Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
Blog > Komentarze do wpisu
Porzucić wszystko, czyli przecież niewiele

Ewangelia Marka 10,28-31
Dalszy ciąg, wręcz precyzyjna puenta perykopy wczoraj. Ci, co porzucą nie tylko swój dom, nie tylko swoje pola, ale i ich mieszkańców, całą swoją rodzinę z powodu Chrystusa i Ewangelii, otrzymają stokroć więcej tego teraz, w tym czasie, pośród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym. Otrzymają tak wiele pośród prześladowań? To chyba znowu prorocza przesada, satysfakcja wtedy jest raczej moralna, tak zwany komfort psychiczny: chodzi tu po prostu o to, że można być szczęśliwym nie mając tego, co „normalnie” to szczęście zapewnia. A na koniec mamy tu ewangelijny refren: „Wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi”. Poznanianka sugeruje, że chodzi tu też o pierwszych,
czyli przodujących w społeczeństwie, czyli tam i wtedy kapłanów i faryzeuszy: zajmą w królestwie Bożym miejsce poślednie, a apostołowie i inni uczniowie – pierwsze. Ale podobny los spotka także bogaczy nieumiejących się z biedniejszymi dzielić.
A o filmie „Milczenie” napisało mi się tak.
Głośne myślenie
Traktat filmowy o Bożym milczeniu
Jonasz
W filmie Martina Scorsese, a przedtem powieści  Shusaku Endo oczywiście nie chodzi o milczenie człowiecze: o to, że są sytuacje, postępki, wybory tak trudne do oceny, że lepiej ugryźć się w język. O to na pewno też, ale przede wszystkim o dziwne zachowanie samego Boga. O Jego milczące patrzenie na ludzką niedolę. To dla niektórych najważniejszy problem ich wiary, problem teologii, który ma specjalną nazwę: teodycea. Po prostu apologetyka: jak bronić Boga przecież wszechmocnego, a zarazem wszechkochającego” przed zarzutem okropnej obojętności. Albo raczej przed poglądem, że nie milczy, tylko po prostu Go nie ma.
Tak, film jest nie tylko jak grecka tragedia, jest dziełem artystycznym zaprawdę genialnym, ale zarazem traktatem teologicznym. Stawia również pytanie, czy formalne, zewnętrzne wyznanie wiary jest zawsze warunkiem religijno-etycznym, którego niespełnienie czyni człowieka szmatą.
Jak każde udane dzieło artystyczne nie daje wyraźnej odpowiedzi. Mamy tylko parę ostatnich zdań usprawiedliwiających głównego bohatera, ale i Boga właśnie. Ojciec Rodrigues myśli tak: „Oto teraz popełniłem świętokradztwo i udzieliłem temu człowiekowi sakramentu, którym tylko kapłan [nie będący apostatą] może szafować. Kapłani potępiliby surowo moje
świętokradztwo, ale ja, chociaż ich zdradziłem, na pewno nie zdradziłem amtego Człowieka. Kocham Go teraz inaczej niż do tej pory. Abym poznał tę miłość, musiało się wszystko zdarzyć. Jestem teraz ostatnim chrześcijańskim księdzem w tym kraju. Tamten Człowiek nie milczał. A jeśli nawet On sam milczał, to całe moje dotychczasowe życie opowiadało o Nim”.
To cytat z książki wydanej w Polsce przez Znak, nie z filmu. Najpierw rzeczytałem, potem obejrzałem i to pierwsze zrobiło na mnie takie wrażenie, że film potem nieporównanie mniejsze. Powtórki działają przecież słabiej. Ale to czysta subiektywność: oba dzieła są genialne. W obu wieje przeraźliwa groza. Oraz myśl, co ja bym zrobił, gdybym stanął przed podobnym wyborem.
Na koniec problem religioznawczy, misjologiczny. Nawiasem mówiąc buddyści wypadają – choć raczej tylko w książce – inaczej niż w idealizujących wyobrażeniach Zachodu: łagodni jak baranki nie są. Przede wszystkim jednak myślę sobie tutaj, jak głosić Chrystusa w kulturach formowanych przez bardzo długie wieki, jakoś bardzo dojrzałych. Owszem, pewnie nie trzeba mówić, że Jezus, Budda, Konfucjusz, Mahomet to równorzędni mistrzowie duchowi, niech każdy ziemianin wierzy po swojemu i cześć. Ale przed wejściem do cudzego duchowego domu zdejmujmy nawet skarpetki.

wtorek, 28 lutego 2017, jan.turnau

Polecane wpisy

Komentarze
2017/02/28 19:18:38
Marka10:28.. I począł Piotr mówić do niego:Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za tobą.....Kilku z nich zostawiło domy rodzinę ..sieci rybackie i poszli..To był ich wybór,nie przymus.
Wielu ludzi kojarzy tę historię z taką sytuacją gdy następuje deportacja ze względu na wyznanie albo światopogląd.Opisano w Wyborczej starania Białorusinów prześladowanych na obrzeżach Białostocczyzny przez władzę i podziemie polskie. Chcieli podobno znaleźć się pod opieką cerkwi moskiewskiej. Wystosowali podobno pisma do władz. Prawosławie czyli wyznawana religia była przyczyną odwetowych represji. Wielu katolików zginęło w zamachach w Pakistanie,Nigerii czy Indiach w ostatnich latach i wielu musiało rozstać sie ze swoim mieniem .
Czy jednak ktoś postawił ich przed wyborem..czy było to zdeterminowane przymusem i przemocą?Stalinowski reżim wywiózł z zachodniej Ukrainy, Łotwy,Białorusi...kilka tysięcy ,,nieposłusznych ustrojowi'' Świadków Jehowy,ale też setki tysięcy ludzi innych wyznań którzy nie mieli wyboru. Wyborem było wyrzeczenie się wiary..ale najlepiej tajna czy jawna współpraca z komunizmem.
Doczesny byt..tych ludzi nie stał w zgodzie z obietnicą..Domów nie otrzymali..bracia i siostry współwyznawcy, pozostali na polach ii lasach Syberii.
Nadzieja na spełnienie tych drugich obietnic.. w niebie! Póki co tamtejsza władza ochoczo podpiera sie Moskiewska cerkwią...która wskazuje palcem kogo i za co..Sudit.
Och jak wielu z ochotą patrzy w tamtą stronę. Najbardziej tacy którzy to zapomnieli.
Ci co wrócili milczą..inni milczą bo umarli.Bernard Ładysz śpiewa pięknie o tamtych realiach i ludziach..
www.youtube.com/results?search_query=Bajka%C5%82+..bernard+%C5%82adysz
-
2017/02/28 19:20:15
,,Zapomniał kim jest i kim był''..ot los!
-
2017/03/01 03:12:20
Interesujacy blag i nawet ciekawy wpis - dodaje do ulubionych i bede obserwowal.