Czemu pisanki ? Bo to pisanie, mój zawód. I Pismo Święte. I coś trochę podobnego do pisanek wielkanocnych, choć nie całkiem... Jan Turnau
Blog > Komentarze do wpisu
Jak dobrze mieć teściową
Ewangelia Marka 1,30-31

„A teściowa Szymona leżała z gorączką. Mówią Mu zaraz o niej. Podszedł do niej i podniósł ją chwyciwszy za rękę. I opuściła ją gorączka, i usługiwała Mu".

Słowa Biblii Poznańskiej: podoba mi się ten praesens historicus „mówią" - zgodny z oryginałem a dodający relacji dynamizmu.  
Teściowa... Temat dowcipów, ale i poezji: „Dytyramb na cześć teściowej" Tadeusza Różewicza. Rozdział na jej temat w bardzo mądrej i pięknej „Psychologii domowej" Marii Braun-Gałkowskiej (Wydawnictwo KUL) nazywa się też przekornie: „Jak dobrze mieć teściową". Bo i naprawdę dobrze, jeżeli...
Oto cały ten rozdział.
„Kiedy jest się młodym, łatwo zawiera się nowe znajomości i przyjaźnie. W wieku trochę starszym jest to już trudniejsze, wymaga więcej czasu, oswojenia się z innym sposobem bycia i myślenia, polubienie więc kogoś obcego jest czasami zadaniem naprawdę niełatwym. A takie zadanie staje przed większością ludzi w momencie, gdy syn lub córka wybierają sobie współmałżonka. Wybierają według własnych preferencji, czasem trudnych do przyjęcia, i nieraz z dnia na dzień oczekują, że zupełnie obca dziewczyna czy chłopak, wychowani w innym środowisku, stanie się jak rodzony syn, zostanie pokochana jak córka, a przecież ta młoda osoba o zupełnie odmiennych nawykach jest nieraz wręcz drażniąca.
Co dziwniejsze, sami narzeczeni, jeśli nie zmroziło się ich już w momencie pierwszego zetknięcia, też najczęściej oczekują, że zostaną pokochani, a jeśli się to nie stanie od razu, czują jakby żal. Tak to od wzajemnych uraz rozpoczyna się często nowa relacja międzyludzka, ważna nie tylko dla obu stron, ale dla całej grupy rodzinnej. Zaczynając się od uraz, przeradza się nieraz w wojnę jawną lub podjazdową, doprowadzającą często do rozbicia małżeństwa dzieci lub zerwania przez nie stosunków z rodzicami.
Tak jednak być nie musi. Jak każdy kontakt międzyludzki, tak i ten nie jest rzeczą nadaną z zewnątrz i sprawą przypadku, ale zależy od uczestniczących w nim osób, a przede wszystkim od ich dojrzałości. Dojrzałość zaś każe spojrzeć na rzecz realistycznie: dwoje obcych ludzi, nie związanych pociągiem erotycznym, często z odmiennym sposobem życia i z reguły o dużej różnicy wieku, na zaprzyjaźnienie się musi mieć czas. Przyjaźń taka może się czasem rozwinąć ku wielkiemu pożytkowi obu stron, jeśli od początku nie poczyni się trudnych do naprawienia błędów, a robią je i rodzice, i dzieci. Są one oczywiście odmienne, ale ich wspólną cechą jest brak wczucia się w sytuację drugiej strony.
Najczęściej nieporozumienia powstają między synową a teściową. Dziewczyna zwykle nie umie pojąć tego, że choć narzeczonemu wydaje się zachwycająca, w zachwycie tym biorą udział czynniki tego rodzaju, że wcale nie ma powodu, by podzielali go wszyscy. Powinna więc starać się zrozumieć, że teściowie siłą rzeczy patrzą na nią krytyczniej i ostrożniej. Powinna zrozumieć, że choć teraz ona stała się dla narzeczonego kobietą najważniejszą, dotąd była nią matka. Małżeństwo nie musi popsuć kontaktu syna z matką, ale na pewno go zmieni. Jest to więc dla matki zawsze moment trudny, tym bardziej że kochając swe dziecko, w sposób naturalny niepokoi się o to, czy dobrze wybrało towarzysza życia. Jest to dla młodej dziewczyny na pewno trudne do zrozumienia, ale skoro teraz sama ma stać się żoną i matką, powinna zrobić ten wysiłek, a wczucie się w sytuację drugiej osoby jest początkiem dobrego kontaktu. Odnosi się to zresztą także do małżeństwa córek.
Tak więc młode synowe i zięciowie powinni przede wszystkim wykazać cierpliwość, dać teściowej czas na polubienie się, nie zrażać się jej początkową rezerwą, pokazać, że rzeczywiście zależy im na dobru współmałżonka, a także że nie zamierzają powodować jego niechęci do rodziców.
Dla teściów również zrozumienie swojej sytuacji emocjonalnej jest pierwszym krokiem do ułożenia dobrych stosunków. Jeżeli własne dzieci często drażnią swoim zachowaniem, to tym bardziej młody człowiek wychowany w innym środowisku, ale tak jak w stosunku do własnego dziecka to «drażnienie» nie zmienia miłości, tak i w stosunku do tego nowego dziecka nie ma ono istotnego znaczenia. W związku z realistyczną oceną cech własnego wieku, powinni dać sobie czas na polubienie synowej, nastawiając się jednak od razu na życzliwość. Dziecko urodzone z własnego ciała i wychowane we własnym domu jest oczywiście najbardziej kochane, ale właśnie miłość do niego powinna wskazać na potrzebę pewnego wycofania się we właściwym czasie. Na to trzeba się nastawić od początku - rodzice nie wychowują dziecka dla siebie, ale by odeszło i połączyło się ze współmałżonkiem. Oczywiście, chciałoby się, żeby ten współmałżonek był jak najlepszy i w okresie namysłu można dziecku radzić w tej sprawie, gdy jednak decyzja zapadnie, choćby nie była po myśli rodziców, należy ją szanować.
Mimo że związek dziecka z matką jest tak bardzo bliski, nie on jest sakramentem. Sakramentem jest małżeństwo. Działanie więc na szkodę związku małżeńskiego jest rodzajem świętokradztwa. Chrystus powiedział w tej sprawie surowo: Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela (Mt 19, 6), a w starszej wersji liturgii sakramentu małżeństwa ksiądz mówił: «Kogo Bóg złączył, człowiek niech się nie waży rozłączać» - aż dziw, ile matek na to się waży. Dzieje się tak często pod pozorem starania o dobro dziecka. Trzeba jednak zrozumieć, że z chwilą, gdy dziecko już żyje w małżeństwie, jego prawdziwym dobrem jest życie z tym sakramentem zgodne.
Sprawa właściwego ustawienia kontaktu ze współmałżonkiem dziecka jest szczególnie ważna u kobiet, gdyż wiele z nich nie uświadamia sobie, że z wiekiem zmieniają się ich zadania. Wiele kobiet nieprzygotowanych do nowej sytuacji, z nie dość pogłębionym życiem wewnętrznym, uważa rezygnację z takiego rodzaju aktywności, do jakiej były wcześniej przyzwyczajone, za tragedię. Dlatego starają się wszelkimi siłami podtrzymać swoją poprzednią rolę, nie dopuścić do samodzielności dzieci, do ich psychicznego, a nawet fizycznego odejścia.
Matka ma wychowywać dziecko dla świata - nie dla siebie; jeśli jednak wcześniej nie zadbała o własny rozwój i o dobry kontakt z mężem, po odejściu dzieci zostaje jej pustka. Dlatego walczy czasem o dorosłe dziecko z własnym zięciem czy synową. Zdarza się, że matka w swej drapieżnej miłości nie pozwala dorosłemu dziecku na wyjazdy, strasząc je, że jeśli zostanie sama, na pewno zachoruje lub umrze. Zdarza się, że matka nie chce dopuścić do małżeństwa dziecka, a gdy już ono nastąpi, wtrąca się nieustannie, niejednokrotnie stając się przyczyną rozwodu.
Na ogół najlepiej jest, jeśli - przynajmniej w początkowym okresie małżeństwa - dzieci mieszkają osobno. Niestety, nie zawsze jest to możliwe. Badania prowadzone na ten temat na moim seminarium wskazały, że najistotniejszy jest inny czynnik. Porównano postawy rodzicielskie dwóch grup teściowych: tych, których dzieci są zadowolone i niezadowolonych z małżeństwa (w obu grupach mieszkających razem). Okazało się, że matki dzieci niezadowolonych z małżeństwa były bardziej gniewliwe, zasadnicze, skłonne do naginania cudzej woli do swojego zdania, skłonne do separowania dzieci od wpływów zewnętrznych, były zachłannie opiekuńcze, wścibskie, mniej szanujące prawa dziecka, z tendencją do utrzymywania dzieci w zależności od siebie i do dominowania nad nimi.
Łatwo zrozumieć, dlaczego takie cechy teściowych, jak tendencja do dominacji i wtrącania się, wpływają niekorzystnie na małżeństwo dzieci. Jednakże matki dzieci o nieudanych małżeństwach charakteryzowały się także cechami przez nie same uważanymi zapewne za pozytywne, a więc tendencją do rezygnacji z kontaktów towarzyskich i traktowaniem roli matki jako męczennicy niespodziewającej się wdzięczności. Uważały, że bardzo kochają swoje dzieci, poświęcając się dla nich, wyręczając, doradzając, równocześnie same rezygnując ze wszystkiego. Właśnie to jest błędem - powinny mieć własne życie, a nie żyć tylko życiem swoich dzieci, które jako dorosłe muszą już decydować za siebie.
Badania te wskazują na złe skutki wymienionych postaw teściowych, ale mają jednocześnie wydźwięk pozytywny: postawy przeciwne, a więc życzliwość, zgodność, tolerancja, szacunek i niewtrącanie się charakteryzowały teściowe małżeństw udanych.
Wśród wielu ludzi, z którymi stykamy się w ciągu życia, nie wszyscy są naprawdę bliscy. Rodzice towarzysza życia, czyli współmałżonka dziecka - mogą się stać takimi, bo choć często dzieli ich mnóstwo spraw i upodobań, łączy miłość do tej samej osoby. Jeśli jest to naprawdę miłość, a nie chęć posiadania, mają szansę na przyjaźń. Ile warta może być przyjaźń z młodą osobą, kochającą nasze dziecko i rodzącą nasze wnuki, a wprowadzającą do rodziny nowy powiew i inne niż już znane wartości? Chyba tyle, ile przyjaźń z osobą starszą, która wychowała naszego ukochanego, ma wiele doświadczenia, może przekazać wartości, jakich dotąd nie dostrzegało się i wskazać korzenie, z których nowa rodzina wyrasta.
Zdarzają się takie przyjaźnie może częściej niż na pozór można by sądzić. W literaturze dość trudno znaleźć ich opisy, ale warto zajrzeć do Starego Testamentu i przypomnieć sobie historię Noemi i Rut Moabitki, jej synowej, historię przyjaźni, która przetrwała śmierć męża Rut i która zaważyła na początkach rodu Dawidowego, z którego wywodzi się Chrystus. Bardzo różnie można czytać Pismo Święte; wolno chyba na opowiadanie o pięknej Rut spojrzeć też od strony Noemi - patronki dobrych teściowych.”
środa, 14 stycznia 2009, jan.turnau
Komentarze
2009/01/14 13:07:11
A skąd ta pewność o połączeniu związku małżeńskiego przez Boga?
Czy udzielenie sakramentu małżeńskiego oznacza połączenie przez Boga ?

Mam poważne wątpliwości ?

Człowiekowi można wszystko wmówić, wszystko zależy kto to czyni i jaki ma u ludu tak zwany autorytet.

Osobiście jestem za rozwodem, jeżeli w małzeństwie wyjdzie niezgodność, która prowadzi do patologii - dla dobra dzieci.

W Polsce bardzo często obserwuje wsród katolików (i nie tylko) patologie rodzinne.
Kiedyś nawet takiej katolickiej rodzinie zadałem pytanie:
Dlaczego się nie rozejdziecie ?
Odpowiedz była tak płytka, że z wrażenia usiadłem - "Nas Bóg połączył".

Oj te religie, religie.
-
2009/01/14 13:24:54
Najlepszym dowodem naszej polskiej patologii społeczej są nasi politycy - oni nie przybyli z kosmosu, oni wywodzą się z ludu - katolickiego (najczęściej).

Media wcale nie lepsze - czynią z tej patologii IGRZYSKA, kto komu bardziej dowali.
Kwadratura koła katolickiego, nadal trwa.

Kabaret przedni - w wykonaniu ludu, w którym na ustach wciąż i wciąż słowo - Bóg.
-
2009/01/14 13:38:10
Świetnie mieć teściową. Zwłaszcza taką, która ledwie podniesie się z łoża boleści pędzi usługiwać zięciaszkowi.
-
2009/01/14 14:13:05
Droga Fajko
Jak się przez stulecia wciska w psychikę człowieka, że jest "Bóg Ojciec i Syn Boży", to trudno aby kobiety wreszcie niemal uwierzyły, że męzczyzna to prawie jak "Bóg".

A kto jest w Watykanie i ustala doktryny?
Mezczyzni, poubierani w śmieszne sukienki - a może to ma pokazywać kobiecość ?

Prowadziłem rozmowę z pewną kobietą i chciałem jej uzmysłowić, że wasza gorsza sytuacja społeczna wynika z pewnej przyczyny, ta przyczyna to religia - u nas to chrześcijaństwo (katolicyzm). Nasza dyskusja się zakonczyła jej stwierdzeniem: "jestem bezbożnikiem".
-
2009/01/14 15:42:58
Już od dawna czytam Pański blog. Chciałbym wszystkim uczestnikom w dyskusji bardzo podziekować. Bardzo mi pomagacie pogłębić moją wiarę.
Co do teściów to bardzo szanowałem ich (niestety już nie żyją) i z wzajemnością. Byli to ludzie prości, ale niezwykle serdeczni. Nigdy nie okazali żalu, że zabrałem im córkę.
Wszystkim Wam życzę mieć takich.
Pozdrawiam
-
2009/01/14 19:31:12
Jak się zdążyłam zorientować "naprędce", to na naszym polskim rynku wydawniczym nie ma jeszcze mądrej książki o teściach.Dlatego mam prośbę do Pana Jana T.,a może by tak Pan zechciał napisać. Mówię całkiem serio. Wiedzy ma Pan wystarczająco dużo.
Dziękuję już z góry i pozdrawiam.
-
2009/01/14 20:16:24
Hm.Mam nadzieję,tylko nadzieję że będę w porządku teściową :).Ale biegać koło zięcia nie będę,niech sobie córka wokół męża biega.Kiedyś.
-
2009/01/14 20:27:38
Ja owego czasu zadałem pytanie teściowej i teściowi: dlaczego wobec mojej osoby jesteście tak mili i łaskawi, a wobec siebie tak nienawistni ? - odpowiedzi nie usłyszałem.
-
2009/01/15 08:53:01
Luki.
To na co Ty Dobry Człowieku jeszcze czekasz?
Sam (samodzielnie) daj odpowiedź np. w swojej książce:
O Dobrym Teściu. Przeczytają, zrozumieją,tego jestem pewna.-:)
-
2009/01/15 09:31:02
Acha. Jeszcze maleńka ściągawka mikro.
1. Teściowa ma być przygotowana do nowej dla niej sytuacji.
2. Teściowa ma mieć pogłębione życie wewnętrzne.
3.Teściowa ma pozwolić na samodzielność zięcia, synowej.
4. Teściowa ma być zdowolona ze swego małżeństwa.
Może przyda się ściąga przy pisaniu o Teściu.-:)
-
2009/01/15 11:57:32
Jedyna, nie jestem "Dobrym Człowiekiem" i nie polecam formułek językowych typu - dobry bądz zły.
Mam tylko zamiary (różne) wynikające z przyczyn. Przyczyny dotykające także mnie staram się analizować i odpowiadać sobie dlaczego tak, a nie inaczej.

-
2009/01/15 12:18:31
Zatem książki nie będzie. Oto i polska życzliwość-:).
Dziękuję.
-
2009/01/15 12:35:55
Mój język jest nienajlepszy - oto jeden z powodów, ale nie wykluczam, że gdy się językowo podszkolę i przede wszystkim zostanę teściem - to może ?

Nie jestem teściem i nie mam w tym zakresie doświadczenia.
Pisanie książki o teściu na podstawie własnej wyobrazni, byłoby nie rozsądne - tak to oceniam.
-
2009/01/15 13:01:38
Tak poważniej.
Skąd wiesz jaka jest logika męska ?

Ja swojej logiki nie znam.
Ja tylko probuje zrozumieć - może to jest właśnie logika ?
Myślę, że nie należy dzielić logikę - na męską i żeńską.
Dzielić możemy tylko ciało - jest piękne (męskie) i piękniejsze (żeńskie).
Dzielić Rozum ? - nie polecam.

Co o tym myślisz.
-
2009/01/15 14:18:26
Dzięki za uznanie, ale książki o teściach nie napiszę, bo w ogóle napisanie czrgoś większego jest dla mnie problemem. Pozdrawiam Wszystkich!
-
2009/01/15 14:36:52
Panie Janie, zrozumiałam i dlatego jeszcze na zakończenie....Paul Ricoeur.
Zrozumieć samego siebie to być zdolnym do opowiadania o samym sobie historii
zrozumiałych i zarazem możliwych do przyjęcia przez innych.
Serdecznie pozdrawiam i przepraszam, że nieco śmiecę na Pana mądrym (bynajmniej dla mnie)blogu.