greckiej Seleucydów. Władcy temu przyszło do głowy, żeby Żydów zhellenizować i stłumić judaizm. Synowie Izraela wiarołomni podburzali rodaków, żeby zawarli przymierze z narodami, które mieszkają obok. Idea internacjonalistycznie piękna, ale oznaczała przymuszanie do kultu pogańskiego. Składano ofiary bożkom i znieważano szabat. Niektórzy Izraelici jednak postanowili pokarmów nieczystych nie jeść i trzymali się mocno tego postanowienia, toteż oddali za tę wierność swoje życie doczesne. Tak to historia jest niezmienna: zawsze są ludzie układni i nonkonformiści. O pokarmy chodzi czy coś całkiem innego, o symbole, bo religia to przecież zjawisko jakoś kulturowe, a wierność jest zawsze ideałem wspaniałym.

14:24, jan.turnau
Link Komentarze (5) »
niedziela, 19 listopada 2017
Jezus był okrutny?

Ewangelia Mateusza 25,14-30
Przypowieść o talentach, oczywiście nie o ludzkich zdolnościach, ale o pieniądzach. I to wielkich, jeden talent to była miara wartości maksymalna. Mamy tu bardzo ostre, jakby okrutne słowa Jezusa o tym, co otrzymał tylko jeden talent i go zakopał zamiast obracać z zyskiem: „Sługę nieużytecznego wyrzućcie na zewnątrz – w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.” Wiem, że to nie musi być wcale eksmisja do piekła, tylko poza oświetloną salę. I że to w ogóle przypowieść, czyli tekst, którego nie należy rozumieć dosłownie. A może został wyostrzony przez owych wspominanych przeze mnie redaktorów? Raczej mamy tu jak zawsze ostry, gwałtowny Jezusowy styl prorocki.

19:58, jan.turnau
Link Komentarze (8) »
sobota, 18 listopada 2017
Bóg zawsze obroni. Biblia nie zawsze jasna

Ewangelia Łukasza 18,1-8
„A Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy nie będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” Modlitwa skutkuje zawsze, to stała Biblia pewność i nie mogło być inaczej, bo taka jest tutaj wizja Boga. Tyle tylko, że jak pisałem nieraz, jest jednocześnie w Piśmie Jego koncepcja jako Tego, który wie lepiej nieskończenie, pisze kaligrafią całkiem inną niż nasza. Może obroni nas Bóg dopiero na tamtym świecie; czyli już nie prędko jednak, jak tu jest powiedziane, więc nie o to może chodzi. Ostatnie zdanie pytające Synu Człowieczym, tu chyba nie retoryczne, jak poprzednie, według Poznanianki należy raczej do tych licznych, które ewangeliści, osobliwie Łukasz, dodają do tekstu w dość dowolnym miejscu. Raczej może nie czynił tego sam autor tekstu, ale jego późniejszy redaktor – miał taki materiał pochodzący z jakiegoś innego źródła, i nie chciał go zmarnować. Ale jeżeli należy to do zdań poprzednich, to może sugeruje, że do modlitwy „proszalnej” potrzebna jest wiara już teraz, przecież nie dopiero przy świata końcu. Ale z kolei mowa tu jednak wyraźnie o Paruzji, przyjściu Chrystusa powtórnym. Biblia nie jest lekturą łatwą. Jak każda pewnie sprzed lat prawie dwóch tysięcy.

08:36, jan.turnau
Link Komentarze (23) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 127
Archiwum