Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
Blog > Komentarze do wpisu
Smakowanie Biblii. Słodki smak Szymona Hołowni

Księga Apokalipsy 10,8-11

”Ja, Jan, znów usłyszałem głos z nieba, jak zwracał się do mnie w słowach: «Idź, weź księgę otwartą w ręce anioła stojącego na morzu i na ziemi». Poszedłem więc do anioła, mówiąc mu, by mi dał książeczkę, I rzecze mi: «Weź i połknij ją, a napełni wnętrzności twe goryczą, lecz w ustach twych będzie słodka jak miód». I wziąłem książeczkę z ręki anioła i połknąłem ją, a w ustach moich stała się słodka jak miód, a gdy ją spożyłem, goryczą napełniły się moje wnętrzności i mówią mi: „Trzeba ci znów prorokować o ludach, narodach, językach i o wielu królach".
Co znaczą te dwa smaki Pisma? Biblia Paulińska: „Przepowiadanie będzie dotyczyło królestwa Boga i Jego ostatecznego zwycięstwa (słodki smak zwoju) oraz sprawiedliwości Boga i kar, jakie spadną na niewiernych (gorycz). Gorzki jest też los proroka, szykanowanego z powodu głoszonych słów.”
Co do mnie, jeśli nawet jestem prorokiem (w „Arce Noego” Jonaszem), to los mój jest raczej słodki. Komentatorzy tutejsi dokładają mi nieraz mocno, ale w końcu jest taka myśl złota na temat tego, co piszą o czyimś pisaniu: „źle czy dobrze, byle z nazwiskiem”. A jak smakuje mi sama Księga? Coraz bardziej. Wróciłem w tym „pisankowaniu” do lat bardzo dawnych, gdy jako student polonistyki zajmowałem się drobiazgową analizą tekstów. A to, że teksty biblijne są nieraz niejasne, to bardzo dobrze: tym ciekawsza praca komentatora!
Gdy jesteśmy przy pisaniu o Piśmie Świętym, polecę lekturę na ten temat nietuzinkową: Szymon Hołownia: „Bóg. Życie i twórczość”. Wydawnictwo „Znak”. Kraków 2010. Autor książek: „Kościół dla średnio zaawansowanych”, „Tabletki z krzyżykiem”, „Monopol na zbawienie” i teraz tej właśnie - jest pisarzem ambitnym. Podejmuje się pisać bardzo lekko o sprawach najcięższych: o Bogu, religii i wynikających stąd zasadach moralnych. Tematyka ciężka, bo w końcu trochę filozoficzna, a filozofia słusznie uchodzi za naukę mało przystępną. Ciężka też, bo dotyczy spraw uchodzących za święte, a co jest takowe, nie bardzo nadaje się do żartów.
Otóż Hołownia żartuje bez przerwy. Książka cała jest felietonem. Autor stara się bowiem usilnie, by przypadkiem nie przynudzić. Jeśli czasem użyje słowa niepotocznego, bierze go zaraz w cudzysłów, dystansuje się od jego uczoności. No i właśnie bardzo się boi wyjść na ponuraka, jest wciąż wesoły jak ptaszek.
Nie mam mu tego za złe, oczywiście za dobre! Imponuje mi, że potrafi tak długo mieć dobry humor. Pisarze religijni są na ogół jakby niezadowoleni z życia; z czytelników na pewno, krytykują ich, ile wlezie, ale też chyba szwankuje im własna wątroba.
Zastanawiam się jednak, po pierwsze, czy odwaga w formie powinna być zawsze aż tak ogromna. Żadnym dowcipem mnie Hołownia nie zgorszył, broń Boże, ale wszystko może się znudzić, nawet nienudzenie. Czy nie lepsza byłaby sałatka: komizm z patosem czy melancholią na przemian? Albo przynajmniej ciasto zgrywy z rodzynkami zadumy. Czy też po prostu nie za dużo tu żartów, język nazbyt wesolutki?
Po drugie, czy Szymona Hołowni monografia Boga nie powinna być bardziej odważna w treści? Na przykład w argumentacji przeciw „in vitro”. Przyjęta w naszym wspólnym Kościele teoria jest taka, że wchodzimy w ten sposób w kompetencje Boga, ale przecież - Szymku drogi - powtarzając takową myśl, zakładasz coś, co trzeba dopiero udowodnić. Że w ogóle On jest. Piszesz przecież dla „średnio zaawansowanych”, a ci bywają agnostykami. A jeśli nawet On istnieje, jeśli do tego przekonałeś przedtem słuchaczy, to dlaczego miałby rościć sobie prawo do monopolu na prokreację? Wszak tak czy tak płodzimy dzieci sami.
Może jednak się czepiam. Bo gdzie indziej autor głosi na przykład pogląd dla laików śmiały, że starożytni Żydzi z ogromnym trudem wyzbywali się politeizmu. Tkwili w nim trochę jeszcze nawet za Salomona. Rzecz oczywista dla biblistów, czy jednak dla katechetów?
Książka Hołowni jest w ogóle biblijnej scjencji pełnawa. Jak napisałem, to megafelieton, nie podręcznik ani jakiś przewodnik, jest tu trochę o wszystkim, co ma z Bogiem związek jakiś (autor erudycją błyska umiejętnie), ale o Biblii przede wszystkim. I to nawet najpierw w porządku jej kanonu: od Księgi Rodzaju do świętego Pawła. Potem zaś o innych klasykach chrześcijaństwa i innych religii (o Muhammadzie cały rozdział), znowu o Biblii - i na końcu, co będzie na Końcu, czyli na finale absolutnym. W sumie lektura lekka, ale dość mocna. Brawo.

piątek, 19 listopada 2010, jan.turnau

Polecane wpisy

Komentarze
2010/11/19 20:58:59
Z prorokowaniem sprawa jest podejrzana. Prorokował i nauczał Jezus z Nazaretu, ale o Apokalipsie nie wspominał. Przeciwne, jemu współcześni, ci którzy słuchali nauk lub znali z pierwszej ręki, uwierzyli w bliską paruzję i wyczekiwali jej wcale nie spodziewając się sądu, płaczu, oceny, zbawienia, potępienia, podziału na takich i innych. Przeciwnie, miało stać się coś cudownego.

Jan miał wizję. Nie on jeden, wizje ma wielu i nic z tych wizji dla wiary nie wynika, a Kościół skrupulatnie bada kto jest widzenia sprawcą. Diabeł też potrafi roztaczać wizje.
Czy ktoś badał Jana i jego wizje?
Paruzji nie było, a to spowodowało kłopot interpretacyjny- " bliskie jest Królestwo Niebieskie". I przeinterpretowano. Bliskie, bo bliska krzyżowa, odkupieńcza śmierć, a dostępne wyłącznie nieboszczykom w zaświatach. Czy wszystkim? Oczywiście nie. Jan wprawdzie nie wspominał, ale Kościół, drogą mozolnych dociekań, wykoncypował, że wyłącznie ochrzczonym, którzy przyjęli stosowne, przedśmiertne sakramenty.
Augustyn poszedł dalej. Z jego zasady predestynacji wynika niezbicie, że Bóg stworzył
Wszystko dla Szatana, bowiem u kresu dziejów, Bogu przypadnie Kopiec Kościuszki, a Szatanowi Himalaje.
Zasada predestynacji została szczęśliwe zaniechana, ale została rzecz ponura, wbijana wiernym do głowy konsekwentnie poprzez dwa tysiąclecia, że człowiek to pył, grzeszny proch, istota marna, a kobieta to w ogóle coś okropnego.
Owszem kondycja ludzka jest mizerna, ale ta mizeria nie wynika z grzeszności, bowiem święci też mizerni, ale z przemijania.

I na koniec uwaga wychowawcza. Jeśli wbija się dziecku do głowy, że jest nieudacznikiem, głupkiem i nie dobrego z niego nie wyrośnie, to na ogół nie wyrośnie.
Kościół konsekwentnie wbija wiernym do głowy, że są niereformowalnymi grzesznikami, a grzeszność jest główną ludzką charakterystyką, od której nie ma ucieczki. Z ludzi trzeba wydobywać dobro, dołowanie temu nie służy.
-
2010/11/19 21:20:30
SMAKOWITE! WYBORNE!...połknięty zwój, najpierw słodki w ustach,we wnętrznościach przejmujący dotkliwą goryczą.Alegoria nasuwająca wiele interpretacji,..praktycznych,zaczerpniętych z rzeczywistości.Niestety...proroctwo okazalo się w 100%.prawdziwe.Słodkie obietnice,i glorie złotoustych,czcigodnych mądrych i namaszczonych...okazały się po ich skonsumowaniu goryczą niestrawną...!
Aby trochę stonować tę gorzką prawdę dodać warto, że znawcy od fizjologii trawienia podkreślają wartość goryczy jako środka na pobudzenie sil trawiennych i ożywienie wątroby.
Wracając do zwykłych u mnie gorzkich uwag,podoba mi się trzeżwa ocena języka Hołowni,..wesołkowatośc w niektórych przypadkach nie przystaje do dramatyzmu treści:.frywolny język nie pasuje do katastrofy,do tragedii.Język reklamy brzmi wokół i wszyscy do niego przywykli np.: Kochajcie dzieci,coś o tym wiem ..nazywam się HEROD...albo:W trumnie firmy Smith&Brothers..wyglądał będziesz jak żywy''
Niestety gorycz i horror lepiej się sprzedaje niż dobre nowiny.Jakże jednak połknąć te kontrasty...slodko, miło i gorzko. i wesoło?.Księga Apokalipsy NAWET DLA LAIKA.wnosi nastrój katastrofy krwawej..choć to gwarancja zwycięstwa światła nad ciemnością.Panie Janie musi Pan dalej prorokować...o ludach o królach. o ..paradoksach nad Wisłą pod amboną,..wlożono na Pana tę powinność..bez względu na smaki...HALLELUJAH..pozdrawiam!
-
2010/11/19 21:49:28
Przepowiadanie będzie dotyczyło królestwa Boga i Jego ostatecznego zwycięstwa (słodki smak zwoju) oraz sprawiedliwości Boga i kar, jakie spadną na niewiernych (gorycz).
To Biblia Paulińska.
Ciekawe jak Biblia Paulińska radzi sobie z problemem ostatecznego zwycięstwa i karami spadającymi na niewiernych? Ostateczne zwycięstwo i kary spadające na niewiernych kojarzą mi się z die Endlösung der Judenfrage w wersji rozszerzonej.
-
2010/11/19 22:11:30
Wierni, niewierni, wierni, niewierni, wierni, niewierni, wierni, niewierni. wierni, niewierni,wierni, niewierni,wierni, niewierni i tak bez końca.
Oprócz wiary istnieją inne wartości, główną jest zwyczajna ludzka przyzwoitość i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to podstawowe przesłanie Ewangelii.
-
2010/11/19 23:48:01
Mnie się czasem wydaje (być może jestem w błędzie), że traktowanie Apokalipsy jako księgi prorokującej o przyszłych losach świata to ciężkie nieporozumienie. Czytając ją na własny użytek, miewam zupełnie inne wrażenie - to jest, jak dla mnie, historia dziejąca się w czasie rzeczywistym, we wnętrzu duszy każdego człowieka. Opowiedziana jest oczywiście przy użyciu symboliki i mistyki bardzo głębokiej, zupełnie jak np. Pieśń nad Pieśniami. Ale w końcu o takich sprawach trudno mówić wprost, bo język człowieka przestaje tu wystarczać.

Idąc tym tropem, książeczka od anioła jest jak dar głębszego poznania swojej duszy udzielany przez Boga - słodki i gorzki jednocześnie. Nie lubimy prawdy o sobie i napełnia nas ona goryczą. Ale przecież jest w tym procesie również jakaś słodycz: dobrze jest przybliżyć się do prawdy, trochę bardziej pogodzić się z samym sobą. No i radość ze spotkania Boga w sercu... jeśli komuś jest to dane.

Fajerwerki w rodzaju zagłady ludzkości zostawiam natomiast natchnionym kaznodziejom - niech się pobawią w krwawy odwet na "niewiernych", skoro ich to najwyraźniej bawi.

Pozdrawiam
-
2010/11/20 01:12:01
Za taką wypowiedź, kilka wieków wstecz, zostałbyś spalony na stosie, a wyznawcy Boga, który jest Miłością, przyglądaliby się z uciechą .
-
2010/11/20 01:34:28
katolik natomiast jest w kwestii wiary istotą bezmyślną, wszystko co mógłby pomyśleć, pomyślał watykański urząd, wyłoniony z inkwizycji. A jak urząd nie pomyślał, to katolik
pomyśleć nie może chcą katolikiem być.
-
2010/11/20 02:44:53
Jack Miles

" God. A Biography " Vintage Books, 1995

Brawo.