|
Blog > Komentarze do wpisu
Kto jest owcą, kto kozłem, czyli z czego będziemy sądzeni
Ewangelia Mateusza 25,31-46 Jedna z najważniejszych perykop ewangelijnych, może nawet ze wszystkich nowotestamentalnych, może nawet w ogóle biblijnych. Nie ma jej w innych ewangeliach: uzupełniają się one sympatycznie. Przesłanie jej można wyprowadzić z całego Nowego Testamentu, może i z całego Pisma Świętego, ale to już jest kwestia interpretacji. Nigdzie chyba nie jest napisane „kawę na ławę”, że kryterium oceny moralnej człowieka jest ostatecznie etyczne, a nie „dogmatyczne”, że nie decydują o jego pośmiertnym losie przynależność wyznaniowa, przekonania religijne czy antyreligijne. Że w końcu najważniejsze jest, jak się człowiek odnosi do bliźniego swego. poniedziałek, 27 lutego 2012, jan.turnau
Komentarze
ona_w_sieci
2012/02/27 20:03:35
Może będzie banalnie w porównaniu z tą obszerną myślą Autora, ale dla mnie ten fragment to najbardziej przypomnienie o tym, żeby szukać Go w Twarzach w których nie spodziewam się Go odnaleźć. Przykazanie czujności.
2012/02/27 20:42:45
Problemem Boga jest niesprawiedliwość na Ziemi.
Gdyby Bóg nie pokochał ludzi bardziej niż Siebie i nie oddał za nich życia, to problem niesprawiedliwości nie istniałby i dla Boga byłoby obojętne ile jest zła i czy ludzie są krzywdzeni czy nie,i czy ich cierpienie jest do udźwignięcia, czy płacą zdrowiem, czy traktowani jak zwierzęta odczłowieczają się??? A kiedy wybory Boga były podyktowane bolesną miłością, a nie kalkulacją na zimno,kiedy równowaga uległa zachwianiu w relacjach: człowiek - Bóg, a później Bóg - człowiek, to siłą rzeczy skazał Siebie Bóg na tysiące lat bezsilności wobec zła na Ziemi, skoro ludzie sami siebie wychowywali od dziecka i byli niesprawiedliwi. A jak czuł się fizycznie wszechpotężny Bóg dla którego problemem nie do rozwiązania stali się ludzie? Jak długo można bezsilnie patrzeć,walczyć z bólem i poskramiać Siebie, kiedy jedna decyzja rozwiązałaby problem,ale ludzi już by nie było. Jak długo można patrzeć i nie oszaleć? Jeden tysiąc lat,dwa tysiące lat,trzy, więcej? Ile więcej? Wieczność jak pułapka!!!! Ale też wymusza "zmartwychwstanie" i "kreatywne życie". A jakie proroctwa mogą wypełnić się? Któż to wie? Naprawcza ingerencja Boga w przyszłe wydarzenia w podróży w "Przyszłość" mogła odmienić zapowiedziane przyszłe losy świata? Pytanie - na ile? Które proroctwa są już nieaktualne? I co dobrego czeka nawróconych ludzi? A zapowiedziana kara zamieni ludziom życie w piekło? Będzie to uwolniony "krzyk" Boga skazanego na "ciszę" tysięcy lat? 2012/02/27 21:05:57
Niesprawiedliwe jest to że w holiłud kręcą głupie filmy i to rozpowszechniają, ludzie oglądają i do reszty głupieją, adnako...
2012/02/28 11:37:42
Panie Redaktorze,
dziekuje, że zechciał Pan poświęcić nieco miejsca postaci wspaniałego twórcy teologii nadziei powszechnego zbawienia, prof.ks.W.Hryniewicza z KULu, a ostatnio również doktora honoris causa Chrzescijańskiej Akademii Teologicznej. Jest teologiem rownież niezwykle cenionym przez srodowiska protestanckie. "Nie ma przekonywujacych racji przemawiajacych za tym, że sam Bóg ograniczył możliwość zbawiania ludzi do krotkiego czasu życia na ziemi. Ograniczenia te wprowadziła tradycyjna eschatologia [...] Dlaczego po smierci Bóg miałby okazać sie mniej łaskawy i miłosierny niz za życia doczesnego? Jest Panem czasu i wieczności. Czy wolno nam, choćby tylko w sferze myslenia, ograniczać suwerenność i milosierdzie Boga, ktory pragnie zbawienia wszystkich ludzi? Jesli pragnie, nie jest bezradny, aby urzeczywistnić to pragnienie." /W.Hryniewicz, z wykladu na CHAT, 23.o4.2009/ 2012/02/28 12:47:06
Zacytowany fragment ewangeliczny przez p. Jana mówi jasno o dobrych uczynkach wobec ludzi - wszystkich a nie tylko tak zwanych "swoich".
Uczynku to pomoc ludziom potrzebującym, których w Polsce dostatek i nie tylko nad Wisłą. Pytanie zasadnicze: Dlaczego Kościół chrześcijański wciąż dzieli ludzi na "swoich" i "obcych"? Wszyscy jesteśmy dziełem Stwórcy i ludzie którzy dokonali i wciąż dokonują podziałów klasowych, ideologicznych, religijnych są odpowiedzialni za brak wspólnotowości ludzkiej, jako całość ludzka. Głównymi winowajcami braku wspólnotowości ludzkiej (bez podziałów przynależności do organizacji religijnych i ideologicznych) są hierarchowie z tych organizacji, które najbardziej tłumią pomoc wobec ludzi tak zwanych "obcych". Pomagać należy każdemu bez względu na przynależność do jakiejkolwiek organizacji, ale sto razy byłoby lepiej żyć na tym ziemskim padole bez organizacji religijnych i ideologicznych. Tak uważam ja. Za dużo gęga się o miłości, za mało ludzkiej przyzwoitości. Miłość można mieć do żony, męża, dziecka itp, ale nigdy nie do wszystkich o czym łaskawie zapominają manipulatorzy słowa. Poprostu zwykła ludzka przyzwitość bez zastępczego słowa "miłość", które nie jest tym znaczeniem, co ludzka przyzwoitość. 2012/02/28 13:01:11
Znam wielu chrzescijan i owszem niosą pomoc, ale tylko "swoim". "Obcych" jak by mogli, utopiliby w łyżeczce wody, ale nie te czasy i PRAWO zabrania.
Dawniej "obcych" nawracano na "swoich" przy pomocy krzyża i miesza. Całe szczęście, że częściowo ciemotę ludzką OSWIECONO przez ludzi sprzeciwiających się organicją religijnym i ideologicznych. Aczkolwiek do całkowitego OSWIECENIA jeszcze bardzo daleka droga, którą wciąż hamują wymienione organizacje. 2012/02/28 14:01:37
Uważam, że nie jest dobrze przyjmowane moralizatorstwo od członka organizacji (instytucji) religijnej. Wszyscy wiemy, że każdy członek danej organizacji jest obciążony dogmatami i doktrynami swojej macierzystej organizacji. Wychylanie się z poza dogmatami i doktryny jest przyjmowane negatywnie. Boniecki jest tego dowodem. Najpierw trzeba wyjść z organizacji, aby rzetelnie napisać to o czym naprawdę się myśli dla poprawy kondycji ludzkiej.
Siedzenie w organizacji to tak, jak być niewolnikiem na własne życzenie gdzie trzeba słowa ważyć i przepuszczać przez filtr tejże organizacji. Myśli są najciekawsze tylko takie, które pochodzą z własnego umysłu i bez przepuszczania przez "włożony" implant programowy na umyśle. Osób, które samodzielnie potrafią myśleć jest niestety bardzo mało. Do wyjątków zaliczam Fajkę i Antychrysta z bardzo licznej grupy różnych osób na tym blogu. Jeszcze ciekawa osobowość to Nanye. A co, skoro prawie beatyfikowany Emes wali po osobach, to ja jako grzesznik też sobie od czasu do czasu pozwolę. 2012/03/01 19:19:34
Spodobało mi się to co Gospodarz pisze i chce uwypuklić tu jeden cytat, by się do niego odnieść:
"Bo też wymyślono tymczasem trochę nazw dla owej postawy duchowej, która skłania niewierzącego (religijnie) do miłowania bliźniego swego. Wiara implicite, chrześcijaństwo anonimowe, wiara podstawowa. Najlepsze jest chyba to trzecie, (wziąłem je od Stefana Wilkanowicza), bo dwa pierwsze sugerują - tak mówią niektórzy sami niewierzący - że są oni w istocie też chrześcijanami, co wygląda trochę na kaperowanie współwyznawców. Niemniej trudno zaprzeczyć, że bezinteresowna pomoc bliźniemu wynika zawsze z jakiegoś systemu wartości, nie zawsze w pełni uświadomionego, ale też nie dającego się sprowadzić do samych emocji, choćby najszlachetniejszych. I ów system wartości, może po prostu humanizm (bezprzymiotnikowy), da nam po śmierci nieporównanie lepsze życie." Chodzi rzecz jasna o tzw. system wartości, postawę etyczna czy też potocznie mówiąc zasady moralne - wokół których toczy się odwieczny spór (o autorstwo) CZYJE ONE SĄ. W tym kontekście podoba mi się termin "wiara podstawowa" tyle że nie z naciskiem na wiarę jako określoną religię, ale raczej wiarę w to, że rożne światopoglądy sięgają to wspólnego dla większości systemu wartości etycznych. Nie przeszkadza mi, jeśli ktoś wierzy, że dekalog napisał własnoręcznie Jahwe i wręczył Mojżeszowi. Bo to rzecz wtórna w stosunku do treści. Tak i ja mam prawo wierzyć, że treść dekalogu ma za sobą bardzo długi proces historycznego stawania się, nie został wynaleziony w czasach Mojżesza lecz jego rodowód sięga w głąb historii aż poza czasy sumeryjskie. I moja wiara nie wyklucza innej wiary, chyba, że ktoś chce udowodnić (a tego się uczciwie zrobić nie da), że to wyłącznie wynalazek i własność judeo-chrześcijańska. To jest bowiem własność wspólna cywilizacji. Przypomina mi się tu w związku z tym brzydki spór jaki toczono w Polsce w sprawie tzw.preambuły do konstytucji, gdzie koniecznie chciano umieścić wyłącznie chrześcijańskie(a tak naprawdę katolicki, bo inni chrześcijanie w tej sprawie rozsądnie milczeli) odwołanie się do rodowodu Ustawy Zasadniczej. Aż w końcu znalazł się rozsądny katolik, który zaproponował formułę WSPÓLNOTOWĄ, którą jedni przyjęli z zaciśniętymi zębami, inni z westchnieniem ulgi. Spory o to, CZYJ JEST DEKALOG wydają mi się niegodne tego tematu. Bo naprawdę jest dla mnie zupełnie bez znaczenia czy (jak ja wolę) stosowanie się do zasad dekalogicznych daje nam wszystkim satysfakcję przez DOBRO DODANE TU I TERAZ czy też (jak może inni wolą) "bo da nam po śmierci nieporównanie lepsze życie". Każdemu niech da to, na czym mu bardziej zależy, byle się stosował...[moim zdaniem, oczywiście...] |
|